28.05.10 – ZDROWO PRZEZ WAKACJE! (+ FILM Z UKRAINY)

Zbliżają się wakacje, czyli coś czego…nie cierpią miastowi, jeśli mają w swoim mieście zostać – przynajmniej ja. Jeśli chodzi o życie w mieście to wolę zimę – ciemne ulice, polski śnieg i kaptur na łbie…W lato jest lipa. Nie mam prawa jazdy – nie wszędzie dojadę rowerem, a więc przymusowe wchłanianie „trudów minionej nocy” moich rodaków w ciasnych środkach komunikacji miejskiej nie należy do zbyt przyjemnych :-). Kiedy jest 40 stopni trzeba uciekać z między bloków i tramwajów…Koniecznie. Niestety Polacy często jadą nad Bałtyk oraz nad jeziora po to by…klapnąć na dupie. O ile rozumiem tych, którzy cały rok ciężko pracują fizycznie – to nie kumam od czego „odpoczywają” pracownicy biurowi bądź sprzedawczyni z „Biedronki”? Odpoczywają od siedzenia na tyłku…leżąc na plecach i wpierdalając gofry. „Sweet” – jakby to napisał Maciej Rybus. Jako, że w zinie tym chce promować od czasu do czasu szeroko rozumiane zdrowe życie – chcę polecić Wam aktywny wypoczynek…Bo lato tuż – tuż. Jeszcze jest czas je odpowiednio zorganizować.

No tak…znowu narzekam, marudzę – bredzę…W każdym razie jest sposób na zajebiste i zdrowe wakacje. Są to wakacje aktywne – pojechanie gdzieś by coś robić, niekoniecznie chlać piwska na plaży. Tej części jadącej w góry to raczej rzadko dotyczy, bo przemierzają szlaki…Jeśli jednak człowiek wbije gdzieś na domki nad morzem to często obserwuje taką sytuację: jedzie para z dzieciakami, stary codziennie przesadza z browarem, zasypia na piasku po czym w połowie wczasów zarzucają na siebie z babą focha :-). Teraz doszła „Nasza klasa” i „panowie z brzuszkami wrzucają wakacyjne zdjęcia z żonami” – jak to rymuje „Juras”…

Jestem młody, ale byłem już na bodajże trzech wakacjach ze swoją – wciąż tą samą – kobietą i w tym roku…dość. Ile można spacerować nad Bałtykiem i chodzić po pierdolonych namiotach…Czas nie tylko odpocząć od wybranki, ale i spędzić ten czas aktywnie. Tak jak należy. Bo jeszcze będzie czas aby z – naturalną tym razem – łysiną klapnąć na leżaku…Jeszcze nie teraz.

Większość czytelników tego zina jest kibicami, a dzisiaj wielu kibiców coś trenuje – zajebiście! Nie ma nic przyjemniejszego niż obóz klubowy…Połączenie przyjemnego z pożytecznym…Za małolata byłem na dwóch – teraz jadę po chyba 12 latach na pierwszy po długiej przerwie. Czuję się jak nowo narodzony – jakbym jechał na kolonie, hehe. 10 dni…codziennie minimum dwa treningi. Ta perspektywa sprawia, że czuję się świetnie – nie to co w przypadku perspektywy kolejnego lipca chodzenia po namiotach…Wszędzie tych samych i wciskających babom gówno.

Potem jeszcze jazda na spływ kajakowy w jaki wkręciłem się za darmo :-). Jeśli wszystko pójdzie dobrze – wreszcie pozytywne wakacje…Aktywne wakacje mają same plusy: wrócisz zdrowszy dzięki aktywności fizycznej, zaliczysz…wakacje, ciekawe, nowe tereny, a jeśli trenujesz jakiś konkretny sport – z obozu szkoleniowego wrócisz na pewno lepszy. Takie coś nie jest natomiast dla alkoholików – chyba, że właśnie chcą przejść kurację, heh. Podsumowując ten wątek – namawiam Was wszystkich do wybierania aktywnego spędzania czasu, zamiast jechania na melanż bądź wegetacje…W zdrowym ciele zdrowy duch, a zdrowemu duchowi łatwiej ogarnąć się w syfie serwowanym nam przez System.

