10.01.11 RECENZJE: „Biało zielona Solidarność” (książka, Gdańsk, 2006).

Teraz odkurzymy recenzję inną niż pozostałe, ponieważ jest to raczej artykuł niż kilka zdań o książce :-). Uważam, że powinno się to znaleźć na nowej odsłonie „DL”. Na wyróżnienie zasługuje według mnie książka „Biało zielona Solidarność – o fenomenie politycznym kibiców gdańskiej Lechii 1981-1989” wydana w 2006 roku w Gdańsku. Dzisiaj w dużej części Europy (szczególnie zachodniej) obowiązuje zasada „apolityczny kibic”. Zasada, której w ogóle nie rozumiem. Oczywiście – są ludzie, którzy nie interesują się polityką w ogóle, a sportem bardzo. Czy jednak są do końca apolityczni? Nie da się być do końca apolitycznym. Z polityką mamy do czynienia nawet wtedy gdy idziemy kupić chleb do sklepu. Kosztuje 2,00 zł, uważamy, że to za drogo – i już jest polityka, bo ktoś te ceny narzucił i ktoś powoduje, że zarabiamy na tyle mało by uważać chleb za drogi. Polityka towarzyszy nam na co dzień, otacza nas, a co jeszcze gdy uważamy się za patriotów czy antykomunistów. Kibice to ludzie wiedzący więcej niż szarzy ludzie o pewnych sprawach jak działanie prezesów/ policji/ prasy – świadomość sytuacji w naszym kraju i nazwanie się apolitycznym to pewnego rodzaju zbrodnia. Kto ma bowiem masy uświadomić, że są robione w konia? Recenzowana książka traktuje o ludziach, którzy politykę na stadionach w Polsce zapoczątkowywali. Oni wiedzieli, że stadion to odpowiednie miejsce do walki o Polskość. I byli równocześnie kibicami, nie jak próbuje wmówić „Nigdy Więcej” (o polityce na stadionach w ogóle), że „sprytni ludzie poszukują na stadionach potencjalnych żołnierzy do realizowania swych celów politycznych”. Książka o Lechii doskonale obala tę tezę, jest opowieścią o kibicach udzielających się politycznie. Zacznijmy zatem od początku owej książki opis. Nie lubię klubu o, którego kibicach m.in. opowiada, ale tu chodzi o coś więcej.  

„BIAŁO ZIELONA SOLIDARNOŚĆ” – O FENOMENIE POLITYCZNYM KIBICÓW GDAŃSKIEJ LECHII (1981 – 1989)

Podoba mi się, że kiedyś kibice poza sportem „zajmowali się” walką o swój kraj, antykomunizmem i inną działalnością podziemną. Czasy się zmieniły, komuna upadła, ale pozostało jeszcze sporo z tamtego okresu i jeśli interesujecie się polityką wiecie o czym mówię. Poza tym rok 1989 nie oznacza, że problemy Polski się skończyły, o czym nie raz pisałem na łamach e-zina. Niestety rok 1980 od roku 2011 różni się tym, że dzisiejsza młodzież ma…dużo innego do roboty i to ją zgubiło. Pełno kanałów telewizyjnych, net, kasa i nieskończone możliwości z jej wydawaniem doprowadziły do sytuacji, że młodym nie chce się w czynny patriotyzm „bawić”. Można powiedzieć, że zachłysnęliśmy się wolnością. Z tego też powodu czasami przez czaszkę przechodzą myśli (tym bardziej przy czytaniu opisywanej książki) – „jak ja bym kurwa mać chciał żyć w tamtych czasach”. Pewnie niejeden walczący w takim 1981 z ZOMO walnął by mnie w twarz i powiedział, że jestem pojebany, ale takie myśli przez czaszkę przechodzą. Zazdroszczę Wam bowiem, że nie byliście w swojej walce o Polskość odosobnieni – zajmowało się taką działalnością wiele osób z Waszego otoczenia, wielu popierało, przechodnie płakali jak widzieli Wasze manifestacje. Dziś młodzi zazwyczaj mają Polskość w dupie, a patriotyzm nazywają zacofaniem i nienowoczesnością (popytaj w szkole, nawet w pracy). Z każdym kolejnym pokoleniem będzie tylko gorzej – obserwując świat dookoła tylko takie można wyciągnąć wnioski. Tym chętniej zabrałem się za czytanie książki, którą już dawno miałem przeczytać – „Biało zielona Solidarność – o fenomenie politycznym kibiców gdańskiej Lechii 1981-1989”. Książki o czasach kiedy Polacy łapali za kamienie i na ulicach walczyli z systemem. Są to czasy przeciwne do dzisiejszych – czasy wartości i patriotyzmu czynu.  

