WYWIAD: Roman Bosski (Firma) dla „Drogi Legionisty”!

Chyba nie trzeba Wam przedstawiać kolesia „o nazwie” Roman Bosski. Jego Firma to jedna z najbardziej znanych… firm na polskiej, hip-hopowej ulicy. Charakteryzuje go stały progres, od pierwszych prostych (zbyt prostych) tekstów o jaraniu i JP po antySystemowy, patriotyczny przekaz, muzyczne eksperymenty i pomoc ludziom… Jestem bardzo zadowolony, że udało się pogadać, bo Roman Bosski z Firmy jest obiektem wielu stereotypowych opinii, a zobaczcie sami ile ma ciekawego do powiedzenia… Miała być cała Firma, ale niestety u pozostałych było póki co było gorzej z czasem. Jest to ostatni materiał jaki wrzucam w net z zina papierowego „DL” numer 10. Jest on nadal do nabycia.

Ł: Siemanko. Na początek przedstaw się czytelnikom „DL”. Co porabiasz, komuś może kibicujesz :-)?

ROMAN BOSSKI: Jestem człowiekiem z pasją, otwartym na szeroko rozumiany rozwój duchowy, intelektualny i emocjonalny. Udało mi się zostać raperem, przedsiębiorcą, producentem, prezesem fundacji „Drużyna Mistrzów”, managerem oraz co mnie najbardziej cieszy – ojcem.

Od wielu lat podążam ścieżką ulicznych zasad – szacunku i klasy. Polskie realia lat 90tych nie oszczędziły i mnie, ale właśnie na ulicy wśród różnych charakterów udało mi się dołączyć do ludzi szanowanych, posiadających autorytet i klasę, kierujących się szacunkiem.

Z uwagi na specyfikę mojego miasta (Krakowa) nigdy nie byłem zdeklarowany kibicowsko, bo zawsze stałem za ludźmi z zasadami, a preferencje klubowe nie były w żaden sposób wyznacznikiem tego jakie zasady kto reprezentuje. Jednak uliczne zasady przenikają się ze światem kibicowskim i właśnie wśród Was – kibiców mamy wielu sympatyków, co bardzo szanujemy. Nasz rap mówi wiele o ulicznym życiu, którym żyją także kibice, jednak dalej nie wchodzimy — szanujemy świat kibiców, ale nie uczestniczymy w konfliktach i animozjach. Kto szanuje nas ma nasz szacunek zawsze.

Hip-hop robię już około 15 lat, od 12 jako Firma. Wydaliśmy wiele pozycji składem, czy solowo i cały czas pracujemy nad nowymi materiałami…

Ł: „Jeszcze Firma nie zginęła”, a więc kiedy możemy spodziewać się nowej płyty pod tym szyldem? Solówka Tadka skończona, Popka także… Nad czym teraz będziecie pracować?

RB: Ja już nagrałem 3 nowe traki na Firmę – liczę, że chłopaki ruszą za mną. Oprócz tego chciałbym wydać „DM2” oraz mam plan na solową płytę, ale już nie pod szyldem Krak – będzie dużo nowinek brzmieniowych, ale generalnie stawiam na nowy przekaz – coś, co jest obecnie moją największa pasją. Nie będę jeszcze odsłaniał kart, ale będzie to płyta nastawiona na ewolucję człowieka.

Oprócz tego planujemy pograć trochę koncertów, podziałać trochę z fundacją. A dla wytrwałych sympatyków mojego niekonwencjonalnego humoru mam smaczek – wznawiam cykl „Bosski YT Exclusive” – czyli raz na 2 tygodnie jakiś kawałek wraz z klipem z całkiem innej beczki z dużą dozą humoru – znajdziecie na YouTube na kanale bosskiskromny. Pierwsze odcinki już w sieci…

Ł: Wiem Bosski, że jarasz się trochę klimatami rapu na dubstepach z Wysp Brytyjskich. Myślisz, że ten trend na stale zakotwiczy się w kraju nad Wisłą? Ktoś to zrobił już na takim poziomie jak Angole?

RB: Moje inspiracje są szersze niż tylko elektronika z Anglii, chociaż trzeba przyznać, że grimowe brzmienia to świeży i kozacki gatunek dający przestrzeń do rapowania w nieco innym stylu. Dubstep, drum’n’bass czy grime to już nie jest powolne recytowanie rymów, ale ciężki hardcore – kiedy lecisz na żywo pod takie brzmienie wtedy wychodzi jakie masz umiejętności – to już wyższa szkoła jazdy.

