WSPOMNIENIA KIBICA: POGOŃ SZCZECIN – LEGIA (1.08.2004).

Już we wtorek 21 września o godzinie 19:00 – Legia zagra mecz przyjaźni w Szczecinie. Nasze drużyny spotkały się w ramach Pucharu Polski. Na trybunach – wiadomo jaka będzie panowała atmosfera. Jeśli zaś chodzi o boisko to ten mecz nie ma faworyta, a nawet jest nim Pogoń – finalista zeszłej edycji. Portowcy ostatnio mają w lidze zwyżkę formy (wreszcie!), a Legia…wiadomo, dopiero co przegrała 3 kolejny mecz z rzędu. Po spotkaniu w Lubinie gwiazdorzy nie wracali do Stolicy tylko jechali na odnowę do Legnicy i potem do Szczecina. Skorża mówi, że kilka dni razem wyjdzie na dobre Wojskowym…Heh, o ile się nie pozabijają. Wprawdzie „wojownik” pączek został w Warszawie i gra w Młodej Ekstraklasie, ale pojechał Rzeźniczak, który może zadrapać paznokciami po czym krzyknąć z twarzą dziecka, któremu zabrano zabawkę „Jeeest kurwa”. Jak będzie – zobaczymy. Tymczasem zapraszam na wspomnienia z wyjazdu do Szczecina w 2004 roku.

 

MKS POGOŃ SZCZECIN – CWKS LEGIA WARSZAWA

1.08.2004 Ekstraklasa, Szczecin.

Mecz ze szczecińską Pogonią inaugurował sezon 2004/2005. Trafiło nam się idealnie – w samym środku lata wyjazd do miasta portowego na mecz zgody. Jeśli chodzi o moją osobę to na szybkiego przed meczem kołuję samochód (mecz 1 sierpnia, czyli po wypłacie) i z kumplem, który jechał pierwszy raz wyruszamy do Szczecina. Droga mija nam spoko, zatrzymujemy się też w jednym barze, po drodze mijamy popisane sprayem miejsca, także wlepione vlepki z nowej serii, co można sobie tłumaczyć, że przed nami w tą samą stronę jechali inni fani Legii. A jechało ich tradycyjnie wielu. 

Po godzinie 15:00 meldujemy się w Szczecinie. Panowała tam istna „parówa”, nie pamiętam ile było stopni, ale człowiek się topił. Od razu po wjeździe w okolice centrum widzimy grupy kibiców i podążamy za nimi. Po mieście spacerują grupy w mieszanych szczecińsko – warszawskich barwach i z różnymi trunkami w rękach. Pozdrawiamy się ze Szczecinianami po drodze. Widać jeszcze grupy idące po woli z piwkami w stronę stadionu, sporo jest już wiary z Warszawy. Jak się domyśleliśmy, pociąg specjalny ze Stolicy już zajechał.

Pod stadionem jesteśmy długo przed meczem. Od razu idę po bilety. To była największa niewiadoma, czy oby już nie poszły w przedsprzedaży. To były czasy kiedy stadion naszych przyjaciół pękał w szwach. Te jednak na szczęście są. Kupujemy bilety na prostą (30 zł – sektor „7”). Następnie udajemy się dowiedzieć, o, której otwierają kasy, okazuje się, że o 17:00, czyli na dwie godziny przed spotkaniem. A, że mieliśmy jeszcze czas to łazimy w okolicach stadionu obserwując wszechobecną integrację.

Kiedy otworzyli kasy pod stadionem nie było jeszcze dużo ludzi, wejście przebiega bardzo sprawnie. Na dwie godziny przed meczem stadion był zapełniony w jakieś 2.000 ludzi, po woli zapełnił się do kompletu (20.000?).

