31.08.11 RECENZJE: „Sala samobójców” (film fabularny, Polska, 2011).

W ramach światopoglądowej walki z materializmem, „postępem”, pokoleniem facebooka oraz karierowiczami bez zasad – zapraszam na recenzję polskiego filmu fabularnego „Sala samobójców”.  W e-zinie zajmujemy się także kwestiami społecznymi, a ten film jest tu bardzo cenny – więc mimo kilku obrzydliwych scen będę go polecał. Co jakiś czas wybuchają na świecie głośne afery związane z jakimiś młodymi psychopatami. Albo wpadają do szkół i zaczynają strzelać, czasem też nakręcą jakieś czynności seksualne na najnowszy model telefonu komórkowego… Telefonu, który stał się już dawno jednym z narzędzi do niszczenia siebie nawzajem w kręgach zepsutej młodzieży. Filmiki z coraz to bardziej kompromitującymi sytuacjami, narzędzie szantażu, narzędzie do obśmiania kogoś na Internecie. Tak się dzisiaj „walczy” podczas wyścigu ku popularności wśród rówieśników… Prawdziwe wartości są daleko w tle, a zły przykład idzie z „góry” – od zabieganych, niezainteresowanych rodziców, którzy sądzą, że pieniądzem są w stanie zastąpić poświęcony czas. O tym jest „Sala samobójców”. Moim zdaniem najlepszy polski film od dawna…

Polacy potrafią nakręcić świetny film o prawdziwym życiu. Przykłady? Proszę bardzo, niszowy „Że życie ma sens”, powszechnie znany „Plac zbawiciela” bądź fenomenalna „Tereska”. Są to jednak filmy mające ładnych parę lat, a niektórzy lubią powtarzać, że dobre kino już się skończyło, bo o wszystkim opowiedziano… Nie prawda. Z prostego powodu – życie toczy się dalej, pojawiają się nowe okoliczności i współczesne problemy. „Sala samobójców” z 2011 roku jest aż nadto współczesna… Akcja w trwającym niecałe 2 godziny dramacie odbywa się tu i teraz.

Głównym bohaterem jest rozpieszczony synek bogatych rodziców, który z treningu judo i szkoły wraca z szoferem, ma wielki dom z wieloma wygodami i niańkę. Ma wszystko prócz… prawdziwej miłości od rodziców. Nie poświęcają mu oni czasu ani uwagi, zajęci są robieniem kariery i „dobrego wrażenia” w biznesowym towarzystwie… Nie zwracają więc uwagi, że z chłopakiem zaczyna się dziać coś złego… Obraca się on z gronie „wyluzowanych” rówieśników gdzie łatwo o uczynienie ze swej seksualności imprezowej zabawki numer jeden… Takie pokolenie Kuby Wojewódzkiego bez hamulców i jakiegokolwiek dobrego smaku, ciężko więc dziwić się seksualnym zaburzeniom Dominika… Swe chore zabawy małolaci nagrywają oczywiście na telefony, a potem – po powrocie do domów zaczyna się kolejne życie. Życie internetowe. Prawdziwa walka o postrzeganie w gronie znajomych…

Portale społecznościowe, wywoływanie sensacji, czym bardziej kontrowersyjny filmik tym większa popularność wrzucającego i ostrzejsze komentarze… Jako, że główny bohater – Dominik, ma poważne problemy ze sobą – łatwo wychodzi koledze totalne skompromitowanie go za pomocą sieci. Zabiegani, nieinteresujący się rodzice, którzy sądzą, że ich dziecko siedzi na Internecie i jest najszczęśliwsze na świecie – oczywiście bagatelizują pierwsze dziwne zachowania syna, nie chcą go wysłuchać i zakrzykują problem, zamiatają go pod fotel. „Przecież wszystko ci daliśmy” to często pojawiające się słowa… Mają one podkreślić, że owszem – w sensie materialnym wszystko, ale nie dali najważniejszego – siebie i rozmowy… Rodzice zresztą przykładu nie dają żadnego… Nie rozumieją mechanizmów dziejących się na współczesnym świecie, nie rozumieją, że czegoś prócz pieniędzy może brakować. Sami się zdradzają nawzajem, dopełniając moim zdaniem strasznego obrazu wyłaniającego się z „Sali samobójców”.

Skompromitowany, wyglądający jak członek subkultury emo Dominik – zamyka się w swoim pokoju, dołączając do internetowej grupy o nazwie „Sala samobójców”. Autorzy filmu przenoszą nas momentami w wirtualny świat avatarów, ale ową salę samobójców można czytać jako np. grupę na facebooku. Część się zgrywa, a części niestety wirtualny świat zlewa się z rzeczywistością… Na ratunek jest już za późno. Tym bardziej jeśli jako rodzic zaniedbało się kilkanaście lat na wychowanie i nawiązanie kontaktu z synem…  

Jest to chyba pierwszy polski film o nowym uzależnieniu i rodzaju ucieczki – ucieczki w Internet i Internecie jako narzędziu do niszczenia człowieka prowadzącym (przy pomocy splotu innych wydarzeń) do dramatu. Film o uciekaniu w wirtualny świat, który pozwala inaczej wytłumaczyć sobie wydarzenia w świecie rzeczywistym, co prowadzi do takich ruchów jak wzięcie broni do szkoły tudzież garści psychotropów.

„Sala samobójców” jest bardzo smutna, ale i – jeśli spojrzy się na pewne kręgi młodzieży w Polsce – aż za bardzo prawdziwa… Za bardzo, bo nie chce się wierzyć, że takie coś stało się z naszym społeczeństwem. Jest ono właśnie taką jedną wielką salą samobójców. Samo prowadzi się na rzeź… I za to ostrzeżenie dla młodych Polaków i ich rodziców, możemy twórcom podziękować.

Większość polskich filmów, seriali – odwrócona jest od prawdziwych problemów i nakręca dramat jaki dzieje się w świecie realnym… Zdrada, swobodne zachowania seksualne – oto „wartości” promowane przez to co ogląda młodzież, która potem kręci się po kiblach telefonami komórkowymi… Prawdziwa plaga naszych czasów, na którą odpowiedzią jest film Jana Komasa. Film świetny, bez kiczu, bez cukru, udowadniający po raz kolejny, że Polak jeśli tylko chce (a więc nie idzie w produkcje typu „Och Karol”) – jak najbardziej potrafi! Dlatego nie zgadzam się z krytykantami zarzucającymi nierealność obrazu… Niech przejdą się po warszawskiej starówce w weekendową noc albo miną wycieczkę szkolną z dzisiejszego liceum… Wcale nie brakuje wykreowanych na emo zagubionych dzieciaków… A także ich zabieganych rodziców, którzy niczym w piosence Sokoła i Marysi Starosty patrzą na Ciebie obojętnie, niemal taranują się pędząc ku kolejnym szczeblom kariery…

Ł.