Od lat jesteśmy pasjonatami jamajskiego dancehallu i ciężkich „bandyckich” wykonawców jak Bounty Killer czy Vybz Kartel. Obecnie jednak skupiam się na technicznych wymiataczach z Kansas City, czyli Tech N9ne oraz jego Strange Music – to już jeden z najwyższych poziomów techniki, flow, szybkości, a wszystko w ulicznym klimacie jaki kocham od lat.

Patrząc przez pryzmat lat to zawsze interesowały mnie gatunki, które dopiero wchodzą – byłem jakby krok przed ogółem, a później kiedy te gatunki stawały się na maxa komercyjne (np. dancehall czy dubstep) to ja już byłem gdzieś dalej.

Jednak prawdziwy raper w moim rozumieniu nie boi się żadnego gatunku i zagra nawet z muzyką poważną i orkiestrą dętą. Muzyka hip hop to gatunek, a raper to artysta wywodzący się z hip-hopu, ale wcale nie skazany na hip-hop. Jeśli chodzi jednak o treść to hip-hop jest idealnym tłem dla przesłania.

Ł: A jak przyjmują Twoje eksperymenty słuchacze? Nadal w Polsce mało imprez, na których można usłyszeć elektroniczne bity… Płyta Pezeta „Radio Pezet” przyjęta została nie najlepiej, dużo osób narzekało, pomijając przekaz i otoczkę, na dubstepowe wiertarki…

RB: Zawsze artysta staje przed trudnym wyborem – czy robić coś, co aktualnie go najbardziej niesie, czy być ortodoksyjnie przywiązany do tego, na czym wypłynął. Z jednej strony nie byłoby ewolucji jeśli byśmy nie ryzykowali i wypływali na nieznane, często trudne do przebycia wody, z drugiej trzeba pamiętać, o tych którzy mają tego słuchać.

Nie wiem za co publika powinna szanować bardziej artystę – za jego niezależność (to cecha prawdziwego idola), kiedy zyskujesz szacunek za to jaki jesteś i co robisz wedle swoich preferencji, czy za to, że wszystkim chcesz dogodzić. Albo w drugą stronę – szanują cię za to, że robisz pod nich jak sługa. Myślę, że złoty środek jest tu najlepszym wyjściem.

Ja mam taktykę taką, że wydaję klasyczne pozycje np. jako Firma, ale także niszowe solówki z całkiem innej bajki. Jestem świadomy, że moje projekty są wymagające, bo prezentuję coś nowego, co się musi uleżeć ludziom, jednak to jest moja natura – iść do przodu. I robię tak bez względu na reakcje. Tadek z kolei jest bardziej klasykiem i dzięki temu jako Firma uzupełniamy tradycje z nowoczesnością…

Jeśli chodzi o Pezeta to bardzo szanuję jego produkcje, jest jednym z najważniejszych artystów rap w Polsce i wie co robi. „Radio Pezet” ma już status złotej płyty, także chyba nie jest źle….

Oczywiście nikomu nie zamierzam wbijać na siłę, że dubstep jest super, bo ja tak samo 70% tych produkcji nie jestem w stanie słuchać, ale 30% jest na grubym wypasie! Moje solówki „Krak” to hybrydy tzn. łącze pewne aspekty różnych stylów, nigdy nie jest to czysty dubstep czy hip-hop – mieszam style tworząc przestrzeń do rapowania. Nigdy pewnie złota za to nie dostanę, ale może ktoś doceni, że robię to z pasji, a nie dla słupków popularności jak co poniektórzy egocentrycy.

Osobiście gram kilka razy do roku na imprezach elektronicznych i zazwyczaj frekwencja jest spora, także jest ok. Jednak chciałbym też poruszyć tu inny aspekt, tzn. właśnie opinii publicznej.

Polacy krytykują na potęgę i często lecą takim stereotypem, że prawdziwe perełki spalane są na stosie awersji. Bardzo mi się podoba np. na FILMWEBie jak widzę filmy, które odnoszą sukcesy, dostają nagrody, komedie które są śmieszne, dramaty które są wybitne i patrzę potem na komenty, a tu jazda, że nudne, że głupie, a z kolei populistyczne szmatławce mają likei i sympatie. Łapię się za głowę i nie rozumiem co się dzieje w tym kraju.

