18.12.10 Chaotyczny felieton przedświąteczny :-).

Oj niewiele ostatnio czasu na pisanie. Czas trochę nadrobić – czego skutkiem będzie chaos :-). Witam się z Wami czytelnikami w (ponad) połowie miesiąca grudzień. Miesiąca bogatego w smutne rocznice związane z rządami sługusów sowieckich. Nie będę rozpisywał się o historii gdyż pisanie o niej to po prostu nie moja dziedzina. Powiem tylko krótko, że wszystkie wyroki, kary i przypały jakie łapiemy za politykę, od tzw. „prawa”, wszelka walka z cenzurą – są z dedykacją także dla Was – atakowanych bądź nawet zabijanych w latach 70tych i 80tych przez ZOMO. Oglądam ostatnio przed snem trochę „polityki” w telewizji i jest tak żałośnie, że nawet politycznie poprawni panowie ze „Szkła kontaktowego” wytykają Komorowskiemu, iż najpierw brata się z Jaruzelskim, a potem śmie mówić o Kopalni Wujek. Nawet TVNowi ciężko czasem nie zauważyć obłudy, co oznacza stanięcie kraju nad przepaścią. Tak dennie nigdy jeszcze nie było – wcześniej przynajmniej było zabawnie: był Lepper, Giertych – pamiętam manifestacje studentów przeciwko niemu i symboliczny udział w obronie mojej grupki ziomków – nacjonalistów. Chuj z Romanem, ale to były zlewaczałe studenciki…coś się działo :-). Teraz już tylko klapy na oczy i „polityczno medialny” atak na Jarka wraz z promocją tzw. PJN. Zbiera się na wymioty. Dlatego popijając magnez z ciepłą wodą siądę do chaotycznego, raczej luźnego felietonu przedświątecznego. By żyło się lepiej :-). Obok salutujący Św. Mikołaj, jak czyta jakiś lewak to pewnie złoży donos na tego wandala :-).

 

Czas posmęcić. Mimo wszystko (bo są sporty halowe i inne fajne rzeczy) ciężki jest dla kibica okres zimowy… Śmierdzący (pachnący) pirotechniką sektor gości to coś na tyle podniecającego, że zastąpić go inną rozrywką to jak zastąpić doznawanie przyjemności robionego loda oglądaniem tego samego na „red tube”. Niby coś podobnego, ale jednak w pierwszym przypadku doznania są znacznie lepsze :-). Bez meczów człek kręci się z kąta w kąt i weekendy jakieś smutniejsze.

Są jednak i dobre strony…odda się w końcu długi za owocną rundę jesienną i nie narobi nowych – u kolejnych znajomych :-). Także jest chwila oddechu i przygotowania do wiosny, podczas której będzie naprawdę ciekawie. Na dzień dobry Cracovia w Krakowie, brzydki stadion w Poznaniu, Gdańsk – niezłe wyjazdy się szykują. No i całkiem ciekawy zestaw u siebie, o ile oczywiście za nas na pseudoderby czy też na mecz z Widzewem nie przyjdzie „Mrozu” z „Dodą” w białych kozaczkach…”Kochanie wykupiłem nam droższy pakiet ITI, mamy miejsca na samym środku za bramką” – brr, koszmar śniący się po nocach. Piłkarze też niech lepiej trenują, bo musimy zagrać w europejskich pucharach – najlepiej w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Lato bez wyjazdu w Europę = kolejne lato stracone. No więc jakieś perspektywy (i oczekiwania) są. To najważniejsze. A już w lutym sparing z Elblągiem u siebie. ZKS, ZKS, ZKS! Oj lubi to…

Ale póki co – czekają nas świąteczne porządki, święta – czasem niestety w okrojonym gronie – oraz Sylwester. Mecze meczami, polityczne zadymy zadymami, ale mamie w kuchni pomóc trzeba :-). Trzeba doceniać bliskich, których się ma – tym bardziej, że w wielu przypadkach (w tym i w moim) z roku na rok coraz mniej ludzi zasiada przy wspólnym stole. Tak widocznie musi być.

