22.08.10 ZAKOCHANI W KLUBIE – NIE W DYSCYPLINIE!

Niedługo miesiąc wrzesień, a wraz z nim zaczynają startować różne ligi sportów halowych. Koszykówka, hokej, potem siatka – na te dyscypliny chodzi wielu kibiców, ale i tak Polska odstaje od ekip z innych krajów. Chciałbym na podstawie słów kibiców z zagranicznych ekip napisać Wam jak wygląda podejście do „innych sekcji” w kilku innych, godnych naśladowania przypadkach. Na ostatnim wyjeździe gadaliśmy w pociągu z nowo poznanymi kibicami i załamało mnie trochę, że mimo, iż mieli tyle wyjazdów, co ja jeszcze długo nie zrobię – to nie widzieli na oczy hokejowego krążka. Mimo, że ich ukochany klub ma sekcję hokejową…Na „Drodze Legionisty” inne sekcje mają silną pozycję i dodaję ten felieton do historii sekcji żużlowej i hokejowej bądź wspomnień z Opola. Niedługo kolejne materiały, a tymczasem miłej lektury nieco odgrzanego kotleta!

W wywiadzie dla książki o chuliganach „TOP BOYS” (z 2005 roku) Siergiej z CSKA Moskwa tak odpowiada na pytanie „Czy kibicujesz innym drużyną?”: „W Rosji tradycją jest kibicowanie nie tylko piłkarzom, ale także innym dyscyplinom. Kibicujemy koszykarzom i hokeistom CSKA. Jest nam bliskie wszystko co związane z nazwą CSKA. Trzy tygodnie temu byliśmy na Ukrainie kibicować rosyjskiej drużynie…gimnastycznej i stoczyliśmy walkę z miejscowymi hool’s. Koszykówka, siatkówka, hokej, futbol, dyscyplina nie jest ważna – kibicujemy CSKA!”.

Co, ciekawe kibice CSKA Moskwa dali o sobie kiedyś znać także na meczu koszykówki… we Wrocławiu. Jak czytamy w 13 numerze „To My Kibice+” w artykule „CSKA Moskwa Story” (pisanej przez członka opisywanej ekipy): „Wojskowi jeżdżą też na koszykówkę, na której pojawiają się min we Wrocławiu (tu staczają awanturę z chuliganami Śląska), w Kijowie (tu również przyszło bronić honoru pięściami), Kownie, Stambule.”  

O tym, że ciekawa sytuacja na „innych dyscyplinach” w Rosji to ciągle sprawa aktualna dowiadujemy się m.in. z „TMK+” marzec 2008. W „zagranicznym przeglądzie wydarzeń” parę razy mamy wątek hokejowy. Oddaję głos redakcji: „8 stycznia odbył się mecz hokeja na lodzie SKA St. Petersburg – Spartak Moskwa. Na tym spotkaniu pojawiło się ok. 60 chuliganów z Moskwy (oprócz normalnych fanów). Kiedy w hali pojawili się miejscowi hoolies Zenita, zaatakowali oni przyjezdnych, używając rac. Mimo liczebnej przewagi gospodarzy, lads z Moskwy przegonili przeciwników, obrzucano się fotelikami wyrwanymi z trybun. Kilku mundurowych i ochroniarzy nie mogło poradzić sobie z walczącymi. Także ponowny atak Zenita nie udał się i Spartakowcy obronili się, pozostając na trybunach.”

Kolejny hokejowy motyw z tego przeglądu wydarzeń pojawia się u bratanków – na Węgrzech. „Rywalizacja kibicowska w Budapeszcie dotarła także na mecz hokeja na lodzie. 2 lutego Ujpest grał u siebie z Ferencvarosem. Pod halę dotarło ok. 100 hool’s Fradich z grupy „Green Commando” (połączenie mniejszych grupek chuligańskich). Zaatakowali oni nielicznych fanów Ujpestu, którzy ewakuowali się. Jedna z grupek postawiła się, ale pod naporem przeciwnika oberwała po głowach. Na hali kibice Ferencvarosu zaczęli ciskać petardy hukowe w swoich rywali. Były próby rozwalenia pleksy oddzielającej sektory. Agresywnych hool’s Fradich usunął oddział mundurowych, wyrzucając ich z hali. Mecz dokończono bez perturbacji.”    

Nie znalazłem opisu wizyty CSKA Moskwa na koszu we Wrocławiu, natrafiłem jednak na inny „kwiatek” z „Fan Śląska” 1997 (2 numer tego tytułu) o nazwie „Z petem na hali” gdzie Rafał Wojda opisuje wojaże koszykarzy Śląska po Europie. Iraklis Saloniki kibic Śląska opisuje za to tak: „Grecka publika to jednak szaleńcy. Kumple Zorby pokazali co to znaczy pomagać swojej drużynie przy pomocy gardeł i pozostałych rekwizytów kibola. Ręce, wrzaski, serpentyny i konfetti. Kto nie widział Greków w akcji, niech żałuje. Mocna rzecz. Warto przy tym podkreślić, że 99% greckich kibiców to kurduple – bardzo mała siła rażenia. Chociaż wkurwieni i w dużej liczbie mogą być groźni.”