Kiedy odwiedzają nas koledzy zza granicy lub my gramy gdzieś poza krajem, dostajemy mega propsy mimo, że nie zawsze rozumiana jest treść, ale pod względem brzmienia naprawdę ludzie są pełni podziwu, a tutaj psy wieszają. To dziwne i czasem przykre, ale tak to wygląda. Jedyne wyjście – robić swoje i nie przejmować się.

 

Ł: Już dawno weszliście jako Firma w tematykę antySystemową. Siedzę od zawsze w klimatach kibicowskich i patriotycznych, gdzie pojawiają się czasami opinie, że to wszystko – patriotyczny (a więc antySystemowy) „boom” w rapie jest tylko kolejną modą. Myślicie, że scena po prostu dojrzała, a wraz z nią słuchacze, czy że za kilka lat ten patriotyzm gdzieś się rozmyje? A może jeszcze jakaś inna opcja wchodzi w grę?

RB: Kiedyś mając dwadzieścia lat byliśmy bardziej jak lustro rzeczywistości – cisnęliśmy z policją, politykami etc. mając kilka argumentów, ale brakowało dojrzałej refleksji. Dziś – mając po 30 (przeszło) lat już nie jesteśmy tylko lustrem rzeczywistości, ale także kreujemy postawy, motywujemy, budujemy, negujemy. Mamy więcej wiedzy na różne tematy, głębsze przemyślenia, po prostu dojrzewamy, a wraz z nami nasza muzyka.

Dziś widzimy, że antySystemowe kawałki sprzed lat, o ironio, były strzałem w dziesiątkę. To właśnie kiedyś robiło się to bardziej pod trendy, czy publikę (co nie znaczy, że nie byliśmy autentyczni), a dzisiaj mówimy o tym co nas boli z potrzeby serca. Myślę, że patriotyzm i krytyka władzy dziś jest tak popularna, bo kurestwo tego systemu dotyka już praktycznie każdą sferę życia. Biedni ludzie są jeszcze biedniejsi, dzieciaki na ulicach biorą więcej dragów niż kiedyś by odreagować, ale dzisiaj już także „klasa średnia”, a nawet zamożni ludzie są osaczeni przez wysysający system, który w zasadzie ma obywateli w głębokim poważaniu.

Dziś widzimy lepiej jakie mechanizmy socjotechniczne używane są przez popularne media aby tworzyć trendy, zakłamywać i manipulować opinią publiczną – dzięki temu mamy podzielony, skłócony naród i małą grupkę trzymających władze finansistów, którzy dyktują co chcą, a marionetki w rządzie na każdy możliwy sposób próbują doić z ludzi kasę.

Ostatnio słyszałem, że rząd inwestuje w radary na drogach, bo spodziewa się 1,5 miliarda złotych wpływu do budżetu. Na Boga – radary są wynalazkiem stworzonym dla bezpieczeństwa, a nie dla wpływów (które będą tak czy owak, ale tutaj przyczyna miesza się z głównym celem). Państwo nie wspiera rodziny, nie ma pomocy jak w innych krajach, a ludzie emigrują, bo na zachodzie traktowani są godniej niż we własnej Ojczyźnie. Cieszy mnie fakt, że coraz więcej ludzi jednoczy siły, otwiera oczy i protestuje, bo historia pokazała nie raz, że Polacy zjednoczeni góry przenoszą.

Przeróżne media chcą podpinać pod rap i patriotyczne przesłanie etykiety „faszystowskie”, czy skinheadowskie, bądź robić z ludzi bandytów i ćwierćinteligentów, ale to tylko dowodzi ich strachu. Ja osobiście mam liberalne podejście do życia i nie lubię extremów w lewo, czy w prawo. Mam szacunek do życia, do innych ludzi i ich innych poglądów, i nigdy nie byłem związany ze skrajnościami. AntySystemowy przekaz czy patriotyczne traki nie mają w sobie subkulturowego podtekstu, ani nieszczerych intencji. Każdy ma prawo do własnych poglądów, a nikt nie ma prawa do krzywdzenia innych – to jest moja dewiza. Patriotyczne nuty (szczególnie Tadka) to szczera pasja mówienia głośno o wielkich ludziach i bohaterach. To słowa nadziei i motywacji, bo bez poczucia wartości daleko nie zajdziemy, a system chce nas ograbić z poczucia wartości, aby nas pacyfikować, bo to wygodne.

