6.06.10 ZDROWIE FIZYCZNE I…ZDROWIE PSYCHICZNE.

W tekstach z działu „zdrowie” często pisałem, że wśród kibiców panuje moda na sztuki walki, siłownie i, że oczywiście jest to zjawisko jak najbardziej pozytywne. Prócz nas – kibiców – egzystuje jednak w Polsce setki tysięcy młodych ludzi, u których już nie jest tak dobrze z trybem życia…Nie chodzi tylko o kondycję fizyczną, ale także równolegle psychiczną. O rozwijanie w sobie prawdziwych uczuć. Szczególnie u najmłodszych dzieciaków obserwujemy narodziny „nowego typu człowieka”. Nieznanego dotąd na większą skalę w Polsce, za to popularnego od lat i pokoleń na Zachodzie…Na Zachodzie, o którym mówi się, że pewne patologiczne procesy są tam już nieodwracalne. Czy w Polsce społeczeństwo stanie się tak samo ogłupione? 

Na szczęście istnieją jeszcze myślący racjonalnie rodzice, którzy ratują swoje pociechy ze szponów degeneracji XXI wieku…Ratują dlatego, bo sami są z innej – pod pewnymi względami lepszej – epoki. Dzisiejsi ludzie – poprzez m.in. postęp techniczny – są naturalnie inni. Zabawki elektryczne po woli niszczą kontakty międzyludzkie i samych ludzi…

Szatnia klubu w, którym trenuje…ćwiczą chłopaki w każdym wieku, także wielu 12-13 latków…Oni nie mówią do siebie na powitanie „cześć” tylko „który masz level”, a chodzi im o poziom uzyskany w popularnej grze komputerowej…Kiedy ja byłem w ich wieku – też były komputery, ale do cholery – grało się czasami, nie było to całe życie – te toczyło się na dworze.

Dzisiaj Platformowe „Orliki” stoją puste bądź grają na nich starsi kolesie o kratę browaru, a młodzi jeśli nie mają ogarniętych starych, którzy kopną ich w dupę i wywalą na kilka godzin z domu – siedzą i gapią się w ekran. Żeby jeszcze na tym ekranie coś tworzyli, ale…oni grają w głupie gry, przeżywają sztuczne emocje.

We wspomnianej szatni klubowej małolaty gadają o grach ciągle…Jak przyjdą do klubu, w trakcie lżejszych treningów w parach, a także podczas przebierania się po wycisku…Od nich nauczyłem się nowych – niezbyt polskich – pojęć. Jeden stwierdził, że reprezentuje „pierwszy poziom no lajfa” (heh – w jego szkole – jak mówił – są goście egzystujący w dalszych levelach w tym temacie…), czyli w wolnym tłumaczeniu – „pierwszy stopień braku normalnego życia”. Dobrze, że chociaż zdaje sobie z tego sprawę… Tylko szkoła (bo trzeba), a potem gry komputerowe. Na treningi wysłali (i dobrze) starzy…Gdyby nie oni – a nie wszyscy mają takich rodziców – ekran pochłonąłby dzieciaka bez reszty…

Młodzi opowiadają też o kolegach, którzy na wagary chodzą…a właściwie nie chodzą – tylko pozostają w domach po to by grać. Cholera…kiedyś wagary były pożyteczne…Bo fakt – nie nauczyłeś się matematyki, ale nauczyłeś się nieco życia…Poszedłeś na mecz, biłeś się z kolegami, szczypałeś dziewczyny po tyłkach bądź prowadziłeś pierwsze rozmowy o życiu z przyjacielem podczas siedzenia na cudzej klatce schodowej…Fakt – można się pogrążyć, ale można też nauczyć się prawdziwego życia, które przyda się w późniejszym, dorosłym codziennym egzystowaniu…Zdecydowanie bardziej niż skakanie jakimś wirtualnym ludzikiem. Poznasz mechanizmy, prawdziwe uczucia: zazdrość, nienawiść, miłość, zawiść itd. – tego uczysz się na podwórku, nie na szklanym ekranie…Co wyrośnie z ludzi, którzy naturalnych relacji międzyludzkich się nie nauczą?

Młodzi z którymi mam kontakt także kojarzą z grami…na przykład padający deszcz…Leci z nieba, a typ mówi, że zaraz… spadnie jakiś bonus. Świetnie. Wiem, że żartuje, ale ich żarty, opowieści, emocje opierają się na grach komputerowych…to smutne. Wszystko na tym świecie ma swój cholerny skutek uboczny, ale postęp techniczny – ma cholernie wielki wpływ negatywny. Ba…istnieje nawet pewien mądry reżyser (nie…nie polski i nie gówien typu „Avatar”, kto widział dokument „Nadprodukcja” wie o kim piszę), który stwierdził, że tylko zniszczenie telewizji może utrzymać prawdziwą demokrację…Wiem jedno – na pewno ograniczony dostęp dzieciaka do komputera, chodzenie z nim pograć w piłkę bądź zapisanie go na jakieś treningi wpłynie pozytywnie na jego zdrowie…Nie tylko fizyczne, ale i psychiczne.

Ł