LIST CZYTELNIKA: Kontuzje + to nie picie wódki czyni Cię facetem.

Pewnie niektórzy jeszcze nie wytrzeźwieli po Sylwestrze, a tu kolejny tekst z cyklu prozdrowotnych :-). Znowu widzicie na „DL” charakterystyczną czachę z piórem, ale to bardzo dobrze, bo macie ciekawe rzeczy do powiedzenia. Po raz kolejny odezwał się mailowo Beny i co tu dużo mówić – kolejny raz się z nim zgadzam. Tym chętniej publikuję – wiedząc, że są poza kręgiem znajomych ludzie nadający na podobnych falach… I jednocześnie pocieszam się, bo przy Twoich kontuzjach moje obicie łapy, które się właśnie reaktywowało jest niczym… Taa, sport to zdrowie. Pamiętam wizytę u chirurga z ośmioma obitymi palcami… Doktor mówiła, że widziała trzy, pięć… ale osiem? A jako, że było to przed Sylwestrem parę lat temu to spytała kto mi będzie trzymał kieliszki… Chuj z kieliszkami, nie chlam, gorzej z treningami… W każdym razie wyszedłem ze szpitala niczym Freddy Kruger :-). To nie jest chwalenie się, to jest nasz, ludzi uprawiających sport – kac. Boli, ale i tak wracamy na imprezę, którą w tym przypadku jest sala treningowa. Aha, tekst z żoną podłapię na pewno, bo oczywiście z tego typu pierdołami wypuszczanymi przez ludzi słabych się spotykam :-). A Wam, byście wiedzieli o co mi do cholery chodzi, polecam poniższą lekturę :-). Naprawdę…

Ł.  

Witam.

I znowu piszę do ciebie z nudów :-). Co prawda jestem już 6 tygodni po operacji, już mogę nawet się leciutko poruszać, ale dla osoby, która jeszcze niedawno była aktywna fizycznie i samodzielna to dramat. Co prawda to nie jest pierwsza moja kontuzja (wcześniej torebka w stawie łokciowym, pęknięta ręka, o połamanym nosie nie wspomnę, a mówią, że sport to zdrowie), ale pierwsza taka, która aż tak mnie uziemiła (moja 3 letnia córka śmieje się, że nie mogę jej dogonić). No nic… jak to mówią: co cię nie zabije to cię wzmocni.

Jak wiesz – z nudów przejrzałem twoją stronę dosyć dokładnie i widziałem, że poruszałeś kilka razy kwestie zdrowia jako takiego i aktywności fizycznej. Fajnie piszesz, dosyć obszernie i z dużą znajomością rzeczy, choćby o tym, że jeśli masz zajawkę to po krótkim okresie wypalenia zapała wraca, czego doskonałym przykładem jestem ja (skromniś ze mnie nie ma co :-). Jakieś 5-6 lat temu zerwałem wiązadło krzyżowe i pękła mi łękotka podczas grania w piłkę. Potrzebny był zabieg, na który się nie zgodziłem, bo nie przeszkadzało mi to w normalnym funkcjonowaniu, a przede wszystkim musiałbym odpuścić treningi na kilka miesięcy. I tak sobie żyłem, trenowałem i chodziłem do pracy, aż do roku poprzedniego kiedy to zaczęło mi wyskakiwać kolano podczas treningów (w pracy jak po złości wszystko było w porządku). No, tego to było mi za wiele.

Poddałem się operacji, która zamiast godziny trwała trzy, bo coś jeszcze po drodze znaleźli. Rozumiesz? Poszedłem do szpitala tylko dlatego, że nie mogłem trenować. Teraz nie mogę się doczekać kiedy będę mógł znowu wrócić do mojego ukochanego bjj i boksu. Niestety najwcześniej może to nastąpić po 8 miesiącach, ale już wiem, że po 3 miesiącu od operacji będę mógł chodzić na basen a od 4 nawet zacząć biegać. Rodzina śmieje się ze mnie, że mam ADHD, ale jeśli coś naprawdę kochasz i masz zamiar to robić to prawie nic nie jest w stanie cię zatrzymać. Jedyna rada jaką mogę udzielić to wszystko robić z sensem, nie zgrywać twardziela, przegrałeś – odklep (stąd pierwsza kontuzja ramienia) to trening, a uraz wyeliminuje cię na jakiś okres z gry. Nie ma zaleczania kontuzji, coś takiego nie istnieje, jeśli się nie wyleczysz – uraz wróci.