Ludzie narzekają, że nie czują klimatu świąt, że nie to samo co za dzieciaka, a ja wręcz przeciwnie – czym starszy – tym lepsze są dla mnie święta. Kiedyś myślami je jako dzieciak omijałem, były jakieś takie hmm… za grzeczne i nie pasowały do latających ławek czy potem zażywanych używek :-). A teraz jak już człowiek dorósł do tego by odróżnić ciepło rodzinne od życia poza tym – to jest miło i sympatycznie.

Pamiętajmy: naród = zbiór rodzin, także naszej! To my, nasze stosunki z najbliższymi (nad którymi warto pracować, poprawiać je), a także polskie zwyczaje przez nas uskuteczniane w domu sprawiają, że jesteśmy częścią tej kultury. Człowiek uczy się przez całe życie, także szacunku i wyrażania wdzięczności – tak więc w nowym 2011 roku dajmy z siebie jak najwięcej dla naszych bliskich. OCZYWIŚCIE – oczekując tego samego od nich, bo pewnych rzeczy się niestety nie przeskoczy i na badziewiu rodzinnej atmosfery się nie zbuduje… Zdaje sobie sprawę, że kolorowo jest tylko w reklamie proszku i łatwo mówić…

Niestety…Życie to walka. Kłamstwa, alkoholizm, zdrady – to wszystko psuje nasze domy i dlatego trzeba brać się w garść, zmieniać na lepsze. Próbować, pomagać, a jeśli trzeba: stawiać na nowo fundamenty – byle (tym razem) trwalsze i mocniejsze. Przekładając to na życie – oparte na prawdzie.   

Wracając do polityki. Zastanawiałem się ostatnio czy oby dobrze zrobiłem, że napisałem, iż większość naszych rodaków to idioci…I oczywiście doszedłem do wniosku, że jak najbardziej. Przeszło mi przez beret pewne porównanie. Oczywiście ze stadionem. Kiedy krzyczeliśmy „Cała Legia zawsze razem” część oburzała się, że – jeśli chodzi o fanatyków – to jak najbardziej, ale na pewno nie jesteśmy razem z jakimiś „niekumatymi”, wielbicielami ITI i innymi wynalazkami…I zgoda. Cała Legia zawsze razem – ale w przypadku tych ludzi, którzy wiedzą jakie są zasady i co to jest Legia.

Podobnie w przypadku Polaków. Cała Polska zawsze razem. Jesteśmy rodakami, ale…: z wszelką prawicą, konserwatystami, nacjonalistami oraz innymi dobrymi, szczerymi – kochającymi Polskę ludźmi, którzy widzą gdzie jest rak i próbują go z kraju usunąć. Jesteśmy razem jako kochający ten kraj i jego tradycje. Reszta – tak jak pikniki na Legii – dziś są, jutro może ich nie być – wraz z jakąkolwiek pamięcią o tym świętym miejscu.

Próbują mówić o Legii/ Polsce, a tak naprawdę mają je gdzieś…My nie jesteśmy obiektywni…Jesteśmy fanatykami broniącymi swoich barw. Nigdy razem z chorągiewkami…Bo jakim moim rodakiem jest anarchista plujący na kraj, lewak, komunista z SLD bądź Robert Biedroń? Albo Michał Piróg co to lata nago po Warszawie żeby – kurwa – ocalić karpie od wigilijnego stołu? No właśnie: żadnym. Prawdziwa Polska się ich wstydzi… Podobnie jak Legia sezonowych dziwaków. Nie można być według mnie lewakiem i jednocześnie działać dla dobra Polski. To się kłóci.

Uff. To chyba na tyle. Musiałem trochę postukać w klawisze, bo…chyba jestem od Was uzależniony :-). Ale to najlepsza forma relaksu – naprawdę. Do następnego.

Ł.