WSPOMNIENIA NACJONALISTY: 11.11.2009 WARSZAWA !!!

Wspomnienia z 11 listopada 2009…Dlaczego publikuje je już teraz, 26 września? Wydawałoby się, że odpowiedniejszym dniem do tej aktualizacji będzie 11.11.2010…Otóż nie! 11 listopada tego roku musimy być na podobnej manifestacji w Stolicy Polski! Dlatego już teraz zaczynam nakręcanie Was na uczestnictwo w tym wydarzeniu. 11.11 w tym roku wypada w czwartek, a zatem nacjonaliści z daleka już po woli mogą kminić nad piątkowym urlopem…A tymczasem zapraszam Was do poczucia klimatu tej corocznej manifestacji. Zamieszczę obszerną relację oraz zdjęcia z różnych aspektów dotyczących warszawskiej mobilizacji. Wrzucam też dwa filmiki, które NIGDZIE wcześniej nie były prezentowane…Kombinujcie busy, nakręcajcie znajomych, jeśli robicie jakieś media/ strony/ muzykę – przemyćcie do nich informacje o 11 listopada.

11 listopada 2009 zaplanowana była manifestacja organizowana przez Obóz Narodowo Radykalny. Poprzedziła ją tradycyjna akcja propagandowa, tym razem jednak o większym rozmachu. Powstała specjalna strona internetowa, na której zamieszczono projekty vlepek i plakatów. Te pojawiły się nie tylko w Warszawie. Na jednym z warszawskich wiaduktów zawisnął też starannie wykonany transparent z adresem tej strony i zmierzający do pracy ludzie mogli się z nim zapoznać. Do tego niezliczona ilość dyskusji i reklama na wszelakich forach internetowych. Jeśli chociaż jedna osoba była dzięki temu pierwszy raz (a wiem, że takie osoby były) – dało to efekt. Zacznijmy jednak te wspomnienia od początku.

Niestety w układ z manifestantami nie weszła pogoda. Kto miał przyjść ten przyszedł, ale zapewne niektóre ewentualne nowe osoby mógł odstraszyć padający mocno deszcz. Mimo niego na Placu Zamkowym o 14:00 zaczął gromadzić się całkiem zgrabny tłumek. Witały się załogi z różnych stron kraju, dużo było ludzi z Warszawy oraz kibiców Legii. Widoczne też barwy mniejszych klubów Stolicy (sympatyzujących z Legią) prócz niechcianych barw w postaci ciągle utożsamianej z lewakami Polonii.

Około 14:30 jest nas już kilkuset (ponad 500), formujemy szeregi i szykujemy się do wymarszu. Zanim do tego doszło jeden z nacjonalistów wygłasza krótkie przemówienie obalające stereotypy na temat manifestantów. Pogoniony też zostaje jeden z dziennikarzy, który robi wywiad z jakimś ubranym jak burak prowokatorem, zapewne by pokazać go w mediach jako typowego reprezentanta nacjonalistów.

Nad głowami manifestantów pojawiły się liczne flagi. Był „Nacjonalizm naszą drogą”, kilka flag ONR, flaga z Dmowskim, flagi NOP, Zadrugi, Falangi, Ligi Obrony Suwerenności, krzyże celtyckie i jeszcze inne. W tym roku było znacznie lepsze nagłośnienie niż w latach ubiegłych. Kilka megafonów w różnych miejscach pochodu nie zmobilizowało jednak wszystkich do krzyku i momentami było głośno, momentami niestety cichawo. Bywało też tak, że przód i tył pochodu krzyczał co innego. Wznosiliśmy okrzyki anty komunistyczne, anty traktatowe oraz nacjonalistyczne. Z nowości pojawiły się „Narodowi- aktywni – radykalni”, a przede wszystkim „nadchodzą nacjonaliści”. Wzorem naszych sąsiadów z Czech zachęcaliśmy też Polaków by poszli z nami. Cały pochód rozciągnął się na bardzo konkretnej długości, niemal każde wyjście z niego łączyło się z „upomnieniem” przez milicjanta i zawróceniem do pochodu. Policji było jak na meczu podwyższonego ryzyka, białe kaski, pełne uzbrojenie. Do tego masa tajniaków na mieście i w pobliżu manifestacji.  

Jedną z atrakcji manifestacji było odpalenie kilku rac w dwóch turach. Zrobiono to na tyle pochodu, a „płonący ogon” wyglądał bardzo efektownie. Najbardziej do gustu przypadł rzecz jasna aktywistom na co dzień będącym kibicami. Można było poczuć się jak na sektorze.

