24.12.10 „Mniejsze zło”, czyli obcokrajowcy na poziomie…

Sezon ogórkowy, plotki i ploteczki – pod sam koniec jak zwykle kilka transferów. Najprawdopodobniej anonimowych obcokrajowców, którzy tak jak letni zaciąg w większości okażą się sierotami. Jednak są w historii jednostki, które trzymały jakiś poziom…Mi się obcokrajowiec na poziomie kojarzy z Vukovićem – do pewnego wiadomego momentu gry przy Łazienkowskiej. Gol, wdrapanie się na płot Żylety – był klimat…Dzisiaj w Legii nie ma takich piłkarzy…Podchodzą gdzieś tam na bezpieczną odległość kilkanaście metrów od płotu…Fajnie jest jak chociaż zawodnik zachowuje się w miarę normalnie nie zaś jak Maciek Rybus czy Jakub Rzeźniczak. Zwykle raczej o pojedynczych piłkarzach nie piszę, bo są to zazwyczaj po prostu karierowicze i nic więcej, jednak dzisiaj będzie głównie o innego typu przykładzie „obcokrajowca na poziomie”. Oczywiście zachowując pewne proporcje, bo ideałem to by był Di Canio z pewnością, hehe. Tak czy inaczej – chciałbym napisać kilka zdań o Astizie, Miro i ogólnie o transferach zagranicznych. Odgrzewany, nieco poprawiony kotlet :-).

Wiadomo, że w sportowym, a tym bardziej piłkarskim światku zagranicznych transferów już nikt i nic nie zatrzyma, mała nadzieja jest tylko taka, że uda się kiedyś tam wprowadzić limity obcokrajowców w, co coraz mniej wierzę. Dlaczego? Bo wątpliwym jest by żydowska Unia Europejska pozwoliła na taką „dyskryminację” jak ograniczanie miejsca pracy obywateli tejże Unii. A, jakby były ograniczenia obcokrajowców w lidze, nie dotyczące jednak obywateli Unii to mielibyśmy…wysyp obywatelstw przyznawanych obcym równie łatwo jak Rogerowi.

Tak więc mała (w sumie żadna) jest szansa, by zatrzymać proces masowych transferów zagranicznych – tym bardziej, że ceny za Polaków są zbyt wysokie. Nawet kolega towarzysza Waltera, dawny „transferowicz” Mirosław Trzeciak powołał się na dyskryminacje, kiedy to Młodej Odrze przyznano walkowera po meczu z Młodą Legią, gdzie występowało za dużo obcokrajowców w drużynie z Warszawy. Działaczy z zapędami Mirka jest zapewne więcej…

W takim wypadku – istnieje w moim „nieobiektywnym pojmowaniu świata” mniejsze i większe zło. Jako zwolennik Polaków w składach chciałbym oczywiście by Legia była polska, by skupiono się na szkoleniu młodzieży, a nie na sprowadzaniu „taniej siły roboczej” (no, w sumie ostatnio nie takiej taniej) zza granicy. Jako, że jest to niemożliwe – zagraniczne transfery dzielę subiektywnie na lepsze i gorsze. Tym lepszym jest ktoś taki jak wdrapujący się na płot, utożsamiający z klubem Vuko, ale i np. taki Inaki Astiz z Hiszpanii. Dlaczego ten drugi?

Jest przede wszystkim dobrym jak na warunki polskie zawodnikiem, więc można powiedzieć, że było warto go sprowadzić, nie jest to kasa wywalona bezpodstawnie w błoto. Po drugie jest biały i…prowadzi normalny tryb życia. No i prezentuje sobą pewien poziom, można o nim powiedzieć, że jest ułożonym człowiekiem szanującym też coś innego niż pieniądze (co ma w zwyczaju większość „gwiazdek”). Różni się od innych piłkarzy, na przykład tym, że nie oszalał w Stolicy, jako obcokrajowiec nie jest tematem tanich sensacji z kolorowych gazetek. Bo kolorowe gazetki to lubią pisać o kimś takim jak kiedyś Guliano, Yahaya, Elton i inne dzikusy, które bardziej od gry w piłkę pokochały warszawskie bary i imprezy.

Dobrze jeśli piłkarz jest trochę pierdolnięty, często pozytywnie przekłada się to na boisko, ale pewnej granicy nie można przekraczać (np.: Kamil Grosicki). Kolorowe szmaty o Inakim pisać nie mają po co, bo ten zamiast do trendy galerii (jak np. według „Fucktu” przymierzany tu znowu Burkhardt) woli wsiąść w auto i pojechać…zobaczyć Auschwitz, zapoznać się z życiem polskiego pianisty, pojechać zobaczyć kultowe w Polsce miejsca jak Sopot, czy krakowska starówka. Do tego potrafi pojechać poznawać Polskę…tuż po meczu Legii. Jak to się ma do tego, że część zawodników woli iść nachlać się piwa do jakieś „cool dyskoteki”? No właśnie.

