LIST CZYTELNIKA: Polaków i emigracji portret własny.

Do redakcji „DL” doszedł kolejny list od czytelnika, coraz więcej Waszych maili zasługuje na publikację, co bardzo cieszy. Tym razem kibic mieszkający od 5 lat na emigracji opisuje jak ona wygląda w wydaniu polskim, a także porusza szerszy konspekt konsekwencji migracji jako takiej. Generalnie – ciężko się nie zgodzić. Wiem, że wielu dobrych chłopaków przebywa za chlebem na Wyspach, z drugiej strony samo zjawisko jest negatywne, bo kto chciałby u siebie zalew setek tysięcy obcych? No nikt… Zapraszam do lektury maila, z którego polecam wyciągnąć wnioski dotyczące tzw. integracji.

Ł.

Witam.

Pisze do ciebie z nudów. Zostałem uziemiony na kilka tygodni w domu ze względu na kontuzję, której nabawiłem się podczas treningów. Mniejsza z tym.

Z nudów tez czytałem twoją stronkę (zin?). W stosunku do Legii jestem w opozycji i o jej kibicach mam swoje własne niezbyt pochlebne zdanie, wynikające z autopsji. Natomiast do waszych ziomków z Sosnowca szacunek mam najwyższy, ale z jakiego powodu to niech pozostanie moją tajemnicą.

Czytałem, że parę razy poruszyłeś problem emigracji, jako, że temat ten dotyczy mnie bezpośrednio chciałem podzielić się z Tobą paroma moimi uwagami.  Przebywam w Irlandii już 5 lat. Czasu sporo tym bardziej, że pojechało się tam zarobić i wracać, ale życie jakie jest każdy wie. Nieważne, w każdym bądź razie moje spostrzeżenia, co do polskiej emigracji zarobkowej po roku 2004 są niezbyt sympatyczne i wypadają na niekorzyść, emigrantów oczywiście.

Emigracja czy to białych, kolorowych przynosi dla danego kraju tylko i wyłącznie w dłuższej perspektywie klęskę. Nie będę pisał o czarnej emigracji, bo tutaj porażka i multikulturyzm poniósł swoją najwyższą porażkę. Co do białych na przykładzie Polaków.

Emigranci dla danego konkretnego kraju są w dłuższej perspektywie obciążeniem. Wiesz jak wyglądała ta emigracja na początku. Przyjeżdżali Polacy, pracowali w danym kraju i wysyłali pieniądze do Polski, bo każdy coś miał do spłacenia, bo każdy miał coś do kupienia (przeważnie dom). To nie były setki… to były tysiące ludzi. Teraz sobie policz ile tych pieniędzy wypływa z danego kraju w stosunku do tego, co oni wydają na miejscu, nie tworzą nowych miejsc pracy, nie wydają tych pieniędzy na miejscu, bo oni nie mają ochoty tam zostać. Oni te pieniądze wysyłają do swoich stron rodzinnych, wspierając  tamtejszą gospodarkę (to samo robią ze złotówkami Żydzi, Ukraińcy, Bułgarzy itp.). Rozumiesz? Jednym słowem – wypompowują pieniądze z jednego miejsca do drugiego. Czemu? Bo w perspektywie (jeszcze nie teraz, ale kiedyś) mają ochotę wrócić w rodzinne strony, z którymi są związani mentalnie. Jest naprawdę bardzo mało osób, które mają ochotę zostać tam na stałe, kupują domy, zapuszczają korzenie (najczęściej robią to polki (celowo z małej), dając byle jakiemu Irlandczykowi, próbując złapać „na dziecko” i ustawić się do końca życia. Niestety później okazuje się, że Irys miał wszystko na kredyt – dom, samochód i wakacje. No i problem. Jednak nie jest to aż taki duży odsetek jakby się wydawało.

