7.09.10 „ELEGANCJA FRANCJA” (CZĘŚĆ 8). PARYŻ JEST MAGICZNY.

Dotychczasowe części z cyklu „Elegancja Francja” dotyczyły zazwyczaj kibiców PSG i ich historii. Francuz opisywał głośne awantury z udziałem PSG, a ja pisałem nieco o podziałach wśród paryskich kibiców. Dzisiaj będzie niemałe odstępstwo od normy. Otóż na opis Paryża zdecydowała się Karola, którą poprosiłem o ogarnięcie w tekst swojej wizyty w stołecznym mieście Francji. Po krótkiej „walce” – zgodziła się :-). Artykuł o Paryżu uzupełnia 39 zdjęć wrzuconych na „Droga Legionisty” e-zine, wszystkie autorskie i nie publikowane nigdzie indziej. Warto zobaczyć. Bo Paryż jest magiczny – mimo, iż nieco – patologiczny…

Ł.

W książce Stephen`a Clarke`a „Merde! Rok w Paryżu” można przeczytać: we Francji żarcie jest świetne, kobiety nie przestrzegają politycznej poprawności, a w dodatku noszą ekstra bieliznę. Prawda? Otóż gówno prawda. Dzieje się to między innymi poprzez fakt jeden, ale podstawowy. W okresie wakacyjnym ciężko dostrzec Francuzów, a już kompletnie ich nie widać w Paryżu. Więc co można zobaczyć w Paryżu na pierwszy rzut oka? Zamiast dobrego żarcia są opakowania po żarciu, których jest nazbyt wiele, a ekstra bielizna Francuzek została zastąpiona aparatami i kamerami turystów. Jeśli chodzi o opakowania to brud wynika nie z braku osób sprzątających, a zbyt wielu śmiecących. Żeby miasto nie zamieniło się w wysypisko śmieci wprowadzono system hydrantowy, czyli na rogach ulic umieszczone są właśnie owe hydranty. Woda spływając rynsztokiem zabiera śmieci na wycieczkę do studzienek umieszczonych na końcach ulic. Przyznam, że dość oryginalne. Irytuje mnie jednak fakt, że prościej wylewać hektolitry wody na ulice niż zmusić ludzi do wrzucania odpadów do koszy, których jest mnóstwo. Francja nie należy do oszczędnych państw…

Nie nasz problem, więc proponuje wyjaśnić na początku jaką funkcje pełni ślimak we Francji. Otóż oprócz tego, że zaraz po żabich udkach króluje w menu to tworzy wzór dla rozkładu dzielnic. Jest ich dwadzieścia. Wszystkim nie udało mi się niestety w tydzień przyjrzeć. I w tym momencie dla własnego pocieszenia zaufam stwierdzeniu ,,co za dużo to niezdrowo”, a z drugiej strony to zaś znak, że trzeba tutaj wrócić co najmniej jeszcze raz. Nie będę ich opisywała po kolei bo byłoby to nudne. Zapraszam na moje przemyślenia, spostrzeżenia, fascynacje i rozczarowania.

Montmartr – Osiemnasta Dzielnica, bielutka niczym śnieg świątynia Sacré Coeur. W tym miejscu można się zapatrzeć na białe dachy Paryża i dotknąć czubkiem głowy nieba. Przynajmniej takie ma się wrażenie. Co do nieba jest ono nad wyraz zachwycające, a dzieje się to za sprawą budynków. Są one mniej więcej jednej wysokości co sprawia wrażenie jakby niebo było niżej. W Polsce to chyba tylko na wsi można zobaczyć taki efekt. Wracając do Montmartru to miejsce gdzie można spotkać wielu artystów. Ludzie przychodzą pokazać swoje talenty: muzyczne, plastyczne, akrobatyczne, a nawet spotkałam tam człowieka, który na głowie trzymał wazon, żonglował piłeczkami i poruszał rytmicznie nogami. Proste? Może i tak… pod warunkiem, że nie robi się tego jednocześnie. Co do samego wejścia na to piękne wzgórze – to są dwa sposoby. Kolejka linowa albo z tzw. buta. Druga opcja wydała mi się bardziej sensowna. Po dotarciu do celu nie mogłam powstrzymać się od uśmiechu … To takie miejsce, które wywołuje motyle w brzuchu.

Niebanalny był również dla mnie rejs Sekwaną. Rozpoczynał się spod wieży Eiffla, a kończył pod katedrą Notre Dame i z powrotem. Oprócz możliwości przyjrzenia się zabytkom w końcu na spokojnie z innej perspektywy, niezakłóconej ulicznym ruchem, można było posłuchać co nieco o nich. Posłuchać? Miasto turystów w końcu. Przy każdym siedzeniu przymocowane były słuchawki, wielkie niczym stary model Nokii. I tu się zdziwiłam. Na słuchawkach były numerki od 1 do 8, z których każdy oznaczał inny język. Nagle słychać na statku głos mężczyzny opowiadającego o tychże numerkach. Przy 4 zaczęłam się obawiać, że jesteśmy mniejszością, przy 6 denerwować , a przy 8 cieszyć. Jest i wersja polska :-). Nie zapomnieli o Nas chociaż na statku, bo na wycieczkowych autobusach bez dachów – niestety tak.

