LIST CZYTELNIKA I ODPOWIEDŹ – Co jest w życiu tak naprawdę ważne?

Na maila „DL” dotarła odpowiedź na felieton „Nacjonalizm naszą drogą…pamiętajmy o celtyku!”. A jako, że redakcja miała trochę czasu – wrzucam zarówno list jak i obszerną odpowiedź. Wiadomo, że światem rządzi pieniądz, ale czy będzie tak zawsze? Pofilozofujmy trochę :-). Pytaniem jakie nasuwa mi się na myśl jest: czy już zawsze będzie tak, że człowiek będzie gonił za hajsem oraz musiał podporządkowywać mu życie? Czy pogłębiać się będzie dystans między pracodawcami z wielkich koncernów, a pracującymi dla nich „mrówkami”, często z wyższym wykształceniem, bo na studiach… też rządzi kasa. Płacę za semestr = zdaję = mnogość absolwentów. Zapraszam do lektury, samodzielnego myślenia i krytycznego spojrzenia na panujące realia.

„Witam!

Piszę w związku z tekstem „Nacjonalizm naszą drogą… pamiętajmy o celtyku!”. Rozumiem, że nacjonalizm zakłada pewien jasny światopogląd na gospodarkę, ale zdanie „Możliwe, że będzie to spory kryzys finansowy spowodowany przez bezmyślnych kapitalistów”. Średnio do mnie trafia. Państwa pogrążone w największym kryzysie to państwa rządzone przez socjalistów (Grecja, zapeterowska Hiszpania) jak i państwa, które czekają w kolejce na byciu „w czarnej dupie” (Włochy, Francja, Portugalia) to całość socjalistycznej Unii Europejskiej i nie za bardzo widzę tu winę jakichkolwiek kapitalistów – może jedynie głupotę banków w udzielaniu pożyczek i zarządzaniem pieniędzmi.

Węgrzy wypieprzyli swoich „dbających o lud” socjalistów z rządu, bo rozkradli państwo. Socjalizm nie działa. Działa, dopóki jest kasa, a ona się w socjalizmie prędzej czy później skończy. Często przywoływany przez „za komuny było lepiej” Gierek, „dobrobyt” zbudował za pieniądze tych strasznych, krwiopijców z Zachodu – kapitalistów. Macie zamiar wieszać mojego ojca czy innych ojców, bo mają własne interesy? Bo czymś handlują, coś produkują, oferują jakieś usługi prywatnie?

A tekst o degenerowaniu ludzi przez „kapitalizm” – niezłe. Ale chyba bardziej degenerująca jest świadomość, że możesz mieć na wszystko wysrane, bo i tak państwo ci da, jakimkolwiek leniem byś nie był.

Pierwszy krąg jakiejkolwiek pomocy bliźniemu to powinna być rodzina, potem przyjaciele, a potem jacyś dalsi ziomkowie, a nie państwowe instytucje, no chyba, że ktoś jest kaleki lub chory czy zasłużony w jakiś sposób dla Ojczyzny, ale liczba takich ludzi w stosunku do ogółu to margines. Wg mnie mocno motywująca jest świadomość, że jak się nie postaram o coś, to gówno dostanę.

Na przykładzie często przywoływanych w Twoich tekstach „treningów i sportu” każdy wie, o co chodzi. Sam trenuję. Kiedyś w jakimś tekście pisałeś, żeby dość ostro „przywoływać do porządku” wiecznie pijanych i na fazie, zniszczonych, ludzkie wraki. Tak samo bym to odniósł do tych, którzy „wiecznie potrzebują pomocy”, przeważnie przeciwko tym chytrym kapitalistom.

Tak już powoli puentując – napisałem to, bo naprawdę mam pewne obawy, że na piękny lep „socjalistycznego raju” łapie się mnóstwo ludzi i będzie się łapać coraz więcej. Nic to, że przykłady socjalizmu na przykładzie Kuby, Korei Płn, kiedyś ZSRR (które po prostu zbankrutowało) jasno pokazują do czego to prowadzi (Chiny to inna bajka: u władzy twardy beton, policja myśli, represje, cenzura, na dole popuszczone lejce dla kapitałów zagranicznych i krajowych, quasi wolny rynek z bacznym okiem państwa).

Zawsze pomogę swoim ziomkom, rodzinie, ale nie chcę nakazu pomocy jakimś obcym ludziom wbrew mojej woli (wyjątki to oczywiście ofiary klęsk żywiołowych, chorób itd), chcę mieć wolny wybór kogo i w jaki sposób wspomogę (czy to osobiście, czy przez fundację czy datek na organizację kościelną).

Dobra, koniec, bo się podnieciłem za bardzo, ale pewnie sam wiesz jak to jest, jak czujesz, że coś ci nie pasuje i musisz zaraz odpowiedzieć. Trochę więc na gorąco to pisze, ale mam nadzieję, że nie bardzo chaotycznie. Tak po prostu chciałem wyrazić swoje zdanie. Pozdrawiam całą redakcję: staromodny, antykomunistyczny”.