Na takim spływie kajakowym (byłem na trzech) też odpoczniecie…Ale będzie to odpoczynek po kilku godzinach uprawiania sportu. Odpoczynek bardziej satysfakcjonujący…Podbijacie na pole namiotowe w środku lasu, jedzenie z ogniska, przed którego spożyciem jesteś tak wycieńczony, że nie czujesz jak rośnie Ci brzuch kiedy wpierdalasz kiełbe :-)…Leżenie w lesie na łonie natury, po kilkunastu kilometrach kajaka – to jest dopiero odpoczynek…Lepszy niż schemat znad Bałtyku: rano leżeć na plażę + gofry, lody, po obiedzie (frytki) na plażę leżeć + lody, gofry, a po kolacji oczywiście…zapiekanka no i lody oraz gofry :-). Plus cały dzień browary…

A teraz część druga…”Nie mam kasy na jakiś obóz…”, „Nie jadę na spływ za dużo kasiory” (?)…nie, nie jestem materialistą i rozumiem jak ktoś ma rodzinę na utrzymaniu, ale wkurwia mnie takie podejście u pozostałych…Zamiast zainwestować w CHWILĘ w PRZEŻYCIE czegoś, w ZDROWIE – ludzie wolą inwestować w coraz to nowsze RZECZY. Też kombinowałem by na obóz uzbierać, ale myślenie zacząłem kilka miesięcy wcześniej. Moja kobieta – również ćwicząca – także bez problemu odłożyła sobie na zgrupowanie (na szczęście inne niż moje :-)…Milionerem nie jestem, ale wystarczy chcieć i kombinować. Uzbiera się. Znacie to z kibicowskiego życia, no nie?

Polak potrafi…niestety często potrafi uzbierać na nową furę, osiemdziesiątą ósmą koszulkę bądź na gruby melanż gdzieś pod blokiem. Powołując się na doświadczenia, zauważam, że niestety mało wśród nas – ludzi – fanatyków. Pozytywnych wariatów gotowych rzucić wszystko (ba – gdzie tam wszystko, czasem odpuścić jakąś pierdołę) dla przygody…Z klubowych kolegów tylko jeden – pierdoli wszystko i jedzie ŻYĆ – w…środku obozu jadąc zdawać jakąś magisterkę. Da się? Da się – tylko „wstań z tej ławki i pierdol bariery” – jak rymuje ktoś z „Osiedla Głosu”…

Oczywiście rozumiem tych, którzy mają wyjątkowo trudną sytuację – czasem faktycznie nie można sobie pozwolić, ale jak wspomniałem – dla dużej części rodaków „wyjątkowa sytuacja” jest absurdalna…Jeden kumpel z sali nie dostanie urlopu w firmie gdzie pracuje…5 lat. No kurwa mać…Będąc dobrym pracownikiem przez 5 lat – co nigdy mi się (heh) nie udało – poszedłbym do lekarza, powiedział, że boli mnie noga i dostał 10 dni L4…Zwolni? Po 5 latach? Za L4? Ludzie…A coś się należy od życia dobremu pracownikowi, no nie?

Inna ma  egzamin…Już wspomniałem o kolesiu co w połowie obozu jedzie na chwilę coś zdać…Ja Wam powiem, że też mam w tym czasie sesje plus jakieś poprawki zapewne i…jakoś to będzie. Polak potrafi, coś się zakombinuje, coś się przełoży, podjedzie na brzydkie faszystowskie oczy, coś poprawi we wrześniu i na koniec i tak będzie papier + wspomnienia, a nie tylko papier…Papier służy zazwyczaj do wycierania dupy – dzisiaj liczą się znajomości, kombinowanie i szczęście. Głupi ma zawsze szczęście, a głupimi nazywają nas zazwyczaj ci, którzy w 100% dostosowują się do „reguł” oraz norm społecznych. Na koniec „staropolskie”: jebać i się nie bać :-). Życie ucieka…papierki poczekają.

Obserwując trzęsących portkami rodaków jeszcze raz dziękuję, że jestem kibicem. To stadionowe chwile nauczyły nas ryzykować, poświęcać się dla przygody – żyć pełnią życia. Legio…dzięki! Jestem Twoim dłużnikiem.

ZDJECIA: Na zdjęciach nacjonalistyczni straight edge. Pozdrowienia dla wszystkich, którzy wybrali trzeźwą drogę przez życie.  

PS: Niżej, przy okazji pisania o zdrowiu – skrót z drugiego ukraińskiego turnieju sztuk walki dla nacjonalistów. Odbył się on 22 maja 2010 w Kijowie. Ciekawe czy kiedyś uda się zrobić coś takiego w Polsce? Chociaż znając nas Polaków, po kilku nokautach bylibyśmy podzieleni nie na 5 organizacji, a na 88 :-). Miłego oglądania (i słuchania)!

Ł