2.11.10 RECENZJE: „PLAC ZBAWICIELA”.

Czas na kolejną w ostatnim czasie recenzje pozasportową. Film o tym jak System w którym egzystujemy niszczy człowieka oraz jak niszczymy siebie nawzajem (pamiętając, że nie wszystkie jednostki są jednostkami silnymi) – tak w skrócie można opisać film fabularny „Plac Zbawiciela”. Oczywiście spóźniam się… 4 lata z jego recenzją, ale co zrobić – nie wszystko na raz. Co robi tego typu produkcja w zinie kibicowsko- nacjonalistycznym? No właśnie – nacjonalistycznym…Dla nacjonalisty najważniejszy jest naród. A nie ma narodowca jeśli ten nie zna patologii występujących w jego narodzie…”Plac zbawiciela” jest jednym z dzieł sztuki, które obok wielu innych dzieł sztuki (muzycznych, teatralnych, filmowych, literackich) pokazuje nam pewien problem. Doprowadza do refleksji i…co wrażliwszych do rozpaczy. Inteligentniejszym może podpowiedzieć, że trzeba szanować bliskich i – mimo wszystko – mieć dystans do pieniądza…Oto -przeciętna polska rodzina- i dramat, który może spotkać każdego z nas…”Plac Zbawiciela” puszczono w Polsce w 2006 roku, a w roku 2009 miał on swoją światową premierę…

Jaki jest punkt wyjścia dramatu społecznego zwanego „Placem Zbawiciela”? To historia oparta na faktach. Młode małżeństwo z dwójką dzieci (ona pochodzi ze wsi) ma wkrótce odebrać klucze do własnego mieszkania, na które przeznaczyli wszystkie pieniądze. Do tego czasu małżonkowie wprowadzają się do matki chłopaka. Wszystko rozpoczyna się (niedługo po rozpoczęciu filmu) gdy wychodzi na jaw, że developer zbankrutował. Stracone pieniądze, nadzieje, popadnięcie w długi…Sytuacja, która z czasem pokazuje, że tak naprawdę duża część związków, rodzin nie ma w sobie żadnej mocy. Potrafią żyć ze sobą tylko wtedy gdy jest dobrze…Finansowy krach ściąga wszystkie maski i pokazuje ile jesteśmy warci.

„Gdzie jest mama?” – pyta babcia, „a obesrała się” – odpowiada kilku letni dzieciak…Obesrała się, bo wykończyło ją psychicznie życie w „wolnej Polsce”. Splot różnych patologii. Od siebie, swojego zaniedbania poczynając (co jest bardzo ważne przy recenzji! Brawo, że nie pokazano nam zbyt jasno: ten zły, ten dobry) – poprzez nieudolność innych, brak szczerej rozmowy i miłości od partnera w kluczowych momentach życia…Człowiek pozostawiony sam sobie stacza się na samo dno i gdyby tylko miał odwagę, najchętniej palnął by sobie w łeb.

Główna bohaterka przechodzi przez kilka tragedii na raz: od finansowej przez miłosną aż do braku szacunku ze strony teściowej i własnych rodziców (z ojcem na czele). Ma dwójkę dzieci i znalazła się na skraju przepaści…Z każdej strony czuje nacisk, jednoczesne dokręcanie kilku różnych śrubek…Jakby tego było mało – sama jest niedoskonała, mogła lepiej pokierować swoim losem, bardziej wziąć się do pracy…Z tym, że…kto z nas jest doskonały? Czytałem kilka recenzji filmu (m.in. na filmweb) i jedna z osób zarzuciła reżyserom, że nam pokazali niedoskonałość głównej aktorki…Ja uważam, że wręcz przeciwnie – bardzo dobrze! Dodajcie do tego odpowiednią muzykę i otrzymamy dramat w najczystszej postaci tego gatunku…Kończy się ciężko, potem jest dość niespodziewanie (mimo wszystko mała rysa) ale co ja Wam będę psuł przyjemność (choć to chyba złe słowo…) oglądania…

Wniosek jest według mnie jeden – przynajmniej ja taki wyciągnąłem. Każdy zasługuje na jeszcze jedną szansę. Gdyby główna bohaterka miała kogoś z kim może szczerze porozmawiać, zaufać i otrzymać sprawiedliwą (!) szansę – być może byłoby dobrze…Gdyby ona sama stale zawodziła – widocznie na taką szansę nie zasłużyła…Ale najpierw powinna ją otrzymać.

Uścisk z każdej strony w końcu powoduje, że dochodzi do eksplozji w głowie. Jedni idą się naćpać, drudzy napić, a trzeci podcinają sobie żyły…Bo ten pędzący wyścig szczurów, bezlitosny System – zapomniał o jednostkach słabych, które są mu nie potrzebne (nie wiem jak by miał to rozwiązać, ale by „żyło się lepiej” może jakoś powinien?). Nie pasują do niego…Są skazane na pożarcie. Chyba, że mają u boku życzliwe osoby…Schody się zaczynają w momencie gdy takich osób zabraknie. W „Placu zbawiciela” – zabrakło…Niektóre jakby doznały pewnej przemiany, ale jest już za późno…

Dlatego trzeba wiedzieć kogo nienawidzić, kto jest autentycznym wrogiem – a kto powinien być przez nas szanowany…Oczywiście – Polak mądry po szkodzie – też uczę się na błędach i nie piszę tych słów jako przykład. Film zmusił po raz kolejny do głębokiej refleksji. Nie mogłem po prostu odłożyć na półkę, musiałem coś napisać. Czyli „Plac Zbawiciela” jest dobrą sztuką… Wy też nie przejdziecie obojętnie. Gwarantuje.

Moc tego filmu polega też na tym, że nie oglądamy patologicznej rodziny tylko całkowicie przeciętną. Spodnie na kant, krawaty, restauracje…nie, nie – to nie jest przepustka do raju. Bilet do nieba i gwarancja szczęścia. „Plac Zbawiciela” to przykład…ile jest podobnych przypadków, na podobnej zasadzie, rozgrywających się w naszej klatce schodowej? Może te odgłosy od sąsiadów to nie jest kolejna impreza? Bliskość tego wszystkiego jest przerażająca i niestety taka prawdziwa…

Ilu znamy siwych panów w garniturach, kulturalnych polówkach i po regularnych wizytach u fryzjera, którzy są stawiani jako przykład obywatela? Nas, młodych, łysych się szufladkuje na margines, a mamy w sobie przynajmniej jakieś uczucia…Potrafimy o nich mówić, mimo częstego braku pokory. Wartości zamiast „kultury” na pokaz (w stylu Mariusza Waltera z ITI)… -Oficjalni ludzie-, którzy wiedzą jak się zachowywać na kolacjach, a także świństwa zamieść pod dywan…I być pieprzonym ignorantem kiedy przychodzi chwila próby. Takie mamy w dużej mierze społeczeństwo…

Polecam „Plac Zbawiciela” raczej ludziom o dość mocnych nerwach i najlepiej nie znajdującym się obecnie w trudnej sytuacji życiowej (do czego się osobiście…nie zastosowałem :-). Idzie się załamać…Chociaż z drugiej strony – „Plac zbawiciela” może też dać dowód, że zawsze może być gorzej. Ocena 10/10 (przy czym tą samą ocenę stosuje w filmach typu „Requiem”, „Że życie ma sens” – były lepsze i gorsze lecz zawsze w wyczerpujący sposób pokazujące rozkład ludzkiego umysłu pod wpływem jakichś wydarzeń). Film bez problemu znajdziecie w necie.

Ł.