Druga sprawa to kwestia trzeźwości, którą promujesz. Bardzo mi się to podoba. Piszesz z sensem i dajesz dobre przykłady. Niestety w Polsce (na zachodzie dużo większy problem to narkotyki) alkohol to dość duży problem i chodzi tutaj o mentalność naszych rodaków. Po prostu picie u nas jest w modzie. Każdy się chwali ile to nie wypił:

– jak było?

– zajebiście nic nie pamiętam…

(to skąd możesz wiedzieć, że było fajnie…?) i co najgorsze – nie jest to piętnowane tylko nagradzane zachwytami. Istnieje też towarzyski przymus picia. Zazwyczaj wyrażający się w tekstach typu – „ze mną się nie napijesz” (odpowiadam, że właśnie z Toba się nie napije), „co z ciebie za facet” (w takich momentach najlepiej być chamem. Ja odpowiadam, oczywiście jak nie ma mojej kobity, że „twoja żona mówi, że jestem niezły”, a drugi tekst- „trenujesz, bijesz się to, co z ciebie za facet jak rodziny nie umiesz obronić” – skutkuje naprawdę). Tym bardziej mądrym próbującym prowadzić konwersację mówię, że szlachta nie pije wódy. Wóda jest dla chamów, którą arystokraci płacili chłopom. Dostawał taki delikwent czek lub karteczki na wódę za wykonaną robotę, szedł do knajpy (prowadzonej zazwyczaj przez Żyda i to nie jest antysemityzm tylko fakt) i taką karteczkę realizował. Pan szlachcic dzieli się z karczmarzem zyskiem, chłop zadowolony, bo wesoły i problemy na jakiś czas się oddalały i wszyscy szczęśliwi.

W taki sam sposób postępowali zaborcy, naziści i komuniści. Szczególnie perfidne było to w wykonaniu wuja Adolfa. Naród polski miał być zniszczony i sprowadzony do roli niewolników. Narodowi-socjaliści (a wszyscy mówią, że to prawicowcy) bardzo szybko zobaczyli, że Polaków można doprowadzić do degeneracji, całkowitego zidiocienia poprzez rozpijanie ich. Istniały więc punkty skupu makulatury książkowej gdzie w zamian dostawałeś alkohol. Gdy ktoś oddawał kontyngent, dostawał wódę, tak samo było z wieloma innymi rzeczami, gdzie wymienić je mogłeś tylko na wodę ognistą, przy czym jej jakość pozostawiała wiele do życzenia. Problem picia był tak duży w czasie wojny, że powstały specjalne komórki AK do rozbijania nielegalnych bimbrowni.

W czasie komuny oficjalnie potępiano alkohol, wprowadzono nawet określone zakazy spożywania napoi wyskokowych, ale w czasie załamania gospodarczego i gospodarki centralnie planowanej wpływy do budżetu państwa stanowiły ponad 10 %. Więc jak tu walczyć z takim zjawiskiem? Poza tym zawsze można powiedzieć, że niepokoje społeczne są winą pijanych warchołów.

Także picie alkoholu jest niepatriotyczne :-). Kończąc cytat chyba Reymonta (nie pamiętam czy jego, nie będzie też dokładny) gdy któregoś dnia został poproszony o przyłączenie się do imprezki i na jego pytanie czemu ma pić dostał odpowiedź, że dla fantazji, na co on zripostował, że fantazję to on ma bez picia, a po wódzie to boli go głowa. Pozdro.

Beny (mail do widomości redakcji)