LISTY CZYTELNIKÓW: Okołomelanżowa polemika, tekst Serba o tożsamości!

Dzisiaj będzie międzynarodowo. Napisał bowiem Polak – odnośnie tekstów „zdrowotnych”, a także Serb (dodam, że maila podesłał po polsku i nic nie musiałem poprawiać!). Vojislav napisał takie ABC naszej kibolskiej tożsamości, ale postanowiłem wrzucić. Po pierwsze ze względu na szacunek za znajomość naszego języka, a po drugie dlatego, iż czasami dobrze jest takie podstawy przypomnieć ze względu na (zapewne) zróżnicowany wiek czytelników „DL”. Za oknami pięknej Sto(L)icy pada deszcz ze śniegiem, a zatem w ten świąteczny dzień nic tylko oddać się lekturze :-).

 Ł.

Witam serdecznie!

Często w swoich tekstach poruszasz temat sportu i promowania życia bez używek. Mam parę lat doświadczenia (póki co) w obydwu tematach, z tymże w drugim przypadku raczej z jego przeciwnością…

Leci mi właśnie 4 rok uprawiania taekwondo (WTF), prócz tego zawsze jakieś bieganie, rower jak tylko jest w miarę ciepło, piłka nożna, latem pływanie, góry itd. – bo, po prostu, bardzo to lubię. Dodajmy, nie jest to sport wyczynowy (o czym świadczy ilość podejmowanych przeze mnie sportowych praktyk ;-), bo ten wymaga czasu i poświęcenia mnóstwa pracy, a jeszcze są przecież takie rzeczy jak szkoła, jakaś robota, przyjaciele i, oczywiście, czas „kiedy gra ukochana drużyna” :-). Tak jak Ty i ostatnio Beny piszecie o czystym życiu bez toksyn zawartych w używkach, tak ja, niestety, pozwalałem sobie i nadal pozwalam na „rozpasanie” w tym względzie i piszę ten mail w jednym celu – zupełnie się z wami zgadzam i nie pochwalam obranej przeze mnie drogi.

Zdarzało mi się w przeszłości, kiedy myślałem, że treningi taekwondo będą tylko jakąś rekreacją, wpadać na salę z kacem, a były i takie „luty”, że po 0,35 l ginu czy paru piwach i była to najczystsza chujoza i głupota, z którą się ogarnąłem (zasługa tutaj też mojej, już eks, dziewczyny). Taki trening to strata mojego czasu i czasu trenera na takie zwłoki. Teraz na wszystkie treningi chodzę już czysty jak łza (no, prawie, czasem na poniedziałkowe, po niedzielnym spotkaniu z ziomkami, włażę delikatnie zmechacony). I tu jest właśnie mój problem – szczerze, zupełnie sobie nie wyobrażam życia bez alkoholu.

Fajki rzuciłem, ale też paliłem przez dość długi czas życia, z marihuaną krótka przygoda, ale zakończona bez żalu. Mój problem pogłębia jeszcze fakt, że ze swoim klubem jestem dość „blisko”, a po meczach u siebie i na wyjazdach raczej trudno jest mi utrzymać trzeźwy stan umysłu. Po troszę ratuje mnie to, że mam łeb jaki mam, i raczej „kontroluję swoje słowa i ruchy”. Nie wiem, może wg Ciebie i Beny’ego sportu i melanżu „o średnim natężeniu” nie można połączyć, ja się często nie mogę oprzeć pokusie brania w nim udziału, ale też nie odpuszczam (z powodu kaca) treningu czy biegania, albo nawet luźnego pokopania piłki z ziomkami.

Podziwiam takie „czyste” podejście jakie ma autor „Drogi Legionisty”, ale czy naprawdę (już nie mówię o sobie, bo często przeginam z częstotliwością i ilością alkoholu) nikt, kto dość regularnie trenuje i lubi sport, nie ma prawa do piwka lub dwóch albo jednego dobrego balu w sobotę? Przez niedzielę może się wyspać, zregenerować i dzięki dobrej diecie wrócić do formy :-).