Warto dodać, że kilka grup rozdawało swoje ulotki. Już na zbiórce do rąk uczestników trafiły kartki z informacjami o Lidze Obrony Suwerenności, pod pomnikiem Dmowskiego nabyłem od starszego narodowca ciekawą książkę za jedyne 5 zł (o stosunkach polsko- żydowskich na przełomie wieków – bez cenzury). Podczas manifestacji rozdawane były ulotki, co jest sporym plusem – co bowiem z tego, że sobie pokrzyczymy i nie zostawimy nic po sobie. A tak przechodnie chętnie brali kartki z tekstem i adresem strony ONR gdzie ewentualnie mogą dowiedzieć się czegoś więcej o nacjonalistycznych poglądach. Ulotek z tego co widziałem rozdano sporo przez cały czas podchodu w kierunku pomnika Romana Dmowskiego.

Pod owym pomnikiem meldujemy się po półtorej godzinie pochodu przez Stolicę. Kaski tworzą kordon, a wewnątrz niego zbierają się nacjonaliści by wysłuchać przemówień. Po drugiej stronie ulicy pojawia się ponoć kilku brudasów, ale chyba tylko po to by mogli o sobie przeczytać – nic by bowiem nie zdziałali. Może wręcz rzec, że gdyby nie policja na pewno by tam nie przyszli chyba, że po pewny oklep od kilkadziesiąt razy większej grupy. Budzą jedynie śmiech politowania i ludzie skupiają się na przemówieniach bądź wrzucaniu do specjalnie oznakowanych puszek kasy na zatrzymanych nacjonalistów. Po jakimś czasie manifestacja kończy się i każdy idzie bądź jedzie w swoją stronę.     

Warto też wspomnieć o kontr demonstracji drugiej strony barykady. W mediach ton, że anarchiści chcieli się do nas dostać. To bardzo zabawne, też byśmy tego bardzo chcieli, a ci napinacze bardzo dobrze wiedzą, że na takie demonstracje mobilizowane są spore siły policyjne i do niczego nie dopuszczą. Na pewno byłoby bardzo zabawnie i sympatycznie spotkać się całymi grupami, a tak – przeszliśmy sobie nie mijając żadnej grupy brudasów (prócz jakichś jednostek) i większość manifestantów nie wiedziała nawet nic o jakiejś kontrze. Dopóki nie włączyli pewnej znanej stacji telewizyjnej.

Media zrobiły z lewackiej parady cyrk, że starcia z psami, że zamieszki, a nie widać tam (na materiałach filmowych) nic prócz zawijania kilku lewaków. To nie tylko wina żałosnych mediów, ale i samych anarchistów, którzy wypisywali w jakiejś swojej relacji niestworzone rzeczy. Niestworzone rzeczy, których nie widziało gdzieś 85% manifestacji (bądź więcej), a zatem nie były to zbyt konkretne działania. Ja widziałem dwie dziewczyny i jednego pajaca krzyczących swoimi piskliwymi głosikami, że jesteśmy nazistami. Poglądu tego co jasne nie podzielali mieszkańcy Stolicy, którzy bili nam brawo słysząc antykomunistyczne, patriotyczne czy nacjonalistyczne okrzyki. Widziałem jak starsi panowie mieli łzy w oczach słysząc przyśpiewki o księdzu Popiełuszce. Z tego co wiem lewacki cyrk nie interesował niemal nikogo, a przemawiający na nim ludzie: głosząca antypolskie hasła Alina Cała, a także odczytanie listu poparcia od Krystiana Legierskiego – znanego czarnoskórego działacza gejowskiego – niech mówią same za siebie.

Podczas marszu ponoć wyskoczyło gdzieś paru desperatów (nie widziałem tego), ale nie wiem co chcieli zdziałać przy takiej ilości policji. Zapewne to oni chcieli teraz być bohaterami zbiórek kasy na lewackich koncertach i idolami dla narkomanek w dredach :-). Gratulacje. „Faszyzm” jednak przeszedł…Dzięki policji? Dzięki policji lewacy mogli parę kilometrów dalej w ogóle się zebrać i wystarczy spojrzeć na proporcje liczbowe by przyznać temu rację. Jeśli chodzi o wydarzenia na mieście to z tego co wiem nic konkretnego i większego się nie wydarzyło prócz tradycyjnych pojedynczych starć gdzieś tam po drodze. Nie było tak efektywnie jak w 2008 roku…

Podsumowując – było jak najbardziej pozytywnie. Liczba mimo kiepskiej pogody dobra, setki rozdanych ulotek i wykrzyczane w Stolicę hasła. Optymizm budziły również liczby narodowców, które wyszły 11 listopada w reszcie kraju. Trzycyfrowa liczba we Wrocławiu, w Białymstoku – mniejsze grupy w innych miastach.

Jak będzie w roku 2010? To zależy także od Ciebie! Jeśli jesteś z Mazowsza – manifestacja nic nie kosztuje, warto wyjść tego dnia z domu i być z nami! Jeśli jesteś z daleka – warto organizować auta, busy czy też grupy pociągowe i uderzać do Warszawy! Jest to jedyny dzień w roku kiedy wychodzimy by pokazać, że nie jest nas garstka lecz co najmniej kilka setek.

Ł.