18.09.10 ZAGŁĘBIE LUBIN 2-1 LEGIA WARSZAWA (6 KOLEJKA LIGI).

Nie pomogło odesłanie 3 zawodników do Młodej Ekstraklasy…Nie pomógł powrót Kiełbowicza, Astiza, a także zmiana w bramce CWKS. Legia, która miała zdominować Ekstraklasę – przegrała kolejny mecz, tym razem ze słabiutkim Zagłębiem w Lubinie. Oglądało to 800 kibiców gości, którzy tym razem nie przybili grab z tymi łajzami…Tylko jak na Legię przystało – skończono trwającą i tak wyjątkowo długo taryfę ulgową dla hańbiących te święte barwy piłkarzyków. Usłyszeli oni, że jeśli przegrają z Lechem…wpierdol mają murowany. Prócz fatalnego wyniku – wyjazd można jednak uznać za jak najbardziej udany.

MKS ZAGŁĘBIE LUBIN 2-1 CWKS LEGIA WARSZAWA

18.09.10, 6 kolejka Ekstraklasy, Lubin.

Chętnych by zasiąść na ciągle nowym sektorze gości wśród legijnej braci nie brakowało – aczkolwiek bez szału, bowiem puli 1.000 biletów nie udało się wykorzystać (!). Za wejściówkę płaciliśmy 20 zł, a na miejsce zbiórki – wyznaczone w Legnicy – dotrzeć musieliśmy transportem kołowym na własną rękę. „Godzina zero” była wyznaczona na 15:00.

Na parking w samym centrum Legnicy zajechały auta i busy pełne Legionistów…Odbieraliśmy wejściówki i około 15:30 zaczęliśmy formować kolumnę pojazdów kierujących się w stronę Lubina. Dostaliśmy eskortę kilku suk i powoli opuszczaliśmy miasto Miedzi…Po drodze robimy jeszcze postój – czekamy na wszystkich – i mijając wyjątkowo brzydkie dziwki z trasy Legnica- Lubin przemierzamy trasę na kolejny mecz warszawskiej Legii :-). Nie wiem kto dyma te panie, ale chyba tylko wyjątkowo zdesperowani…Na słynnym piaszczystym parkingu pod nowym obiektem Zagłębia meldujemy się jakoś po 16:00. Mamy ponad dwie godziny do meczu i już wtedy można było przypuszczać, że wchodzenie przebiegnie bez większych problemów.

Tak też było, ale w międzyczasie pojawiła się okazja do innego typu zabawy. „Ktoś coś zobaczył” i przez pole znajdujące się koło parkingu pobiegło kilkadziesiąt osób, a za nimi następnych ponad 100. Szybko się jednak uspokoiło, a do nas mierzyć zaczął ze strzelb kozaczący oddział miejscowej psiarni. Wiara wróciła na parking i po 15-20 osób można było kierować się w stronę kołowrotków…

Wypisaliśmy długopisem bilety imienne i z dowodami w rękach przekraczamy bramkę obiektu. Można było obawiać się wchodzenia – mając w pamięci nasz wyjazd 4 grudnia 2009, ale tym razem wszystko poszło bardzo sprawnie. W kilkadziesiąt minut 8 stówek było na rogu stadionu Zagłębia. Było wystarczająco dużo czasu by stestować miejscowe specyfiki w postaci „zestawu kibica”, czyli 10 zł za dużą kiełbasę, bułkę oraz pepsi! Kibic najedzony – kibic zadowolony. Humory dopisywały, bo już na rozgrzewce zawodników na spokojnie wieszano flagi i instalowano się na krzesełkach. Mając w pamięci Chorzów i nawet ostatni Lubin – nie jest to takie oczywiste…W międzyczasie można było obkupić się we vlepki Legii, a także poczytać nowy numer zina fanatyków Legii z Płońska – był on bowiem rozdawany za darmo!

Ostatecznie pojawiło się nas ponad 800 w tym aż 170 Pogoni Szczecin, która na bocznym płocie wiesza kilka flag. Ze strony Legii również oflagowanie plus transparent z pozdrowieniami. Na stadionie w sumie około 10.000 widzów. Za bramką…siada młyn Zagłębia. Nasz rywal dzieli się na dwie grupy – tak, że sektor pośrodku pozostał pusty. Dopełnia tego transparent „Jakie podejście do kibiców taki doping”. Jest to nawiązanie do tego, że piłkarze Zagłębia nie podeszli w komplecie do swoich fanów po przegranym wyjeździe do Bytomia…Lubin wiesza także mniejszy transparent z pozdrowieniami na środku sektora.

