30.11.10 Zimowy…redakcyjny optymizm.

W ostatnim okresie miałem nieco mniej czasu na pisanie, a to za sprawą kilku spraw na raz. Nieważne. W każdym razie teraz kaloryfer na ful, ciepły rosołek i jakiś felieton na spontanie. Może tym razem trochę lżej? Nadchodzi zima, a właściwie już nadeszła. Pełne, natychmiastowe pierdolnięcie. Wszyscy dookoła płaczą z tego powodu, a redakcja czytanego przez Was zina jest w świetnym humorze. Szybko robi się ciemno, wszechobecny monitoring miejski nie ma wszystkich jak na tacy, a często widzi tylko zakapturzone i „zaczapkowane” postaci. Sympatyczniej wraca się do domu na ciepłą herbę i rozkręca kaloryfery. Napadało dużo śniegu i będziemy mieli tradycyjną polską zimę – nie zaś wigilijny deszcz i chlapę. Oby. Kierowcą nie jestem, a więc niech się martwią motorniczy środków komunikacji miejskiej, którzy będą tradycyjnie wozić mój leniwy tyłek :-). No…może nie do końca to tylko ich zmartwienie, bo co drugi autobus przez matkę zimę … nie przyjeżdża :-). Postanowiłem jednak wszczepić w Was dawkę optymizmu. Nie tylko z powodu uwielbianych przeze mnie warunków atmosferycznych. 

 

Jedynym minusem zimy (nie licząc odrabiania godzinek na dworze :-) jest brak piłki nożnej i wyjazdów, które właśnie dobiegają końca na najbliższy czas. Ale po pierwsze: są sporty halowe, a po drugie można poświęcić się innym pasjom jak sport uprawiany (SW, siłka) bądź co tam kto lubi. Więcej będzie też miała z nas rodzina i najbliższe osoby, jeśli takowe mamy…No właśnie. Niedawno miałem defekt życiowy, ale minął niczym konflikt z ITI :-). Czyli ślad pozostawił, gdzieś tam uwiera – ale w gruncie rzeczy już go nie ma. Zniknął, ale… razem z drugą połówką…Życie. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.  

Redakcja Waszego ulubionego zina właśnie zorganizowała sobie owianego złą sławą „Sylwestra” z bratnią duszą, a więc może jednak Bóg istnieje? Bo będziemy robić rzeczy dobre (nie, nie to co myślicie zbereźnicy :-), taką mam przynajmniej nadzieję i nastawienie :-). Ale jako, że i ja i ona jesteśmy kibicami – mogą być ofiary w ludziach czy rzeczach. Jest radość – a niedawno był brak perspektyw. Przypomniała mi się sytuacja jak stałem wraz z…300 osobami na skonfliktowanej Żylecie i miałem podobne uczucie i malejące nadzieje… A nagle radości przybyło pod dostatkiem. Dopingowana także za pomocą rac Legia coraz wyżej, jest z kim się w razie czego poszwendać, z kim pogadać – zarówno o rzeczach poważnych i mniej poważnych. Ziomki, bratnia dusza płci damskiej…Normalne mecze! Nieoczekiwana zmiana miejsc! Życie jest piękne? A może jednak?  

Mamy za sobą w końcu normalną wyjazdową rundę. Mogła być zawsze lepsza, ale mnie ona cieszy – bujnęło się i to grubo. Do czego zmierzam? Chyba jednak mimo wielu niewątpliwych minusów naszych żywotów warto nabrać trochę optymizmu. Zarymować za D37: „Nigdy nie powiem że nie mam nic, mam rodzinę, przyjaciół (…tu wstaw swoją pasję) i po co żyć ”…

Chociaż (dalej za Dixonem): „Na ulicach ludzi mnóstwo, materialno DUCHOWE ubóstwo” – trzeba wierzyć, że jest ktoś kto Cię zrozumie i prędzej czy później, jeśli poczynisz jakieś kroki w tym kierunku i będziesz sobą – znajdziesz wsparcie. I to często w nieprzewidywalnym momencie, coś spada absolutnie z nieba. Zwroty akcji, nowe znajomości, koniec konfliktu…Nic nie trwa wiecznie. Na szczęście tyczy się to także niepowodzeń. Czasami trzeba czekać latami by doświadczyć tej ekstazy. Ale warto…