W ogóle Śląsk w pewnym okresie był pewnego rodzaju fenomenem na koszykówce. Swego czasu zadziwiali kibicowską Polskę wielką sektorówką („Cała Polska w cieniu Śląska” bodajże) prezentowaną na hali (dziś to już raczej nic nadzwyczajnego), a także kumatymi fanami na tej dyscyplinie sportu. Czar prysnął po wejściu do klubu sponsora Zepter. Fanatycy nie zaakceptowali nowej nazwy klubu i od tego czasu raczej olewali koszykarzy. Wróćmy jednak do Grecji, zajmiemy się Panathinaikosem, którego filmiki z kosza znają chyba wszyscy w Polsce :-).      

„Honorem kibica jest uczęszczanie na wszystkie mecze”…mówi John z „Gate 13” – najbardziej znanej grupy fanatyków Panathinaikosu Ateny. Żywiołowość, fanatyzm i świetny doping greckich kibiców jest w naszych stronach bardzo dobrze znany, a w coraz częstszych przypadkach nawet powtarzany. Nie obraziłbym się gdyby podobnie jak melodyjny doping przejęto u nas fanatyzm na innych dyscyplinach sportu. Fani z Polski z chęcią przesyłali sobie kolejne filmiki z dopingiem i atmosferą na koszykówce czy siatkówce tworzonej przez greków. W „TMK+” (marzec 2008) pojawia się ciekawa rozmowa z członkiem grupy G-13. Padło oczywiście pytanie o inne dyscypliny: „W Grecji bardzo popularne są takie dyscypliny sportu jak siatkówka i koszykówka. Jak pod względem kibicowskim wyglądają dziś te mecze? Czy i tam dotarła fala represji?”.  Oto jak odpowiedział John: „Kiedy klub jest rozbudowywany i posiada wiele sekcji (kosz, siatka, piłka wodna…), honorem kibica jest uczęszczanie na wszystkie mecze, gdzie grają zawodnicy z jego ukochanym herbem na piersi! Nie tylko na futbol! Dodatkową motywacją jest fakt, że na tych dyscyplinach można podziwiać zawodników, którzy wkładają w walkę sportową całe swoje serce, widać u nich prawdziwe zaangażowanie. To jest wspaniałe uczucie i my fani taką postawę doceniamy. Niestety, również i na meczach dyscyplin nie możemy jeździć na mecze wyjazdowe. Wyjątkami są mecze Pucharowe lub finały ligi, ale rząd pracuje i nad tym, aby nam to uniemożliwić…”.

W polskich klubach, które mają inne dyscypliny od piłki nożnej zauważyłem co innego. Fanatyków hokeja, siatki czy kosza jest stosunkowo mało. Chodzi mi o takich kibiców, którzy podchodzą do zmagań różnych dyscyplin równie emocjonalnie, co do sportu numer jeden. Ludzie przychodzą raczej pośpiewać, pobawić się w młynie niżeli za wszelką cenę wspomóc swoich zawodników w drodze ku zwycięstwu. Wyjątki owszem są, na przykład GKS Tychy na hokeju czy też (ale tu mówimy o jednostkach) wierni kibice koszykarskiej Legii.

Oczywiście nie da się tekstem zmienić podejścia, bo to każdego indywidualna sprawa po co przychodzi na mecz, problem leży tutaj w mentalności. U nas, mimo, iż mamy na scenie młyny na najróżniejszych dyscyplinach takie przeżywanie o jakim pisze John z Panathinaikosu to raczej rzadkość (piszę to z obserwacji). Warto pamiętać, że hokeista, koszykarz czy siatkarz niejednokrotnie bardziej utożsamia się z klubem niż „gwiazdor”, który przyszedł grać w piłkę tylko dla pieniędzy. Na dole, w innych dyscyplinach kasa jest mniejsza, a zaangażowanie i wola walki niejednokrotnie większe!

Jeśli chodzi o same oprawy i tak dalej to wcale nie odstajemy, chociaż jest to na zasadzie mobilizacji, a nie codzienności. Podobnie sprawa ma się z ciemniejszą stroną mocy, mieliśmy przypadki konkretnych awantur – w dawniejszych czasach szalano na Śląsku, były ciekawe wyjazdy Cracovii czy Sosnowca. Był też głośny dym to Stoczniowiec Gdańsk (Lechia) kontra GKS Tychy (GKS, ŁKS, Zawisza i inni). Nie jest zatem tak, że całkowicie odstajemy na innych dyscyplinach, swoje robi też brak sektorów dla gości, na halach bądź lodowiskach. W każdym razie – to od nas zależy jak wyglądać będzie wspieranie „innych sekcji” i skala „piknikowości” na naszych halach. CSKA Moskwa i Panathinaikos Ateny to dobre przykłady.  

Ł.