5.11.10 NIE OCZEKUJĘ CZARÓW, PO PROSTU DAJ MI ŻYĆ…

„Kierowniku mogę robić wszelkie zmiany i kombinacje. Dniówki 12 godzin, nocki, niedziele, święta byle tylko mieć te 3 wieczory w tygodniu wolne…” – tak wyglądał początek mojej rozmowy z kierownikiem, ponad rok temu. Nic nie dodaje dla wzmocnienia efektu. Powiedziałem, że mam 3 razy po 2 godziny praktyk ze studiów bo gdybym powiedział prawdę, – że mam 3 treningi – wyśmiałby mnie w twarz. Praktyki jednak też nie były mile widziane…Mimo, iż w firmie pracowało ponad 200 osób i z ustawianiem zmian nie powinno być większych problemów (i tak naprawdę nie było). Tym bardziej, że zgłosiłem dyspozycyjność na zmiany nocne (naprawdę hardcorowe 12 godzin – praca fizyczna i umysłowa naraz), na które najczęściej brakowało chętnych bądź ludzie brali L4…

Kiedyś wróciłem busem z wyjazdu i szedłem z niego prosto do pracy na taką, opisaną tu nockę…Idzie przeżyć – byle mieć możliwość. Kilka razy się udało załatwić zmianę, ale żyłem z dnia na dzień. Codziennie człowiek wstawał zestresowany godzinę przed pobudką czy dostanie wolny wieczór (Nie tydzień! Nie dzień! – wieczór!) i będzie mógł iść na ukochany trening. Znienawidzony (tak!) przez pracodawcę, bo ma jakieś ambicje…Większe niż dostać wypłatę i iść na piwo. Dla Heńków z brzuchami jesteśmy jednak kosmitami. Dziwakami i…podjazdami, ściemniaczami. Szkoła, praktyki? Niby pokolenie PRLu, nic nie mieli to dziwią się, że nam jest coś więcej niż flaszka potrzebne do życia…Problem jednak nie skończy się gdy wyginą…Niestety…rośnie nowe pokolenie.

Nie Heńków z brzuchami, a nowoczesnych metroseksualnych karierowiczów z typowo korporacyjnymi hasełkami na opalonej solarką twarzy. „Doskonałych uczniów”, którzy najpierw stali się niewolnikami, by awansować i robić niewolników z innych ludzi. Typowe świnie patrzące na człowieka przez pryzmat stanowiska, bez zasad i ludzkiego (że tak powiem „solidarnościowego”) przymknięcia oka. Working Class potrafi przymykać oko…a mimo to budynki stoją i się nie zawalają. Szczury w garniakach „dbają o firmę” – a tak naprawdę powodują, że ten świat jest nie do wytrzymania. Ja nie wytrzymałem…wylali mnie za kłótnie z przełożonym po 2 latach pracy w firmie. A właściwie sam się wylałem, bo po powiedzeniu co myślę zabrałem rzeczy i zostawiłem go z robotą na ukochane 12 godzin…Czułem się taki wolny, Artur Boruc byłby ze mnie dumny :-). A tak na poważnie…  

Są to ludzie z innej planety, robocopy, predatory, obcy. Każdy poczuje się przy tych dziwakach stawianych za przykład jak leń. Szkolenie do innej pracy. Tydzień szkoleń po około 10 godzin dziennie…Bez dnia przerwy. Gdzieś pośrodku jeden z prowadzących opowiada nam z dumą jak awansował. Siedział w delegacji po 12 godzin w pracy, a potem szli z ekipą na miasto wypić. I od rana znowu 12 godzin…Oto zadowolony z siebie „hardcorowiec”…Przykład mężczyzny dla wymalowanych dziwek. Nawet kibol (w mojej osobie) nie musiał tego komentować…”To da się tak żyć?” – spytała z wykrzywioną twarzą jakaś laska wyglądająca na inteligentną. Pomyślałem sobie odpowiedź – na moje, nie da się…On stwierdził, że oczywiście – jak najbardziej. I było nawet fajnie…Ja nie chcę sobie czegoś takiego udowadniać i jeszcze się tym chwalić. Wolę sobie coś udowodnić na sali treningowej, na stadionie, manifestacji politycznej…Co to za „hardcore” przesiedzieć życie w robocie?  

Masz być dyspozycyjny najlepiej 24 godziny na dobę. Za najniższą krajową. Niewiele można zaplanować…A jeśli już masz jakąś pasję – kierownik patrzy na Ciebie jak na dziwoląga. Pasję? Że co kurwa? Treningi? Mecze? Zapomnij…Skończyłeś 20 lat i masz zapierdalać, skończyły się czasy szkolne. Taka jest niestety rzeczywistość większości polskich zakładów pracy. „Trzeba było się uczyć”? Uczę się, niedługo kończę studia. I co? I chuj.

Po ulicach snuje się wielu buntowników, którzy doskonale opanowali ściemy u lekarzy i inne wałki :-). System mi robi wałek – ja robie jemu, proste. Dlatego ich rozumiem i nie stawiam na równi z żulami – nierobami. „Nie oczekuję czarów po prostu daj mi żyć” – jak rymował O.S.T.R. Ambitni ludzie rozpychają się łokciami, bo chcą czegoś więcej niż bycia niewolnikiem 3 zmian…Znam wielu ludzi na poziomie, którzy nie mogą pogodzić się z myślą zostania mrówką. Zresztą co jakiś czas pojawia się temat własnego biznesu…Byle nie robić dla jakichś korporacyjnych palantów, którzy wmówią Ci, że jesteś patolog bo chcesz ćwiczyć i kibicować. Albo nawet jesteś dziwak, bo chcesz się uczyć. Studentów to oni nie potrzebują, nawet zaocznych – bo co jakiś czas będą (a to dranie!) wymagać wolnego weekendu. A jeśli już przyjmą to robią Ci łaskę, że są zajebiście tolerancyjni. Możliwość nauki i pracy to przywilej.

Tak – to powszechne, ale nie oznacza to, iż taki świat jest dobrze skonstruowany. Że to normalne. Ba – jest skonstruowany destrukcyjnie. Niszczy człowieka z ambicjami, sprowadza do poziomu tego bez ambicji. Nazwijcie mnie naiwnym, chociaż już dwudziestoparoletnim buntownikiem – będę głośno o tym mówił. Nazywał rzeczy po imieniu. I nie wmawiał sobie, że cieszy mnie dyspozycyjność kosztem pasji. Trzeba podjąć rękawice w starciu ze światem. Nawet jeśli to szalone. 

Chciałbym JAKĄKOLWIEK pracę na jedną zmianę – niech to będzie nawet 7:00 -17:00, ale pozwalająca coś zaplanować. Szukam i znaleźć nie mogę…A czy dużo wymagam? W tych czasach liczą się tylko znajomości. A zatem za pośrednictwem tego zina pytanie do znajomych…Macie coś, co pozwoli i zarabiać i żyć?

Ł.

„Jaki będę jutro? Na pewno zmieniony – bogatszy o doświadczenie i bez kabony. Za to doceniony za wkład jaki daje – szacunek od ludzi za pasję dostaje!”