Ja już jakiś czas temu odkryłem, że raczej słabo z moim charakterem i mam chyba lekko zrytą czaszkę, ale jasno zadałem sobie pytanie, czy widzę życie bez alkoholu i ku mojemu smutkowi, ale bez zdziwienia, odpowiedziałem sobie: niestety, nie. Jednakże z tego powodu nie zamierzam odpuszczać na żadnym polu sportowym i każdą okazję wykorzystać do odpokutowania zadanych samemu sobie za pomocą kieliszków, win.

Napisałem to wszystko, bo chciałem wyrazić swoje uznanie dla wszystkich o silnej woli i trenujących, ale też z drugiej strony, czasem z twoich tekstów wynika, że nie podasz nikomu łapy, kto w drugiej trzyma butelkę :-). Dobrze, kończę to pisanie, jeszcze tylko napomknę – przez parę lat bycia ciężkim matołem i tak jest lepiej, bo postawiłem w większej mierze na sport i jako – taką „ogarkę”, więc teraz ograniczyłem się dość mocno (w stosunku do dawnych dni) w częstotliwości spożywania i czuję się z tym dużo lepiej. Nie ma wątpliwości, że jakikolwiek systematyczny wysiłek fizyczny pomoże nieco „skrzywionym” naprostować swoje ścieżki.

PS – Ad Beny –: Tak, ten tekst o fantazji i piciu jest, rzekomo, autorstwa Reymonta. Mój straight edge przyjaciel lubi bardzo ten tekst i często go przypomina. Nie mi, bo ja już parę lat temu wyrosłem z „dowcipnego” namawiania go do picia ze mną ;-), przekornie – keep straight! Pozdrawiam.

haemce, Poznań (mail do wiadomości redakcji)

Dzięki za tekst. Ja też ze swoim klubem jestem blisko, ale nie uważam by był to argument na to, iż trzeba chlać… To jakiś absurd. Daleko mi do negowania kogoś kto lubi sobie wypić parę piw czy poimprezować od czasu do czasu. Kwestią, którą podejmuję jest raczej BRAK KONTROLI. Sam piszesz, że nie możesz się powstrzymać. A powinieneś, bo w kibolskim życiu czasem trzeba… Nie kumam ludzi, którzy KAŻDY (co nie znaczy, że czasem nie można) wyjazd traktują jako okazję do melanżu. Po prostu nie popieram takiego podejścia do naszego ruchu. Negujemy tu wiecznych melanżowników, którzy świata bez tego nie widzą, a często melanż jest sensem ich życia… Nigdy nie napisałem, że jak ktoś wypije piwo czy dwa lub flaszkę, w niedzielę się wyśpi, a w poniedziałek pójdzie na trening to jest jakiś zły… Gdzie to przeczytałeś :-)? Promujemy sport, sam widzisz jak Ci pomógł :-). Osobiście jednak odrzucam melanż całkowicie, mam wielu takich znajomych i taki styl życia polecam każdemu, są ciekawsze rzeczy do robienia w soboty. A jako, że teksty są najczęściej mocno subiektywne, pisze się nieco przez swój pryzmat, wiadomo… W każdym razie – keep straight! To dobra droga… Pozdrawiam.

PS: Polecam jeszcze ten felieton i dyskusję pod nim: http://zyleta.info/?p=1181 .

Ł.

Wiele wywodów było już poruszanych przy okazji tożsamości narodowej. Artykuły dotyczące nacjonalizmu, również poruszają wewnętrzny problem narodowościowy. Natomiast „my kibice” również posiadamy swoją tożsamość. Ja spróbuję dotknąć pewnej części tej identyfikacji.

