10.04.11 Opinie czytelników „DL” na temat recenzji „Boso, ale w ostrogach”.

Na maila „DL” (drogalegionisty@gmail.com) wpłynęły już dwie opinie na temat książek Grzesiuka (recenzja „Boso, ale w ostrogach” dodana przeze mnie wraz z apelem o maile 8 maja na e-zina). Czekam na więcej, bo kolejne napisane w poprawnej formie maile (czyli: nadające się do publikacji) będę wrzucał najprawdopodobniej za jakiś czas wraz z własną recenzją „Pięć lat kacetu”. Ocena Grzesiuka nie jest jednoznaczna – z jednej strony jego charakter, to co przeżył (a do czego wszyscy jesteśmy „mali”), a z drugiej – poglądy polityczne. Jak powinniśmy do tego podchodzić? Jakie Twoje wrażenia po trylogii bądź jednej z książek? Ufam, że ktoś jeszcze coś napisze od siebie… Pozdrowienia dla czytelników – dzięki za linki, propozycje, maile. A teraz dwa maile na temat Grzesiuka i jeden bardzo obszerny tekst będący odpowiedzią Cygana na moją recenzję. Zapraszam do dyskusji! Dzisiaj gramy mecz z Zabrzem na wyjeździe, ale z powodu „modern football” i faktu, iż dzisiejszych tęczowych ludzi byle co oburza (po części celowo, by przesunąć granice – zwracajcie uwagę na socjotechnikę i nie dawajcie jej przesuwać!) – mamy zakaz do końca sezonu. Zakaz na wyjazdy, zamknięty stadion przy Łazienkowskiej… zamiast oglądać jak idioci o tym gadają na TVNie – polecam poczytać książki. Np. Grzesiuka. Na szczęście biblioteki są jeszcze otwarte… Tylko nie róbcie tam awantury, bo jak rzucicie książką to Donald Tusk i tam zajrzy.

Ł.

Witam!

Mylisz się kolego co do postaci Grzesiuka. Kilka ładnych lat temu czytałem wywiad z jego siostrą i mówiła, że rodzina (wliczając i ją) miała mu mocno za złe,  zrobienie z siebie i swojego ojca lewicowców, wręcz bojowników socjalizmu. Podobno sprawy polityczne niezbyt Grzesiuka obchodziły, on sam bronił się przed tymi zarzutami mówiąc, że musiał tak pisać, bo…by mu książki nie wydrukowali. Co ciekawe ten wywiad był w GóWnie, więc myślę, że jest paradoksalnie w miarę wiarygodny, bo im raczej nie zależałoby na tym by Grzesiuka oczerwienić ;-).

Pozdrawiam

P.S. Super zin, chociaż mógłbyś mieć bardziej pro-katolickie poglądy ;-).

RKS 1955 (mail do wiadomości redakcji) – 9.05.11

Od redakcji: Dzięki za maila. Moje poglądy są pro-katolickie aczkolwiek jeśli chodzi o samą wiarę to cały czas gdzieś tam szukam, błądzę i rozkminiam. Tak to jest jak się zanurzy w modernistycznym gównie, ateistycznych filmach oraz tekstach. Potem trudno jest wrócić do źródła – do wiary wyniesionej z domu. Tak więc dwa razy się zastanówcie zanim zaczniecie oglądać Zeitgeisty i wgłębiać w ich tematykę… A co do Grzesiuka – to jakby potwierdziłeś to, co dalej rozkminiać będzie Cygan.

Ł.   

Witam!

Piszę na temat książek Stanisława Grzesiuka. Czytałem jego wszystkie książki, a „Pięć lat kacetu” kilkakrotnie z uwagi na potężne wrażenie jakie ta książka na mnie zrobiła. Pozostałe są także ciekawe, lecz bliższe pewnie Warszawiakom, w których oddaje się klimat miasta tamtych czasów. Wracając do „Pięć lat kacetu” to uważam, że osobie która jej nie czytała trudno byłoby nawet uwierzyć w historie, które są w książce opisane. Czasami trudno też uwierzyć, że człowiek może przeżyć takie piekło jak Grzesiuk i inni więźniowie. Co do poglądów politycznych autora łatwo jej wychwycić w jego książkach. Biorąc pod uwagę jego poglądy zastanawiać może, jaki stosunek miał Grzesiuk jako rdzenny Warszawiak do Powstania Warszawskiego? Książki ciekawe, wciągające niesamowicie, osobowość autora może imponować charakterem, lecz jego poglądy polityczne niestety nie są godnym wzorem do naśladowania.

Z patriotycznym i legijnym pozdrowieniem!

Marcin (mail do wiadomości redakcji) – 9.05.11

Od redakcji: No właśnie. Patrzeć na Grzesiuka można z kilku stron. Zastanawiam się na ile prawdą jest to, co mówiła jego siostra (patrz – tekst RKS 1955). Możliwe, że faktycznie nagiął to na tyle na ile było trzeba…   

Ł. 