Opraw nie było, za to od 1 minuty był głośny doping dla Legii! Całą pierwszą połowę Zagłębie milczało, a więc robiliśmy co chcieliśmy. Po raz pierwszy: po dennym śpiewie we Wrocławiu i Chorzowie – doping Wojskowych można ocenić na plus! Parę razy „to było to” i motywowani przez Sz., a także przez Portowców – równo jechaliśmy swoje, nie zapominając też o zgodowiczach. W pewnym momencie podeszła blisko sektora miejscowa wioska i napinała się zza pleców ochrony. Jakieś pazie, w tym jedno o niezidentyfikowanej płci. Poleciał w ich stronę…pasek od spodni, a także hit „gooool, gol cipe gol, gol cipe goll, gooool” :-). Ostatecznie buraków wyprowadziła ochrona przy naszym „Zostaw kibica” – chociaż z kibicami w naszym rozumowaniu te pajace miały raczej niewiele wspólnego…Warto dodać, że cały mecz obyło się bez wymiany uprzejmości.

U nas jak wspomniałem trwała przednia zabawa wraz z Pogonią…Przejęliśmy od braci rodzaj motywacji polegający na okrzyku bojowym w stylu gladiatorów :-). Efekt – mega, pasuje to do kibicowskiej mentalności jak nic. Pierwszy raz głośne „aaaa” z zaciśniętymi pięściami w górze mogliśmy zaobserwować podczas finału Pucharu Polski w Bydgoszczy…Teraz jechaliśmy „gladiatorów” na dwa głosy, powodując zdziwienie na piknikowym sektorze obok…Czuło się tą moc, a część wiary wpadła w trans, który potęgowała świetna akustyka stadionu w Lubinie.

W drugiej połowie Zagłębie wywiesiło flagi i prowadziło przeciętny doping dla swoich zawodników. Ostatnio wychodził im on lepiej…Teraz bez szału…Lubinki sobie śpiewały, a w sektorze gości robiliśmy swoje. Część drugiej odsłony spotkania minęła na dopingowaniu bez koszulek. A na boisku trwała dalszą część hańbienia Legii Warszawa…W 79’ minucie było 2-0 dla miejscowych i naszych humorów nie poprawiła nawet bramka „kapitana” zdobyta po rzucie karnym w 89’ minucie.

Tego było już za wiele. Grajki przegrały kolejny mecz z rządu i „drużyna o jakiej marzyłeś” jest blisko…strefy spadkowej. Przybijanie im piątek byłoby przejawem choroby psychicznej – na szczęście wszystkim już puściły nerwy…Zawodnicy mieli zapowiedziany oklep w przypadku porażki z Lechem Poznań – poklaskali tylko z daleka i ze spuszczonymi łbami udali się do szatni. Jak dowiaduje się z innej relacji – część ludzi podjechała pod hotel zawodników wyrazić swoje niezadowolenie. Bardzo dobrze – wreszcie! Koniec taryfy ulgowej.

Po meczu trzymają nas z pół godziny za sektorem, część jeszcze kupuje szame i picie, część ją sobie bierze i można po woli kierować się do aut. Z parkingu wyjeżdżamy około 21:00. Moje auto odbija i wracamy swoimi ścieżkami, a zatem relacja kończy się…Dodam tylko, że wbiliśmy na jedzenie do jakiegoś baru gdzie mało nie skończyło się awanturą, bo jakiś żółtek jebnął ćwiartkę z gwinta (dodam, że to był „ruski żółtek”) i pragnął cisnąć pustą butelką w swoich towarzyszy, a potem w barmanki…Skończył za drzwiami, a nam czas mija na rozmowach o kwestiach rasowych :-). Obsługa baru chyba już też będzie od teraz White Patriots, heh. Wyjazd kończę po 25 godzinach, bogatszy o doświadczenie i mandat w wysokości 100 zł. Biednemu zawsze wiatr w oczy…Jesteśmy zawsze tam! Teraz czas na krótką wizytę w domu, bo Szczecin (PP) już we wtorek…

Ł.

ZAGŁĘBIE: Isailović – Bartczak, Reina, Horvath, Nahoimesu – Bartczak, Ekwueme, Kocot, Woźniak (Kędziora 79′) – Plizga, Traore (Hanzel 90′).

LEGIA: Makhnovskij – Jędrzejczyk, Astiz, Choto, Kiełbowicz – Manu, Borysiuk, Cabral (Mezenga 68′), Vrdoljak, Radović (Rybus 68′) – Kucharczyk (Żyro 80′).

BRAMKI: Plizga (55’), Kędziora (79’), Vrdoljak (89’ – rzut karny).

ŻÓŁTE KARTKI: Jędrzejczyk (8’), Bartczak (44’), Manu (86’), Żyro (93’).

WIDZÓW: 10.000 (w tym 650 Legii i 170 Pogoni Szczecin).