Maciej H., Poznań (mail do wiadomości redakcji)

Od redakcji:

Na początek dzięki za maila i wyrażenie swojego zdania, wszak nie będę publikował tylko przychylnych listów jak…w realnym socjalizmie :-). A tak na poważnie. Przede wszystkim nacjonalizm nie zakłada jasnego światopoglądu na gospodarkę gdyż nie ma jednego nacjonalizmu, który jest ideą, a nie programem/ systemem politycznym. Pisząc w tamtym tekście o kapitalistach miałem na myśli właśnie m.in. bankierów i nawet nie tyle obecną sytuację co „mogącą się kiedyś wydarzyć”.

Co do przykładu węgierskiego i wypieprzenia kradnących socjalistów, to powstaje pytanie – a w Polsce czy gdzieś indziej „kapitaliści” nie kradną? Sprzedawanie polskich firm, śmierdzące prywatyzacje, hajs za nic… Kurwa będzie kurwą w każdym Systemie. Zresztą tutejsi czerwoni czują się po „upadku” starego Systemu, po przemianach jak ryba w wodzie… Nie wspominając (z innej beczki) o wyzysku jaki robią wielkie firmy typu Nike w takich Chinach, zapominając o człowieczeństwie i jeszcze oburzając się, że przecież „dają pracę”. Dzięki. Bardzo ludzkie. Wiem, że kapitaliści się śmieją, ale chyba jednak nieco ludzkich odruchów by się czasem przydało… Irytujące jest podejście do banknotu jak do Boga. „Możemy wszystko, bo mamy kasę”…

Nie mamy zamiaru wieszać Twojego Ojca (heh), a jeśli chodzi o podział socjalizm/kapitalizm to poczytaj sobie np. coś o tzw. III drodze, polecam choćby niedawno wydaną książkę „Evita Perón Pierwsza Dama Populizmu”, w której jest napisane jak politycy (na przykładzie argentyńskim) podchodzili do ludzi biednych, do ich praw w firmach, w innym Systemie…  (postaram się zrecenzować książkę na „DL” w najbliższym czasie i podam namiary do jej kupna…).

Pisząc o wieszaniu robisz ze mnie jakiegoś fanatycznego socjalistę, którym nie jestem. Poszedłeś za skrajnie w tym tekście, bo nie zaoferowałem jakichś nie wiem jakich dopłat dla kompletnych leni (to spowodowałoby zapewne przypływ murzyńskich imigrantów również do Polski…), ale poruszyłem problem, bo z pewnością dałoby się to jakoś wypośrodkować. No i główna myśl, która mną kieruję – podejście mas do życia, nakręcający to terror reklamy i materializmu.

W tej kwestii chodzi mi raczej o sprawę „pieniądza jako Boga” albowiem świat poluje tylko na niego… Wiem, jest to nieco utopijne i być może brzmi absurdalnie w dzisiejszej sytuacji, ale nie zmienia to faktu, że jako idealiści (których w dzisiejszej polityce brak) sądzimy, iż jest to zjawisko patologiczne. Staramy się problem poruszać, póki co na płaszczyźnie ideowej – „stary zastanów się, nie pędź za tą kasą, czerp radość z zainteresowań (np. meczów), treningów, pieniądze to nie wszystko”. Czekamy na polityków, którzy wprowadzą to sensownie w swój program (dzisiejsza polityka nacjonalistyczna kuleje…). Ideowcy (rap, kibice, inne koła zainteresowanych daną rzeczą…) muszą ratować sytuację, bo masy, którymi steruje System nakierowane są ewidentnie na wieczne polepszanie statusu materialnego. Nie mają/ nie znają innych wartości. 

Moja krytyka dotyczy głównie tego jak wolny rynek wychowuje ludzi. Tak – również ich degeneruje, niepotrzebnie wyśmiewasz. Zobacz jak rozkręca się tzw. wyścig szczurów i to co obserwujemy dzisiaj w gimnazjach, nakręcone przez bezmyślny konsumpcjonizm marginalizowanie biedniejszych dzieci… Nowy telefon, nowy sprzęt, który tak na marginesie musi się przecież niedługo popsuć, bo producenci nie produkują niczego trwałego… Ma się psuć, a my mamy zapierdalać by kupować nowe. Super, raj na ziemi. Dlaczego też wychodzić z założenia, że celem i świadectwem braku degeneracji ma być zapierdol po 10 godzin dziennie i zdobywanie bogactwa? Ma to być miarą sukcesu, człowieczeństwa. Ile w tym wyścigu ginie indywidualności ponieważ nie mają czasu na rozwijanie siebie, muszą walczyć o przetrwanie? Czemu powoływać się na tych, którzy mają szczęście bądź znajomości i im się udaje wszystko (zarabianie, zainteresowania, rodzinę) godzić? Temu procentowi co sobie jakoś wywalczył oczywiście jak najbardziej szczerze gratuluje…

Mocno motywująca jest świadomość, że jak się nie postaram o coś, to gówno dostanę… Owszem jest motywująca, tyle że jeśli sprawa dotyczy absolutnej walki o byt (polecam film „Plac Zbawiciela”) to prowadzi to często do patologii ponieważ wielu nie może przebić się przez ogromną konkurencję i zawiłości. Przykładowo Polska jest krajem gdzie liczą się głównie znajomości, determinacja także w znacznym stopniu, ale nie zawsze ona wystarczy. Nie wspominając o tym, że ci, którzy traktują ludzi jak mrówki wymagają zazwyczaj bycia ciągle dyspozycyjnym, co niweczy plany pozamaterialne. Realizowanie siebie, czas na siebie.

