WYWIAD: Ultras Zagłębie Sosnowiec dla „Drogi Legionisty”!

9 marca o godzinie 15:00 II ligowe Zagłębie Sosnowiec rozpocznie rundę wiosenną wyjazdem do Chojnic (bez kibiców, bo psy powymyślały bzdur). Tymczasem…, co tu dużo zapowiadać… Ultras Zagłębie Sosnowiec – kibole jednej z naszych sztam, ekipy z charakterystycznym, old schoolowym klimatem. Otoczonej śląskim wrogiem, a przez to przyzwyczajonej do ciekawych wyjazdów. Rozmawiamy o Zagłębiu, o Sosnowcu i o innych sprawach… Wywiad ukazał się w 9tym numerze zina „Droga Legionisty” (nadal dostępnym) – dzisiaj debiut w necie. Miłej lektury!

Ł: Witam Zagłębie! Na początek się przedstawcie. Ile lat istnieje Wasza grupa i jakie są jej zadania?

ULTRAS ZAGŁĘBIE: Siemanero! Początki grupy sięgają 2005 roku, a więc ultrasujemy pod tym szyldem już 7 lat. Co ważne kilka osób stawiało swoje pierwsze kroki w ultrasce już za czasów pierwszej zagłębiowskiej grupy ultas, czyli Fuocco Brigade. Na dobrą sprawę, początek Naszej grupy był końcem działania chłopaków z FB.

Co do zadań, działamy na wielu płaszczyznach kibicowania. Oczywiście pierwszorzędne dla Nas są oprawy i doping, jednakże skłamalibyśmy i bylibyśmy za skromni pisząc, że robimy tylko takie rzeczy. Mianowicie od kilku sezonów naszą (oraz naszej młodszej grupy – Młodej Wiary) opieką objęte są różne akcje jak np. Malowanie Zagłębia Dąbrowskiego, aukcje charytatywne, akcje patriotyczne itp. Część osób z Naszej grupy również odpowiada lub odpowiadało za pomoc przy organizacji wyjazdów. Finalnie kilka osób od Nas bardzo często wspiera też Naszych sportowców.

Ł: Jak oceniacie minioną rundę w wykonaniu Waszej ekipy oraz piłkarzy Zagłębia? Zaraz rusza wiosna.

UZ: Ocenę zaczniemy od samych siebie, potem ogółu, a na końcu naszych „ulubieńców”.

Pomimo kilku ciekawych prezentacji nie możemy jako grupa zaliczyć tej rundy do udanych. Niestety frekwencja na stadionie, notoryczny brak młyna robi swoje i od dłuższego czasu nie możemy zaprezentować żadnej oprawy na trybunach Ludowego. Kilka dobrych opraw gnije i obrasta w pajęczyny, bo zwyczajnie w świecie nie ma ich z kim zaprezentować. Wiadomo raz na rundę mamy kilka „ciekawszych” spotkań z kibicowskimi drużynami jak chociażby Raków Częstochowa, ale już to się nawet „kibicom” znudziło. Lepiej bankowo nie będzie,  więc pozostaje nam chyba wykonywanie małych (formatowo) prezentacji, bo kilka ekip w Polsce pokazuje, że małe też może być piękne ;-). Jedyne „piłkarskie” oprawy jakie przygotowaliśmy były prezentowane w Bielsku z okazji 30 lecia zgody i 90 lecia Bialskiej Stali. Była to podświetlana folia plus Wrocławie i race oraz sektorówka z transem i sreberkami. Natomiast u siebie działaliśmy tylko na hokeju i raz na początku roku na koszu. Zrobiliśmy 2 prezentacje (sreberek w barwach nie liczymy), odpaliliśmy sporo piro, sformowaliśmy kilka przyzwoitych młynów. Niestety nasze zabawy na hokeju to kolejne problemy ze smutnymi panami i miejmy nadzieję, że dla kilku z nas zakończy się wszystko z fartem. Na koszu również „świeciliśmy przykładem” przy transparencie „To pasja która płynie w naszych żyłach” w asyście dużych, szytych przez nas barwowych flag na kij.

Natomiast co do ogólnej oceny kibiców, ciężko o jednoznaczną odpowiedź. Mecze u siebie, wstyd i tyle. Wyjazdy hmm byłoby przyzwoicie, ale oficjalne 0 w Wałbrzychu chluby nie przynosi… Na hokeju było przyzwoicie i to w sumie tyle. Zniżka formy widoczna gołym okiem, ale zawirowania z ostatnich dwóch lat zrobiły swoje, gorzej chyba być nie może.

