25.06.11 RECENZJE: „Na marginesie życia” (książka, Polska, 1964).

Po „Boso, ale w ostrogach” i „5 lat kacetu” wziąłem się za ostatnią część trylogii Grzesiuka – „Na marginesie życia” (1964). Poprzednie dwie książki obszernie recenzowałem, a zatem nie będę się szczegółowo rozwodził nad życiorysem autora. Ostatnią część, dotyczącą walki z gruźlicą – garść osób mi doradzała, część z kolei mówiła, że nie mogła się do niej przekonać ze względu na jakże inną tematykę niż dwie pierwsze książki tego autora. Jako, że trylogia jest autobiografią – ja nie mogłem jednak odmówić sobie poznania dalszych losów bohatera, który mimo pojawiających się „wątpliwości” co do jego poglądów politycznych – wzbudził moją ciekawość i po części również uznanie.

Przyznam szczerze, że „Na marginesie życia” czytałem dłużej niż „5 lat kacetu”, a już w ogóle „Boso, ale w ostrogach” (hit). Co jakiś czas otwierałem książkę, czytałem kilka stron, wkładałem zakładkę i odkładałem na półkę. Grzesiuk opisuje w niej swoją tułaczkę po senatoriach i walkę z gruźlicą. Przy okazji pokazując realia służby zdrowia za czerwonych, co momentami jest ciekawe, a czasem… przypomina jej stan z lat współczesnych, niestety.

Jako, że poprzednie dzieła były o realiach warszawskiej ulicy, a potem nazistowskich obozów koncentracyjnych – ciężko jest wzbudzić podobny zachwyt i ciekawość, przy całej powadze choroby o nazwie gruźlica (na którą zresztą Grzesiuk ostatecznie zmarł), tym bardziej w tamtych latach. Jednak to, że „Na marginesie życia” jest najmniej ciekawa z trylogii nie oznacza wcale, że jest książką słabą! Oceniam ją generalnie dobrze… Złożona jest z 9ciu rozdziałów.  

Grzesiuk jak to Grzesiuk – swoją osobą wzbudza cały czas emocje. Po latach warszawskiej ulicy, obozów koncentracyjnych – walka z chorobą jest kolejną próbą przed jaką stawia go życie. Tak jak wcześniej tak teraz jest odważny, dowcipny i stara się być w każdej sytuacji człowiekiem honoru. Równocześnie wyniósł z ulicy i obozów potrzebną także w szpitalu sztukę kombinowania i pożytecznego ściemniania oraz niesienia pomocy potrzebującym.  

W książce prócz wątków choroby płuc pojawia się też kwestia innego typu choroby – alkoholizmu i walki z nim. Bardzo ciekawe kwestie i świetny opis schematu myślenia typowego alkoholika będącego w ciągu, którym Grzesiuk niewątpliwie był. Mocny punkt. Podobnie jak opis odsuwania się od gruźlików przez „bliskich”, pracodawców itp.   

Podczas rozmów z innymi pacjentami seminarium w Otwocku – Grzesiuk potwierdza niestety, że jego poglądy są „czerwone”, a Ruskich traktuje jako wyzwolicieli z obozu i tyle… Cenzura wymagała to napisać? Faktycznie miał takie poglądy? Nie wiem – są różne wersje. Jeśli faktycznie był czerwony to nie ma wątpliwości, że bardzo zbłądził i poddał się sowieckiej propagandzie. No cóż… jak widać nawet największy twardziel nie jest doskonały. Tym bardziej jak ktoś żyje w takich, a nie innych realiach to trudno mu przyznać, że dookoła panuje zło. Dzisiaj również (choć w innej skali) większość jest „dumnymi europejczykami” i nie przyjmuje do wiadomości, że prawda jest inna, a Unia wcale nie daje wolności (naciski na „odpowiednie” traktowanie homosi itp.). A jak Rydzyk w Brukseli mówi, że mamy totalitaryzm to Mariola z żelazkiem w ręku jest oburzona. A podstawy ku takiemu myśleniu są… Tak więc jeśli ktoś jest wewnątrz złego Systemu, poddany jego propagandzie – to często niestety tylko myśli, że jest wolny, a „jacyś fanatycy” oszaleli…

No, ale to o Grzesiuku już wiecie. Polecam mimo wszystko „Na marginesie życia”, a przede wszystkim poprzednie części trylogii. Będę ją wspominał z sentymentem, bo dostarczyła wielu wrażeń.

Ł.