Zawsze jak zaczyna się nagonka to wymyślą wszystko żeby tylko manipulować opinią publiczną i robić z nas najgorszych demonów. W zasadzie dziwi mnie to, że ci dziennikarze, ludzie wykształceni, dojrzali, starsi o wiele lat od nas potrafią z łatwością pluć i oczerniać – gdzie ich sumienie i klasa – komu oni służą i czemu są w tym tak fanatyczni? Ostatnio pewna popularna gazeta (jako 20 latek nie byłem w ogóle świadomy jakimi mechanizmami działa) opisała nas i nawet wyjęła kawałek mojego wersu adresowany do polonii podpisując, że takie teksty to kapele skinheadowskie miały w latach 90tych. Śmiałem się pół dnia – wykwalifikowani dziennikarze, a wyjmują zdania z kontekstu i przyporządkowują je bez żadnego sensu pod pasujące im poglądy żeby czytelnik nas znienawidził. Ale robią to bardzo nieudolnie i na niskim poziomie. Zresztą kibice to chyba najbardziej lubią dziennikarzy, he he.

Reasumując – myślę, że rozwój to potrzeba zarówno moja jak i Tadka. Nowe klimaty w naszych produkcjach to przejaw ewolucji poszerzania świadomości i to daje nam satysfakcję.

A co tam sobie jakiś pismak wypisze to już jego sprawa, to nie ja na niego, a on na nas czas traci…

Ł: A propos dziennikarzy to polecam książki Łysiaka o Salonie… A wyjmując jedno stwierdzenie z powyższej wypowiedzi i zmieniając temat. Jesteś pewien, że dzieciaki biorą dzisiaj jeszcze więcej dragów? Pojawiła się wszak alternatywa taka jak sport, promowana m.in. przez Waszą „Drużynę Mistrzów”. W latach 90tych tego nie było, a jedynie „weź tego jointa i zajeb macha” :-). Myślisz, że promowanie tzw. miękkich narkotyków to był (i jest) błąd sceny? Wszak nałóg to nałóg.

RB: W latach 90tych dragi były podpięte pod subkultury, dziś są zjawiskiem popkulturalnym. Posłowie palą trawę i ćpają koks, w stacjach telewizyjnych słyszy się jak to zalatani redaktorzy lecą na Anecie, a dzieciaki mają tanią alternatywę w postaci dopalaczy.

Narkotyki są wśród nas zakorzenione bardziej niż kiedyś, ale to racja, że zdrowy tryb życia staje się coraz bardziej modny i potrzebny. To bardzo dobre przewartościowanie.

Miękkie narkotyki nie są problemem w rękach odpowiedzialnych ludzi, jednak należy pamiętać, że każda używka osłabia umysł i ciało, wszystko jest dla ludzi, ale w odpowiednim czasie i miejscu. Osobiście wiem po sobie, że można prowadzić styl życia jaracza i codziennie zajarywać się i wtedy na bank wykorzystasz 50% swojego potencjału w życiu, a można też złapać dyscyplinę i stworzyć intencję w umyśle, która zmotywuje do polepszania jakości tego życia również w tej fizycznej strefie.

„Drużyna Mistrzów” to projekt, który powstał aby motywować młodych ludzi i pokazywać, że ich idole ze świata muzyki czy sportu to tacy sami ludzie jak oni z tą różnicą, że potrafili poświęcić się pracy nad sobą. Ja sam siebie zmotywowałem patrząc na innych, ale wiem, że wielu młodych ludzi mających w sobie dużo lenistwa, żyjących zastanymi nawykami, pozbawionych wiary w swoje siły potrzebuje takiego bodźca aby nabrać wiatru w żagle. Chcę pokazać, że każdy jest na swój sposób doskonały i cudowny, i wielu marnuje życie na bzdury i nigdy nie dociera do swego powołania.

„Drużyna Mistrzów” jest już fundacją i mamy zamiar wydawać kolejne płyty, ale także organizować spotkania, warsztaty, kolonie, promować nowe dyscypliny – jest duże pole do popisu… Czekamy na wsparcie dobrych ludzi, którzy np. czytają ten wywiad.

Moim osobistym spełnieniem są także spotkania z młodzieżą w domach poprawczych, zakładach karnych, placówkach Monaru etc. – tam we wspaniałej atmosferze robimy rap pedagogikę. Tymi zajęciami mogę przekazywać wiarę i nadzieję w ich wielki potencjał, w kraju gdzie większość ludzi się od nich odwróciła. To daje mi ogromną satysfakcję.