Porównujesz sprawę gospodarki do sportu i zdrowego trybu życia… Tylko sprawa jest taka, że niektórzy nigdy nie wyjdą z alkoholizmu, narkomanii, jakbyś się nie starał – są na to za słabi. Nie potrafią się przełamać, nawet jeśli oznacza to utratę wszystkiego czy śmierć. Państwo musi z nimi coś robić, coś proponować gdyż nie niszczą oni tylko siebie, ale i otoczenie. Nie ma dla nich, degeneratów miejsca wśród hooligans, ale gdzieś tam sobie egzystują… Niektórzy (wielu!) są też za słabi by przebijać się przez wspomniany przeze mnie wyścig szczurów. Nie dają rady tam gdzie masa gotowych się kurwić za dobre pieniądze i posadę… Rozwijanie talentów…ilu odpadło, odeszło od pasji, bo tzw. życie ich zawołało? To nie daje mi spokoju, bo wiem, że nasz naród mógłby zasłynąć z wielu więcej zdolnych ludzi. Wiem, że wielu klepie biedę i zazwyczaj to oni mówią, że „za komuny”… I to nie tylko lenie – znam przypadki mówiących tak zapracowanych prostych ludzi i myślę, że każdy zna takich… Po prostu są różne typy człowieka, różne priorytety – są tacy, którzy godzą się z tym i chcą zapierdalać, poświęcić życie dla swojej działalności gospodarczej, chcą więcej. Ich prawo. A reszta?  

Ktoś nazywa mnie leniem, bo chciałbym pracować np. 7-16, a potem iść potrenować…do utraty tchu. Poczytać, mieć czas na radość. Jesteś leniem, bo nie grasz na ich zasadach i nie zgłaszasz pełnej dyspozycyjności na 3 zmiany… Konsumpcjonizm, „prawa rynku” popierdoliły całkowicie priorytety. Nadziane szefostwo koncernów zazwyczaj proponuje mrówczą pracę bez poszanowania pracownika. Mamy się dostosować do coraz to gorszych reguł. W większości miejsc pracy dla „mrówek” nie ma miejsca na zaplanowanie czasu wolnego… Nie mam zamiaru leżeć podczas niego do góry brzuchem, nigdy nie leżę do góry brzuchem… Chcę żyć, ale i płacić rachunki, nie martwić się o jutro. Dzisiaj walczę, zapierdalam… Nie wiem czy 15stego będę miał na przelew za rachunki. Wykształcenie wyższe i od 16stego roku życia robiłem na budowie wybierając średnią zaoczną… Leń? Mimo to – gdy nie ma parcia na BEZKOMPROMISOWĄ drogę ku karierze, gdy człowiek się tym brzydzi (co nie znaczy, że brzydzi się pracą) – zginie gdzieś albo będzie stale się wkurwiał… To jest tzw. zdrowa mobilizacja jednostki? Efektem zakłady pracy pełne podkładających sobie kłody pod nogi, napalonych na hajs skurwieli i napuszczający na siebie pracowników zachłanni szefowie … Nie wchodzę w to, tzn. staram się jakoś, klepiąc biedę. Zarabiam byle mieć na chatę, żarcie i hobby. Czasem zwróci się do rodziny, ziomków o pożyczkę, bo –tu się z Tobą zgodzę- są pierwszymi, którzy podadzą rękę (i wice wersa).

Przykłady państw niekapitalistycznych też podajesz tylko czerwone… Weź wspomnianą już Argentynę po II wojnie i peronizm (słyszałeś?) gdzie biedni po raz pierwszy poczuli, że są częścią tego kraju i mogą cokolwiek osiągnąć. Wcześniej, zanim Peron nie doszedł do władzy – przywilej zaistnienia zależny był od tego w jakiej rodzinie się urodziłeś i jaki masz status materialny (po naszemu: znajomości). A Perona popierali również nacjonaliści, jego wrogiem byli komuniści.

Spodziewam się, że możesz mnie nie rozumieć, bo zasadniczo dzielimy się na tych, którzy ten System akceptują i na nim opierają oraz na takich, którym niemal wszystko w nim nie pasuje i pozostają buntownikami. Fakt – zazwyczaj nienajlepiej kończąc, bo życie depcze wyobraźnię… Kto jednak jak nie my ma być idealistą. Pozdrawiam: antykomunistyczny :-).

Ł.    

PS: Na sobotnim meczu kosza będą do kupienia plakaty na 11 listopada. Cena 1 zł, ale owa kasa będzie przeznaczona na działania wokoło manifestacji. Kup i wywieś na osiedlu!