Sektor Legii znajdował się na łuku, na sektorze najbliżej prostej. Oczywiście nie jest to powiedziane, bo wiele osób było wymieszanych z miejscowymi, ja na przykład siedziałem tuż obok sektora Legii, tam gdzie zaczynały się miejscowe pikniki, a kończyli fani Legii, obok flagi „East Front” wiszącej na górze sektora. Na przeciwległej prostej wisi flaga „Legionowo” , czyli też tam siedzieli Legioniści. Naprawdę – byliśmy na całym stadionie. Jednak jak już wspomniałem główna ekipa Legii siedziała na łuku, było to ponad 500 osób, o ile nie więcej. Tuż obok nas siedział młyn Pogoni – niezły nawet, bo grubo ponad 1200 osób, ale trudno powiedzieć. Flagi przeplatały się. Ze strony Legii flagi FC (Siedlce, Radomsko, Sandomierz, Legionowo i coś tam jeszcze), „Legijni Patrioci”, „A, melanż trwa”, „East Front”, flagi osiedlowe min. „Ursynów”, oraz inne. Wisiał też w sektorze Legii stały bywalec w tamtym okresie, czyli mały krzyż celtycki. Pogoń wywiesiła wszystkie najlepsze flagi, min. „Duma Pomorza”. Dopingiem Legii kręci jeszcze Różyk, jakoś mi się wesoło robi jak przypomnę sobie czasy tego gniazdowego Legii :-).

Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem była minuta ciszy (miała być) poświęcona ofiarom Powstania Warszawskiego, przerodziła się jednak w odśpiewanie przez cały stadion hymnu Polski. I rozpoczął się spektakl.

Młyn Pogoni od samego początku zachowuje się tak jak na zgodę przystało. Witają nas okrzykami „Pogoń wita Legie” „przyjacielem Pogoni jest…”itp. Głośno też skandują nazwę naszego klubu, witają owacjami naszych piłkarzy, zresztą nawzajem z naszej strony. Trwają wspólne pozdrowienia, wspólne grupy chodzą po koronie. Wisi flaga z herbami naszych klubów i z „witającymi się” rękoma pomiędzy. Po stadionie z naszej strony niesie się głośne „Legiaaaa Warszawaaa” – naprawdę super efekt. I nadchodzi moment rozpoczęcia meczu. Na prostej powstaje choreografia z kartonów. Z całego stadionu na murawę lecą też masy serpentyn, jak i konfetti. Zaczyna się doping obu grup. Ten był raczej dobry. Pogoń kilkukrotnie ultrasuje. Na początek robią fajny pokaz z białych świec dymnych lub saletry, nie wiem, co to było, ale konkretnie zadymiło cały łuk. Stojący obok mnie zgred mówi do drugiego „po, co oni sobie tak zrobili, przecież teraz nic nie widzą” :-). Pogoń rozwija też flagę sektorową z wizerunkiem swojej legendy.

Pogoń szybko zdobywa bramkę z karnego i na stadionie szał radości w sektorach szczecinian, płoną też pojedyncze race. Pogoń macha małymi flagami w swoich barwach i rozwija pasy materiału- dobry efekt. Dochodzi też do incydentu. Otóż z niewiadomego mi do dziś powodu na murawę wbiega jeden z naszych fanów, biegnie wzdłuż płotu prostej, za chwilę skręca go masa ochroniarzy. Oczywiście w sektorze Legii znalazło się wielu chętnych do awantury, którą poważnie zaczęło pachnąć. Sporo wiary wisi na płocie, który jest konkretnie „huśtany” – jednak po chwili się uspokaja. W tym momencie sektor Pogoni zachowuje się w porządku krzycząc „Zawsze i wszędzie” oraz wyzywając ochronę. Pewnie gdyby doszło do awantury to także by się chętnie dołączyli. Sytuacja sama z siebie uspokaja się.

Na łuku super atmosfera przyjaźni. W pierwszej połowie udaje nam się wyrównać i szał radości w naszym sektorze i w kilku innych miejscach na stadionie. Słychać już naszą melodię „Legiaaaa Warszawaaaa”. Jest u nas jeden transparent na dwóch kijach, płonie kilka rac. Po stadionie przechodzi meksykańska fala. I tyle można powiedzieć o pierwszej połowie – kończy się ona wynikiem remisowym.