W moim przypadku tak pięknie się złożyło, że otrzymałem książkę tuż przed 27 rocznicą wprowadzenia stanu wojennego. Można więc było rozpocząć jej czytanie w okresie kiedy wiele się o tamtych wydarzeniach w kraju mówi, dodało trochę innej atmosfery niż gdybym się zabrał za czytanie na przykład w lipcu. W rocznice różnych wydarzeń lubię zagłębić się trochę na ich temat – z każdym rokiem coś nowego. Jeśli chodzi o „Biało zieloną Solidarność” – robiłem to chętniej niż zwykle. Dlaczego? Chodzi o to, że głos kibica, osób biorących udział w wydarzeniach i głos bez cenzury jest kilka razy bardziej cenny niż informacje z jakieś prasy systemowej czy politycznie poprawnych mediów. Popularne media nie raz zrobiły mnie w chuja – nie wierzę im i nie do końca wiem kiedy mają złe, dobre intencje czy też kiedy kieruje nimi chęć pokazania prawdy bez żadnej manipulacji. Wiadomo, że tam musi być wszystko pięknie i poprawnie pokazane, nad dziennikarzem „czuwa” szef/ właściciel. Książka o fenomenie politycznym kibiców z Gdańska została napisana przez nich samych w celu upamiętnienia czasów walki z realnym socjalizmem. O jednym wydarzeniu wypowiadają się często dziesiątki osób – wszystkie widziały to od wewnątrz. Co, za tym idzie – jak się do książki przyssałem to czytałem ją wszędzie – w drodze do pracy, w powrocie z pracy, w wannie i przy obiedzie :-). Miała ona u mnie na starcie „wygrane”, zanim ją zacząłem czytać. Dlaczego?

Bo łączy w sobie dwa szerokie pojęcia – kibicowanie i politykę. Wchodząc bardziej w szczegóły – sport, młyn, manifestacje, drukowanie prasy podziemnej, sprzeciw komunie i lewactwu, mocne podkreślanie prawicowości. Nie ważne czy jesteś kibicem Lechii, Arki, czy jak ja Legii Warszawa – jeśli kibicowanie i polityka ściśle się dla Ciebie ze sobą wiążą – jest to książka dla Ciebie.

Kupiłem ją na allegro za (uwaga!) 15 zł! 15 zł za 313 tak wartościowych stron! Okładka kolorowa, moim zdaniem można było zrobić ją dużo ciekawszą, jest za bardzo złożona (dwie fotki, dwa projekty flag BKS, loga mediów, nieciekawie rozmieszczony tytuł). Na tyle okładki przedstawienie osoby księdza Jarosława Wąsowicza – antykomunisty i kibica Lechii, autora książki. 313 stron to jak to w książce – sam tekst, DODATKOWO w środek wkładka z 40 stronami fotografii/ dyplomów/ projektów flag i naklejek/ skanu z prasy – znajdującymi się na wysokiej jakości kredowym papierze! Owych stron autor nie wliczył do numeracji, a gdyby to zrobić, otrzymujemy liczbę 353 stron!

A, co przedstawiają te zdjęcia na kredowym papierze? Od czarno białych z meczów gdańszczan, poprzez manifestacje, walki z ZOMO, przemowy, artykuł z prasy podziemnej, wpisy przy grobie Popiełuszki, drukowanie ulotek, dyplomy dla kibica od prezydenta Gdańska, potem kolorowe zdjęcia bardziej współczesne, a na koniec vlepki Lechii z przekreślonym Che Guevarą itp. Oj jest na czym oko zawiesić, gwarantuje! Najbardziej podobają mi się zdjęcia pochodów Solidarności, jeszcze tej starej dobrej Solidarności – w bojowych nastrojach, z chustami na twarzach czy człowiek w kominiarce palący czerwoną flagę (wrzuciłem przy wstępie). Aż ciarki przechodzą, co za skrajny i przy tym patriotyczny klimat! To jest to. To jest historia polskiej ulicy, polskiej ulicznej walki o wolność. Nie wiem jak to opisać – jeśli jesteś kibicem, a równocześnie uczestniczysz w demonstracjach ulicznych – poczujesz dreszczyk.    

