17.11.10 RECENZJE: „The Firm” (film fabularny, Wielka Brytania,2009).

Ostatnio w bani siedzi mi stale ten charakterystyczny angielski akcent. Powodem jest nadrabianie zaległości w postaci kilku filmów z Wysp. Najpierw opisywany już przez moją osobę „Awaydays”, potem – tego samego dnia – sportowy „Damned United”… Ten ostatni jest filmem o angielskim trenerze, m.in. Derby i Leeds – dobry film, ale jako, że typowo o piłce – nie będę Was zanudzał recenzją. Jako ostatni został mi „The Firm”. Ten z 2009, bo do wersji z lat 80tych nie ma napisów. A ja bez napisów leżę :-). Tak – myślałem, że znam angielski, ale jak pojechałem na zachód to okazało się, iż jednak nie do końca :-). Nieważne. Dopasowane napisy, zielona herbata, gleba na wyrku i można wcisnąć „Play”.

Nie oglądałem „Ekipy” z lat 80tych, a więc porównania nie będzie. Produkcję z 2009 roku opisuję jako całkiem nowy dla siebie film. Przenosimy się w nim do Londynu lat 80tych…A tam – znane już wszystkim potyczki miejscowych ekip. Puby, piwo, niezłe czasami ciuchy (a przynajmniej buty) i najazdy na wrogie tereny. Fakt – niech będzie, ten Londyn ma w sobie jakiś klimat, ale czasami skutecznie potrafią go pokaleczyć czymś takim jak ten film.

Niektóre sceny są pozornie jak z bajki…Na przykład idzie 200 chuliganów West Hamu (oni są głównymi bohaterami filmu) walczyć z Millwall, a na ich drodze staje 3 policjantów, których potulnie słuchają…Napisałem – pozornie jak z bajki, bo kto widział chociażby w necie realne awantury z Anglii ten wie, że oni tak autentycznie potrafią…Przykładowo był taki film kręcony z helikoptera – dwie ogromne bandy i kilku psów… No i owe grupy tylko krzyczą na siebie. Przypomina mi się od razu 11 listopada 2010 jak podobna ilość, 200 Polaków szła na debatę polityczną z lewactwem (tzn. tak słyszałem rzecz jasna :-). Jadące radiowozy uciekały z drogi, a jadące na sygnałach kabaryny nawet nie śmiały się zatrzymać… Wpadli w grupę dopiero jak zebrali kilkudziesięciu (set?) ludzi i to tylko rozbili zbieraninę na kilka mniejszych, a Ci z przodu i tak polecieli na harce. Z tego powodu zatrzymanie grupy przez „3 autorytetów” jest co najmniej śmieszne…Choć – w kontekście realnego video z Anglii – realne. Nie powiedziane więc, że to minus „The Firm”…lecz ukazanie beznadziejności części tej sceny.

A o czym w sumie jest „Ekipa”? Standard…Nowy chłopak wkręca się w szeregi hool’s i chce być taki jak oni. Jeśli chodzi o aktora to Frodo z GSH przy nim wygląda jak mega konkret. Jest to kolejny film, który niby przyjemnie się ogląda, ale szczerze mówiąc – co za dużo to niezdrowo. Mogliby wymyślić coś bardziej oryginalnego o tematyce kibiców i…nie mam tu na myśli „Skrzydlatych świń” :-). Co to, to nie….ale tego typu produkcje zaraz się kompletnie znudzą. Potrzebna jest większa kreatywność w szerokiej tematyce kibicowania. No tak…Z tym, że reżyser musiałby mieć czyste intencje i chcieć czegoś więcej niż pokazania, że bycie chuliganem niesie za sobą pewne kłopoty prócz korzyści z bycia twardzielem.

Dlatego już trochę mniej patrzę na wątłą fabułę, a bardziej na jakieś fajne sceny, ciuchy i uliczne dialogi. Londyn lat 80tych ubierał się prawie jak Polska dziś, heh, a więc czasem jest na co popatrzeć. Nie jestem casualowym maniakiem, ale skoro nic innego w filmie nie porywa? A swoją drogą – jeśli naprawdę by być kimś, musiałeś mieć tam drogie ciuchy to mamy odpowiedź dlaczego oni są tacy kiepscy…Przydałby się film o Ruskich na przykład – realny, o trenujących ekipach – też casualowych z wyglądu. Pewnie można pomarzyć, bo realny obraz jest zbyt atrakcyjny dla potencjalnych nowych…

Niestety – takiej sceny jak chociażby w „Zawód gangster” – jak Millwall wyjmuje tasaki na peronie – w „The Firm” nie uświadczymy. Sceny walk uważam za tragiczne…W „Awaydays” widzieliśmy chociaż jak w świeżego chłopaka z bandy wchodzą nowe siły. Dobra gra aktorska, chociaż coś. Tu chyba nie ma nic…Sceny erotyczne też do dupy, a kiedy już jest to blondi ma na sobie białą bieliznę. Jak mogłaś mi to zrobić, nie wiesz, że białe kobiety noszą czarną bieliznę? Może twórcy filmu to pedały?

Tak na poważnie kończąc – film jest słaby. Jeden z najsłabszych kibicowskich jakie widziałem. Ponoć stara „Firma” jest lepsza. Jak ktoś zrobi napisy to chętnie ją obejrzę. Tego gniotu nie polecam. Chyba, że chcecie lekki przyjemny filmek, po dniu pełnym myślenia…Uff na jakiś czas dosyć tego typu kina. Linki znajdziecie na forum Legii w temacie „Filmy kibicowskie”.

Ł.