Multikulturyzm poniósł klęskę nie tylko w stosunku do kolorowych (wyjątkiem są żółci, ale oni się nie integrują, zostawiają swoją kulturę i tożsamość, jednak są cisi, mili i nie wchodzą nikomu w drogę), ale także białej ludności napływowej z Europy Wschodniej. Bo jak wytłumaczysz Irlandczykowi (pracodawcy), że dla ciebie najważniejszym świętem w roku jest Wigilia spędzona z rodziną, podczas gdy oni preferują pobyt w barze? Jak wytłumaczysz mu, że nienawidzisz komuny, że Polacy pomagali, a nie mordowali Żydów w czasie II Wojny Światowej? Jak można się z nimi integrować skoro nawet ich kuchnia opiera się na ziemniakach z chipsami na kanapkę jako daniem reprezentatywnym? Po prostu się nie da, my i oni mają inną mentalność. I pewnych rzeczy nie da się wytłumaczyć (podobnie jest z Niemcami, Anglikami, Francuzami). Zresztą 60% polaków nawet tego nie potrafi gdyż ich znajomość języka autochtonów kończy się na Hi. Skoro przyjechałeś do obcego kraju to pewne podstawowe zasady wysławiania się powinieneś opanować, no chyba, że ja jestem z tych niepoprawnych, co jak są u kogoś w gościach to się nie rozbijają i nie obrażają gospodarza, ale sami też obrażać się nie dadzą…

Są rzeczy, które dla nas są, nie do pomyślenia, a do których oni nas przekonują jak np. wszelkie dewiacje (pedałki), nie dawanie dziecku własnego nazwiska, po to tylko, żeby dostać większe pieniądze od państwa (samotna matka), mieszkanie osobno, bo jak przyjdą i sprawdzą to zabiorą…. Państwo socjalne na zachodzie rozbija rodzinę jako elementarną jednostkę w życiu społeczeństwa. Rodzina jako taka ma zniknąć, już komuniści wiedzieli, że ich wszelkie reformy będą chybione jeśli nie zniszczą rodziny i wartości na niej opieranych. Dopiero jednostka w pełni wolna i niezależna nie bierze odpowiedzialności za życie rodzinne, dzieci – tylko zostawia tę sprawę państwu, które wychowa je według własnych norm. Dlatego preferuje się związki rozbite, osoby samotnie wychowujące dzieci i daje się im dotację, a kwoty są niebagatelne np. opłacone mieszkanie, w którym możesz mieszkać tylko ty i dzieci (nikt więcej). Dlatego mentalność ludzi z Europy Wschodniej, a w szczególności nas Polaków jest inna, bardziej prorodzinna, czego oni nie umieją zrozumieć, bo dla nich liczy się przede wszystkim kasa!

Na temat pracy też nie chce mi się pisać, najpierw nasi zasuwają jak najszybciej, a później mają pretensje, że im normy podwyższają, ale oczywiście oni sami tego nie powiedzą, bo się boją…

Oddzielny temat to polska patologia. To chyba jedyny pozytywny aspekt emigracji. Ponieważ na zachodzie są wyższe płace, zasiłki i benefity to takie osobniki opuszczają nasz kraj z pożytkiem dla nas, nie dla nich. Ale cóż – takie są koleje losu. Chcieli mieć multikulturyzm to mają w polskim wydaniu :-). Musze ci napisać, że odsetek taki ludzi jest znaczny (20%-30%). Na szczęście dla Polski oni nie zrobią nic dla kraju więc dobrze się stało, że ich w tym kraju nie ma.

Podsumowując – duży odsetek emigrantów to po prostu ludzie którzy chcą jakoś żyć, nie z dnia na dzień, zapewnić rodzinie pewien poziom życia (ja i ty wiemy, że w życiu nie liczy się tylko kasa, ale niestety większość myśli inaczej), ale to są w szeroko rozumianym pojęciu patrioci, przywiązani do tego kraju, zachowujący swoją tradycję (co widać szczególnie po świętach i pełnych kościołach, w których odbywają się polskie msze) i którzy marzą o powrocie do kraju, czego odzwierciedleniem (szczególnie teraz w dobie kryzysu i coraz większej niechęci miejscowych do naszych rodaków) jest coraz szerzej płynący strumień pieniędzy (nawet osób, które do tej pory nie oszczędzały) do Polski.

Beny (mail do wiadomości redakcji)