Jeśli zaś chodzi o piłkarzy to nie wiadomo co napisać. Kilku z nich przykładało się do gry, były mecze gdzie robili wiele akcji, ale piłka jakimś sposobem nie wpadała do siatki. Tyle, że takie tłumaczenie to pasowałoby jak bylibyśmy Tęczą Błędów, a do kurwy nędzy, to jest Zagłębie Sosnowiec! Tu nie chodzi nawet o to, żeby oni awansowali, żeby wygrywali co mecz. Tylko chodzi o zaangażowanie, ambicję i charakter. Nie może być tak, że wygrywamy z drużyną z czuba tabeli, jedziemy do Torunia, ostatniej drużyny w tabeli z 0 zwycięstw, a oni dostają od Elany lanie… Albo przyjeżdżają na Ludowy jakieś ogórki i zamiast ich zaorać to ci liczą, że Stasiek z Mietkiem przestraszą się ich zsolarzonych mord i różowych butów. Tu powinno się grać i zapierdalać, żeby kości strzelały na boisku!

Dodatkowo we wrześniu (drugi rok z rzędu) wraz z Zagłębiowskimi dzielnicami odwiedziliśmy szkoły podstawowe na terenie ZD. Rozdaliśmy przy tym 10 tysi planów lekcji, 25 tysi vlepek na zeszyty oraz szerzyliśmy zamiłowanie do Zagłębia, sportu, małej ojczyzny i postaw patriotycznych. Oczywiście wszystko zostało sfinansowane przez nas, a materiały były stricte Zagłębiowskie i Polskie. Uśmiech i spontaniczna reakcja dzieci, przyszłych pokoleń Zagłębiaków – pozostaje bezcenna.

Ł: Zagłębie Sosnowiec jest w pewnym sensie old schoolową ekipą. Grupa często jedzie rejsówką, klimat wyjazdu typowo „starodawny”, a jechałem z Wami pociągiem nawet w minionej rundzie i ten klimat się w znacznej mierze utrzymuje… Zagłębie jest ekipą nie do zmodernizowania :-)?

UZ: Trudne pytanie, bo ciężko będzie streścić odpowiedź do kilku zdań zważywszy, że te nasze wyjazdy i kibicowanie jedynemu, prawdziwemu Zagłębiu to dobry materiał na książkę. Ale spróbujemy jakoś składnie wytłumaczyć ten nasz sosnowiecki fenomen :-).

Patrząc na nasze wyjazdy od początku XXI wieku można zauważyć (pomijając jakieś 0, wahania formy itd.), że prezentujemy w miarę stały poziom liczbowy oraz to, że raczej stawiamy na pociągi, zwłaszcza te rejsowe. Zawsze przy ustalaniu rozkładu jazdy na rundę najpierw bierzemy pod uwagę pociągi, potem autokary i auta. Warto dodać, że mamy chyba najtańsze pociągowe wyjazdy w Polsce, bo „bilet każdy ogarnia we własnym zakresie” :-).

Wiadomo, jest jeszcze kilka ekip w Polsce, które stawiają na rejsówki, ale są to już raczej wyjątki, bo jak ktoś już jeździ pociągiem to jest to pociąg specjalny, z wycieczką zakładową w postaci 1000 osób. Reszta woli postawić na auta/autokary. Dla takich ekip jak Legia, Lech, Widzew nasze wyjazdy mogą być oldschoolwe, a dla nas to coś zwykłego.

Każdy może sobie sam odpowiedzieć, czy woli jechać w 1000 osób, w bezpiecznym specjalu, zapełniając szczelnie sektor gości, czy może pojechać tak jak my w 100, 200 albo 300 osób rejsówką z lekkim dreszczykiem emocji i zaliczyć atrakcje na trasie.

Dla nas wybór jest jasny, bo przez ostatnich kilka lat przeżyliśmy sporo atrakcji, gdzie chyba najkonkretniejsza to 120 Zagłębiaków wracających z Bydgoszczy z postojem w Chorzowie Batorym na przywitanie się chlebem i solą z całym specjalem Rucholi.

Ostatni wyjazd do Torunia znowu byłby pełen atrakcji, ale niestety policja udaremniła plany polującej na nas ekipy, która chyba z łowcy zamieniłaby się tym razem w zwierzynę łowną :-). Czy jesteśmy nie do zmodernizowania? Definitywnie TAK, ostatnie 12 lat utwierdzają nas w przekonaniu, że pewne rzeczy u nas nigdy się nie zmienią chyba, że nagle zaczniemy grać o mistrza Polski, co jest mocną fantastyką :-). 

