7.06.11 RECENZJE: „Kowal – prawdziwa historia” (książka, 2003).

Szum wokoło tej książki był dobre parę lat temu ogromny. Recenzowali ją już chyba wszyscy, pisano o niej wszędzie, naczelny tego e-zina jest zatem jak zwykle ostatni :-). Wyżej cenię sobie jednak książki pisane przez kibiców lub książki polityczne tak więc dzieło Kowala (i pomagającego mu redaktora „Przeglądu Sportowego”) musiało trochę poczekać w kolejce. Na dzień dobry łyknąłem z 70 stron, bo „Prawdziwą historię” czyta się bardzo dobrze, lekko i przyjemnie. A i człowiek czasami się uśmieje, bo były piłkarz Legii Wojciech Kowalczyk opisuje jak jego pijany na treningu kolega zaklinował się głową między kratami, jak pewien trener zaciągał po angielsku itp. :-). Nie będę jednak opisywał dokładnie struktury książki, bo jak wspomniałem – jest ogólnie znana i wiele zostało już o niej powiedziane. Także w telegraficznym skrócie + krótka ocena.

Ale może na początek trochę o wyglądzie. Recenzowana książka ma 286 stron + trzy wkładki ze zdjęciami (kolorowymi, śliski papier) Kowalczyka – razem 24 strony. Parę czarno białych zdjęć autora przewija się też na końcu dzieła, większość to jednak tradycyjny „format książkowy” – sam tekst. Okładka z klęczącym piłkarzem oznaczonym numerem „10” – wygląda w porządku. I tyle o walorach estetycznych.

Treść to jak nie trudno się domyślić biografia byłego zawodnika Legii Warszawa, a dziś „kontrowersyjnego” (a tak naprawdę po prostu szczerego) eksperta telewizyjnego oraz dziennikarza sportowego. Kowal udowadnia, że brak wykształcenia (ukończył ledwie kilka klas podstawówki) nie musi iść w parze z brakiem inteligencji. Kowalczyka wychowała ulica, Bródno i sytuacje „wokoło piłkarskie” czyli picie wódki gdzieś po szatniach, garażach, autobusach i samolotach lecących na zgrupowanie :-). Życie normalnego faceta z ulicy pozwoliło mu nabrać spojrzenie z, którym wielu z nas będzie się zgadzać. Kowala czyta się przyjemnie, bo pisze z perspektywy planety ziemi, a nie z kosmosu jak niektórzy „ą”, „ę” dziennikarze. Czasami jest więc zabawnie, ale jest i cholernie smutno. Kowalczyka jak każdy kibic Legii na swój sposób cenię, ale jego podejście nie zawsze jest dla mnie w porządku. Już nie wspomnę o reprezentacji. No tak – Kowal to fajny „ziom”, ale trochę zapomniał, że jedno to robienie na złość działaczom, a drugie to fakt, iż często cierpi na tym kibic jadący setki kilometrów. Nie twierdzę, że Wojtek robił to świadomie, tylko ignorancję kibic widzi i czuje inaczej.

Wojtek pisze szczerze, choć czasami według mnie koloryzuje by jego opowieść wyszła na jeszcze zabawniejszą/ kontrowersyjną. Nie jestem jednak w stanie na 100% tego ocenić, to przypuszczenia. Kilka postaci przewijających się w lekturze zgłosiło też jakieś pretensje do autora. Pewnie się zagotowali, bo niektórzy opisani są hm, nieciekawie :-). Tak ich widział Kowalczyk i tak ich opisał, nie dbając o kogoś uczucia – dla czytelnika to w sumie plus. 

Mam dwa rodzaje emocji po lekturze. Po pierwsze – szacunek za szczerość. Wolę przeczytać coś szczerego do bólu, ale prawdziwego niż bajki lub dyplomatyczne wypowiedzi z, których zresztą Kowal też się naśmiewa niejednokrotnie. Pozostaje ocena jego zachowania, którą wyrabia sobie człowiek po owej szczerej do bólu lekturze. No cóż – moim zdaniem czasami przegięcie, z drugiej strony – taka była rzeczywistość.

