29.06.10 RECENZJE: „HATE SPEECH” (NUMER 3/ CZERWIEC 2010).

Po długich miesiącach przeciągania debiutu, wyszedł 3 numer zina „Hate Speech”, czyli „Mowa nienawiści”. Jest to podziemny magazyn muzyczno- polityczny dotyczący szeroko rozumianej niepoprawnej sceny (RAC, OI, muzyka tożsamościowa, pochodne + prawa strona politycznego skrzydła!). W czerwcowym numerze jak zwykle znajdziemy liczne wywiady, relacje z koncertów oraz recenzje. Czytanie tego to czysta przyjemność – lektura HS zajęła mi niemal cały dzień. I na pewno nie nazwę tego dnia straconym dniem życia :-). A teraz podzielę się z Wami strukturą pisma i tym jak je odebrałem. Można już na początku zacząć cytatem, który przewinął się w zinku: „Lepiej być nienawidzonym, za to jakim się jest, niż być kochanym za to jakim się nie jest”. Spodobało mi się.

Na minus już we wstępie długi czas ukazywania się kolejnych numerów…Wywiady sięgają często wielu miesięcy w tył i trzeba by coś na to poradzić. Tak…też wydawałem ziny. Proponuję tych, którzy zbyt długo przedłużają kopnąć w dupę i puścić numer chudszy lecz regularniejszy. Skoro na tak ubogiej w ziny scenie jest problem z w miarę bieżącymi wywiadami to o czym my mówimy…No, ale skoro już HS jest, to wypada się z niego po prostu cieszyć i przystąpić do czytania. Zanim to uczynimy nie sposób nie zachwycić się okładką, która przedstawia Roberta B., jego kolegę z antify i tęczowy pochód w tle :-). O tak – tego typu odbiorcy zapewne są najbardziej zadowoleni z wyjścia HS :-). Za okładkę 5 na 5.  

Ciekawych wywiadów w 3 numerze HS nie brakuje…Po redakcyjnym wstępie przystąpimy do 12 stron rozmowy z redakcją zina „Aktywista”. Tematyka kręci się głównie wokoło Autonomicznego Nacjonalizmu, nowego stylu narodowej rewolty i wszystkich jego gałęzi (styl, symbolika, sposoby działania, sXe itd.). Myślę, że się spodoba…

Po autonomach przychodzi czas na pierwszą kapelę – All Bandits. Można dowiedzieć się kilku ciekawostek z życia polskiej sceny OI! i nie tylko…Autor zina każdego rozmówcę pyta o Autonomiczny Nacjonalizm, ale wokalista AB nie ma o nas najlepszego zdania i co ważniejsze – wiedzy. Wali mnie to. Nie wszyscy, dla których najważniejsza jest gitara i piwo kiedykolwiek pojmą na czym polega działanie polityczne. Pozostaje śmiech :-). Tym bardziej, że reszta rozmówców – w zdecydowanej większości ocenia pozytywnie aktywizm jakim jest AN.

Pierwszym gościem zza granicy jest angielski Avalon – rozmówca, który niejedno już w życiu widział. Wystarczy wspomnieć, że początek grania to rok 1995. Ciekawe pytania, na które odpowiedzią jest często opis smutnej etnicznej i kulturowej rzeczywistości współczesnej Anglii. Wywiad dostarcza wielu kulisów ze sceny. Osobiście wolę je poznawać niż słuchać samej muzy :-).  

Kolejnym wywiadem jest Bastion, który niedawno nagrał w miarę profesjonalny klip do swojego kawałka. No cóż…Specyfika recenzującego jest taka, że nie zalicza regularnie koncertów, ale na Bastionie akurat byłem i chętnie przystąpiłem do czytania. Niestety chłopacy trochę mnie zawiedli swoimi wypowiedziami…Po prostu widać, że są daleko od nacjonalistycznej rzeczywistości roku 2010.  

Drugi gość zagraniczny jest bardzo egzotyczny, ale to tylko wzmaga chęć łyknięcia wywiadziku. HS rozmawia z brazylijską kapelą Bandeira de Combate. „Futebol – cerveja – diversao” – taki wita nas napis na logo związanym z kapelą, nie wiem co oznaczają dwa ostatnie słowa lecz wystarcza mi, że wiem troszkę o tym pierwszym :-). Brazylia to ciekawy kraj, a zatem wywiad nie mógł być inny niż interesujący…Rozmowa kręci się wokoło muzyki, religii, polityki po sprzedających policji lewaków. Miodzio.

Potem znowu zagranica, przedstawiciele OI/ RAC – Lemovice z centralnej Francji. Francja to niestety także kraj „ciekawy inaczej” pod względem ras i kultur, a więc nie odbiega ciekawością od rozmowy z Brazylijczykami. Rozmówcy na poziomie – kibice PSG i trenujący sztuki walki. Sami swoi.

Zostajemy za granicą lecz przenosimy się do słonecznej Grecji. Rozmówcą jest twórca bloga Glory Days Of RAC. „Witam. Mam na imię Albert, pochodzę z Grecji, mam 28 lat i jestem żonaty. Jestem rasistowskim skinheadem” – tak oto sympatycznie wita się z nami autor jednego z najlepszych „blogspotów” w sieci. Fajnie się czyta takiego kolekcjonera- maniaka – fanatyka kiedy siedzisz z zinem za szybą zza której aż bije po oczach polityczna poprawność. Jeden z ciekawszych wywiadów, trochę wątków kibicowskich – dużo ciekawostek z historii ruchu. Bomba.