Wygląd już znamy, przejdźmy zatem w skrócie do treści książki. Po kilku wstępach, przemowach, dedykacji dla zmarłego kibica Lechii i polskiego patrioty Tadeusza Duffeka – nadchodzi czas na część pierwszą książki. „Biało zielona Solidarność- o fenomenie politycznym kibiców gdańskiej Lechii” to historia polityki na Lechii w skrócie. Są też i inne ciekawostki, na przykład „Futbol i polityka” gdzie autor pisze o kilku innych wydarzeniach i podkreśla, że polityka była w piłce od zawsze. Takiej ciekawej lektury mamy 83 strony i przychodzi pora na część kolejną.  

Nazywa się ona „Solidarność – Lechia Gdańsk – wspomnienia kibiców i działaczy BKS Lechii Gdańsk”, sama nazwa mówi nam czego dział dotyczy. We wspomnieniach kibiców, których jest bardzo dużo – często powtarzają się opisy tych samych sytuacji. Na pierwszym planie mecz Lechia- Juventus, często przewijają się też wyjazd do Elbląga, na Olimpie Poznań i msze w jednym z kościołów po, których ciągle dochodziło do walk z milicją. Wymagający czytelnik powie, że jest zbyt monotonnie, ciągle o tym samym. To jednak musiałby być wymagający czytelnik i jakaś mało ambitna menda :-). Każdy kibic dodaje jakiś malutki wątek, jakąś anegdotę, zdanie własnego komentarza. Jeśli ktoś interesuje się tamtym okresem nie będzie się po prostu nudził tylko z pasją chłonął kolejne kartki. Kolejni ludzie, w większości kibice opowiadają o swoich początkach z Lechią, Solidarnością i działalności antykomunistycznej. Niektórzy językiem poprawnym, niektórzy typowo kibicowskim. Nie ma cenzury. Opisy wyjazdów, manifestacji, walk z ZOMO, wspomnienia o tworzeniu prasy podziemnej, podejściu „zwykłych ludzi” do tego wszystkiego. Można czasami czuć niedosyt, że opisy są mało dokładne, przydałoby się więcej szczegółów. Trzeba jednak pamiętać, że „przepytywani” kibice muszą sobie przypomnieć wydarzenia sprzed 20-30 lat, co nie jest na pewno sprawą łatwą. Biorąc ten istotny fakt pod uwagę – relacje są bardzo dokładne! I tego się trzymajmy.  

To co mi się rzucało w oczy i z czego byłem zadowolony to podkreślenie przez kilku fanatyków, że nie podoba im się to jak sprawa się skończyła, czyli mówiąc wprost – nie popierają ustaleń przy okrągłym stoliku. Chcieli rozliczenia komunistów, a nie dogadywania się z nimi na jakichkolwiek zasadach. Według mnie to bardzo ważne! Ludzie wiele na ulicach walczyli, a potem taki Kwaśniewski – komunista został prezydentem w „wolnej” Polsce (polecam wspomnienia Legionisty z wyjścia na ulice w Warszawie: http://drogalegionisty.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=453:231210-wspomnienia-nacjonalisty-qja-na-niego-nie-gosowaemq-&catid=39:pozasportowe&Itemid=91 ). Jeden z kibiców opowiada na łamach książki, że po latach swojego aktywnego antykomunizmu poszedł na spotkanie Kwacha z ludźmi i tak zaciskał zęby z nerwów, że na drugi dzień bolała go szczęka. Powód? Ludzie śpiewali Kwaśniewskiemu „sto lat” – facet, który walczył z takimi jak on komuchami na ulicy nie mógł w to uwierzyć. Podobają mi się wypowiedzi prawie wszystkich kibiców – podoba mi się kilka akcentów anty SLD i w ogóle anty lewicowych.

Z ludzi bardziej znanych szaremu człowiekowi – wypowiada się Kurski. Nie sądziłem, że był z niego taki asior :-). Zresztą znana twarz polskiej polityki uczestniczyła w wywieszeniu transparentu (na Lechii) namawiającego do bojkotu wyborów – jest to sytuacja (podobnie jak wspomniane wyżej) często wspominana na łamach przez różne osoby. Z ciekawostek – na kartkach ze wspomnieniami Jana Kierakowicza (ksywa „Kierat”) znajduje notkę o wyjeździe Lechii na Arkonie Szczecin w 1972 roku. Wspominający kibic pisze, że użyli wtedy hasła „Polska dla Polaków”. Nie sądziłem, że jest ono takie stare…Jeśli interesujecie się podziemiem, walką z komuną i ruchem kibicowskim – znajdziecie dla siebie sporo różnych ciekawostek opowiadanych przez osoby z wieloletnim stażem kibicowskim, czy kibicowsko- politycznym. W skrócie – cudo!

