16.11.10 RECENZJE: „Awaydays” (film fabularny, Wielka Brytania).

„Awaydays” to stosunkowo nowy film, miał premierę w 2009 roku w Wielkiej Brytanii. Jest oparty na książce Kevina Sampsona. Akcja rozgrywa się w czasach post punku w północno-zachodniej Anglii. Scenariusz jest niby znany – grzeczny chłoptaś zaczyna zadawać się z niegrzecznymi i nosić podobne do nich ciuszki. Brzmi nieciekawie, ale klimat filmu jest naprawdę fajny. Stary rock, stara moda i noże do tapet. Myślę, że każdemu kibolowi będzie dobrze się jadło przy tym obiad. Jest też trochę dragów i seksu. W „Awaydays” już sam początek rozpierdala…Pogrzeb bliskiej osoby, refleksja z rodziną nad grobem…Siostra z wujkiem zostawiają „zasmuconego” chłopaka samego by jeszcze przez chwilę w ciszy oddał szacunek zmarłej matce…Gdy znikają za rogiem ten ją przeprasza, przebiera się w casualowe ciuchy i… goni pociąg zmierzający na mecz :-). W tym momencie zepsułem Wam jedną z najlepszych scen, ale co tam – będą następne :-).

Mecz, pociąg…białe buty – wszystko tu znajdziecie. Inne style, kiedy –nasza- ekipa jedzie na wyjazd…Tutaj widać to jeszcze bardziej niż w innych brytyjskich produkcjach gdyż akcja rozgrywa się w dawniejszych czasach. Nie znam się na tym zbytnio, ale chyba dobra gra aktorska w momencie gdy widzimy jak z grzecznego chłopca wychodzą prawdziwe męskie instynkty podczas pierwszej walki grupa na grupę. Oczywiście wraz z wkręcaniem się w bandę, na dalszy plan odchodzą obowiązki i rodzina. Standard.

Obserwujemy dość szybkie zdobywanie reputacji przez głównego bohatera. Nie boi się on użyć noża do tapet – popularnego w swoich stronach…Podoba się to wąsatemu liderowi ekipy, zaś niekoniecznie siostrze chłopaka :-). Zaczyna być też coraz dalej z najbliższym dotąd przyjacielem, którego zastępują szarzy ziomkowie z grupy. Rzecz jasna nie byłoby dramatu gdyby coś nie zaczęło się sypać… A jak się sypie: to z każdej strony na raz. Od euforii aż po klęskę – tak jak w życiu. Tylko, że w życiu często te stany występują na przemian aż do zasranej śmierci. Czasami nazwie to jakiś narkoman typu ten z Dżemu, co śpiewa, że w życiu piękne są tylko chwile.

Jednym z morałów chyba ma być taki, że poświecisz wszystkich dla jednej rzeczy – a jeśli ta jedna rzecz Cię zawiedzie…może być lipa. Dlatego trzeba mieć kilka punktów zawieszenia, nie palić mostów…Unikać częstych konfliktów ze swoją rodziną… I mieć na uwadze, że kiedyś karta się może odwrócić. No…ale więcej fabuły nie będę zdradzał. Jedną z myśli przewodnich jest „gdzie to się wszystko skończy”?

Póki co raczej cicho o tej produkcji, a jak najbardziej warto po nią sięgnąć. Polecam wszystkim fanom filmów fabularnych o tematyce kibicowskiej! Znajdziecie coś dla siebie, nie mówiąc już o tym, że lepiej zaszyć się z kompem i tym filmem niż z kobietą i jej durnymi serialami w TV :-). Akcja nie jest zbyt szybka, dobre kino na deszczową zamułkę.

Linki do filmu znajdziecie na forum Legii Warszawa w temacie „Filmy kibicowskie”. Nie trzeba się rejestrować. Z napisami pomoże Wam program „Napi projekt” – znajdzie i dopasuje napisy.

Ł.