6.11.10 RECENZJE: „NIESFORNE LATA 90te” (KSIĄŻKA).

Wreszcie dotarła do mnie książka „Niesforne lata 90te” i oczywiście wszystko co było do zrobienia zostało zostawione – byle ją przeczytać. Jest to już 3 angielska książka o kibicach przetłumaczona na nasz język, którą możemy kupić przez Internet. Różne są opinie o tego typu książkach. Gówna, nie gówna, dobre, słabe, prawdziwe, ściemniane – chuj to wie, ważne, że tłumaczy się kibicowskie bestsellery. I tak – w razie czego – jest w nich mniej ściemy niżeli w wiadomościach TV, a więc czas spędzony na lekturze nie będzie stracony :-). A tak poważniej: bardzo dobrze, że ktoś chce zarabiać na kibicach w ten sposób i daje nam lekturę. Nie lubisz – nie czytaj, ja lubię – i cieszę się, że mam czasami co. A, że w Anglii panuje dziwny zwyczaj przedstawiania się przez hool’s z imienia i nazwiska oraz alkoholizm? No cóż – nie nasz problem…Nie trzeba ich przecież naśladować…To nie lata 70te.

Nie będę opisywał rozdziału po rozdziale, bo szczerze mówiąc – znudziło mi się tego typu recenzowanie. Zatem krótko. 225 stron, sztywna okładka, w środku zero fotek – sam tekst. Zszyte chujowo – nie można położyć czegoś ciężkiego na jednej ze stron i podeprzeć się oboma rękoma za głowę – trzeba stale trzymać, jak babcia mały modlitewnik…10 rozdziałów i wstępy, przemowy, bla, bla, bla. Cena – 4 dyszki, zależy od sklepu (m.in. Sklep TMK, UltraStreet).

Fani poprzednich produkcji, „Hoolifana” czy też spowiedzi czarnego Cassa z WHU nie powinni być zawiedzeni. Jeden z kumpli skomentował, że to najnudniejsza książka ze wszystkich trzech przetłumaczonych…Być może. Ale mi czytało się ją równie dobrze co poprzedniczki. Pogarda dla „multi kulti” w wykonaniu ekip brytyjskich pozostaje, ale co zrobić… Oceniam innymi kategoriami.

Jak sama nazwa wskazuje – przenosimy się do lat 90tych. I to jest największy plus! Są to lata, które – mimo, iż mieszkamy w Polsce – możemy jakoś ogarnąć pamięcią i większą wyobraźnią. To czasy kiedy więcej było przekazu telewizyjnego, prasowych wycinków i informacji o chuliganach, które docierały do naszego kraju. Łatwiej mi się czyta o latach 90tych, bo nie muszę wyobrażać sobie akcji w wykonaniu kolesi we flanelowych koszulach i dzwonach… Wreszcie – w latach 90tych byłem już świadomym (w miarę :-) człowiekiem i bardziej mnie interesuje co ciekawego działo się w tym czasie za kilkoma granicami…

A w Anglii działo się to co zawsze. Podjazdy pod puby, polowania w dniu meczu i dziwne sojusze. Butelki i noże do tapet. Książka autorów „Hoolifana” opisuje charakterystyczne postaci związane z ruchem chuligańskim, cofa się także do lat 70tych i 80tych, a nawet 60tych jeśli chce nam przekazać jakiś rys historyczny podejmowanego wątku. Wspomnienia zapisane w rozdziałach poświęconych poszczególnym ekipom poprzedzone są cytatami z angielskiej prasy lat 90tych…Owe cytaty dotyczą oczywiście zmiany jaka nastąpiła na stadionach Premiership w porównaniu z szalonymi latami ubiegłymi. Mój ulubiony to: „Na bankietach można się już przyznać do bycia kibicem piłki nożnej, bez obawy o posądzenia o neonazizm” (Simon Kuper, Sunday Telegrph, 17 sierpnia 1997). W to wszystko wplątane są wątki rodzinne. Autor przedstawia nam zabawne sytuacje gdy jego znudzonej żony wcale już nie dziwi, że „akurat” załatwił bilety na najbliższy mecz Chelsea :-). Mandy wydaje się jednak tolerancyjna…Pozazdrościć.

Prócz klimatów angielskich mamy też rozdział dotyczący europejskich podbojów mieszkańców Wysp. Niestety nie ma tam wspomnień z Polski, a jak wiadomo w latach 90tych Angole przynajmniej dwukrotnie poznali naszą siłę. W 1993 na Śląskim i w 1999 przy Łazienkowskiej. Rozdział nie jest niestety o reprezentacji Anglii lecz o europejskich pucharach Chelsea, która trafiała na wyjątkowo nudnych rywali…Stąd też rozdział mogący być hitem – rozczarowuje….Na szczęście jest nieco humoru, który co jakiś czas powoduje uśmiech na twarzy.

Podsumowując – jak najbardziej, z czystym sumieniem polecam wszystkim, którzy lubią czytać relacje z zadym. Jest to też dobry materiał na prezent jeśli macie drugą połówkę/ kogoś w rodzinie/ kumpla z klimatów i udajecie się na urodziny. „Niesforne lata 90te” będą się też fajnie prezentować pod choinką, a obdarowany książką kibic lepiej przetrwa świąteczne przynudzanie kuzynek i ciotek :-). Czekam na kolejne tłumaczenia…Może „TOP BOYS” w całości?

Ł.