23.11.11 RECENZJE: „Rzeczpospolita kłamców. Salon” (książka, Łysiak, 2004).

By skumać „o co tu do cholery chodzi” – trzeba stety (dla entuzjastów) lub niestety (dla leni…) przeczytać „trochę” książek. Nie dowiemy się o rządzących Polską układach z płyty żadnej kapeli czy na skróty – z internetowego forum. Podstawą jest dokładne przeczytanie chociażby jednego podręcznika historii Polski po 1945 roku, nie wspominając o tym, że „warto wiedzieć” co się wydarzyło wcześniej (bo jedno z drugim jest związane i z niego wynika)… Ze sloganów nie poukłada się tego w bani. Także jeśli jesteś totalnym małolatem – zacznij budowanie świadomości od suchych faktów, od historii Polski. Mam nadzieję, że Ci się poszczęści i o kraju opowie Ci spoko (antykomunistyczna) nauczycielka bądź tata/ dziadek – patriota… Kiedy już wie się mniej więcej (bo nie każdy musi przecież być znającym daty na pamięć pasjonatem historii…) co się w naszych dziejach działo – można ze zrozumieniem czytać takie książki jak np. te Waldemara Łysiaka. I rozwijać swoją wiedzę o wałkach, układach i polskim politycznym burdelu. Taką też książkę Wam polecam, „Rzeczpospolita kłamców. Salon”. Rok wydania: 2004, autor – Waldemar Łysiak. Ocena: bardzo dobra!

Każdy kto ma jakotakie pojęcie o tym co działo się po 1945 roku, powinien uzupełnić wiedzę o dzieła takich znawców polskich „Elit” i „Salonów” jak Rafał Ziemkiewicz czy właśnie Waldemar Łysiak. Wtedy zrozumie o czym gadają te straszne „mohery”, „oszołomy” czy wreszcie „polscy faszyści”… Recenzowana dzisiaj książka wyjaśni to Wam dobitnie. I naświetli, dlaczego lewactwo reaguje na nas z taką złością i… brakiem argumentów.

Każdy polski nacjonalista też powinien znać układy na górze władzy i w mediach, bo bez tego nie ruszy się do przodu narodowej polityki… Kto jest kto, „kto jest lepszy”, „kto gorszy” – to bardzo istotne… I kluczowe w obserwacji polskiego życia politycznego, kluczowe w słuchaniu dyskusji na różne tematy, obserwacji konfliktów. Podręcznik historii nie pojedzie po Salonie gdyż jest to politycznie niepoprawne.

Łysiak, Ziemkiewicz to nie są nacjonaliści, ale pozostajemy po jednej stronie w światopoglądowym zwalczaniu lewactwa, komuny, zakłamanych mediów i politycznej poprawności. Należy im się szacunek, bo to oni tworzą widoczny i przebijający się do ogólnej debaty front antySalonowy.   

Łysiak pisze dużo o Michniku, o „artystach” antypolskich typu Miłosz, Szymborska, którzy uchodzili i niestety uchodzą za autorytety… Dowiemy się o prawdziwej twarzy „opozycji” komunistycznej w postaci innego typu lewicy… Czerwoni, różowi… to oni podzielili między siebie Polskę. Kto był najbardziej oszukany po roku 1989? Prawdziwi polscy patrioci, wierni zasadzie suwerenności i antykomuniści. Chyba tylko w naszym kochanym kraju tyle uszło układowi na sucho… A więc mamy rozdziały poświęcone Adasiowi, ale także Kuroniowi, Geremkowi, Mazowieckiemu… Cała „świta”, uchodząca (zazwyczaj) oficjalnie za „wyważonych ludzi na poziomie”. Bzdura! Ogromne cwaniaki i czerwoni kłamcy…

Prócz poznania ludzi Salonu, poznamy także wyznawców oraz język tego Salonu, z polityczną poprawnością na czele! Jest głównie o „poprawności” polskiej, ale Łysiak sięga również po przykład francuski (islamizacja Europy) czy też amerykański („wyrównywanie szans” i wmawianie, że rasy są równe). Murzyni, geje, kneblowanie ust niepokornym… te wszystkie kwestie są tu poruszone. Wszystkie je można spiąć klamrą o nazwie „lewacka utopia i hipokryzja”.   

Waldemar Łysiak włada lekkim, przystępnym piórem, konstruuje trafne wnioski, a jednocześnie przytacza nieco samej historii Polski (bez politycznej poprawności). Co ciekawe, w książce porusza nawet wątek kiboli, których awanturom zbyt przychylny nie jest (a kto jest? :-), za to jedzie ostro po niszczeniu reprezentacji narodowych w postaci naturalizacji zawodników! W książce o „Salonie” mnóstwo jest także cytatów (Herberta, Kisielewskiego, Ziemkiewicza i innych…) którymi wspomaga się Łysiak przy opisie danego zjawiska bądź osoby. Tworzy to bardzo ciekawą i przystępną dla każdego czytelnika (z posiadanym minimum wiedzy historycznej) całość.  

Książkę polecam bez dwóch zdań, jako nieposiadającą wad (ja się nie dopatrzyłem, podczas brnięcia przez te 344 strony – nic takiego nie przychodziło mi na myśl), jako jedną z takich, dla których warto zamknąć się w czterech ścianach, wyłączyć wszelką elektronikę prócz lampki i oddać czytaniu. Jest to i przyjemne (język, sposób pisania autora) i pożyteczne (wiedza podana w przystępny, ciekawy sposób). Słowem – dobrze poświęcony czas! Na spokojnie możecie od niej zacząć budowanie dojrzałej świadomości politycznej, jeśli operujecie tylko suchymi faktami historycznymi. Albo uzupełnić posiadaną już wiedzę.

I na koniec cytat z gazety „Uważam Rze” (Piotr Semka, numer 42/2011, s. 15): „Lewicową stronę przemocy w dniu 11 listopada reprezentuje mainstream”. Pamiętajmy o tym. Wszystko jest powiązane.   

Ł.