Przy tym należy wyjaśnić kto to jest kibic. Kibic, fan, kibol (gwara zachodnia identyfikująca go jako kibica), fanatyk, ultras, a nawet hooligan są wyrazami bliskoznacznymi. Nie jest nim natomiast pseudokibic. Dla każdego kibica najważniejszym jest wielbienie swojego klubu, a także dbanie o jego dobro. Jeśli kibic drużyny przeciwnej zniesławia/bluzga na rodzimy klub kibica, to ten kibic ma obowiązek bronić dobrego imienia klubu. Jeśli kibic drużyny przeciwnej zaatakuje kibica innego klubu to tek kibic ma obowiązek bronić barw, a inni kibice tego klubu mają obowiązek pomóc danemu kibicowi. Jeśli kibice będą próbowali „zdobyć” flagę innego klubu, to każdy kibic drużyny przeciwnej ma obowiązek bronić tej flagi. Niedozwolonym jest służenie się pomocą służb państwowych czy wąsów przy obronie, gdyż każda próba współpracy z owymi służbami zabrania takiemu pseudokibicowi nazywania się kibicem.

Ponadto każdy kibic ma moralny obowiązek do dopingowania swojej drużyny. Doping prowadzony jest z rożnych powodów. Niektórzy kibice dopingują aby pokazać kibice którego zespołu pod tym względem są najlepsi. Inni dopingują dla atmosfery jaka panuje na trybunach, a jeszcze inni aby podnieść swoją drużynę na duchu. Inna formą kibicowania, jest zaangażowanie w ruch ultras. Już sam udział przy podnoszeniu kartonów, rzucaniu serpentyn bądź odpalaniu rac na trybunie jest traktowany jako uczestnictwo w ruchu ultras.

Trzeba również wyjaśnić kim są pseudokibice. Pseudokibic jest to wyraz tożsamy z quasikibicem, krawaciarzem, piknikiem, paziem etc. Jednym słowem jest to widz, dla którego najważniejszym jest „piękno futbolu”. Kurwo! Jak szukasz w Polsce ładnego futbolu to won na wyspy… „Gdyby polskich kibiców interesowała piłka, to dawno zostaliby piłkarzami”… oczywiście nie jest tak do końca. Kibiców również interesuje piłka, ale na ostatnim miejscu. Z wiadomych przyczyn, im lepiej gra drużyna, tym zajmuje lepsze miejsce w tabeli/Europie i tym większa sława dla ukochanego klubu. Dla takiego pseudokibica nie liczą się barwy klubowe i przywiązanie do klubu. Jemu jest wszystko jedno czy w ten weekend pójdzie oglądać Legie, w następny polonie, a jeszcze w następny widzew. Reżimowe media utożsamiają pseudokibica z kibicem. Lecz nie dajmy się zmylić, pseudokibicami to są właśnie tatusiowie z synkami, prezesi, dziennikarze i reszta śmieci, co idą na mecz aby napić się pepsi i zjeść maślany popcorn.

Trzeba wiedzieć, iż każdy kibic ma swoje zasady, których nie wolno mu złamać. Ponadto wszyscy kibice solidaryzują się między sobą gdyż sami wyznają podobne wartości. Co nie oznacza jednak, że wszyscy kibice sympatyzują ze sobą, a wręcz przeciwnie. Sympatycy danego klubu mają więcej „wrogów” niż „przyjaciół”. Są różne zgody/sztamy między kibicami klubów, ale także i kosy z innymi klubami. Co nie oznacza, że kibice zwaśnionych klubów się nie szanują. Mowa tu oczywiście o kibicach. Moje subiektywne zdanie na temat „kibiców” polonii jest bardzo negatywne, wątpię, iż w ogóle można ich nazwać kibicami, a jeśli tak, to naprawdę, uwierzcie mi – niewielką ilość. Gdyż jeśli takie ścierwo, sprzedaje kogoś na psach i zachowuje się niemoralnie, to można uznać, że taki ktoś nie ma honoru, zasad i nie ma moralnego prawa nazywać się kibicem.

Sądzę, iż poruszyłem tylko wierzchołek góry lodowej dotyczącej tożsamości kibica. Zapewne wielu z Was inaczej będzie interpretowało kibica i kibicowanie, ale to jest moje subiektywne zdanie o polskim kibicu.

Vojislav (mail do wiadomości redakcji)