6.06.10 WSPOMNIENIA KIBICA: LEGIA-ODRA’2004. WŁADCA STADIONÓW!

W sezonie 2009/2010 po latach ślizgania – Ekstraklasę opuściła Odra Wodzisław, a w jej miejsce awansowały uznane firmy jak Górnik Zabrze czy Widzew Łódź. Wielu odetchnęło z ulgą – wreszcie nie trzeba będzie grać z tym nie wzbudzającym najmniejszych emocji rywalem…Na boisku różnie z nimi (eh) bywało, ale…na trybunach także! Bywały ciekawe mecze z Wodzisławiem, również takie po których liczne flagi MKS zmieniały właściciela i potem były niszczone na legijnym płocie…To jednak inna historia, bywały też mecze Legii z Odrą, które przeszły do historii ruchu ultras i wspominam je do dziś. Jednym z takich spotkań była inauguracja rundy wiosennej w roku 2004. Pewnie dlatego, że był to pierwszy mecz – piłkarze z małego Śląskiego miasta mieli zaszczyt obejrzeć fanatyków na najwyższym poziomie…Znalazłem swój stary opis z tego meczu, a zatem nie będzie problemu z dokładnymi wspomnieniami…

CWKS LEGIA WARSZAWA 2-1 MKS ODRA WODZISŁAW

12.03.2004, 14 kolejka Ekstraklasy, Warszawa, godzina 19:00.

Nareszcie!!! Po 4 miesiącach czekania, nudów, wkurwienia na brak emocji związanych z naszą ligową piłką nadszedł czas na inaugurację rundy wiosennej. Tak się kiedyś czekało na Ekstraklasę – z utęsknieniem. Wiedziałeś, że wracają weekendy pełne emocji – niezależnie od tego jak grać będzie ukochana Legia. Bo kiedyś – nawet jak grali słabo – na stadionie WP było wiele do roboty…

12 marca 2004. Legia podejmuje wodzisławską Odrę. Na 3 godziny przed meczem widać już grupy fanatyków Legii spragnionych meczu swojej drużyny. Pod Krytą kręci się trochę wiary, jakieś kilkuosobowe grupki, pod Żyletą także są już kibice. Mimo, iż do meczu pozostały trzy godzinki pojawiają się pierwsze śpiewy, ludzie „przyklejeni do płotu”, aby tylko jak najszybciej wejść na sektor (pamiętacie?). Zniecierpliwieni fani stoją na kasach, na barierkach przed wejściem. Zaczynają wpuszczać na około półtorej godzinki przed meczem. Jest już ścisk jak cholera. Na godzinę przed meczem był już tłok, wpuszczano ciągle ludzi i było wiadomo, że tego dnia będzie komplecik. Na płocie zawisły flagi, w tym Cyberf@ns, Legia Warszawa, Wielkie Księstwo Warszawskie, 2 Kwidzyna, ziomków z Zagłębia Sosnowiec, Olimpii Elbląg i wiele, wiele innych (także na Krytej, łuku).

Na meczu były obecne delegacje z Elbląga, Sosnowca, Szczecina – ilu? Dokładnie trudno powiedzieć. Były również fan cluby z całej Polski i…niemal komplet publiczności! To była wtedy normalka. Przed meczem publikę zaczął rozgrzewać niezbyt lubiany dziś Wojtek Hadaj, wspominając o obecności fanów Legii z Gołdapi, innych miast w tym z okolic Poznania! Na łuku zasiedli także żołnierze w liczbie kilkudziesięciu.

