WSPOMNIENIA KIBICA: LUBIN – LEGIA (4.09.2009).

Naszym najbliższym rywalem będzie Zagłębie w Lubinie. Tym razem zasiądziemy w sektorze gości…Inaczej było na naszym debiucie na nowym stadionie Lubinian – 4 grudnia 2009 roku. Wtedy to – skonfliktowani z klubem – zasiedliśmy za jedną z bramek – naprzeciwko młyna gospodarzy. Byliśmy bez barw i flag. Nakręcając pierwszą wizytę „na legalu” (już w najbliższy weekend) powspominajmy pierwszą wizytę na tym ładnym obiekcie. Oczywiście kibicowsko, bo piłkarze zagrali na 0-0, jak zwykle bezbarwnie. Zapraszam na relację i video.

MKS ZAGŁEBIE LUBIN 0-0 CWKS LEGIA WARSZAWA

4.12.09 Ekstraklasa, Lubin.

W pierwszy piątek grudnia o godzinie 20:00 Legia po raz pierwszy zagościła na nowym stadionie w Lubinie. Wcześniej Zagłębie grało na starym 40-sto tysiączniku. Pamięta ktoś jak ten ogromny obiekt zapełniał się tysiącem kibiców? Był to znak charakterystyczny Zagłębia – cały płot długich, nawet ładnych flag + młyn z 200 osób w porywach do pół tysiąca i mało widzów na reszcie stadionu. Ale ich ekipa regularnie jeździła na wyjazdy, zawsze byli chociaż w skromne kilkanaście osób. Coś bujnęło się im po zdobyciu Mistrzostwa Polski (zresztą na stadionie przy Łazienkowskiej 3). Już u nas na Mistrzowskiej fecie było ich sporo, potem chyba nastąpił u nich mały szał na miedziowe barwy i do dziś ich młyn jest niezły liczebnie (jak na liczbę mieszkańców miasta – rewelacja).

Moim zdaniem prócz nazwy („Dialog Arena”) obiekt prezentuje się zajebiście. Ma ciekawy klimat, nie ma niepotrzebnego i zbędnego balkonu – jest nieco inny od tego co się teraz projektuje. A i starcia już na nim lubinianie jakieś mieli, jakiś czas temu pobili się z ochroną. A więc wyjazd zapowiadał się ciekawie także z powodu pierwszej wizyty Legii na nowym stadionie Lubina. Nie wiedzieliśmy jeszcze, że Zagłębie znowu będzie przepychało się z ochroną – tym razem na meczu z nami.  

Zbiórka wyznaczona była w miejscu X na jakiś czas przed meczem. Załoga naszego auta dojeżdża na ostatnią chwilę, a właściwie w momencie odjazdu Legionistów. Tworzymy kolumnę samochodów i ruszamy do Lubina. Tam jesteśmy na pół godziny przed meczem. Psiarnia kieruje nas na parking niedaleko sektora gości. Tam przez szczekaczkę jeden z kibiców oznajmia, że najpierw wchodzą osoby z biletami. Reszta (w tym my) musi poczekać. Postanawiamy ogarnąć bilety na własną rękę i kupujemy je bez problemu w kasie gospodarzy za ludzką cenę 20 zł. Potem przyszło najgorsze – kolejki jak za realnego socjalizmu. „Po chuj te stadiony?” – celnie zauważył ktoś z oczekującego tłumu. Kto to projektuje skoro wstawia przy bramie dwa kołowrotki? Po niecałej godzinie stania dostajemy się wreszcie na obiekt. Warto dodać, że w owej kolejce byliśmy wymieszani z kibicami miejscowych. My byliśmy bez barw, nie było więc zaskoczeniem kiedy jakiś piknik w szalu Lubina czy  koszulce Arki zagadywał „ciekawe jak tam nasi?”. Takie były niedawno czasy.

Kibice Legii jak wiadomo po raz kolejny dogadali się z miejscowymi i zasiedliśmy nie w sektorze gości, a obok – za jedną z bramek. Fanatyków Legii do Lubina przyjechało ponad 800. Tym razem nie było żadnych flag, żadnych barw, żadnych transparentów. Stadion Zagłębia (prócz bramek wejściowych i kamer) robi na mnie duże wrażenie, od razu dostrzegamy świetną widoczność na murawę.