Tak – ten felieton oddaje ostatni nastrój redakcji, której należało się to po miesiącach prawdziwej, hardcorowej męki. Ale chyba też trzeba ją przeżyć żeby docenić potem rzeczy piękne i dające nowe natchnienie. I można to przełożyć zarówno na kibicowanie jak i życie codzienne. Dla mnie nie ma rozgraniczenia – Legia jest na tyle ważna, że nie będę stawiał kreski „Legia/ życie osobiste”. Legia jest częścią mojego życia osobistego, a wręcz kieruje wieloma innymi rzeczami…By było dobrze – musi nałożyć się kilka czynników.

Oj był ogromny ból jeśli chodzi o sytuację w naszym CWKS…Bardzo długie miesiące konfliktu z ITI, w pewnych momentach brak perspektyw i nadziei na lepsze jutro. Szarość i nijakość. Puste trybuny. Nagle – bum – „Boże chroń fanatyków”, „Łódź” i normalne wyjazdy. Są tacy, co narzekają, a dla mnie to najlepsza runda w życiu, nie tylko ze względu na komplet wyjazdowy (prócz PP we Wrocku…powód wyłącznie finansowy), ale i pod względem emocji. Powrotu Kró(L)a, klimatu, sensu życia…Bo to co było za ITI było raną dla serca – i można to nazwać ciągłym bólem, o którym zresztą – zarażony od dawna pasją pisania – robiłem konsekwentnie notki. Było ciężko. Ale przetrwaliśmy i wracamy… Raz…pod wozem, raz na wozie.

Tak samo w życiu osobistym…Nie będę wdawał się w szczegóły, bo to nie MTV, ale podobnie – skończyło się (w nieoczekiwanym momencie) dla mnie coś ważnego, a teraz po miesiącach (nie będę udawał) hardcoru w sercu i mózgu – nastała wiosna. Wraz ze śniegiem… spadła ulga…Paradoksalnie „wyszło słońce”. Nowa przyjaźń – tak bardzo każdemu potrzebna, nie ważne za jakiego chcesz uchodzić twardziela.

Ekstaza myślowa, którą można opisać tak: dwa w jednym: są jeszcze wartościowi ludzie i będą jeszcze klimatyczne mecze! Parafrazując znane powiedzenie – po jesieni zawsze nadchodzi piękna zima! I jak tu nie być – po tej rundzie piłkarskiej i…życiowej, optymistą? Może nim wreszcie zostanę?

Jak jest wyjątkowo źle – postarajcie się mimo wszystko wierzyć, dać sobie czas, nie uciekać w nałogi. Działać. Być sobą, nie udawać, nie lansować się i nie zmieniać tego co w Was najlepsze tylko dlatego, bo nie płyniecie z głównym nurtem. Główny nurt jest zazwyczaj chuja warty i porywa ludzi mało wartościowych. Stają się oni kangurami i skaczą z mody na modę. Egzystują tam gdzie jest wygodnie i na co lecą tłumy: sex shop, tuning, narkotyki, płytkie rozmowy i brak wartości. Oni nie zrozumieją, bo jak robi się źle – uciekną. Nie powalczą jak Legia z ITI bądź też jak dwoje wartościowych ludzi w sypiącym się kontakcie… Spierdolą w lekkość i przyjemność. Po co się męczyć…no bo jak. W MTV mówili, że wszystko jest dla nas, nie zaś my dla czegoś…No nie?

Niektórych przerasta bycie kimś innym więc odbijają od życia fanatyka i od fanatyków. A to fanatycy są gotowi do największych poświęceń, zmian i spontanicznych przeżyć. Do ciągłej wiary, że będzie lepiej! Jeśli nikt Was nie docenia to widocznie jeszcze musicie chwilę poczekać – być aktywnym i rozmawiać z ludźmi. Trwać przy swoim, bo nadejdzie lepsze – tak jak nadeszło dla Legii Warszawa i naczelnego :-). Przypadek z ITI powinien być dla nas lekcją życiowego optymizmu. I lekcją wiary w lepsze jutro. Także życzę każdemu by napisał kolejny, ale lepszy rozdział do swojego życia! Wejdźmy w 2011 na pełnej (przysłowiowej :-) kurwie…

Ł.