27.05.10 NIE KRĘĆ…PRZEŻYWAJ!

Dzisiejsze kibicowanie ma swoje plusy i minusy. Nie można jednoznacznie ocenić, która „epoka”, przed pełną komputeryzacją czy po niej – była lepsza. Ze starych czasów świetny był spontan…Nie było już przed meczem wiadomo ilu jedzie dokładnie kibiców gości, bo nie znałeś wyniku ich zapisów na bilety, dzisiaj podanego często na necie (ile pociągów, ile autokarów…) który każdy ma w domu…To kogo zastaniesz w klatce było większą niespodzianką niż dziś. Podobnie nie wiedziałeś kogo dokładnie zastaniesz na miejscu jadąc na wyjazd, bo nie wystarczyło wpisać kilku słów w przeglądarkę by zobaczyć jaką formę prezentuje obecnie miejscowa ekipa…Na ziny zaś czekałeś kilka tygodni i były często średnio aktualne…Byłem wtedy gówniarz, ale otarłem się – nie miałem Internetu, nie miałem aparatu, a było zajebiście! Wiadomo, że świat pędzi do przodu i tego nie zmienimy…Lecz czasem nie zaszkodzi chwila refleksji nad „postępem”. Czy oby całkowicie nie przysłonił nam tego spontanu…

O tak – pojawienie się powszechnego Internetu (pamiętacie szał na kafejki bądź kibicowskie „chaty”?), wcześniej telefonii komórkowej miały ogromny wpływ na scenę kibicowską. Nikt wcześniej nie kropkował w paincie wrzuconych 5 minut po meczu w sieć fotek rywali, nie trwał taki wyścig szczurów jeśli chodzi o liczby, oprawy i nie tylko…Oprawy często były po prostu dla zabawy, dla samego odpalenia piro – nie zaś „podstawiane” pod setki aparatów by potem setki ludzi mogły to oceniać w setkach rankingów. Spoko – rankingi były zawsze, ale teraz każdy rozkminia jak wszelkimi sposobami być na topie…Gdzieś ginie sedno, sens – chwila.

Od kiedy zacząłem robić e-zina (2007)  – prawie wszędzie latałem ze sprzętem poświęcając mecze bądź manifestacje polityczne na kręcenie. Latanie dookoła lodowiska na hokeju, dookoła parkietu na jakimś meczu halowym…Wreszcie pomyślałem sobie – chłopie pierdol to, przeżywaj…Zacząłem w pewnym momencie gonić – byle mieć lepsze filmy i ujęcia od innych, co przecież jest tak naprawdę mało ważne i szkoda na to czasu. Kamera przestała być dla mnie ważna i ją sprzedałem. Aparat to tylko dodatek – tak teraz to traktuje, coś tam pstryknę, ale – przede wszystkim – przeżywać! Żyć, cieszyć się kibicowską chwilą – to jest to. I tyczy się to nie tylko kibicowania.

W Polsce bowiem panuje kult aparatu…Nie tylko na meczach. Ludzie chodzą ze swoimi telefonami, kręcą wszystkich i wszystko. Maj 2010 – powódź w Polsce…Strażacy zapierdalają z workami, a obok stoją setki ludzi. Co drugi z aparatem…Ludzie przyszli po sensacje, tak jak nauczył ich „Fakt”…Spoceni, mokrzy, styrani strażacy tyrają jak psy, a setki Polaków w tym czasie obok nich patrzy…Dla jednych sensacja dla drugich tragedia. Sam nie wiem czy bym pomógł, czy bym dał impuls do pomocy…Tak się daliśmy wychować, takie mamy „społeczeństwo obywatelskie”. Przed uczuciami, potrzebą działania mamy szklany ekran…w domu – telewizora, a na dworze – aparatu najnowszego telefonu. Nagrywamy życie zamiast je przeżywać. A to tylko Polska…Może brzmi to dziwnie, ale na zachodzie jest jeszcze gorzej…A my brniemy jak owce w stronę zachodu.