Ł: „Czerwone Zagłębie”. Czy możecie jeszcze raz wyjaśnić specyfikę tej flagi? Pamiętam jak byłem na jednym z Waszych wyjazdów, patrzę na dworcu, a tu Dąbrowa z koszulkami z trystyką, dość sporo celtów… O co kaman?

UZ: Żeby nie robić niepotrzebnego zamieszania powinniśmy przekleić tu post (z forum kibicezaglebia.net) jednego z twórców tej flagi:

„W tym czasie dużo ekip miało Nas za komuchów (patrz wyniki wyborów w Sosnowcu) więc na przekór powstała flaga (jak „Śledzie” Arki czy „Hanysy”, czy „żydowskie” flagi Cracovii). Flaga jest stylizowana na „czerwoną”, ale nie posiada żadnego akcentu komunistycznego (taki był jej zamysł). Hasło wymyślone przeze mnie (nie było wzięte z żadnego manifestu komunistycznego jak ktoś kiedyś sugerował). Osoby zaangażowane na 100% niestojące choćby blisko lewej strony.”

Co najważniejsze osoby stojące za powstaniem tej flagi w tamtym czasie nie należały do przypadkowych i znając ich osobiście trudno byłoby zarzucić im jakieś lewackie zajawki, więc post autora tłumaczyłby wszystko.

Flaga niewątpliwie budziła niezdrowe emocje i nadawała kolorytu zwłaszcza wyjazdowym spotkaniom w Gdańsku. Jeśli mnie pamięć nie myli to w czasie Naszego meczu doszło do kuriozalnej sytuacji, gdzie na naszym płocie wisiało C.Z. oraz flaga Braci z Warszawy z OFMC.

My jako grupa w pewnym stopniu też przyłożyliśmy rękę do „czerwonej” atmosfery przygotowując oprawę z motywem „Kapturek też był czerwony”, czy skandując… „Edward Gierek” w celu wkurwienia kibiców gości (może niektórzy wzięli sobie to zbyt na serio?!).

A jak wygląda to obecnie? Flaga C.Z. zniknęła, a na płocie zawisły takie flagi jak „precz z komuną” czy wzorowana na B&H „Zagłębie Sosnowiec”, które wywołały niemałe poruszenie.

Niewątpliwie znaczna część kumatego i ogarniętego towarzystwa ma zajawki patriotyczne lub mocno nacjonalistyczne, co przekłada się choćby na spore delegacje na Marszu Niepodległości, czy produkcję limitowanych gadżetów jak choćby wspomniane koszulki z trystyką itp.

Ł: Przed tym sezonem upadła Wam sekcja koszykówki. Dlaczego tak się stało? Widziałem, że potrafiliście się na niej fanatycznie zaprezentować…

UZ: Niestety znowu upadła, tak jak powoli upada cały sport w Sosnowcu, zwłaszcza ten z „Zagłębie” w nazwie.

Młodsi kibice oraz ludzie niesiedzący w temacie koszykówki zapewne nie wiedzą, ale w kosza byliśmy dwa razy mistrzami Polski, a w latach 90tych stanowiła koszykówka nieodłączny element kibicowskiego życia Zagłębiaków. Tam pisała się spora część Naszej kibicowskiej historii. Potem upadła, aż w końcu ją reaktywowano za sprawą grupki zapaleńców.

Spokojnie można powiedzieć, że „nowe” koszykarskie Zagłębie było 100% zagłębiowskim klubem, w którym grali Nasi koledzy z osiedli, podwórek, znani też z wyjazdów piłkarskiego Zagłębia. Naprawdę chłopaki odjebali kawałek dobrej roboty, dokładali do interesu z własnej kieszeni, a na parkiecie nigdy nie przechodzili obok meczu. W miarę Naszych możliwości staraliśmy się przychodzić na sekcję i wspomagać chłopaków dopingiem oraz oprawami. Zdecydowanie panował świetny klimat, chłopaki jarali się całą otoczką, czysta esencja sportu i kibicowania, wszystko funkcjonowało jak jeden organizm. Ale jak to w życiu bywa – nic nie trwa wiecznie.