Odnośnie recenzji „Boso, ale w ostrogach”

Odnośnie tego spojrzenia to mam ciut inne, ale tylko ciut. Chodzi o to, że zwróciłbym bardziej uwagę na tamtejsze realia jak i na późniejsze, znaczy się po obozie, gdy przewartościowaniu uległy pewne zasady i ogólnie nastąpił upadek moralności, a życiu w komunie i tym zwykłym życiu i otaczającej go rzeczywistości ..w kontekście tych osobistych, indywidualnych doświadczeń itd. Gdy spotykał na swej drodze takich a nie innych ludzi, z reguły księży, urzędników, nauczycieli czyli ogólnie inteligencje która nie podołała i nie dała rady zachować się godnie, poza wyjątkami.

Charakterniakiem, jakby w tym kontekście takim uczciwym cwaniakiem, chłopakiem, który miał takie trochę socjalistyczne wzorce już w domu poprzez ojca-robotnika, sytuacje w fabryce z majstrem też ale i ogólna bida powodowała, że było to dość łatwe do wykorzystania przez propagandę lewicową, nędza, brak perspektyw tworzy sprzyjające warunki do przyjęcia pomocnej dłoni a tu zazwyczaj pomocną dłonią był jakiś czerwony lub potem w obozie okazywało się, że na swej drodze spotykał dużo takich dobrych Rusków.

Nie miał chyba dużej wiedzy politycznej, ale miał dużą wiedzę o biedzie, życiu na ulicy i raczej stał przed nim wybór między kryminałem a tą przesiąkniętą niesprawiedliwością szkołą, fabryką, kościołem…, relacjami między wyższą bogatszą klasą, a zwykłymi biednymi ludźmi, między hipokryzją, sztywniactwem, a ludźmi biednymi, charakternymi i w jego mniemaniu pokrzywdzonymi. Można powiedzieć też, że to zwykły bunt przeciw władzy, zastanemu systemowi…potem jemu podobne cwaniaki, złodzieje jakże często mawiali „w mordę jebana komuna” czy „bić komunę” ale wielu nie miało w bagażu doświadczeń tej biednej przedwojennej ulicy no i przede wszystkim obozu koncentracyjnego.

Inne realia, inny świat, nie tak łatwo zinterpretować tamten czas z dzisiejszego punktu widzenia, a zwłaszcza spojrzeniem nacjonalisty mającego na uwadze politykę i patriotyzm, gdy książka przedstawia w sumie osobisty pamiętnik i przy opisie stosunków i czasów w jakim tym ludziom przyszło żyć…Polityka w jego wykonaniu była raczej taką polityką bliską ulicy, umysł łapał podsuniętą prostą idee, która wydawała się uczciwa i ulegał jej bo wydawała się pozornie słuszna, zawsze znalazł się ktoś kto po swojemu na czerwono wyjaśniał świat młodemu a młody inteligentny, chłonny by ktoś odpowiedział na nurtujące pytania po takim upadku wartości? Po takich przeżyciach, nie wiem? A może nie miał szczęścia do spotkania odpowiednich wzorców, autorytetów.

Kościół chyba był znienawidzony ot tak przez złego katechetę, księdza co mu przeszkadzały sztandary, kościół-zwykły system też niezbyt sprawiedliwy w odczuciach człeka biednego w trudnej chwili, na przeciwko ksiądz pretensjonalny uzurpator a z drugiej strony robotnicza brać, tu to zwykłe zakapiorstwo nie pozwalało ulec i poszedł za ludźmi, kolegami taty i w mniemaniu, że ojciec by tak wolał, niestety nie za wiarą, a może już nie wierzył po tych lekcjach religii.

Moi starzy jak się chajtali nie mieli dosłownie nic, włamali się do opuszczonego drewniaka by mieć dach nad głową, bida straszna, a tego rodzaju ksiądz nie chciał dać im ślubu bo nie mieli tyle pieniędzy na „co łaska” – trochę zabrakło… ksiądz usłyszał klasyczne słowa ulicznego łobuza, takie, że uszy więdły i ojciec do czasu mej komunii kościoła nie odwiedził, wzięli ślub kościelny dla mnie po 10 latach – bym mógł do komunii przystąpić…….takie charakterne- Cygan na łaskę to kładzie laskę.

Zaprowadzili kogoś na komisariat? A opisał coś takiego, fakt… tyle, że tu też można zastosować takie powiedzenie: „nawet cygan na własnym podwórku nie kradnie”, poza tym to chyba taki był edukacyjny rozdział o gówniarzach okradających pijaczków, a tu w dodatku swojego chłopaka…..Jak tata złodziej wpierdoli synowi za takie złodziejstwo to zmienia się perspektywa i może szczylowi przejdzie taka łatwizna, bo oskubanie beja to tak na prawdę nie jest prawdziwa „robota” tym bardziej wyczesanie kogoś z ferajny, przecież wiedzieli, że nie z frajerów, a z drugiej strony „Kozak” nie był klasycznym złodziejem tylko zwykłym chłopakiem z ulicy, co mieli jakąś krwawą dintojre wobec nich uskutecznić, głupio trochę dzieci bić?…Opisał wspomnienie i już, nie było tak czarno-biało jakby niejeden chciał ale faktycznie słabe – choć priorytetem było odzyskanie fantów.