W przerwie odbywają się jakieś konkursy. Zabawna sytuacja była, kiedy ultras z Pogoni rzucali w młyn serpentyny, rozdając je, a widziałem przerażenie na twarzy niektórych zgredów, myśleli, że czymś się rzucają :-).

Spytajcie jednak jakiegoś fanatyka Pogoni – sam Wam powie, że jak są sukcesy to nagle odwiedza ich stadion sporo dziwnych ludzi :-). Zresztą zdarzało im się nawet gwizdać, o czym swego czasu głośno się mówiło w Polsce. Wiadomo – ludzie, którzy pójście na mecz traktują jak wypad na dyskotekę nie wiedzą o co w tym wszystkim chodzi. Dziś MKS dołuje, a kilkanaście tysięcy „fanów” nagle znikło i pozostali najwierniejsi. Standard.

Wróćmy jednak to wspomnień. Druga połowa zaczyna się ponownie wyrzutem serpentyn, tym razem w barwach Pogoni – fajnie wyglądał potem płot i teren przed młynem, cały w kolorowym papierze. Płonie też kilka rac – kilka rzuconych na boisko i przed młyn. Powoduje to kilka pożarów, także w młynie Pogoni- wszędzie było po prostu sporo papieru i, co chwila coś się paliło i było natychmiast gaszone. Tak więc jeśli tylko ultrasi odpalali race to już ochroniarze biegli z gaśnicą :-). Pogoń robi jeszcze fajną choreografię z świecących folii w barwach – efekt bardzo dobry. Po raz kolejny też rozwijają flagę sektorową z tym  facetem zasłużonym dla ich klubu i wokół niej odpalają race – kolejny dobry efekt. Co, chwila zresztą są odpalane jakieś pojedyncze świecidełka. Daje to obraz oprawy na wysokim poziomie tego dnia na meczu przyjaźni. Tak jak bardzo dobra była atmosfera całego meczu – ultra klimat pełną gębą.

W końcu Legia strzela zwycięską jak się okazuję bramkę. Szał radości wśród fanów Legii! I tak ten mecz dochodzi do końca – mamy pierwsze trzy punkty i pierwszy licznie zaliczony wyjazd. Po końcowym gwizdku wszyscy po woli wychodzą ze stadionu. U nas zadowolenie z udanego startu w nowym sezonie.

Wyjście ze stadionu przebiega spokojnie. My udajemy się do samochodu i sprawnie udało się o dziwo (ludzi masa) wyjechać spod niego. Po tym trochę krążymy po Szczecinie. Widać oczywiście wypełnione fanami autobusy, w środku niektórych białe kaski, za nimi transportery. Tak było po tym meczu – dźwięk policyjnych syren i wracające z meczu mieszane, rozśpiewane grupy.

Po, krótkiej chwili udajemy się w drogę powrotną do domu. Po drodze wstępujemy do baru, gdzie siedzą też inni Legioniści, także spotykamy kibiców na stacji benzynowej, oraz widzimy po drodze w innych miejscach. Oczywiście po meczu jak i przed odbywały się jakieś szczecińsko – warszawskie melanże w ilości tradycyjnie trudnej do oszacowania. Co grupka kibiców Legii tym zapewne inną relację by mogła z tego wyjazdu napisać :-). 

To był najlepszy mecz w Szczecinie na jakim byłem, a byłem na kilku. Termin, atmosfera, a także wynik złożyły się na idealne rozpoczęcie sezonu. Dziś Pogoń gra w nowej I lidze – oczywiście czekamy na nich w Ekstraklasie. Póki co – musi nam wystarczyć mecz w Pucharze Polski, który już we wtorek 21 września o 19:00. Do zobaczenia w Portowym mieście!

Ł.

FOTKI: Wszystkie zdjęcia pochodzą z prywatnego albumu redakcji „DL”. Robione były aparatem, takim jeszcze starym gratem – na klisze :-).