Nasi koledzy zaczęli grać coraz lepiej, pojawiły się olbrzymie szanse na awans do II ligi, my robiliśmy frekwencję i trochę świeciliśmy w czasie opraw. Wszystko to nie spodobało się prezesowi klubu, jego przydupasom oraz całemu miejskiemu komunistycznemu układowi…

Nagle obiecane pieniądze wyparowały, zaczęto rzucać koszykarzom kłody pod nogi, wszystko stawało się niemożliwym. Chłopaki więc zwinęli manatki, zostawili cały ten kurewski zarząd na lodzie i przenieśli się do innych zagłębiowskich klubów. A więc cały ich wysiłek poszedł na marne, ale najważniejsze, że chociaż przez kilka miesięcy mogliśmy się cieszyć kibolską koszykówką, za co zawsze będziemy im wdzięczni.

Ł: Cały czas macie sekcję hokeja – jeszcze w najwyższej klasie rozgrywkowej. Możecie napisać o specyfice Stadionu Zimowego? Mobilizujecie się raz na jakiś czas, a niedawno chyba prowadziliście jakiś protest?

UZ: Kolejny ciężki temat po koszykówce. Największe sportowe sukcesy odnosił sosnowiecki hokej na lodzie, a kiedy z piłkarskiej mapy Polski zniknęło Zagłębie, Stadion Zimowy był motorem napędowym Naszych kiboli.

Z racji wieku ciężko jest nam opisać wydarzenia toczące się na, jak i w okolicach Stadionu Zimowego w latach 90tych. Możemy jedynie przytaczać opowieści Naszej starszyzny oraz relacje z zinów, ale dla ludzi siedzących w klimacie wystarczy wspomnieć legendarne już mecze z Cracovią. Jedno z takich spotkań zakończyło się totalną demolką Sosnowca.

Z tamtego okresu pochodzi też Nasza znana przyśpiewka o pasiastej drużynie „Pamiętasz kurwo Sosnowiec z policją żyłaś jak brat…” Dlatego też Stadion Zimowy to raczej „wspomnień czar” Naszych staruchów…

Nie oznacza to jednak, że młodsze pokolenia nie wiążą z tym obiektem żadnych wspomnień. Rywalizacja z Polonią Bytom o awans do Ekstraligi oraz pierwszy rok rozgrywek po awansie to namiastka atmosfery tamtych lat, była dobra frekwencja, doping i oprawy. Niestety, z czasem grobowy klimat dopadł też Stadion Zimowy.

Drużyna zaczęła borykać się z olbrzymimi problemami finansowymi, partackim zarządzaniem i wszędobylskim miejskim układem.

Słabe wyniki, ciągłe znaki zapytania czy klub wystartuje w kolejnym sezonie rozgrywek znacznie obniżyły frekwencję. Młyn zaczął pojawiać się sporadycznie, padła atmosfera.

Ostatnimi czasy Młoda Wiara próbuje rozruszać trochę kibolską atmosferę, efekty bywają przyzwoite. Ewidentnie w tym sezonie spotkaniem „numero uno” był mecz z katowickim GKSem. Naprawdę, ostatni raz taki klimat był we wcześniej wspomnianym sezonie po awansie.

Nie prowadzimy obecnie żadnego protestu, transparenty które zapewne podsunęły Ci taką myśl były raczej reakcją na podejmowane ostatnio decyzje oraz niepokojące sygnały płynące z UM. Nie oznacza to jednak, że takiego protestu nie będzie…

Niestety w Sosnowcu ze sportem dzieje się naprawdę bardzo źle, na wszystkim rękę trzyma postkomunistyczny układ, kolesiostwo i „biznesmeni”. Nikt z Nas nie wie, czy w przyszłym roku będziemy mieli hokej, piłkę. Takie realia, w których ciężko jest się odnaleźć. Nie napiszemy niczego odkrywczego, że taki stan rzeczy mocno odbija się na Naszej kibicowskiej kondycji.

Pomimo tego będziemy trwali, bo Zagłębiacy są już skutecznie przygotowani na takie perypetie, chyba jesteśmy w tym ogólnopolskimi specjalistami…

Ł: Zmienimy trochę temat. Byłem kilkukrotnie w Sosnowcu – na piłce, hokeju, czy też przejazdem, gdy Legia grała na Śląsku. Przy tym pojeździłem trochę po Waszym mieście i dla mnie – mieszkańca środkowej- południowej Polski ma ono specyficzny, nieco odmienny klimat. Co najbardziej kochacie, a czego nienawidzicie w swoim mieście?