Też wolę „kontrowersyjnych” zawodników, normalnych chłopów niż ciche pizdeczki. Ale wszystko ma swoje granice, bo prócz kiepskich warunków, chujowego trenera, niskich płac jest jeszcze WIERNY KIBIC, którego trzeba szanować. Więc czasami trzeba zacisnąć zęby i grać na całego nawet z cieniasami typu Gruzja, nic to, że mecz nieważny. Ale kibic na niego przyszedł, jechał na niego, oglądał go i liczył na pełne zaangażowanie swoich biorących dużą kasę idoli. Będę więc szczery pisząc, że momentami podejście Kowalczyka nie podoba mi się i nie polecę za tłumem krzycząc jednym tchem „zajebisty”. Zresztą sam Kowalczyk pisze, że on zajebisty nie jest i z książki wynika, iż na pewno nie chce być tak postrzegany. 

Z drugiej strony „Prawdziwa historia” czegoś mnie także nauczyła. Bo co prawda to prawda – piłkarz też człowiek. To nie jest robot, któremu nie zdarzy się wpadka, błąd, słaby dzień. Wiadomo. Tyle, że zakładając koszulkę jakiegoś klubu – bierze też na siebie odpowiedzialność za uczucia tysięcy osób. Jak polityk. Kiedy mnie spytasz co sądzę o Wojtku Kowalczyku, powiem, że jest w porządku, bo jest szczery i to Legionista, ale pod wieloma względami nie chciałbym by następcy brali z niego przykład.

Być „kontrowersyjny” to nie zawsze być pozytywny i dobry dla klubu, a przykładem jest Kamil Grosicki – kiedyś gracz Legii, dziś za granicą. Na jego przykładzie właśnie zmieniłem trochę zdanie na temat „przebojowych” sportowców. Podobało mi się w Kamilu, że odstaje od cichych pipeczek, niestety później jak się okazało – przegrał swoją legijną karierę w kasynie. A byłem i jestem fanem jego talentu…

Ocenę zachowania piłkarza podsumuję tak – Kowalczyk sobie radził, ale następca może już sobie nie poradzić, nie będę zatem polecał takiego trybu życia i lekkiego podejścia jak w „Prawdziwej historii”. 

Ale to tylko jedna strona medalu. Wielu cech charakteru Kowalczyka życzyłbym jego następcom. Zgadzam się z nim w 100%, że dzisiaj piłkarz jest przestraszony, boi się niemal odezwać. To nażelowani chłopcy myślący tylko o wypłacie i obsrani jak kujon w podstawówce kiedy ma uciec z pojedynczej lekcji. Może gdyby dziś w Legii grało kilku Kowalczyków to ktoś by się łaskawie odezwał podczas lat protestu mając w tyłku wyciągnięcie konsekwencji przez „wujka Waltera”? Kto wie…      

A sam Wojtek napisał fajną książkę, miał na pewno ciekawe życie i cieszy mnie, że uważa się za szczęśliwego człowieka, bo i życzę mu jak najlepiej. Zresztą polecam jego bloga, nie raz można zgodzić się z felietonem. To samo w jego występach telewizyjnych – często bronił naszej strony, często bronił starego dobrego futbolu przed „nowoczesnymi” pajacami udającymi zachodnich dziennikarzy. Kompromitował też dziennikarzy, którzy na niego jechali – trzeba przyznać Kowalczykowi, że jest mistrzem riposty :-). Przekonał się o tym chociażby Rafał Stec z wybiórczej, który tak zalazł nam za skórę.

Szanuje Kowalczyka, lubię go i polecam Wam książkę jeśli jeszcze nie mieliście okazji jej czytać. Emocje gwarantowane.

Ł.