17.06.10 RECENZJE: „SZALIKOWIEC” (NUMER 10 – CZERWIEC 2010).

W czerwcu 2010 wyszedł oczekiwany 10 numer magazynu „Szalikowiec”. To taki pierwszy mały jubileusz, a więc myślę, że warto nieco napisać na temat wydawanego w Białymstoku tytułu. Co ciekawe – ten miesięcznik miał…miesiąc przerwy. Nie wyszedł numer majowy bowiem redakcję dopadły pierwsze poważne problemy techniczne. No tak – wydawanie czegoś to niełatwa sprawa gdyż trzeba się temu w dużym stopniu poświęcić. Każdy kto kiedyś coś większego wydawał wie, iż by to miało ręce i nogi – nie ominą Was godziny spędzone przed komputerem. Czy to obszerny zine czy (tym bardziej – dochodzi robota papierkowa) oficjalna gazeta.

„Szalikowiec” niesłusznie uznawany jest za konkurencję „To My Kibice”. Wprawdzie – jako, że obaj wydawcy chyba tak to traktują – wyjdzie im konkurowanie raczej na dobre, ale moim zdaniem „Szalikowiec” powinien iść w inną stronę niż TMK. Po prostu nie dogoni magazynu z Bełchatowa, który był pierwszy i prezentuje ostatnio bardzo wysoki poziom (po kryzysie parę lat temu)!

TMK był pierwszy, ma szerokie i stałe moim zdaniem grono czytelników. „Szalikowca” można już wprawdzie kupić 60 groszy taniej (niż TMK, które ma jednak 4 strony więcej) w kioskach Ruchu, ale niestety jakością ciągle odstaje. Autorzy powinni znaleźć na swój tytuł jakiś oryginalny pomysł, bo nigdy nie dogonią TMK…I gonienie go nie ma sensu. Wracając do konkurowania – w czasach zinów oba magazyny reklamowałyby się nawzajem, a dzisiaj jest to raczej niemożliwe…Szkoda – bo pamiętajmy, że cały czas są to pisma dla kibiców, a kibice mają swoje – jakże odmienne od reszty społeczeństwa – zasady…Szkoda gdyby kapitalizm wygrał również z naszą prasą…Skupmy się jednak na 10 numerze „Szalikowca”.

Na 60 stronach znajdziemy ciekawe rzeczy, a także te zupełnie niepotrzebne. Niepotrzebne są na pewno relacje, które pojawiły się zarówno w czerwcowym TMK jak i „Szalikowcu”. Czytałem dwa razy to samo. Redakcje obu magazynów powinny uczulić swoich korespondentów by pisali specjalnie dla nich! Oczywiście te relacje, które czytamy po raz pierwszy wyszły na plus. Osobiście zrezygnowałbym jednak z opisów szarych meczów, na których jedyną „atrakcją” w opisie jest średniej jakości oprawa. W TMK pojawił się też komunikat Hutnika Kraków, a przynajmniej mam wrażenie, że gdzieś (wszędzie) już go widziałem. W 10 „Szalikowcu” ujrzałem go znowu…

Jest rubryka „Z pamiętnika elektryka”, która opisuje „spięcia” na polskiej scenie. Oczywiście na plus…Nawet można by ją nieco rozbudować. „Katyń 1940-2010” to opis tego jak kibice obchodzili nagłe wydarzenia pod Smoleńskiem…Są krótkie opisy i kilka zdjęć. W „Legionach polskich miast” druga część opisu Katowic, które dzielą się na GKS i Ruch Chorzów. „Kalendarium” jako, że nie wyszedł numer majowy – przenosi nas aż do marca…poprzez kwiecień – i to w zasadzie tyle. Gdzie maj i czerwiec? W czasach Internetu trochę wolne to info. Na plus dwie wkładki ze zdjęciami. Jedna zagranica, a druga awantura Konin – Chełmża. Podoba mi się również felieton „Kibicowski styl i jego przemiany”. Mocnym punktem jak zwykle „Muzyka fanatyka”. Autor tej rubryki ma lekkie pióro i ciekawe informacje do przekazania…

Jak zwykle hitami i mocnym plusem „Szalikowca” materiały zza granicy. „The Unity” to opis realiów Borussi Dortmund i słynnego żarówiastego sektora. Jeszcze lepszy jest wywiad z członkiem „Blue Union” OFK Belgrad. Wprawdzie Belgrad ma dużo lepszą drużynę, ale dobre i to :-).  

Niepotrzebne jest „Choreo rundy jesiennej”. Znaleźć to można wszędzie i jest tak naprawdę mało wartościowe…Na środku „Fanatyczki odziane w spódniczki”, czyli kilka zdjęć dziewczyn na trybunach. Jestem fanem kobiet jak najbardziej, heh – ale nie tego typu działów w magazynach kibicowskich. O ile byłyby to zdjęcia ultrasek, rozmowy z zaangażowanymi dziewczynami – spoko. Ale oglądanie dziewczyn, które znalazły się na stadionie chuj wie po co? Od tego jest życie i inne magazyny :-), tu szkoda miejsca. „Ranking wyjazdowy” to też jakieś nieporozumienie…Cofanie się w połowie czerwca do kwietnia i na tym kończenie podawania liczb…W czasie Internetu – zero sensu.

Recenzji zinów i stron w necie nie oceniam, bo to moje recenzje :-). Podobnie jak tekst o SW. „Sport to zdrowie” ma przekonać mamy do tego by pozwoliły dzieciom kupować odżywki…No cóż…na moje niezbyt przekonuje. Za mało wyczerpujące.

I to by było na tyle. Szczerze mówiąc – czytania na niewiele. „Szalikowiec” 10 ma swoje plusy i minusy, ale żeby utrzymać się na rynku musi jak najprędzej likwidować te drugie, które rzucają się aż nadto w oczy. My czytelnicy musimy pomóc magazynowi z Białegostoku utrzymać się na rynku i mimo Internetu – kupować naszą prasę. Co miesiąc TMK i „Szalikowca”. Co Wam wszystkim polecam! „Szalikowca” 10 i kolejne dostaniecie w kioskach Ruchu za 6,90 zł.

Ł.