24.09.10 LEGIA WARSZAWA 2-1 LECH POZNAŃ (CZĘŚĆ 2 – TRYBUNY).

Ciężaru gatunkowego meczu z Lechem nikomu przedstawiać nie trzeba. Pierwszy raz w historii nowego stadionu na Legii uzbierał się komplet na trybunach- jak podano na telebimach w trakcie meczu, dokładnie 22.302 osoby. Na liczbę tę składało się również 1.400 gości, co obecnie także jest maksymalną dopuszczalną liczbą osób w klatce. Dzień przed meczem ukazało się oświadczenie NS-ów, że planowana i tworzona od kilku dni oprawa nie zostanie zaprezentowana. Niestety, ale ITI znów tnie w chuja i nie doszedł do skutku planowy powrót na trybuny dwóch zasłużonych kibiców, którzy dla zarządu są wrogiem publicznym nr 1. Ehhh…..żal, że z oprawy nic nie wyszło, ale są sprawy ważniejsze od tego, a jedną z nich z pewnością jest solidarność kibicowska.

Zdołowani nieco tym faktem, ale mimo wszystko niecierpliwie oczekujący pojedynku i na trybunach i na murawie zajeżdżamy pod Torwar ok. 16.30 i zajmujemy jedno z ostatnich wolnych miejsc. Pod stadionem mijamy grupę oczekujących na wejście na stadion oraz pierwszych śpiewaków głośno wyrażających swój stosunek do poznaniaków ;-). W Źródełku już sporo osób, m.in. znajomi z W(L)KP (pozdro!) oraz chłopaki z WFS z okazjonalnymi szalami.  Szybkie 2-3 piwka i marsz pod stadion na niecałe 2h przed meczem. Heh!, odzwyczaił się człowiek od tak wczesnego przychodzenia na stadion, co przed protestem było normą…Co ciekawe ze znalezieniem 3 miejsc na środkowych sektorach dolnego piętra był już naprawdę duży problem. Co do samego wejścia na stadion, to nie mogę wyjść z podziwu jak zmieniła się kultura  wpuszczania. Wiskania można łatwo uniknąć, ciągle słyszy się „poproszę”, „dziękuję”, „czy mogę” itd. Proszę, co konieczność dobrego wizerunku i chęć zarabiania na nowych kibicach potrafi zdziałać…No ale chuj z nimi, to my tworzymy i dbamy o markę i magię tego stadionu więc wróćmy do młyna.

A ten tego dnia, ponownie nabity niemal do granic możliwości, ubrany cały na biało i dumnie obwieszony licznymi flagami. Znany obserwator Tomaszewski czepiał się flagi OFMC, ale ostatecznie ona również została wywieszona. Z gniazda poinformowano wszystkich na trybunie, że w geście solidarności z niewpuszczonymi – pierwsze 15min protestujemy i nie będzie dopingu. Zanim jednak ta cisza nastała, już kilkanaście minut przed meczem zaczął się zajebisty doping , w który niestety mieszał się swoim kastracyjnym głosem Hadaj. On tego dnia, moim zdaniem, wkurwiał, przeszkadzał i gadał jak klaun na wiejskim festynie. Kolejną sprawą jest to, że kiedy elegancko śpiewaliśmy „Sen o Warszawie”, ktoś w połowie utworu podkręcił muzykę w głośnikach tak, że właściwie nas zagłuszała. Po co, skoro szło zajebiście??

Jak już powiedziano, pierwsze 15min upłynęło w ciszy. O proteście nic nie wiedzieli ludzie z pozostałych 2 trybun, i na początku niestety nie dostosowali się do nas. Na szczęście potrwało to tylko chwilę i solidarnie dołączyli się do nas. Chociaż to może za dużo powiedziane, bo większość z nich jest tak niekumana, że do dziś pewnie nie wie o co chodziło, więc powiedzmy, że po prostu się zamknęli.

