20.06.11 RECENZJE: „Generał Nil” (film fabularny, Polska, 2009).

Jest kilka pozycji filmowych, które powinien obejrzeć każdy Polak. „Katyń”, „Czarny czwartek”, czy „Generał Nil”, to filmy o najświeższej historii naszego państwa i o tym, jak nasi rodacy musieli walczyć z okupantem. Lewoskrętni mogliby zarzucić tym produkcjom propagandę antyradziecką, albo antylewicową, ale to przecież po prostu obrazy naszej historii. Tak wyglądała rzeczywistość.Dziś chciałbym zwrócić szczególną uwagę na dzieło Ryszarda Bugajskiego pt. „Generał Nil”. Jest to biografia polskiego generała, Emila Fieldorfa, który dowodził oddziałami Armii Krajowej w trakcie II wojny światowej. Film ten, w sposób szczególny przedstawia dzieje generała, działającego pod pseudonimem Nil, który po zsyłce na Syberię wraca do kraju. Wojna minęła, jednak wielu jego podwładnych namawia go, aby wrócił do czynnej służby, niosąc pomocną dłoń polskiej dywersji w walce z sowietami.

Fieldorf nie widzi jednak sensu przeciwstawienia się silnemu mocarstwu i mimo swojego patriotyzmu sam zgłasza się do komunistów, aby przedstawić swoje prawdziwe dane, ponieważ zanim wywieziono go na Sybir, żył pod fałszywym imieniem i nazwiskiem, udając kolejarza. Wszyscy doceniają umiejętności przywódcze Generała Nila, dlatego polscy patrioci proszą go o pomoc w prowadzeniu dalszej walki, zaś sowieci profilaktycznie chcą skazać go na śmierć. Jeden z bohaterów w pewnym momencie powiedział do generała „Za to, co pan zrobił w czasie okupacji, postawią panu pomnik”. Dalsze losy potoczyły się jednak „nieco” inaczej.

Jeśli chodzi o aktorstwo, duże brawa należą się Olgierdowi Łukaszewiczowi, który wcieli się w rolę tytułowego bohatera. W ciekawy sposób była również przedstawiona postać Bieruta. Ewentualnie można mieć kilka zarzutów, co do ról innych przedstawicieli władz komunistycznych, które były albo przejaskrawione, albo po prostu zbyt nijakie. Nie wpłynęło to jednak znacząco na całokształt filmu.

Dzieło Ryszarda Bugajskiego powstało w 2009 roku i doskonale pokazuje, iż wojna dla Polaków wcale nie skończyła się w 1945 roku. Akcja filmu kończy się w latach pięćdziesiątych, gdzie Polska żyła w niewoli narzuconych rządów komunistycznych. Nic z tego, że 70% Polaków (jak podają informacje zawarte w filmie) było przeciwnych poddaniu się władzy sowieckiej. Jak powszechnie wiadomo, koszmar ten skończył się dopiero po roku 1989.

Blisko dwugodzinna ekranizacja dziejów generała Augusta Emila Fieldorfa jest jednoznacznym sygnałem, że każdy, kto uważa patriotów za faszystów, może równać się z komunistami, którzy mordowali naszych rodaków. Rosjanie właśnie w tak trywialny sposób podchodzili do każdego, kto reprezentował AK. A przecież owa armia dumnie walczyła o wolność naszego kraju, przelewając krew w walce z III Rzeszą. Czy w takim razie aktualni patrioci, bądź nacjonaliści, mogą być faszystami, czy nazistami? Jeśli ktoś odpowiedział podświadomie, że tak, nie widzę w nim za grosz rozsądku.

Bardzo dziwi mnie to, że tuż po wojnie, byli ludzie, którzy do komunistów podchodzili bardzo przychylnie. Rozumiem, że można się było obawiać wschodniego mocarstwa, ale chyba nie do tego stopnia, aby unicestwiać bohaterów, którzy walczyli za ten kraj. Nie jestem w stanie pojąć, co kierowało takimi ludźmi. Tak samo, jak dziś dziwią mnie lewicowe poglądy, od których udało nam się uciec w ’89. Główny bohater wychodził z założenia, iż „nie warto umierać na warte – dla samej idei”. Tyle tylko, że gdy zaprzestaniemy walczyć o swoje, wróg może to wykorzystać.

Film „Generał Nil” nie należy do najkrótszych produkcji. W kinach nie wprowadził jakiejś wielkiej rewolucji, a jego największym sukcesem była jedynie nominacja do nagrody „Złotych Lwów 2009”. Uważam jednak, że warto poświęcić te 2 godziny, aby zrozumieć dlaczego nacjonalista nie jest nazistą. Warto obejrzeć film, który potrafi wyjaśnić kontrowersyjne kwestie, który przedstawia prawdziwą historię naszego kraju i to, w jaki sposób zachowywali się rosyjscy komuniści, starający się wpoić swoje idee także Polakom. Film nie należy do przyjemnych, ale kino nie powstało przecież tylko po to, żeby nas bawić. Z pewnością warto zaznajomić się z ową produkcją, która jest murowanym dostarczycielem emocji. Nie istotne, czy radosnych, czy też nie.

SAKO