2.06.10 SERBIA 0-0 POLSKA (MECZ TOWARZYSKI, AUSTRIA).

2 czerwca odbył się drugi w krótkim czasie mecz sparingowy reprezentacji Polski. W pierwszym bezbramkowo zremisowaliśmy z Finlandią. Kilka dni później wyjechaliśmy do…Austrii na mecz z Serbami i także było 0-0. Spotkanie odbyło się na ledwie 5 tysięcznym stadionie w Kufstein. Ten zapełnił się do ostatniego miejsca kibicami obu reprezentacji. Ze strony serbskiej i polskiej pojawiły się flagi, a także pirotechnika. Serbowie odpalali pojedyncze race, Polacy zaś stroboskopy. Mecz był dwa razy przerywany z powodu wbiegania na murawę pojedynczych kibiców – raz Serba, raz Polaka. Oba wbiegnięcia miały chyba charakter zabawowy :-). Jeśli chodzi o aspekt sportowy to spotkanie było zepsute przez fatalne warunki atmosferyczne – cały czas padał ostry deszcz, boisko przypominało basen. W tych warunkach Polacy pokazali przyzwoitą pierwszą i raczej słabą drugą połowę. Z Legii zagrał znowu Rybus (od 77’ minuty) i znowu zagrał słabo. No, ale nie będę już zanudzał tylko oddam głos Kosie – obecnemu w Austrii, który specjalnie dla Was napisał relację!

Ł

SERBIA 0-0 POLSKA

2.06.10, Mecz towarzyski, Kufstein – Austria.

Relacjonuje kibic GKS Katowice:

Mecz towarzyski Polaków z Serbami rozgrywany w Kufstein nie cieszył się zbyt dużym zainteresowaniem wśród polskich kibiców. Duży wpływ na to miały zapewnie ostatnie kolejki w niższych ligach oraz perspektywa spotkania w Murcji z Hiszpanią (która to pochłonęła u większości ostatnie pieniądze).

Nam udało się już jakiś miesiąc temu zorganizować auto i dwójkę kierowców. A więc w składzie czteroosobowym udaliśmy się w nocy z wtorku na środę w kierunku granicy z Czechami. Droga minęła nam bardzo szybko i około 10:00 zameldowaliśmy się w malutkim austriackim mieście.

Od razu pojechaliśmy pod stadion i to co zobaczyliśmy wzbudziło w nas śmiech – malutki stadionik z jeszcze mniejszymi trybunami. Niektóre boiska treningowe w Polsce są większe od tego obiektu, który miał być areną meczu międzynarodowego. Bez problemu porobiliśmy zdjęcia i wpakowaliśmy się na murawę (w bardzo złym stanie – cała nasiąknięta wodą). Pytaliśmy też o bilety, ale nikt nic nie wiedział.

Mając kilka godzin do meczu podzieliliśmy się na dwie grupki – kierowcy poszli spać, a my zwiedzać miasto. Pisałem wcześniej, że jest bardzo małe, ale naprawdę urokliwe. Dużo ciekawych miejsc, ładna zabudowa i otaczające zewsząd góry robią wrażenie.

Potem padł pomysł zwiedzania Allianz Areny, czyli stadionu TSV i Bayernu. Obudziliśmy kierowców i mimo korków dość szybko pokonaliśmy 80 km. Stadion robi wrażenie, ale na wielki minus, że nie można było wejść na trybuny. Do zwiedzania były jedynie sklepy obu klubów (bardzo dobrze zaopatrzone w gadżety).

W międzyczasie zakupiliśmy bilety w cenie 10 euro na nasz sparing i zaraz po przyjeździe do Kufstein udaliśmy się w kierunku stadionu. Cały czas padał intensywnie deszcz, dlatego postanowiliśmy zajrzeć jeszcze do knajpy. W niej urzędowali sami Serbowie, ale nie było żadnych scysji. W końcu na trzydzieści minut przed meczem weszliśmy prowizoryczną bramą na stadion. Przewaga liczebna Serbów, od nas dużo pikników, ale też i grupa około setki bardziej kumatych kiboli ;-).

Nie będę wymieniał kogo widziałem, a kogo nie bo nie chcę kogoś pominąć. Nasz sektor był dość dobrze oflagowany. Pisząc „nasz sektor” mam na myśli przewagę Polaków, bo i Serbowie się na nim znaleźli. Podczas hymnu odpaliliśmy kilkanaście rac i innych świecidełek. Pierwsza połowa to raczej słaby doping, ale w drugiej zebraliśmy się „kumatszą” grupą, ściągnęliśmy koszulki (coraz większy deszcz) i pojechaliśmy z prawdziwym dopingiem :-). Serbowie cały mecz cichutko, z akcentów kibicowskich to pod koniec meczu palą piro.

Z śmiesznych sytuacji warto odnotować dwa wjazdy na murawę. Najpierw jakiś Serb, który dość szybko został złapany przez miejscowych. Potem klasę pokazał Polak, który wbiegł z flagą na kiju, wbił ją w murawę niczym zdobywca szczytu, a następnie tak wymanewrował ochronę, że cały i zdrowy wrócił na nasz sektor ;-). Kończymy także wjazdem na murawę (tym razem po koszulki), ale piłkarze dość szybko uciekają do szatni.

Po meczu pakujemy się w auto i udajemy się w podróż powrotną. Wiem, że jedna z polskich grup kibiców miała drobne starcie z Serbami. Mimo sprzętu u rywali, nasi poradzili sobie dość szybko :-).

Kolejny wyjazd na kadrę potwierdził, że nawet z małą ekipą, w malutkim i deszczowym mieście można się świetnie bawić. Teraz zakończenie sezonu w lidze i lot do słonecznej Hiszpanii.

KOSA 

SERBIA: Isailović (46’ Stojković) – Ivanović, Subotić, Luković, Kolarov – Krasić (69’ Mrđa), Stanković (46’ Petrović), Kuzmanović, Žigić (46’ Pantelić), Jovanović (46’ Tošić) – Lazović (59’ Kačar).

POLSKA: Fabiański – Piszczek (68’ Jodłowiec), Wojtkowiak, Glik, Sadlok – Błaszczykowski (89’ Matuszczyk), Dudka, Mierzejewski, Peszko (77’ Rybus) – Lewandowski (90’ Sobiech), Nowak (71’ Cetnarski).

ŻÓŁTE KARTKI: Peszko, Wojtkowiak – Petrović.

WIDZÓW: 5000 (w tym miejscowi oraz przyjezdni Polacy i Serbowie).

ZDJĘCIA: To niżej jest podpisane. To obok wstępu pochodzi z legialive.pl gdzie pojawiła się dobra galeria z tego spotkania. Oto link do niej: http://www.legialive.pl/galeria/1033/wszystkie