Owe 15min wykorzystał Lech, i było to jedyne kilkanaście minut kiedy naprawdę dobrze zaistnieli. Zaczynając od początku… Zaczęli wchodzić na ok. 90min przed meczem i po godzinie wpuszczania było ich może ¼. Widać było gołym okiem, że dziewczyny Błędowskiego muszą być strasznie uciążliwe przy wpuszczaniu. Z naszej strony leciało kilkukrotnie „piłka nożna dla kibiców”. Generalnie śpiewaliśmy to co jakiś czas przez cały mecz. Swój sektor oflagowali bardzo konkretnie, z tego co pamiętam mieli ponad 20 flag. Faktem jest, że ich największe tego dnia flagi są jednymi z najmniejszych jakie my wywieszamy, ale tak czy inaczej w tym aspekcie byli na 5. W pewnym momencie cała dotychczas wpuszczona grupa ruszyła w głąb trybuny pomóc swoim, zostawiając niemal pusty sektor z wiszącymi flagami…Ich działania chyba coś pomogły, bo tempo wpuszczania przyśpieszyło i ostatecznie kilka minut po gwizdku sektor był pełen. Wszyscy Lechici wyposażeni byli w okazjonalny szalik, który z jednej strony miał napis sławiący Lecha a z drugiej ubliżający nam. Finezją się pomysłodawcy nie wykazali. Na pierwszy gwizdek pokazali sektorówkę z postacią Batmana, a za chwilę kolejną z tym samym bohaterem. Domysłów co, tak naprawdę miały one przedstawiać jest mnóstwo, dla nas były niezrozumiałe a już zwłaszcza nieczytelne z perspektywy Żylety.. Rozpisywać się szerzej nie ma sensu, każdy widział/wie o co chodzi. Pyry ruszyły dopingiem, który mocno kuł w uszy wśród panującej ciszy. Mieli swoje 15min dominacji. Niestety w 9 minucie tracimy bramkę, a ich sektor eksploduje z radości. Przyznam, że w tym momencie miny mieliśmy nieciekawe- my cisza, oni dopingują, a w dodatku obejmują prowadzenie…

Mija owe 15 (a właściwie 12min) ciszy i jazdaaaa! Ruszamy z tym koksem! Sz. na gnieździe, megafon i dwa bębny oraz 7000 gardeł Żylety ryknęło aż ziemia się zatrzęsła. Wracają stare dobre czasy, kiedy oprócz piosenek o naszej Legii mamy możliwość porzucania kurwami w przeciwnika czy zaśpiewać „deszcze niespokojne”. Od momentu, w którym zaczynamy śpiewać – Lech właściwie przestaje istnieć. Z Żylety, do końca meczu usłyszeliśmy ich może ze 2-3 razy.  W 38min, po niezbyt dobrej grze naszych, udaje nam się strzelić na 1-1 za sprawą Kucharczyka (Nowiak rządzi hehe!). Szał radości jaki zapanował nie do opisania! Bezcenny widok kiedy ludzie zmieniają miejsce pobytu o dwa rzędy :-). Tuż przed przerwą Rybus dostaje czerwoną kartkę, a sędzia, który tego dnia strasznie kręcił przeciwko nam zostaje ostro zjebany, razem z całym PZPN-em.

W przerwie konkurs, który zjeb Hadaj prowadził, szkoda słów. Druga połowa w naszych wykonaniu na trybunach jeszcze lepsza niż pierwsza.  Były momenty, kiedy śpiewamy nierówno, kiedy klaszcząc przestajemy śpiewać ale wg mnie w tym momencie nie ma nikogo kto ma lepszy doping w Polsce niż my! W momentach kiedy dołączał się cały stadion było prawdziwie piekło, człowiek nie słyszy własnych myśli. Kilka razy tego dnia pogujemy, tańczymy walczyka, śpiewamy na 2 (właściwie 3) trybuny, dopingujemy bez koszulek a przede wszystkim zarzucamy dawno nie słyszane hasło „Cała Legia zawsze razem!”. Chociaż oprawy nie było, doping zrekompensował wszystko.

Pod koniec meczu Lech prezentuje kolejną oprawę. Rozciągają sektorówkę w barwach z napisem „siemano Guantanamo”. Trzeba się przyznać, że po komentarzach „eee chujowa ta oprawa” mocno się zdziwiliśmy kiedy po zwinięciu jej, sektor rozbłysnął ok. 20 racami. Tak niefortunnie poznaniacy trafili, że akurat w tym samym momencie strzelamy w 88min. gola na 2-1! Co się wtedy działo jest nie do opisania. Amok, to mało powiedziane. Kończąc swoją prezentację Lech rozciąga kolejną sektorówkę z namalowaną emotką uśmiechniętej mordy w koronie. Jednak taka chujowa ta oprawa nie była :-).

Po końcowym gwizdku ogromna radość na stadionie, piłkarze rzucają koszulki w tłum a Lech w tym czasie macha płotem ale nic ciekawego z tego nie wynika. Podsumowując- wielka szkoda, że ITI nie wywiązało się z ustaleń, ale nadrobiliśmy bardzo dobrym dopingiem a Lech, przekombinował z 1 oprawą, w której nie wiadomo ocb, drugą miał z piro więc kozak ale dopingiem nie zachwycił…

ŻYŁA

Pobierz: 48 zdjęć Żyły z tego meczu: http://rapidshare.com/files/421521017/lech.rar

PS. W momentach wolnych od gry, cały wieczór na telebimach wyświetlane były reklamy meczu Legia-FC Den Haag, „mecz dla Wojtka”. Przypominam, że 10.10.2010 każdy powinien na nim być!

PPS: Kolejny mecz grał CWKS Legia z LO. 25 września przegrał z KS II Piaseczno 1-2.