We wieszaniu transparentu anty ITI wyręczyli nas gospodarze. Wielkie „www.konieciti.pl” szybko zakuło „kogoś” w oczy i nasłał na mieszkańców Lubina ochroniarzy. Ci jednak nie dali ochronie ściągnąć transparentu. Zabawa w przeciąganie liny trwała dobre kilka minut i była początkiem cało meczowej gry psychologicznej :-). Fani Zagłębia bawili się z ochroniarzami w kotka i myszkę „szczując” ich transparentem. Wystawiali kawałek na ich stronę, a kiedy ci skakali by go zerwać – miejscowi chowali go do siebie na sektor. Wywołało to aplauz w naszej grupie, dobre kilkanaście minut dopingowaliśmy też Zagłębie w ich działaniach. „Ochroniarze chuj wam w twarze” czy „Zagłębie jazda z kurwami” rozbrzmiewało nad nowym obiektem w Lubinie. Jako, że wraz z nowymi stadionami chcą wprowadzić nowe, chore zwyczaje krzyczano również „Precz z komuną”, „Raz sierpem raz młotem w czerwona hołotę” czy też „Precz z cenzurą”. Nagle chyba wypadł z sektora jeden z kibiców Zagłębia i przechwyciła go ochrona. Tego było za dużo gospodarzom i zaczęli opuszczać sektor kierując się w stronę ochrony. W przerwie pomiędzy trybunami mogliśmy obserwować atak miejscowych na „służby porządkowe”. Ze strony Lubina lecą jakieś przedmioty, ochrona chyba używa gazu. Zamieszanie trwa kilka minut i się uspokaja. W tym czasie nasz sektor oczywiście wspiera wokalnie Zagłębie. Po wszystkim Zagłębie powoli wraca na sektor, a cała awanturka chyba czegoś nauczyła ochroniarzy gdyż transparent reklamujący naszą stronę wisi już do końca meczu. Wrzucam video z CZĘŚCI wydarzeń:

Jeśli chodzi o doping to ten mógł być lepszy z obu stron, ale były momenty kiedy było naprawdę nieźle. My w pierwszej połowie raczej zamulaliśmy, pod koniec drugiej wpadliśmy za to w mały trans ciągnąć nową wersję „Ole, Ole, Ole, Ola”. Ogólnie przekaz o wydźwięku anty ITI był tego dnia konkretny. Gospodarze licznie wypełnili stadion (9000 widzów), cały młyn był w miedziowych koszulkach. Wywiesili sporo flag i zaprezentowali kilka opraw. Na początku flaga sektorowa wspomagana sreberkami i ogniami wrocławskimi. Później jeszcze na spontanie odpalane race i srebra na prostej u pikników. U nas bez oprawy.

Na uwagę zasługuje dialog pomiędzy obiema ekipami. „Legia”, „Co?”, „Jeszcze jeden!” – roznosiło się nad stadionem w Lubinie. My zrewanżowaliśmy się wsparciem miejscowych w ich walce z prezesem. Kilkakrotnie dziękowano Zagłębiu za gościnę i wsparcie w ciężkich dla nas czasach. Piłka nożna dla kibiców! 

Gdzieś między tym wszystkim biegali sobie piłkarze. Ci nie wywołali w nas większych emocji tym bardziej, że na sektorze  Zagłebia działy się ciekawsze rzeczy. Gracze obu klubów nie postarali się jednak o to aby kibice skupili się na meczu. Legia miała jakąś tam poprzeczkę, znowu szalał w bramce Jan Mucha. Ale chyba obyło się bez większych emocji sportowych. Po ostatnim gwizdku sędziego czekaliśmy aż podejdą zawodnicy. Podeszli na odległość, zachęcaliśmy by zaśpiewali z nami na dwa głosy „Warszawę”. „Co to kurwa ma być? Sama bym głośniej zaśpiewała” – komentarz koleżanki z Sosnowca był bardzo trafny. Piłkarze ledwo co wydusili z siebie te okrzyki, jeden udawał nawet, że coś go boli i zgiął się w pół. Tak właśnie są związani emocjonalnie z tym klubem. Na odpierdol i do szatni.

Na zewnątrz psy blokują wyjazd z parkingu, trochę czekamy i po 22:00 ruszamy. Nasz samochód jedzie jeszcze do jednego z naszych na Śląsk gdzie konkretnie podjedliśmy i przygotowaliśmy się na dalszą drogę. Z jednego miasta uderzamy do drugiego i nocleg spędzam w jeszcze innej części mapy :-). Nie będę Was zanudzał szczegółami, podsumuje tylko, że operacja Lubin kończy się dla naczelnego po…34 godzinach w trasie. I jak zawsze było warto.

Ł.