Równo z pierwszym gwizdkiem rzucamy konfetti, serpentyny, jest także kartoniada przedstawiająca kibiców. Towarzyszy jej transparent z napisem „Władca Stadionów”. Nie była to ostatnia choreografia z meczu przeciwko Odrze…

Z zajebistym dopingiem ruszyła Kryta, na Żylecie z początku nie za głośno. Doping jeszcze prowadził Różyk, a więc stojący najbliżej gniazda dobry humor mieli zapewniony :-). Mijały kolejne minuty, a sektor gości świecił pustkami. Taki stan rzeczy pozostał do końca meczu, więc Odry na stadionie zero – potem dowiaduję się, że nie weszli z jakiegoś powodu na stadion, a byli pod nim w kilka dyszek. Nie wiedząc o tym śpiewamy piłkarzom ze Śląska, „Po co wy gracie – jak wy kibiców nie macie?”.

5 minuta, faul w polu karnym i sędzia dyktuje karnego dla Legii – szał radości na stadionie! Za chwilę kolejny szał, dużo większy, gdyż Saganowski wykorzystuje jedenastkę. 1-0 dla nas i humory dopisują. Piłkarze od czasu do czasu montują jakąś akcję, ale brak wykończenia powoduje, że taki stan utrzymuję się do przerwy. Sędzia, który, mimo, że podyktował karnego, zaczął nas wkurwiać niektórymi swoimi decyzjami wahał się chwilę, czy zejść do szatni, bo nad wejściem do niej (pod Krytą) stało sporo wiary zagotowanej na niego i chętnej po swojemu wytłumaczyć mu durne decyzje. W przerwie tradycyjny wtedy konkurs strzałów na bramkę.

Po przerwie doping na Żylecie się poprawia. Pojawiają się transparenty, małe flagi na kijach w barwach, flaga sektorowa. Na płot lądują kolejne flagi z trylogii Tolkiena rodem. „Drużyna Ultras”, „Powrót Króla”, „Dwie trybuny” – na zwykłym meczu z Odrą było kilka opraw! To byli właśnie Cyberf@ns w szczytowej formie! Grupa, od której Polska się uczyła…

Nie zabrakło oczywiście rac – najpierw odpala je Kryta, następnie Otwarta, a kończy łuk odpalając kilka zielonych świecidełek. Podczas racowiska pada akurat druga bramka dla Legii i trzy punkty w tym meczu były już prawie pewne.  Pod koniec bramkę z drugiego w tym meczu karnego strzela Odra i ustala wynik na 2-1 dla nas. Po ostatnim gwizdku radość na stadionie – komplecik punktów na „rozkręcenie” rundy stał się faktem i zadowolonym można było wychodzić ze stadionu.

Po meczu całe rozśpiewane towarzystwo udaję się na przystanki, niektórzy do barów. Przystanki obstawia tradycyjnie po ok. 25 psów w pełnym wyposażeniu. Podjeżdżają autobusy, a w nich pechowi kierowcy, heh. Bitwa o miejsce w autobusie wielka, wypełnione były po brzegi, w środku oczywiście śpiewy, w rytm skakania po podłodze lub uderzania w dach. Nagle na ulicę wychodzi kilkanaście osób, psy od razu idą w ich kierunku, ci schodzą, psy wracają i następuję… powrót na ulicę. Zabawa trwała w najlepsze. Wbijamy się w autobus, w nim dalej doping dla Legii – nagle kierowca zatrzymuję się i podchodzą pod autobus psy, każą otwierać drzwi i wysiadać. Nikt ich oczywiście nie słuchał, trzymamy drzwi, autorowi tego tekstu między drzwiami, a ulicą zaklinował się…but i już myślałem, że będę wracał na skarpecie, ale w końcu go „wykręciłem” przy pomocy towarzyszy podróży którzy otwierają na chwilę drzwi :-). Autobus odjeżdża, psów nie wpuściliśmy, a stojących przed drzwiami ogłupionych turtlesów żegnają bluzgi i śmiechy.

Teraz na meczach są pustki, nikt nie dopinguje, nie ma możliwości robić opraw…Po spotkaniach na Łazienkowskiej autobusy są pustawe, a 3 godziny przed meczem nikt w okolicy nie wie, że tego dnia gra wielka Legia…Mam nadzieję, że „Powrót Króla” jednak nastąpi.

Ł