Sam mimo, że bosski, heh to aniołem nie byłem i nie jestem, i wiele nauk pobrałem z własnych błędów, a wiele wpadek jeszcze pewnie popełnię – nie chodzi o to aby być idealnym. Moje życie czyni mnie autentycznym i wiarygodnym dla dzieciaków – bardzo zależy mi na ich szczęściu i aby przeżyli życie godne, i wielkie. Myślę, że nie raz jeszcze nagram coś na temat trawki i pewnie nie raz westchnę do słodkiej Mary Jane, ale na pewno już nigdy nie dam jej kontrolować mojego życia, a to duża różnica.  

Ł: Jak wyglądają takie spotkania z dzieciakami, np. w Monarach? Wiadomo, że oni ćpać w ogóle nie mogą – nie dali z tym rady, wychowawcy nie czepiają się zatem faktu, że znaczna część Waszego repertuaru była o ćpaniu?

RB: W Monarze byliśmy dopiero raz i właśnie byliśmy uprzedzeni oraz przygotowani aby nie grać kawałków związanych z paleniem. Zresztą przez ostatni czas udało się nam zgromadzić całkiem niezły pakiet utworów, w których zamiast wielbienia marychy i jebania policji jest przekaz motywujący, skłaniający do refleksji – szczególnie utwory z „Drużyny Mistrzów” czy solówki Tadka oraz kilka Firmowych…

Generalnie my także stawiamy obecnie na trzeźwość, sport, rozwój, a ludzie w Monarze zachwycili nas swoją postawą. Byli naprawdę stabilnymi, ogarniętymi osobami ze wspaniałym podejściem do życia. Monar robi wspaniałą robotę, a wizyta tam dała nam do myślenia i podtrzymała wiarę w obecne podejście do kwestii np. dragów. Człowiek świadomy tego, że używka niesie za sobą przykre konsekwencje dla ciała i ducha, podchodzi do tematu bardziej odpowiedzialnie.

Dużo osób np. myśli, że palenie trawy jest nieszkodliwe i nikomu nigdy nie zaszkodziło i, że to w ogóle tylko może pomóc… Takie osoby są w błędzie. Każda substancja psychoaktywna wpływa na nasz umysł i ciało, i osłabia naszą energię życiową.

Wiadomo – wszystko jest dla ludzi i na weselu za zdrowie Panny Młodej się strzeli banie, i czasem na koncercie rapowym ktoś sobie bucha pierdolnie, wtedy wszystko ma jakieś wybaczalne ramy. Natomiast codzienność z używkami to regres gwarantowany.

Ł: To jak już pojechaliśmy po płynięciu z używkami to może teraz z drugiej strony. Uprawiacie jakiś sport, czy jedyną pasją jest rap i związana z nim działalność? Jeśli tak to co preferujecie?

RB: Ja mam właśnie tak jak alkoholik. Jak zaleje to 3 miesiące po mnie, ale jak się zbiorę to trwam w sportowym duchu i lecę na ostro. Uprawiam wiele sportów – z różną intensywnością, w zależności od pory roku itp. Najwięcej czasu poświęcam pływaniu (kilkanaście, 8-15 km miesięcznie staram się zrobić). Jest też boks – w bractwie bokserskim BOKSERNIA w KRK szlifuję formę i technikę. Oczywiście dla siebie, bo na ring wychodzę tylko rapując, gdy wprowadzam ziomków. Przynajmniej raz w tygodniu mam czas na jogę – ćwiczę od 20 lat gdyż moja Mama miała swoją szkołę, to naprawdę wiele daje! A kiedy mamy wiosnę, czy lato to zamiast biegać biorę moje K2 i zapierniczam po puszczy po 30 km na interwały i jest to na razie dla mnie ok.

Ale jak pisałem, jestem osobą otwartą na nowe sprawy więc nie wiem co przyniesie kolejny rok :-). Póki co jestem na fali sportowej i bez wymówek, 6 dni w tygodniu mam wypełnione sportem…

Ł: Dobra, to by było na tyle. Ostatnie słowo należy do Ciebie…

RB: Dziękuję za uwagę wszystkim, których zaciekawił ten wywiad. Zapraszam do uczestnictwa w naszych projektach, szczególnie jeśli chodzi o „Drużynę Mistrzów”. Zapraszam na nasze kanały YT i fb oraz na koncerty. Już niebawem kolejna płyta DM, nowa Firma i kolejne solowe płyty Popka, Tadka i moje! Szacunek dla ludzi zasad!!!

rozmawiał: Ł. (luty 2013, wywiad ukazał się w 10tym numerze zina „Droga Legionisty”)