Bardzo ważne dla mnie jest też to, że obrońca podkreśla, iż naszą kulturę, historię szanuje i nie ma zamiaru się w nią mieszać, negować – po prostu ona go fascynuje! Jak mówi Inaki: „Kiedy jesteś w jakimś miejscu, to trzeba spróbować je poznać. Odkrywanie innych kultur i obyczajów jest fascynujące”. Podkreśla, że to kultura inna, szanuje ją, ale jest cały czas obca – to przeciwieństwo mało wartościowego według mnie Rogera, próbującego swego czasu wkręcać nam kit na łamach prasy dla dziewcząt, że jest Polakiem i wszystko tu jest mu bliskie. W Astizie widzę postawę godną białego człowieka, kochającego swoje miejsce urodzenia, ciekawego innych kultur, wrażliwego na prawdziwą sztukę. Swoją osobą powoduje jakiekolwiek pozytywne wrażenie, czego raczej brakuje w osobistym życiu obecnej drużyny Legii.    

Kiedy jakiś czas temu skończyło się roczne wypożyczenie Inakiego i piłkarz wrócił z powrotem do Hiszpanii, mówił: „Dziękuję za tę szansę” – po czym różne media donosiły o tym, że Astiz robi Legii w Hiszpanii pozytywną reklamę. Działacze z Łazienkowskiej długo przekonywali piłkarza by został w Warszawie, jednak postanowił on spróbować powalczyć o miejsce w składzie w swojej Osasunie, bo niby miał wtedy taką szansę. Astiz mówił: „Proszę mnie zrozumieć, wychowałem się tam, zawsze marzyłem o tym, żeby grać dla Osasuny. Teraz otrzymałem szansę i chcę ją wykorzystać”. Jak dla mnie – sprawa jasna. Ostatecznie celu nie udało się zrealizować, więc chciał wrócić do Legii gdzie miał miejsce w podstawowym składzie i zasługiwał na nie. Dyrygowana przez niego obrona dała sobie strzelić najmniej bramek w całej lidze (inna sprawa, że sporo tych bramek do szczęścia zabrakło, ale to już nie wina obrońcy, a przynajmniej nie w pierwszym rzędzie).

Wieści o transferze Inakiego do Legii przyjmowałem z zadowoleniem także z innego powodu i znowu muszę użyć hasła „mniejsze zło” (trzymając się tego, że po pierwsze powinni grać w Legii Polacy!). W jego miejsce miał być sprowadzony kolejny ciemnoskóry, czyli Hernani z I ligowej Korony Kielce (300 tysięcy). Kiedy pojawiła się opcja sprowadzenia Astiza – z murzyna zrezygnowano. Sto razy wolę Hiszpana, nawet mając na uwadze, iż po transferze prezentuje się nieco gorzej (choć i tak był wybierany do jedenastek kolejki). A o Hernanim znowu mówi się w kontekście Legii…I znów ma go jednak wyprzeć (według plotek prasowych) jakiś biały. Zobaczymy. W każdym razie znowu może zadziałać zasada „mniejsze zło”.

Najgorsza jest po dokonanych transferach sytuacja – kiedy jeden z drugim zarabia kupę kasy, a śmieje się nam w twarz oszukując kibiców brakiem ambicji na murawie i niesportowym życiem w mieście, szczególnie przy fatalnych wynikach czerwono- biało- zielonych. Pisałem parę razy, że w piłkarzach cenię charakter. Swoje zalety będzie miał dobrze grający gracz pierdolnięty, swoje ma też Astiz, tylko, że w drugą stronę – jako spokojny człowiek. Mam nadzieję, że pochopnie go nie pochwaliłem i nie zawiedzie mnie jakąś deklaracją, że wspiera hiszpańskich socjalistów bądź imprezuje z sepleniącym Maćkiem :-). Z drugiej strony: co robi tu Antolović? Wydać kasę na obcokrajowca i poświęcać czas na szkolenie go? Nie lepiej owy czas przeznaczyć na utalentowanego Polaka?

Przykładem dobrego gracza zagranicznego jest też Miro Radović, szczególnie w minionej rundzie. Mimo, iż wielu (w tym ja) spisało go na straty – znalazł w sobie ambicje, podniósł się i znowu stanowi o sile Legii! Mało tego – dobrze wypowiada się o nas, a także mobilizuje kolegów by zapierdalali za barwy. O Serbie pisałem już jednak w innych notkach – stąd ograniczę się do wspomnienia o nim. No, ale ludzie z Bałkanów zazwyczaj doceniają też inne rzeczy niż kasiorę. Bo to wartościowy region… 

Cały czas czekam na transfery, na zawodników, którzy będą utożsamiali się z Legią, z Żyletą – będą mieli w sobie trochę fanatyzmu i pozytywnego wariactwa. Tego potrzeba tej drużynie. Jest zdecydowanie zbyt metroseksualna i przypadkowa. Jeśli jednak mają tu trafiać tacy, którzy wolą zachowanie „profesjonalisty”, a nie ulubieńca kibiców to lepsze to niż banda oszołomów z podwarszawskiej dyskoteki…Oby to okienko transferowe było udane i obyśmy spotkali się w maju na starówce! Legia Mistrz!        

Ł.