UZ: Masz sporo racji pisząc o specyficznym Sosnowieckim klimacie…

Sosnowiec to dość młode miasto, prawa miejskie uzyskał trochę ponad 100 lat temu (1902 rok). Kilka obecnych dzielnic ma jednak dużo bogatszą historię jak choćby Pogoń, Milowice.

Od początku swojego istnienia miasto to było mocno uprzemysłowione. Huty, kopalnie po których dzisiaj pozostały ruiny i pamiątkowe tablice (stąd między innymi motyw Working Class często u nas stosowany).

W czasach towarzysza Gierka Sosnowiec kwitł, potem po transformacji i Okrągłym Stole pozamykano kopalnie, huty, nikt nie myślał co zrobić z ludźmi którzy tam pracowali i ich rodzinami. Jak to zwykle zresztą „łatwiej rozjebać niż coś naprawić lub budować od zera”. I to niestety do dzisiaj odbija się czkawką… W stolicy Zagłębia bardzo ciężko o pracę, jak się już ją ma, to albo w marnych usługach (kasa w „Biedronce” lub coś podobnego) albo przy produkcji „na taśmie” za 1400 zł na rękę. Smutna rzeczywistość, po studiach każdy stąd ucieka do pracy, za granicę albo do Katowic (czyli też za granicę :-).

Obecnie to miasto bez perspektyw, czerwona władza w koalicji z PO nie robi za wiele by żyło się lepiej. Odbija się to również na sporcie który jak już wspominaliśmy wcześniej jest w marnym stanie. Brak pracy, zero rozrywek (prócz kibicowania), postkomuchy u władzy, i generalnie ciężko o lepsze jutro…

Żeby nie było tak smętnie, mamy swój klub – Zagłębie, który wiele przeszedł i zapewne wiele jeszcze przejdzie (taki nasz urok), jesteśmy już jednak do tego przyzwyczajeni.

Plusem biedy jest to, że u nas w mieście nie widać zmian jakie są obecne w wielkich miastach (Kraków,  Warszawa, Poznań, Wrocław) – nie śmigają co krok goście ala Jacykow, facet z facetem za rękę się nie buja, kolorowych za wiele tutaj nie przyciąga. Na osiedlach ciągłe pełno „kapturów”, smyków, ogólnie towarzystwo jest takie jak dawniej, co nas cieszy.

Ł: Wasz rejon nadal jest tak ciekawy jak dawniej? Zdarzają się tradycyjne wypady po barwy, wjazdy na osiedla pomiędzy grupami z Zagłębia, a Hanysami? Często w Sosnowcu można usłyszeć pytanie… „za kim jesteś?” od przejeżdżającego tramwajem Ślązaka?

UZ: Może nie jest aż tak ciekawy jak dawniej, ale klimat nadal się utrzymuje.

Wiadomo, tradycyjne wypady po barwy, wjazdy na osiedla, FC czy akcje na grafy zdarzają się. Nie ma już takiej częstotliwości jak dawniej, zwłaszcza w kwestii szalików. Mniej ludzi chodzi w zimę w barwach, druga sprawa to przypały.

Praktycznie w wielu miejscach miast jest od zajebania kamer, wąsów po cywilnemu też więcej. Same osoby chodzące w barwach też przypałowe, mało to jest takich „wybujańców” co zaraz psami straszą? Teraz każdy może zrobić się na kibica… Ostatnimi czasy chodzą słuchy, że psy podszywają się pod kibiców i liczą na prowokacje, wiadomo jaki scenariusz.

„Za kim jesteś” jest już raczej rzadkością, chyba że ktoś się bardzo prosi o te pytanie albo przechodzi przez jakieś osiedle.

Za duży przepływ ludzi w centrach miast, komunikacji miejskiej, nikt już nawet nie zwraca uwagi na obcych tak jak dawniej.

Ł: To by było na tyle, dzięki za ten ciekawy wywiad. Życzę powodzenia na każdej płaszczyźnie. Ostatnie słowo należy do Was. Legia & Zagłębie!

UZ: Dziękujemy za wywiad! Chcielibyśmy pozdrowić Naszych Braci z UZL oraz resztę kiboli warszawskiej Legii oraz zaprosić Was do wpadania na Nasze wyjazdy!

Finalnie chcemy pozdrowić i dodać otuchy WSZYSTKIM DOBRYM CHŁOPAKOM, którzy przebywają za więzienną kratą. JOTPE !!

 Rozmawiał: Ł. (styczeń 2013)

Wywiad ukazał się w zinie „Droga Legionisty” numer 9 (niżej zrzut).

ZDJĘCIA: Pochodzą z internetu.