19.08.10 KOCHASZ, NIENAWIDZISZ – CZUJESZ ŻE ŻYJESZ!

Jakoś nie mogę się ostatnio rozluźnić (niczym sędzia Stefański). Jestem spięty jak Cabaj w 94’ minucie meczu z Legią i redaktor weszlo.com komentujący to później jako okradzenie Cracovii (?!). Poszukiwanie sensownej roboty, rozkminy „Shreka 4”, bo Fiona miała chyba przejawiać jakiekolwiek odruchy ludzkie – tymczasem została ogrem w najczystszej postaci. To wszystko nie przekłada się pozytywnie na „Drogę Legionisty” i zamiast pisać Wam o tym, że Manu jest fanem reagge, a Rzeźniczak za narzeczoną ma wokalistę Tokio Hotel (kto ma wiedzieć ten wie) – znów karmię Was jakimiś obrazkami przemocy ze wschodu i opowiadaniem o tym jak 5 tysięcy facetów skacze bez koszulek na „widowni” stadionu, który miał być w założeniu teatrem. Chwileczkę…ale tak było chyba od zawsze :-). Nie ważne – pani psycholog, feministka i Ewa Drzyzga, i tak powiedziałyby, że to odreagowanie stresów i niepowodzeń. A przecież to…samo życie po prostu.

„Faszyści” tak już mają. I mimo, że Muniek z T.Love śpiewał, iż „nie mam mówić, że nienawidzę” to chyba jednak muszę. Bo nie nienawidzić to tak jakby nie kochać, nie czuć w ogóle. Równowaga musi być zachowana: każdy ma coś co kocha i coś czego nienawidzi. „A kiedy przyjdzie na Ciebie czas – a przyjdzie czas na Ciebie”, śpiewało z kolei De Mono. Na Muńka też przyszedł czas i…nienawidzi faszystów, którym to poleca nie nienawidzić. Muniek może, a faszysta (który z włoskiego założenia ma po prostu kochać kraj) nie? Przyznacie, że jest to trochę porąbane. W każdym razie nie przejmujcie się, że nie lubicie Cracovii Kraków, sąsiadki, byłej kobiety bądź szefa. Nawet pacyfista, który śpiewa Wam, że macie nie nienawidzić – nienawidzi. Bo by nie nienawidzić musi sobie często zapalić jakieś specyfiki…a zatem chemią (bo przecież nie krzakiem…) zwalcza naturę. Ucieka w fazę i pieprzy, że w gruncie rzeczy jest fantastycznie. Tak jak mawiał Boguś Linda – świat na trzeźwo jest nie do wytrzymania…Ale wtedy jest cholernie prawdziwy! I bez nienawiści się nie obejdzie…

Człowiek to drapieżnik i tak jak inne zwierzęta – warczy gdy ktoś atakuje jego bliskich, bierze żarcie i zabiera niezależność. A więc nienawiść do zabierających jedzenie, marnie płacących pracodawców, polityków i wyzywających Twój klub osobników jest jak najbardziej naturalna. Nie tłumiona w sztuczny sposób powoduje czasem trochę zepsucia w „nowym wspaniałym (utopijnym) świecie” gdzie wszystko ma być piękne, równe i przyjemne. A kiedy „nienawistnik” wprowadza chaos do idealnego tęczowego organizmu – zostaje od niego w pewnym sensie odizolowany. Taki już widocznie nasz los. „Pokorni” przyjmują wszystkie zadane im ciosy na klatkę i żyją tak jak ich System kieruje.  

Każdy naprawia świat po swojemu. Nawet powiedzieć „pierdolę wszystko” i zapalić jointa to wpływanie na rzeczywistość, otoczenie. Bo jakbyś się nie zachowywał to manifestujesz sobą swoje spojrzenie na świat, mogąc zarażać nim innych. A życie goni. Nawet do zaszytego w lesie samotnika przyjdą w końcu z kamerami, a wcześniej on sam pójdzie do dentysty :-). Tak więc apolityczność, izolacja – dzisiaj nie istnieją. Tak samo jak nie istnieje pacyfizm, bo pacyfista ma niedaleko siebie antypacyfistę, którego nie cierpi. Wszyscy jesteśmy więc  częścią tej walki, czasami możemy być narzędziem, czasami motorem napędowym ewentualnych zmian. I choćbyśmy nie wiem jak się starali olać to wszystko: i tak przyczyniamy się swoją postawą do budowy jednego ze światów wokół których skupieni są aktywiści.

Palący na ławce blanta jest częścią manifestu jakiejś grupy (na przykład tych od legalizacji), modlący się codziennie w kościele nie będzie chciał usuwania krzyża ze szkół i nawiążą do niego obrońcy…Pedał, który chce chodzić za rękę może zostać zaatakowany przez nacjonalistę, a patriota idący 11 listopada z polską naszywką – przez anarchistę. Pragnący pokoju, siedzący na ławce lewak z irokezem może dostać z glana w pysk od skinheada, a „przykładny obywatel”, dla którego istnieje tylko praca będzie obiektem pogardy dla ludzi żyjących dla pasji…Ci zaś zostaną w końcu i tak wchłonięci przez System, który wymaga od nich płacenia podatków. Można by tak bez końca. Świat jest strasznie popierdolony. Nigdy nie wiesz czy podporządkowując się do jednej jego strony, nie pogarszasz swojej sytuacji w drugiej. Trudno wybrać, nieliczni to pośrodkują. Fanatycy nie potrafią.

Zawsze jest dobry czas do pofilozofowania…Tak naprawdę nie wiem do końca w jakim celu. Chyba budowania jakiejś siły do walki. Może jutrzejszy dzień będzie lepszy. Jedno jest pewne: na bank pełny nienawiści, miłości i adrenaliny. Naturalnych uczuć WOLNYCH ludzi. Legia jedzie do Wrocławia, a wraz z nią my kibice. I czujesz, że żyjesz, a to jest chyba w tym wszystkim jedynym wyjściem.

Ł.