Pierwsze książki z półki rodziców jakie pamiętam to właśnie Grzesiuka, pierwsze chyba jakie w ogóle samodzielnie czytałem (chyba w domu nie było innych wtedy), akurat dziadek żony siedział z Grzesiukiem w obozie (notabene zginął od kosy po wojnie w sprzeczce z sąsiadem…o gołębia) jeszcze mój dziadek wspominał wspólne picie z Grzesiukiem (mieszkał niedaleko szpitala) i nie wiem ile w tym prawdy, ale pamiętam jak opowiadał, że nieźle klął komunę na marginesie życia …Tak jakoś się więc poczułem by coś napisać. Może to i głupie te moje spojrzenie ale jakoś trochę to rozumiem, te jego lewicowe poglądy, bo tak myślę, że tak jak pisał o obozie to wielu spraw nie da się łatwo zrozumieć a tym bardziej zinterpretować gdy się samemu tego nie przeżyło. Może trochę musiał, może inaczej by nie wydali, może ciężko się żyło i zwyczajnie jak wielu wtedy potakiwało a myślało swoje.

Jak nie byłeś to nie wiesz i raczej się nie dowiesz, jak nie przeżyłeś to i nie zrozumiesz tak łatwo…broń Boże nie bronię tych poglądów, nienawidzę komuny ale dla mnie to taka książka o człowieku i te poglądy są jakąś tylko podpórką, czerwoni by nie wydali wtedy książki bez przesłania „jedynie słusznej idei” a przekabacić łobuzów to bardzo chcieli, zmanipulowany czy szantażowany nie jeden „git” był ….

Ł. recenzja mi się podobała i uważam, że dobra jest, napisałem tylko takie swoje przemyślenia co mnie akurat po przeczytaniu dopadły. A pro po kosy, wiecie, że są tacy których jak nie zakopiesz to nie odpuszczą, dostanie z ręki a nie da rady to przyjdzie z deską, dostanie kijem to przyjdzie z nożem, nie da rady to złapie siekierę….Byli tacy co nie zniosą porażki nigdy, słabszy fizycznie albo sam przeciw wielu to i nóż w łapie dobry jest, takie klimaty, dziś głupotą jest nosić kosę, cyganie mówią, że prawdziwy cygan jak wyjmie nóż, to musi go już użyć…..albo tak na ostro, na śmierć i życie….kto wymięknie…, lepiej się zastanowić, porażki to też element życia, element który może wzmocnić….zadźgać kogoś to nie sztuka, sztuką jest się podnieść i walczyć dalej.. Nie poddawać się, walczyć jak Grzesiuk w szpitalu, nawet gdy nadzieję tracił, w obozie jak żadnej szansy na ratunek nie było, walczyć tak jak ten sportowiec kiedyś powiedział:wstań i walcz, bo to twoje życie, twój największy skarb.

Tak odbieram tą książkę, jako walkę, jako walkę o uczciwość, jako walkę człowieka o człowieczeństwo. Walka bardziej dosłownie niż w przenośni…o życie, tak za „mali” jesteśmy..  Taki przekaz dla mnie zostawił i za to szacunek, politycznie zbłądził, ale może życie nie dało mu dużego wyboru, nie wiem ja to zostawiam bo z tym można długo polemizować, większą wartością jest ten sznyt i te przesiąknięte Warszawą historie, wbrew wszystkim krytykom co kiedyś się śmiali, że prymitywna, infantylna słaba literacko uważam, że jest wartościowa bo ma przesłanie. Jest ponadczasowa o czym świadczy, że kolejne pokolenia czytają i się podoba, zresztą powinien się ktoś jeszcze starszy ode mnie wypowiedzieć, starszy i mądrzejszy, co zna jego całą biografie. Eee,chyba na siłę chcę ma głowa tegoż bronić, trzeba chyba zwyczajnie podejść tak odrzucając politykę a biorąc te podstawowe zasady..itp.

Cygan – 9.05.11 (odpowiedź na reklamę recenzji „DL” na forum Legii)

Od redakcji: Jak zwykle Twój tekst konkretny i pełny trzeźwej oceny (wspomnienia Cygana – starego kibola, publikowała też zyleta.info). Uwierz, że czytając książkę i kminiąc nad recenzją – też miałem to (okoliczności, czasy, niewłaściwi ludzie na drodze) na uwadze, ale zastanawiałem się czy można tłumaczyć zejście na czerwoną ścieżkę czymkolwiek. Bo przecież gdybyśmy każde przypadki rozpatrywali indywidualnie to niezwykle trudno byłoby rozliczyć okres PRLu… Każdy jeden by się zapewne podobnie tłumaczył. Recenzja ukazała się dlatego, bo też dostrzegam plusy Grzesiuka – jest to mimo wszystko książka fenomenalna. A co do Twojej analizy stania się czerwonym – myślę, że trafiłeś w samo sedno i tak najpewniej było. I to niejeden na takiej zasadzie zapewne zrobił się czerwonym… pytanie – jak ich oceniać? Smash the red’s czy świat nie jest czarny i biały? He – no jest rozkmina…

Ł.