4.12.10 A właśnie, że jest co robić…

Wszędzie pojawiły się gwiazdkowe ozdoby, gdzie nie wejdziesz tam lecą z głośników amerykańskie gnioty oświadczające, że „są kristmas”. Wszelkie korporacje atakują nas świątecznymi promocjami, mamy kupować, kupować i jeszcze raz kupować. „Kupuj i konsumuj na potęgę – im mniej wiesz tym im to bardziej jest na rękę. To nie teoria spisku Mela Gibsona – to realia rynku, którego nie możesz pokonać” – jak rymował Leszek. Niestety. Trwa ogólne szaleństwo, a dziwaki z „facebooka”, czyli kolejnego wynalazku służącego do chwalenia się fotkami na tle morza i gór ponoć „walczą” by w święta leciał „Kevin sam w domu”. Heh…no tak, święta bez Kevina to nie święta, ale do cholery irytujący jest kierunek „walki” ludzi i to na co poświęcają czas. Walka o Keviny, taroty, konkursy, a także „wstępowanie do klubu miłośników piwa”. Świetnie. Rozrywka społeczeństwa przypomina mi nieco działalność „naszych” polityków. Tematy zastępcze, zajmowanie się sprawami nieistotnymi. No tak – uczą się od najlepszych. Fanatyk powinien mieć inne pomysły na spędzanie wolnego czasu – nawet w tak ciężkim okresie jak przerwa między rundami. Tym bardziej, że często hale innych sekcji naszych klubów stoją niemal puste! 

Nadchodzi okres piłkarskiego pustkowia i w związku z tym – z żalem oglądam na przykład film z derby Budapesztu w…futsalu, który dodali do sieci fani zielonych 2giego grudnia 2010. Dwie zapełnione widzami strony małej hali, po kilkuset kiboli obu ekip. Szał na tzw. inne sekcje. Fajnie…Szkoda, że u nas tak szybko to minęło bądź w ogóle nie narodziło się w takiej skali. Coś tam ostatnio Tychy pojeździły na hokej, ale to wyjątek…Brak jakiegoś pospolitego ruszenia.

Nasze hale hokejowe, koszykarskie – świecą kibolskimi pustkami albo przyciągają głównie młodzieżowców, którzy spragnieni są dopingu dla jakiejkolwiek, byle swojej drużyny. Trudno się z jednej strony dziwić czemu fanatycy, którzy nie unikają mocnych wrażeń często unikają sportów halowych – niewiele się na nich dzieje. Nie przyjęło się u nas to co na przykład w Grecji/ na Bałkanach gdzie gorąco wspierani są hokeiści, koszykarze, piłkarze…wodni, ręczni czy siatkarze…Może swoje robi również poziom? Gdyby koszykarze Legii, ŁKS, a nawet Górnika Wałbrzych grali w Eurolidze kosza? Kto to wie…Kręcenie się po hokejowym zapleczu (Legia, Bytom, Katowice…) nie sprzyja sportowym emocjom, podobnie II-III liga kosza. Siatka to już w ogóle w Polsce nie ma się czym poszczycić, garstka jeżdżących niby ultrasów to -nie to-… Poziom byłby jednak do przełknięcia – wszak piłkarze też nas nie rozpieszczają. Ludzie bujnęliby się na hale gdyby panował ogólny trend i rywalizacja. 

Różnica polega m.in. na tym, że my (Polacy) patrzymy na dyscyplinę sportu. Kochamy piłkę nożną – w większości tylko i wyłącznie. Taki Panathinaikos nie patrzy czy gra piłkarz, koszykarz – liczy się herb jaki nosi na koszulce. To samo na przykład Ruski: CSKA Moskwa i inne popularne kluby czy też fanatycy z Bałkanów. W Polsce ciągle myśli się kategoriami: na cholerę mam iść na jakąś halę, przecież tam nic się nie dzieje…Na dalszy plan schodzą barwy klubowe reprezentowane przecież przez koszykarzy czy siatkarzy. Sam złapałem się na tym, że często jesteśmy zażenowani innymi sportami, kiedy z kumplem śmialiśmy się na siatkówce naszego klubu gdy siatkarze po udanym secie klepali się niemal po tyłkach :-). To my Polacy. Grek czy Serb ma to gdzieś i zajęty jest fanatycznym dopingiem dla swojego zespołu…I o ile w wielu dziedzinach mogą się od nas uczyć to w tej gałęzi kibicowania – wspierania całego klubu, to my powinniśmy brać przykład…Na parkietach czy lodowiskach rywalizują często sportowcy, którzy dużo bardziej cenią sobie barwy klubowe niż jakaś solidnie opłacana gwiazdeczka z boisk piłkarskich…Warto o tym pamiętać jeśli naprawdę tak nam zależy na symbolu starej piłki – coraz częściej używanym przez polskich ultras. Symbolu nawiązującego do czasów kiedy liczył się sport, a nie sam poziom czy pieniądz.   

Ł.