2.01.11 RECENZJE: „Krew na stadionach” (Warszawa, 2010).

Po kilku przetłumaczonych książkach angielskich wreszcie nadszedł czas na polską produkcję, tym razem legijną (wreszcie!)…W Warszawie, w grudniu 2010 ukazała się powieść „Krew na stadionach”. I mimo, iż książka różni się od tych jakie dotychczas znaliśmy – cieszy się, co zrozumiałe, sporym zainteresowaniem. Głównie Legionistów, ale nie tylko. Słysząc, że nie jest to pamiętnik lecz fikcja literacka byłem lekko zawiedziony, ale…moje podejście zmieniło się już po pierwszych 30 stronach książki. Jej recenzja nie jest łatwa gdyż pojawiły się dylematy jak ją traktować. Ja postanowiłem tak jak podane to jest oficjalnie, na tyle okładki… I w takim układzie widzę naprawdę konkretną książkę! Jak wyszło autorowi oddanie realiów – to już muszą ocenić „świadkowie scenerii” z wczesnych lat 90tych, ponoć nie wszystko wyszło zbyt dobrze. Jeśli poprawiono by ewentualne nieścisłości, pominięto sam realizm, pozwolono być po prostu powieścią…na moje bomba.

 

Mimo, iż książka jest fikcją literacką obsadzoną w znanych powszechnie realiach kibicowskich (jak zwał tak… ja też będę zwał…, widocznie tak ma być) to świetnie oddaje atmosferę meczów u siebie oraz wyjazdów. Może niekoniecznie legijnych lat 90tych, ale chodzi o to, iż autor daje nam odczuć, że nie jest z zewnątrz klimatów. Awantury są opisane w sposób realistyczny, pewnie domyślacie się dlaczego tak może być :-). Czytając tą „powieść” idzie ostro się nakręcić. Na mecz, na wyjazd, na emocje. Książka wyszła w przerwie zimowej powodując w czytelnikach wzrost głodu…

Wprawdzie niektórzy mają zastrzeżenia i mówią, iż pewne szczegóły powinny zostać poprawione, ale wydaje mi się, że książka spowoduje więcej dobrego niż złego jeśli chodzi o światek kibiców. Michał Buczak oddaje bowiem klimat ruchu kibicowskiego w starym dobrym stylu. To znaczy: sprzed nadejścia jakichkolwiek multipleksów.

Ja podchodzę do tego tak: jest jak jest, to tylko „powieść”, niech najmłodsi bywalcy Żylety czytają i się uczą. I w zasadzie każdy młody kibic z Polski niech zobaczy (jeśli jeszcze nie wie) jak wygląda prawdziwe kibicowanie, które nie jest tylko staniem w nowym multipleksie z balonem w ręku…I pod wpływem lektury – niech sam wyrabia w sobie odpowiednie nastawienie do polskiego ruchu kibicowskiego i chęć przedłużenia jego specyficznego stylu.

„Krew na stadionach” jest moim zdaniem cegiełką budującą pamięć, o zastrzeżeniach pozwólcie, że nie będę się wypowiadał i poprzestanę na fakcie, iż owe się pojawiły. Wyciągam pozytywy takie jak na przykład wytłumaczenie kiedy i dlaczego trzeba odbić kumpla z rąk policji, zemścić się na ochroniarzach czy ruszyć na kibiców gości. Taki elementarz, niech młodzież szkolna doda go sobie do kanonu lektur :-).

Wreszcie… o czym opowiada nam autor? Na 250 bardzo ładnie (!) wydanych stronach poznajemy historię młodego Legionisty, który jak każdy z nas wkręcił się pewnego dnia w ten styl życia. Ta opowieść podzielona jest na XIV rozdziałów, które nie posiadają swoich nazw. Towarzyszymy głównemu bohaterowi, Marcinowi w jego drodze. Od pierwszego meczu u siebie, przez pierwszy wyjazd (co ciekawe – oba mecze przeciwko Widzewowi) czy też decyzję o niepiciu alkoholu i rozpoczęciu treningów. To też być może podpowie coś najmłodszym czytelnikom w eMkach Bena Lee (reklama niezamierzona, hehe) i bardziej pasuje do dnia dzisiejszego.

Grupa Marcina postanawia założyć ekipę i polować na fanatyków rywali…Zasadzki na pociągi, awantury i inne przygody na meczach, Legii, przyjaciół, reprezentacji, ale również radości i smutki związane z samą grą piłkarzy (co stanowi jednak margines)…Tak płynie czas i rozdziały. Jest też jakiś morał, zakończenie, ale po co Wam go zdradzać… Mam nawet wrażenie, że nie jest on zbyt ważny i równie dobrze mogłoby go nie być. To po prostu próba przedstawienia życia kibica nastawionego na chuligankę.

Czyta się to moim zdaniem naprawdę bardzo dobrze, a jako, że akcja dzieje się we wspomnianych „kibicowskich realiach” to można pomóc swojej wyobraźni. Kto bowiem nie widział choćby filmu z awantury na meczu Polska – Anglia 1993 czy też płonących magazynów na KSP? „Znajomych” scenerii jest znacznie więcej… 

Na pewno zadowolony z lektury będzie każdy kibic lubiący takie klimaty. Nie ma tu tłumaczenia abecadła w sensie: co to jest zgoda, kto z kim się lubi – wszystko pisane jest dla tych, którzy takie powszechnie dostępne informacje mają przyswojone. Książka raczej ukazuje sposób zachowania w różnych sytuacjach. Taki sposób godny naśladowania, stąd polecałem ją głównie początkującym bywalcom stadionu, ale i weterani spędzą miło czas przy lekturze.      

„Krew na stadionach” najpierw dostępna była na meczu koszykarzy Legii, następnie w barze Legionistów (Źródełku), a obecnie jest do kupienia w Internecie. Powieść Michała Buczaka nabędziecie na www.ultrastreet.pl. Polecam bez dwóch zdań! Cena to 30 zł i będą to dobrze wydane pieniądze.

A my Legioniści mamy coraz ciekawiej. Niedawno premiera pierwszej części „Fanatyków” z ciekawymi opowieściami trójki fanów CWKS, teraz taka powieść. Kręci się od tego końca konfliktu, kręci…I bardzo dobrze, Legia Warszawa to marka, o której powinno się pisać nie tylko w kontekście piłkarzy.   

Ł.