LIST CZYTELNIKA: Postanowienie.

Zbliżają się Święta oraz Sylwester, czas postanowień i planów na przyszły rok. W związku z nimi miło mi opublikować kolejny list czytelnika. Tym razem zainspirowany przez „dział sportowy” na e-zinie „Droga Legionisty” oraz „propagandę antymelanżową”. Wiele osób mówi „od 1 stycznia nie palę”, „od 1 stycznia nie piję”, a jak wiadomo nie jest zbyt dużo sił na poważne zmiany gdy człowiek skacowany :-). Lepiej tą decyzję na poważnie w sobie pielęgnować, jeśli tak ma być to tego ostatniego grudnia nie przesadzić… Jeśli ktoś nie ćwiczy, warto od nowego roku jednak wybrać się na salę treningową by jeszcze godniej reprezentować Legię czy nasze poglądy na ulicy. Zbliża się rok 2012. Jebać Euro i System, zajmijmy się sobą! A teraz list Daniela.

Ł.   

Cześć.

Nie jestem kibicem Legii, ani nawet fanatykiem, można mnie śmiało zaliczyć do kategorii pikników… Pomimo tego staram się chociaż raz czy parę razy w tygodniu wpaść na Twoją stronę ze względu na ciekawe treści, a najbardziej podobają mi się rzadkie artykuły z działu „Warszawa” oraz „Kultura Ulic”, ale nie o tym.

Chciałem Ci podziękować, że w pewnym sensie wpłynąłeś na moją decyzję o zaprzestaniu picia alkoholu. Decyzja padła w przeddzień Święta Niepodległości, a więc Twój artykuł przemycający treść o aktywnym i abstynenckim trybie życia oraz atmosfera patriotyczna skłoniła mnie do świątecznego postanowienia, w najmniej oczekiwanym przeze mnie momencie. Zawsze mocne postanowienia abstynencji lub znacznej redukcji spożycia alkoholu padały wraz z noworocznymi postanowieniami, ale ciężko wytrwać w takich postanowieniach podejmowanych właśnie po sylwestrowej nocy alkoholowej i to na mocnym kacu ;-).

Nigdy nie jadłem grzybów i nie zażywałem twardych narkotyków, miałem epizod z marihuaną jako ciekawostką i papierosami, gdzie te drugie przerodziły się w nałóg, ale na całe szczęście krótkotrwały. Wyciągnąć z tego można wniosek taki, że z kim przystajesz takim się stajesz. Palili koledzy, paliłem ja. Nie wciągali koledzy, nie wciągałem i ja. Natomiast alkohol jest tak społecznie tolerowany, tak „normalny”, że odkąd zaczęło się moje życie towarzyskie to od razu pojawił się alkohol i tak przez kilka lat (niemalże codziennie, nie mam na myśli wiecznego melanżu; ale piwo, czasami kilka piw lub wino nieco wyższych lotów to norma…) trwało to do okresu sprzed miesiąca.

Jestem przeciwnikiem prohibicji i zwolennikiem legalizacji, bo człowiek powinien posiadać wolną wolę, jednak trzeba pamiętać, że wolności towarzyszy odpowiedzialność i podejmowane przez nas decyzje będą miały w efekcie lepszy lub gorszy finał, trzeba o tym przypominać na każdym kroku.

Mogę śmiało stwierdzić, że my Polacy jesteśmy rozpitym społeczeństwem i cholerny alkohol to nie tylko problem Polaków. Dla mnie osobiście nastąpiło pewnego rodzaju odrodzenie, od niedawna jestem orędownikiem beznałogowego życia i dobrze mi z tym. Zdecydowanie wśród moich rówieśników, czyli młodych ludzi takie przekonanie jest w deficycie. Mam nadzieję, że będzie się to zmieniać. Dzięki jeszcze raz i pozdrawiam!

Daniel (mail do wiadomości redakcji)