Po tych kilku gościach zagranicznych – wreszcie czas na Polaków. Są to autorzy znanego oświadczenia do wybiórczej – Irydion :-). Rozmowa pozytywna, chłopacy z jednej strony dojrzale, z drugiej zaś potrafią ostro szydzić i zachować dystans. Niech będzie :-). I tym oto sposobem dotarliśmy do półmetka „Hate Speecha”. Uf…kiedy to minęło? Na środku wita nas wreszcie coś co nie jest wywiadem – krótka notka biograficzna + dwa ciekawe cytaty ;-).

Na kolejnej stronie smutna sprawa, a więc notka o śmierci Dietera Samoya, żyjącego od 27.11.1980 do 15.01.2010 lidera Kill Baby Kill. Ten artysta odebrał sobie życie, a przyczyna takiego wyboru pozostanie na zawsze jego tajemnicą…Prawdopodobnie chodziło o wyrok jaki otrzymał (2 lata) ponieważ muzyk pracował z dziećmi i więzienie przekreśliło w jego życiu wszystko. Obok artykułu duże zdjęcie Dietera.

Po tym przerywniku wracamy do głównej składowej zina – wywiadów. Co tym razem? Preserve White Aryans – kierunek egzotyczna Estonia. Mimo, że egzotyczna to chłopaki wiedzą dużo o życiu gdyż też byli pod okupacją komunistyczną i co ważne – czynnie uczestniczyli w walce.

Po przerwie na jedyny artykuł (wymienię później) przychodzi czas na Agressive/ Nordice. Ciekawe podejście, szczególnie w kwestii zacierania podziałów. Tym bardziej, że pytający jak to często ma w zwyczaju przesadnie skomentował kontrowersyjne/ śmieszne dla siebie wydarzenie…Wiem, że musi być fajnie i ciekawie, ale więcej szacunku do stojących po tej samej stronie barykady by się czasem przydało…Po to by owa barykada się utrzymała…

Po Nordice – Tormentia. Ten wywiad można już było przeczytać na blogu Galician White Devils, ale przecież nie każdy ma Internet oraz nie każdy bywa na każdym z miliona naszych blogów :-). Dam da dam – i tym sposobem doszliśmy do końca wywiadów w HS 3. Fajnie było lecz się skończyło…

…no, ale są jeszcze inne ciekawe działy. Tuż po ostatnim wywiadzie – relacje z koncertów wspomagane zdjęciami. Zaczynamy od Budapesztu. Skład i sam koncert nietuzinkowy. Kolovrat, Moshpit…eh. Potem swojsko – Contra Boys + kilku innych w Lublinie. Następne relacje to Zabrze, głośny koncert Irydionu i Hungaricy w Katowicach, Sliesian Pride Fest vol 2, znowu Irydion w Katowicach, Żory, Górny Śląsk…Przez HS 3 przewijają się także ciekawe cytaty :-), sami zobaczycie. I w końcu dochodzimy do hitu jakim jest niewątpliwie relacja z koncertu…Madonny w Warszawie :-). No cóż…Trzeba mieć jaja żeby się do tego przyznać :-).   

A potem to już tylko recenzje i recenzje, masa recenzji do samej 124 strony „Hate Speecha”! Łyknąłem w jeden dzień, bo inaczej być nie mogło. Kiedyś zinów było po sam szczyt łysiny, a dzisiaj ze świecą szukać…

To czego mi brakuje w HS 3 to jakaś publicystyka przecinająca kolejne rozmowy. Wszak redakcja na koncerty jeździ, mogłaby podejmować na łamach problemy chadzającej tam braci itd. Po to są oczy by obserwować – nie po to by na nie niedowidzieć po 30 minutach grania :-). Mogłoby też pojawić się coś typowo politycznego – jakiś felieton, artykuł. Jedynym artem w HS 3 jest „Rob Lind i jego muzyczne wcielenia”. Dobry, nawet bardzo, ale mało to jak na naszą biedną scenę zinową…potrzeba więcej publicystów, ciekawostek. Czuję niedosyt.  

Jeśli chodzi o wygląd zina to grafika bez zmian w stosunku do poprzednich numerów. Prócz braku numeracji stron (a są aż 124!) wszystko gra…(możliwość zszycia tylu kartek jest znikoma…). Format A5, kserowane i w typowo zinowym wydaniu. Wiele zdjęć, adekwatnych reklam oraz grafik. Jest klimacik i to wystarcza.

Tradycyjnie nie we wszystkim się zgadzam z rozmówcami i redaktorami HSa (co jest w sumie naturalne), ale po raz kolejny świetnie mi się zina czytało i z niecierpliwością (która zapewne będzie potrzebna…) czekam na czwartą odsłonę. Może w drukarni? Chociaż forma nie jest najważniejsza, wszak ziny mają swój specyficzny klimat, który osobiście kocham od lat! I jaram się każdym wydawnictwem niemiłosiernie.

O zina pytajcie w Olifancie i na Nordlandzie. Cena za 124 strony to tylko kilka zł! Polecam wspierać scenę, polecam wydawać ziny na przynajmniej takim poziomie! Polecam też kupować ziny, które z pewnością nie są przeznaczone dla „legalnych buntowników”, lamusów, których bunt można o kant dupy potłuc gdyż są tak samo „politycznie niepoprawni” jak opisana w HS 3 Madonna :-). Pozdrowienia dla redakcji. Więcej polityki, mniej muzyki, mniej szydery z rzeczy ważnych, więcej szydery z rzeczy nieważnych (czytaj: lewactwa :-).

Ł.