Co, do wspomnianego akcentu „Polska dla Polaków” to podobnych klimatów nie ma w książce dużo. Jest to dzieło jak sama nazwa wskazuje głównie o latach 1981-1989, kiedy wrogiem była komuna. Piszę to, gdyż wiadomo, że dziś kibice Lechii kojarzą się także z klimatem rasistowskim – w „Biało Zielonej Solidarności” nie znajdziecie tych klimatów, jeszcze nie te czasy. Proces tworzenia „multi kulti” i powszechnej dziś „tolerancji” rozpoczął się w Polsce lata później. A teraz nawet mam wrażenie, że Lechia stała się bardzo „light”, jakieś dotacje od Unii…prawicowcom nie wypada. Nie od tej Unii co jest…

Część książki z wypowiedziami ludzi związanych z BKS kończą wspomnienia fanów Śląska Wrocław (w tym Romana Zielińskiego – autora trzech znanych w naszym środowisku książek i autora ostatnich bzdur o Legiuni) oraz fana…Legii Warszawa. Jagód wypowiada się krótko o podejściu do tych spraw na Legii, podkreśla, że mimo, iż CWKS był klubem wojskowym (w tamtych czasach źle się to kojarzyło) – na trybunach panowały nastroje patriotyczne i solidarnościowe. Te wspomnienia Legionisty są tym cenniejsze, że w książce przewija się kilka złośliwych zdań o naszym ukochanym klubie związanych z jego Wojskowością.

I przechodzimy do części ostatniej, mamy stronę 217 i zaczyna się „Prasówka 1981-2006”. Są to różne notki o politycznym zaangażowaniu kibiców z Gdańska, ułożone chronologicznie, co jest dobrym podsumowaniem wcześniejszych, subiektywnych wypowiedzi różnych kibiców. Jakie są źródła „Prasówki”? Najróżniejsze – od prasy Solidarności po „Pamiętnik Kibica” czy „Ligę Chuliganów” Romana Zielińskiego. Autor nie dzieli prasy na tą poprawną i tą „robioną przez kiboli i nie godną przytaczania”. To jest właśnie różnica w pisaniu książki przez „swojskiego” (w sensie ogólno kibicowskim) człowieka, a barana typu człowiek Adama M. Różni ludzie myślący o kibicach stereotypowo boją się nawet pomyśleć, że to właśnie niespokojna część stadionu przyczyniła się do walki z komuną.

Podsumowując – książka ta to uzupełnienie wiedzy historycznej o latach 1981-1989, relacje osób ze środowiska nazywanego dziś powszechnie „marginesem”, opisy z wnętrza „akcji” bez cenzury. Jak pisałem – nie ważne komu kibicujesz, kibice Lechii napisali dobrą książkę, zapisali na papierze kawałek historii polskiej ulicy, polskiego podziemia, ulicznego antykomunizmu. Jeśli tacy jak oni – czynni patrioci, nie ważne czy z Gdańska, Wrocławia, Gdyni czy Warszawy byliby idolami dzisiejszej młodzieży – nie mówiło by się o tym, że nastały puste czasy. Polecam Wam wszystkim lekturę – szukajcie gdzieś w Internecie, co jakiś czas powinny być aukcje.  

Na koniec cytat Grzegorza – kibica Śląska Wrocław (strona 213):

„Dodam na koniec jeszcze jedną rzecz. Mam żal, że o 1988 roku w całej Polsce dużo ludzi, którzy nic nie robili, nie angażowali się w podziemie, nie narażali, nie chodzili na manifestacje, a nieraz wręcz przeciwnie – popierali władze i podpisali lojalki, nagle pozapisywali się do Komitetów Obywatelskich, pozapisywali się do „Solidarności”, jak już była legalna, a później do różnych partii postolidarnościowych. Wepchali się najpierw do samorządów, potem do sejmu. We Wrocławiu tak właśnie się stało. Pełno ich było najpierw w Unii Wolności, a teraz w Platformie Obywatelskiej i rządzą miastem. Ponapychali sobie kabzy, a na ludzi się wypięli.”  

Ł.

PS: Tu jeszcze coś innego, z fajnym zdjęciem: