12.09.10 RUCH CHORZÓW 1-0 LEGIA WARSZAWA (CZĘŚĆ 2).

Wyjazd do Chorzowa specjalem w starym (jeszcze ciągle dla Legii po konflikcie z ITI), dobrym stylu. Wyjazd z Sosnowca, co najważniejsze bez jakiejś dużej patologii. Na meczu melduje się liczna, ponad tysiąc osobowa grupa Legionistów wsparta 150 przyjaciółmi z Sosnowca. Takich braci się nie traci! Muszę zaznaczyć, że niedaleko mnie rozkminieni zostają jebani spottersi czy jak to się tam te psy nazywają. ACAB.



Z powodu fajnego zorganizowania bezproblemowe, szybkie wejście do pociągu jednak z kilku powodów ruszamy ze stacji z blisko półgodzinnym opóźnieniem. Po wyjściu z pociągu standardowa w Chorzowie droga „naokoło”, a raczej tunelami na stadion (powrót po meczu już szybki, normalny). Jednak „najlepsze” miało dopiero nadejść. Wejście na sektor w porównaniu z opóźnieniem pociągu to mały Pan Pikuś.

Jesteśmy jakąś godzinę dwadzieścia minut przed meczem pod stadionem. Stojąc przed kołowrotkami dostaję telefony w odstępie jakiejś pół godzinki jak wygląda  sytuacja z wchodzeniem, przesunąłem się w przód w tym czasie dobre… 20cm. Po czym padło hasło „cofamy się o metr” i w zasadzie stracone zostaje w tym momencie 1,5h stania :-). Na meczu melduję się około 30 minuty, ostatni z nas wchodzą w 60 minucie. Frustracja przy wejściu narasta, całe dwa kołowrotki na ponad tysiąc osób plus lekko złośliwa ochrona. W pewnym momencie szturm i płot zaczyna się ruszać. Z kołowrotkami jednak ciężko byłoby „pojechać”, a bramy niestety nie było w pobliżu na klasyczny „wjazd z bramą” :-). W całość szybko wmieszała się ochrona, która traktuje nas gazem. W tym momencie atrakcje ustają.

Na meczu wieszamy kilka flag w tym jedną z przekreślonym iti-owskim logo i „dżihad Legia”. Legijny doping rusza po wejściu całości naszej grupy na trybuny, gdzieś około 60 minuty meczu. Natomiast doping Ruchu nie powala na kolana. Już stojąc i czekając na wejście słyszę jak co jakiś czas ubliżają nam. Ze swojego miejsca, przed kołowrotkami słyszę znajdującą się blisko nas grupkę dzieciaków. Wszystko fajnie, ale może do następnego meczu z Legią będzie po mutacji i oby już pisków nie było słychać. W momencie ubliżania nam „dopinguje” cały stadion. Gdy jest już doping dla Ruchu wypada słabiutko. Zresztą sam sektor, w którym zasiadają Psychofani nie jest licznie wypełniony. Jak na tyle bluzgów, ciśnienie Ruchu – spodziewałem się, że jednak w większym stopniu wypełnią swoją trybunę jak i stadion.

Teraz chwilka na opis piłkarski. Tracimy bramkę czego nie udaje mi się zobaczyć. Potem mamy kilka okazji na wyrównanie, Ruch też ma swoje sytuacje, ale wynik nie ulega zmianie. Jeszcze Rzeźniczak dostaje czerwoną kartkę za idiotyczny faul. I tyle z gry naszych kopaczy. Jak to powiedział znajomek cytując: „to jest Legia o jakiej marzyłeś”. Na szczęście sztab trenerski plus zarząd docenił już 3 gwiazdorków (Iwański, Wawrzyniak, Giza), a kolejni kopacze też będą mieli rozmowy z zarządem (jak twierdzą „dobrze poinformowani” chodzi o obcokrajowców). Po meczu piłkarze mimo oporów odważyli się jednak podejść pod sektor, do kibiców, a kilku nawet dało kibicom swoje koszulki. 

W czasie drugiej połowy kibice Ruchu prezentują skromną oprawę. Machają flagami na kiju z chulygańskim „h” oraz po stadionie tam i z powrotem (oczywiście bez naszego sektora :-) wędruje napis „Szarańcza”, do tego na płocie wisi transparent „Wojownicy Śląskich ulic”.

Jak pisałem nasz doping jest mocno średniawy, słabiutki. Nie odpowiadamy na wspomniane zaczepki Ruchu i jedziemy ze swoim dopingując Legię. Pozdrawiamy oczywiście wspierające nas Zagłębie.

Patrząc z mojej perspektywy najciekawsze w całym meczu oprócz rozmów ze znajomymi było wchodzenie na stadion. Po wejściu, gdy nie ma dopingu czar pryska i można skupić się na rozmowach, żeby się nie zanudzić oglądając to „fenomenalne widowisko”. W drugiej połowie stajemy w miejscu, gdzie widoczność jest ciutkę bardziej HD co pozwala nam raczyć się w pełni widowiskiem piłkarskim, podziwiając niebotyczny kunszt naszych piłkarzy.

Jak pisałem po meczu powrót na stację tym razem krótszą trasą. W czasie krótkiego pochodu słyszmy w pewnym momencie dochodzące z przodu „zostaw kibica”, do tego trochę napinających się Chorzowian stojących blisko naszej przechodzącej grupy.

Powrót pociągiem szybki i spokojny. Jako, że nasz środek lokomocji ruszył wcześniej to jakąś godzinę przed zaplanowanym wcześniej czasem meldujemy się w Sosnowcu. Tu już ogarnięcie kilku spraw w miłym towarzystwie, po czym można udać się do domów i wyjazd dobiega końca. Pozostaje tylko czekać na kolejny wyjazd i do zobaczenia na kibicowskim szlaku!

Adrian

POBIERZ zdjęcia Adriana i T.: http://www.sendspace.com/file/rgctqo .

RUCH: Pilarz – Nykiel, Grodzicki, Stawarczyk – Grzyb, Pulkowski (Lisowski 61′), Malinowski, Straka – Zając (7. Maiej Jankowski 77′), Olszar (Janoszka 69′).

LEGIA: Antolović – Rzeźniczak, Jędrzejczyk, Choto, Wawrzyniak – Manu, Vrdoljak, Iwański (Giza 88′), Borysiuk (Cabral 46′), Rybus (Kucharczyk 46′) – Mezenga.

BRAMKA: Grzyb (29’).

ŻÓŁTE KARTKI: Choto (34’), Grodzicki (60’).

CZERWONA KARTKA: Rzeźniczak za dwie żółte: w 45’ oraz 60’ minucie.

WIDZÓW: 6.000 (około 1.100 gości w tym Zagłębie Sosnowiec w ok. 150).

PS: Pozwolę sobie skopiować z forum Legii bardzo dobrze ujętą opinię o formie drużyny. Użytkownik MAZZ: W tym klubie zawsze coś staje na przeszkodzie, zawsze jest jakiś problem. Tego się już nie da wytrzymać. Zawsze jest wymówka na słabe wyniki. A to brak dopingu, a to brak transferów, a to zła atmosfera w szatni i kłótnie między piłkarzami, a to zmiany trenera, a to kontuzje, a to brak zgrania, a to złe przygotowanie. Cholera to jest Ż-E-N-U-J-Ą-C-E. Prawda jest taka, że od ponad 4 lat nie mieliśmy ŻADNEGO udanego sezonu. I po tych 4 latach dalej jest to samo gówno i dalej nikt nie wie o co chodzi i czemu tak jest. Nie wiem czy na ten klub jakiś szaman rzucił klątwę czy ktoś w klubie zbił wszystkie lustra jakie były i czeka nas 324234 lat pecha – po prostu nie wiem. Ciekaw jestem ile jeszcze lat przed każdym kolejnym sezonem, każdy znowu będzie się łudził, że „tym razem się uda! to będzie nas sezon!”. Potem znowu po 5 kolejkach zacznie się, że ten sezon jest już stracony. I tak w kółko. W ostatnim czasie Wisła miała okres swojej dominacji, nawet Lech zdobył mistrzostwo, to samo niepozorne Zagłębie. Ruch po wielu latach posuchy i ciągłych problemach zajmuje 3 miejsce w lidze. A u nas co? NIC. Chyba, że ktoś uważa za sukces, że udaje nam się zajmować 2-3 miejsce w lidze. Chociaż jak teraz patrzę, to to faktycznie był spory sukces w porównaniu z tym co się teraz dzieje.