Piękno rejsu dopełniał zachód słońca w oddali oraz francuska, romantyczna muzyka. Atmosferę tworzyli również ludzie będący na brzegu. Przyjaźnie nastawieni krzyczeli bonjour i machali do płynących turystów. Ludzi było mnóstwo, bo akurat była niedziela wieczór. Tango na brzegu, palmy w donicach, pikniki rodzinne , nie marzyć – jechać!

Pewnie słyszeliście o niesamowicie rozwiniętej komunikacji w tym mieście? Otóż gdybyśmy my mięli taką komunikacje wstawalibyśmy do pracy godzinę później. Paryskie metro jest rewelacyjne: liczy 14 linii, ma długość 221,6 km, posiada 380 stacji. Średnio co 2 minuty przyjeżdża na stację. Także nawet nie trzeba posiadać zegarka :-). Wsiąść do metra należy sprawnie, bo po ok. 15 sekundach drzwi się zamykają. Ludzie podróżujący tym środkiem komunikacji wyglądają jak figury woskowe, nieruchomi, nie czytający gazet, nie rozmawiający…. ale do czasu kiedy wchodzę i wzbudzam w nich jakieś poruszenie. Przez kilka dni zastanawiałam się o co im do cholery chodzi? Osobiście postawiłam na kolor włosów, ale to tylko moje przypuszczenia. Może rude włosy coś oznaczają? Chyba nie chcę wiedzieć. Utkwiła mi w głowie pewna sytuacje kiedy to małe, czarno-czarne dziecko wlepiło we mnie swoje białe ślepia. Miało minę jak gdyby zobaczyło…. Szczerze to ja nie wiem co dla nich jest dziwne, więc porównania nie będzie, heh. Wracając do murzynka – zachowywał się jakby go ktoś zahipnotyzował, spoglądam na niego żeby go speszyć, a on nawet nie drgnie. Czasami bym chciała siedzieć w czyjejś głowie …

Poza metrem funkcjonuje tu TGV – rodzaj francuskich elektrycznych pociągów pasażerskich, osiągających w regularnej eksploatacji prędkości do 320 km/h oraz RER – regionalna sieć kolejowa wokół aglomeracji paryskiej. To właśnie tym środkiem transportu wracałam do hotelu prowadzonego przez … Chińczyka znajdującego się na północnym zachodzie Paryża. Pewnie zastanawiacie się jak wygląda sprawa biletów i ile kosztuje taka jazda? Nawet jeśli nie to dwa słowa na ten temat. Nie są to małe koszta, tym bardziej, że miałam syndrom przeliczania euro na złotówki co wcale nie było korzystne. W każdym bądź razie Polak potrafi i już po kilku dniach jeździliśmy (nie byłam tam sama ) za darmo. Omijanie barierek, wchodzenie wyjściem i kupowanie biletu do pierwszej stacji. Przynajmniej jest co wspominać :-).

Serce Paryża – z pewnością to indywidualna sprawa. Dla mnie sercem Paryża jest Łuk Triumfalny. Bije stąd magia. Dlaczego? Pojedźcie i sami się przekonajcie. Sami odpowiedzcie sobie na pytanie: Gdzie Paryż ma serce ?! „To miasto ma poezji smak…. Mogę błądzić tu bez tchu” – śpiewa Legion w piosence pt: ,,Ostatnie tango w Paryżu”. Nie omieszkam się nie zgodzić. Łuk Triumfalny to miejsce gdzie zawsze widoczny jest zachód słońca, przepiękny zresztą. Czy może być coś piękniejszego? A i owszem. Wybrałam się na w to wyjątkowe miejsce po zmierzchu. Trochę wysiłku, do pokonania kilkadziesiąt/kilkaset (?) schodków (biegłam tam tak szybko, że nie mam pojęcia ile). Po 5 minutach jestem. Od razu przybrałam odpowiednio bezradny wyraz twarzy, co nie było trudne. Kopara opada w dół, gały wychodzą na wierzch, a serce pęka z zachwytu (na szczęście nie chodzi o serce Paryża)… Uwaga 5 minut dla czytelników na zabukowanie biletu do Paryża … Już? Kowalski Ty też? No to „jedziemy” dalej.  Po tej chwili zachwytu, może dwa słowa odnośnie samej budowli, które wyjaśnią dlaczego właśnie tu czułam się najlepiej.

