29.07.11 RECENZJE: „Rozpustne nasienie” (książka, Anthony Burghess, 1962).

Nie ma chyba kibica starszej daty, który nie kojarzyłby chociaż „Mechanicznej Pomarańczy” Anthony’ego Burghess’a. „Clockwork Orange” stała się za sprawą ekranizacji Stanleya Kubricka, legendarnym swojego czasu wyznacznikiem i wzorem postępowań wszystkich młodych uczestników życia ulicznego. Czy to skinheadzi, kibice, czy zwykli chuligani nie zrzeszeni w żadnej subkulturze, często odnajdywali inspirację w przygodach Alexa i jego kompanów. „Mechaniczna”, czy jak kto woli „Nakręcana Pomarańcza” stała się symbolem – legendą, która zafascynowała wielu młodych chłopaków do postępowań innych, niż ogólnie przyjęte za wzorcowe w społeczeństwie i świecie dorosłych.

 

Na wielu flagach grup mocnych wrażeń, na wielu murach, czy koszulkach pojawiały się akcenty z postaciami „Clockwork Orange” i choć minęło wiele czasu od ekranizacji, a jeszcze więcej od wydania książki, jest to pozycja obowiązkowa, dla tych wszystkich, którzy jakimś cudem z „Mechaniczną…” jeszcze się nie zapoznali – osobiście bardziej polecam książkę, pomimo pewnych trudności w czytaniu ( napisana jest specjalnym językiem, stworzonym specjalnie na potrzeby powieści).

Jednak twórczość Burghess’a to nie tylko „Mechaniczna Pomarańcza”. Nie mniejsze wrażenie zrobiła na mnie książka, zatytułowana „Rozpustne nasienie”. Generalnie jest zupełnie inna, niż „Clockwork Orange”. Napisana zwykłym językiem, jest to opowieść o zdemoralizowanym społeczeństwie, którego cywilizacyjny upadek doprowadził ludzi do totalnego zezwierzęcenia. Na wskutek przeludnienia Ziemi, grupa rządząca wprowadza ograniczenia w ilości dopuszczalnych porodów (nawet nie urodzeń, nieważne czy dziecko się urodziło żywe, czy też martwe). Nie ma jedzenia, racje żywnościowe są wydzielane i wciąż ograniczane. Jako metodę mającą powstrzymać taki stan rzeczy, rząd coraz bardziej dyskryminuje związki małżeńskie i heteroseksualne – popierając homoseksualizm (!!!), jako formę miłości i sposób na życie bez potomstwa. Najwyżej w hierarchii zawodowej mogą zajść ci „mężczyźni” którzy nie zaciskają pośladków. Wszyscy tradycyjni ludzie, mający kobiety, żony, oraz dzieci, z czasem są coraz bardziej uciskani, dyskryminowani i nakłaniani do porzucenia dotychczasowego trybu życia. Dla tych, którzy niekoniecznie pragną zaakceptować „nowoczesność”, przewidziane są represje, pobicia, więzienie, w końcu wykluczenie poza margines społeczny.

Jak łatwo przewidzieć, taka sytuacja musi skończyć się rewolucją. Dotychczasowy rząd zostaje obalony, a ludzkość jako formę załatania dziury żywnościowej, stawia na kanibalizm. Silniejsi zjadają słabszych aby przetrwać. Jednak najważniejsze jest to, że w dalszej części książki nie zabraknie miłości w wykonaniu damsko-męskim.

Nie będę opisywał dokładnie książki, mam nadzieję, że ten krótki opis zaciekawił chociaż parę osób na tyle, by mogli pofatygować się do księgarni i wydać kilkanaście złotych na książkę.

Nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że ta książka i rzeczywistość w niej opisana, wcale nie musi być scenariuszem science-fiction. Coraz bardziej wnikający w nasze życie liberalizm, powolny upadek zasad moralnych naszej cywilizacji staje się faktem. Coraz bardziej „postępowe” ustawy pozwalają na coraz więcej tym, dla których dotychczasowa cywilizacja „Starej Europy” jest zabobonem, ciemnogrodem, który należy za wszelką cenę wytępić.

Przypomina mi to problemy pewnego społeczeństwa, gdzie prawdziwe problemy przykrywane są fałszywym dywanem pustych słów i haseł, które mają zaspokoić dążenie tego społeczeństwa do szczęścia. Zamiast mówić o bezrobociu, wmawia się ludziom, w jakim to wolnym i nowoczesnym państwie żyją. Zamiast stawiać na rozwój infrastruktury i poprawę gospodarki, wyprzedaje się wszystko, co tylko można sprzedać. Kapitalizm, który sprowadził i podporządkował ludzkie życie ciągłej pogoni za pieniądzem. Politycy pięknie mówią o tym, w jakim to wspaniałym kraju ci ludzie żyją, próbując w ten sposób ukryć nieudolność swoich rządów. A zwykli ludzie wciąż muszą zapierdalać, aby starczyło im na przeżycie kolejnego miesiąca.

Z nieskrywanym żalem muszę przyznać, że takie państwo jest chore. Za sprawą źle sprawowanych rządów, państwo zamiast otoczyć swój naród opieką, dąży się do jak największego wyzysku społeczeństwa. Jako przykład, można wskazać służbę zdrowia – całe życie potrąca się ludziom praktycznie 1/3 dochodów, a gdy ktoś zachoruje, szanse na dostanie się do lekarza „państwowo” owszem są, ale terminy są tak długie, że i tak większość musi zapłacić i wtedy „prywatnie” lekarz znajdzie dla nich czas. Jednocześnie okres, gdy szarzy ludzie mogą pójść na zasłużony odpoczynek (emeryturę), jest na tyle długi, by zwykli przedstawiciele społeczeństwa nie mogli się tym „wypoczynkiem” zbytnio nacieszyć.

A czołowi politycy głównych frakcji politycznych, zamiast zająć się prawdziwymi problemami, korupcją, bezrobociem i dążeniem do poprawy warunków życia przeciętnego człowieka, wolą wynajdywać sobie inne „problemy” i zasłaniać nimi prawdziwą nieudolność swoich rządów. Jeszcze inni, jako propozycję i alternatywę dla szarej codzienności, chodzą na lewackie parady i tańczą z homoseksualistami. Nie ma co, najlepszy przykład idzie „z góry”.

Gdy tak sobie oglądam codzienne życie społeczeństwa, coraz „ciekawsze” propozycje polityków i coraz szerzej wnikający w ludzkie życia liberalizm i idącą z nim demoralizację społeczeństwa, moje myśli biegną w stronę książki Anthony’ego Burghess’a, a przed oczami mam upadek społeczeństwa i cywilizacji, dotkniętej chorobą „nowoczesności”. Dlatego jeszcze raz polecam wszystkim „Rozpustne nasienie”, przeczytajcie – ku przestrodze!

Z.