Wcześniejsza sytuacja – pogrzeb Lecha Kaczyńskiego. Na rynku tysiące oddających hołd, a drugie tyle…”fotoreporterów”. Rozumiem dziennikarzy, rozumiem tą garstkę prawdziwych pasjonatów fotografii – wreszcie, rozumiem ludzi, którzy prócz oddania hołdu wezmą aparat by kilkoma zdjęciami uwiecznić chwilę. Ale patrząc w oczy dużej części ludzi… widać pustkę…Kręcenie dla kręcenia…Technika daje taką możliwość to korzystają – choć w sumie nie wiedzą po co…W mojej byłej pracy kierownik powiedział, że…człowiek żyje po to by bawić się technicznymi zabawkami. Cholera…kręcenie dla kręcenia to naprawdę dla niektórych sens życia…Plus potem zamieszczanie siebie na tle…powodzi, pogrzebu – na „Naszej Klasie” bądź żałosnym blogu Onetu…Kowalski dzięki technice stał się łowcą sensacji…Najczęściej zupełnie bezdusznym i bezsensownym. Gdyby ktoś zdychał na ulicy – nie pomógłby…tylko kręcił. Przecież taka okazja nie zdarza się co dzień – zrobić sobie fotki na tle umierającego, no nie? Ile wejść by było na bloga, konto…

Podobnie zrobiło się z kibicowaniem. Stańcie kiedyś na dole sektora i spójrzcie w górę…Odpalona raca i pojawia się sto telefonów w rękach – większość nakręci marnej jakości „filmik” nie nadający się do niczego. Rozumiem jak ktoś naprawdę potrzebuje…Ja sam też pstryknę czasem – żeby zaprezentować coś swojego w e-zinie! Mam konkretną potrzebę, mam powód – cel, pstrykam. Ale po jaką cholerę kręcić dla kręcenia? Nie lepiej przeżywać, cieszyć się chwilą i atmosferą, którą wytworzyły min wspomniane race?

Inny mecz, jakaś awantura. Zamiast robić to co naprawdę w tej chwili ważne, duża część ludzi sięga po telefony – i kręci. Potem Ci, którzy walczyli o honor ze spoconymi rękoma szukają na youtube czy oby jakiś pryszczaty małolat nie zamieścił zbyt bliskiego „hitu” na swoim kanale. Czasami trzeba kręcić, na przykład kontrowersyjne zachowanie ochrony, psów…Ale czasami trzeba też wyłączyć to gówno…Broendby – Legia: miałem kamerę, ale kiedy próbowaliśmy się dostać na stadion – leżała ona w aucie. Raz: były ważniejsze rzeczy, dwa: nie czujecie się głupio stojąc jak tajniak nad braćmi i kręcąc?  

Za mało dziś spontanu, radości i faktycznego sensu…Wszystko staje się obrazkiem, który trzeba nakręcić na sprzęt…Zanika wyjście z domu dla przeżycia czegoś…Pojawiają się zombie, dla których zapłacić za bilet bądź przeżyć coś (powódź, pogrzeb, fontannę, morze, race…) i tego nie nagrać, nie zrobić sobie na tle tego zdjęcia – to przeżycie stracone, nieważne. A to nie to co jest na twardym dysku lecz to co jest w nas kształtuje nasz charakter, kształtuje osobowość i powinno skłaniać do refleksji…Liczy się mecz, liczy się doping – nie zaś to jak śpiewanie przez innych wypadnie na Twoim nowym telefonie. Sprzęt, postęp, technika – oddala nas od natury i prawdziwych doznań. Brzmi jak pieprzenie ekologa, ale to prawda…

Jeśli ktoś się taki zrobił to polecam się otrząsnąć. Mi dzisiaj lepiej ogląda się na przykład hokej niż jeszcze niedawno…kiedy kręciłem dziesiątki minut materiału, który mało kto oglądał…W te wakacje jadę na spływ kajakowy…Zero aparatu…tylko natura, ognisko i kajak. Prawdziwe doznania – prawdziwy mecz, prawdziwe wakacje…

Ł