Na Łuku wyryto nazwiska 386 oficerów napoleońskich, w tym siedmiu Polaków. Są to : gen. Józef Grzegorz Chłopicki, gen. Jan Henryk Dąbrowski, gen. Karol Otto Kniaziewicz, gen. Józef Feliks Łazowski, marsz. Francji, książę Józef Antoni Poniatowski, bryg. Józef Sułkowski oraz gen. Józef Zajączek. Na pamiątkę napoleońskich zwycięstw wyryte są także nazwy czterech polskich miast, są to: Gdańsk, Ostrołęka, Pułtusk, Heilsberg – Lidzbark Warmiński. Łuk ma prawie pięćdziesiąt metrów wysokości i w zasadzie jest całkiem solidną budowlą, a nie skromnym łukiem. Wzniesiono go na polecenie Napoleona, który postanowił w ten sposób uczcić swoje zwycięstwo nad Rosjanami i Austriakami w bitwie pod Austerlitz w 1805. Dzisiaj łuk stoi okrakiem na wysepce pośrodku największego ronda w Europie, znanego pod nazwą Place de l`Etoile, czyli plac Gwiazdy. Rondo ma dwanaście zjazdów i średnicę ponad pół kilometra. Jest znacznie bardziej imponujący niż na pocztówkach.

Na rogach ulic znajdowały się typowe dla Paryża knajpki: na chodniku stały okrągłe stoliki o marmurowych blatach, przy nich wiklinowe krzesła, a wszystko tkwiło w granicach przeszklonej werandy wystającej z budynku. Rzadko krzesła można było zastać wolne, a to za sprawą popijających lokalne wino oraz delektujących się nikotynowym dymem ludzi.

Tak sobie pomyślałam, że mogłabym stworzyć 10 przykazań, które opiszą moje spostrzeżenia po tygodniowym pobycie dotyczące tego miasta. Oto i one:

1.Jeśli mówisz ich językiem, wiedzą, że nie jesteś turystą.

2.Czerwone światło jest stworzone dla ludzi, którzy maja mnóstwo wolnego czasu.

3.Ludzie, którzy żyją i nie byli w Paryżu tak naprawdę nie żyją na 100%.

4.Tutejsi bezdomni śpią w białej pościeli.

5.Życie nocne w Paryżu zaczyna się w momencie kiedy u nas się kończy.

6.To miasto wciąga.

7.Może nie wszyscy Cię tu kochają, ale masz święty spokój i robisz co chcesz.

8.Wieża Eiffla jest stanowczo przereklamowana !

9. Prezydent Francji François Mitterrand miał gust dostawiając piramidę przed Luwrem.

10.We francuskim Casino, nie uskutecznia się hazardu. Wspólną cechą polskiego Casino z francuskim jest strata gotówki. Dobra, dobra już wyjaśniam :-). To sieć supermarketów.

Chcę jeszcze napisać o sprawie dla mnie istotnej, obok tego nie da przejść się obojętnie. Mowa o muzułmanach, których jest … o wiele za wiele. Zaśmiecają ulice szczególnie na przedmieściach. Ubrani w kolorowe szaty z pozasłanianymi twarzami czują się tutaj jak u siebie. Miałam okazję na nich natrafić w drodze na stadion narodowy Francji. Znajduje się na północ od Paryża. Urządziłam sobie dłuuuuugi spacer po przedmieściach. W pewnych momentach najprzyjemniej nie było. Każdy jeździ jak chce, chodzi jak chce, a w dodatku to miejsce gdzie ciężko spotkać białego. Jednym słowem brud, smród i ubóstwo. To był piątek. Muzułmanie pędzili z … dywanami. Zbuntowałam się w duchu. Zaczęłam się zastanawiać co za święto mają. Teraz już wiem, że biegli na publiczne modły. Z pewnością by pokazać swoją wyższość. Mam nadzieję, że kiedy wrócę tu następnym razem francuski naród nie zostanie wyparty przez muzułmański.

Oprócz narodowego stadionu Francji udało mi się przyjrzeć z bliska PSG. Oby dwa są potężne i robią wrażenie, ale czuje niedosyt. To tak jakby dziecku pokazać zabawkę i nie dać nawet dotknąć. Kolejny powód żeby tutaj powrócić. Zobaczyć stadion od wewnątrz, a najlepsza okazją będzie mecz :-).

Na początku była lawina zachwytu to dla równowagi kolejny minus. Afryka dzika przywędrowała. Jest obecna pod każdym zabytkiem : Wersal, Luwr, wieża Eiffla. To najbardziej okupowane miejsca przez ciemnych, którzy sprzedają szajs w postaci wieży Eiffla. Różne rozmiary, różne kolory i można się targować. Wchodzą do tyłka. Zaczynają „proponując” 5 sztuk  = 1 euro, a kończą czasami przy ponad 10 sztukach za tą samą cenę. Transakcja, kupno i sprzedaż. Żeby wcisnąć ten bubel turystom nauczyli się po kilka imion z różnych krajów. Mylą jeszcze nas z Czechami, ale za rok może dwa dojdą do perfekcji. W życiu  nie zawsze jest z górki. I chwała za to. Co jakiś czas są interwencje policji, która to aresztuje afrykańców rekwirując im szajs, dokładając mandat. Kilka razy byłam świadkiem takiej akcji, ale to chyba nic nadzwyczajnego.

Kończąc pozytywnym akcentem posłużę się stwierdzeniem : Nigdy nie jest idealnie, ale zawsze fajnie.

KAROLA