6.05.11 RECENZJE: „Skrzydlate świnie” (film fabularny, Polska, 2010).

Podczas miłego majowego posiedzenia z kobietą, w obroty poszło kino polskie, nieco zaległości, starszych i nowszych. Świetne (acz straszne) „Cześć Tereska” oraz „Różyczka” – pokazujące różnego typu polskie patologie oraz recenzowane teraz „Skrzydlate świnie”. Największe gówno z wymienionej trójki. Dwóch pierwszych tytułów nie chce mi się póki co recenzować, musiałyby to być recenzje bardzo obszerne oraz zahaczające o kwestie społeczne, polityczne… Pójdę więc na łatwiznę i wyżyję się na nieudolnej próbie ukazania środowiska kibiców piłkarskich przez Polaków. Czytałem…pozytywne recenzje pisane przez niektórych kumatych kibiców czego kompletnie nie rozumiem. Tak – nawet mimo faktu, iż film podejmował motywy wierności barwom itp. Jebie kiczem na kilometr…

Całość pokazana była bowiem nieudolnie, coś typu jeden z odcinków dennego serialu TV. Postacie pokazane jako liderzy grupy kibicowskiej żenujący, połączenie żula z disco polowcem oraz czasami błaznem ze wspomnianego polskiego tasiemca… Wątek „Baśki”, która lubi „poultrasować i nieco przychuliganić” na bank przeraził wszystkie kumate dziewczyny z polskich grup ultras.

Nieliczne momenty awantur stadionowych, a także poza stadionowych – pokazane moim zdaniem kiczowato, sztucznie, kumaty fan odczuje raczej żal niż chociażby trochę nakręcenia (jak po „Football Factory”). Zresztą – z produkcjami o angielskich hool’s nie ma nawet co tego gówna porównywać gdyż tamto przynajmniej w części oddaje klimat. Nie żenuje, nie śmierdzi kiczem.

Czy żyjecie tak jak bohaterowie „Skrzydlatych świń”? Przy ognisku i alkoholu, żulerskim głosem gadacie o zasadach i honorze? Ten film nie odzwierciedla życia żadnej normalnej ekipy, chyba że głęboko wiejskiej. Myślę, że nawet dla prawdziwych fanów Dyskobolii Grodzisk – wątki ich miasteczka są obrazą…

Nie znajduję w „Skrzydlatych świniach” żadnego pozytywu. Oglądanie tego było udręką, przerywaną uśmiechem politowania. Najgorszy film jaki widziałem od dawna… A szkoda, że jako jedyny –niby- był o kibicach. Nie polecam.

Ł.