LISTY CZYTELNIKÓW: Polemika w sprawie pikników na Żylecie (3).

Czas na trzecią już część polemiki o piknikach, którzy zastanawiają się czasem czy są ultrasami. Znów napisał B., który potrafi zirytować, ale niech będzie – niech będzie jako przykładowy przypadek. Ta osoba jest z całkiem innego świata niż kibolsko-uliczny, co idzie wyczuć nawet przez sieć… Nie można tego zamiatać pod dywan, bo B. ma słuszność, że takich jak on jest wielu. Staruch napisał w wywiadzie dla „DL”, że „nikt się kotem nie urodził”, ale z drugiej strony na nowy stadion przychodzą już ludzie ukształtowani, w sensie – starsze pikniki. Co z nimi? Aaa, no właśnie. Pytanie pozostawiam bez odpowiedzi. Prócz B. napisał także Z., bywalec Żylety z lat 90tych – mający całkiem odmienne zdanie. No cóż, pozostaje zaprosić do lektury.

 Ł. 

Tym razem zwracam się przede wszystkim do „wkurwionych” (wszyscy jesteśmy wkurwieni – red. :-). Nie napisałem nigdzie, że jestem ultrasem, a tym bardziej, że dlatego, że noszę białą koszulkę i śpiewam. Źle mnie zrozumieliście. Pytanie postawione w tytule maila („Kim jestem? Gdzie jest moje miejsce?” – red.) jest pewnego rodzaju prowokacją i przyczynkiem, do dalszej treści.

Nie piszcie mi, co ja robię co dwa tygodnie, i o czym myślę i czym żyję pomiędzy meczami, ponieważ nie macie o tym zielonego pojęcia. Ja sobie doskonale zdaję sprawę z tego, że na tym świecie są absolutni fanatycy, z którymi ja nie konkuruję i do których się nie porównuję, i którym jestem za pewne rzeczy wdzięczny. Pamiętacie, jak na Zachodnią nie wpuścili transparentu „dziękujemy Żylecie” (albo coś podobnego)? Myślę, że ja jestem Wam wdzięczny za to samo za co oni. Jest jednak kilka rzeczy, za które Was przeklinamy.

Napisałem, że nie mam kompleksów patrząc na boki. Zapewne Wy siedzicie w samym środku młyna, na dolnej Żylecie w środkowych sektorach. Wpadnijcie na górę, tam pod sam dach i jeszcze do tego na boki. Zobaczcie co tam się dzieje. Ok, wychowujcie ultrasów. Jak zobaczę, że wychowaliście większość wokół mnie, to zmienię trybunę. Bo na razie powiem bezwstydnie, że wyróżniam się pozytywnie na tle sąsiadów. Tak, nie policzyłem ultrasów i pikników na Żylecie (jak zapewne nikt z Was). Napisałem tylko, że jeśli już ustaliliśmy, że ja to piknik, to na podstawie MOICH obserwacji wychodzi na to, że ultrasów na Żylecie jest niewielu. Nie wiem, jakby wyglądał doping, gdyby uznać mnie za wzór piknika, i odesłać wszystkich mniej ultra ode mnie z Żylety. Nie napisałem również, że popieram nie angażowanie się. I niestety biletów na derby nie mam, nie przebiłem się przez serwery.

Nie mam mentalności „stadionowego wojownika”. Legię wspieram tak, jak mi pozwalają moje możliwości, sumienie, konstrukcja psychiczna. Zrzucam się na oprawy, kupuję koszulki-cegiełki na pomnik Deyny, kupiłem również koszulkę-cegiełkę na odnowienie WKW. Nie chwytajcie mnie za słowa i nie piszcie, że to mnie nie czyni ultrasem. Bo nie uzurpowałem sobie takiej roli, ale robienie ze mnie sobotniego festyniarza to już nadużycie.

Nie piszcie mi też, kto jest zadowolony z postawy takich jak ja. Nikt się do mnie nie zgłaszał z instrukcjami, jak mam się zachowywać. To jestem po prostu ja. Każdy jest w jakimś stadzie i jakoś kracze. Wy „niezależni” też. Zastanówcie się przez chwilę, czy czasem wasze poglądy nie są dokładnie takie same jak kolegi obok, a jego są kopią jeszcze innego. Nie przeczytałem wszystkiego z działu „Listy od czytelników”, ale zerknąłem na kilka, więc zastrzegam, że mogę się mylić. Na podstawie tego co przeczytałem można powiedzieć, że jesteście towarzystwem wzajemnej adoracji. To nie jest zarzut, bo strona jest zdecydowania kierowana do konkretnych odbiorców, więc trudno oczekiwać wśród tych odbiorców jakichś skrajnie odstających od pewnego schematu postaw. To ja zacząłem kontrowersyjny dla Was temat, bo liczyłem w końcu na rzeczową rozmowę, na argumenty. Nie przeliczyłem się. Dziękuję za to, bo sądzę, że wiele zrozumiałem. Zrozumiałem, to nie znaczy, że się ze wszystkim zgadzam. Mogłem równie dobrze zapytać na jakimś popularnym forum, gdzie podobni do Was zbluzgali by mnie, a podobni do mnie zbluzgaliby Was, ale miałbym chociaż komfort, który Wy macie teraz, czyli też miałbym za sobą grupę poparcia.

B.

Piszesz, że nie wiemy co robisz przez dwa tygodnie i czym żyjesz pomiędzy meczami. Ok. Chciałbym tylko napomknąć, że analizowaniem ligowej tabeli nie zdobywa się wpływów na Żylecie… Naprawdę miło, że „dziękujesz Żylecie” z tym, że w założeniu mają ją tworzyć ludzie, którzy spełniają warunki takie, za które ich szanujesz, a także przeklinasz! Jest dzisiaj jak widać inaczej, ale taka jest koncepcja i punkt wyjścia… Trzymamy się tego by nie stracić tożsamości. Sam jednak wskazałeś różnice między nami, a że założenia w stosunku do Żylety są jakie są to sam odpowiedziałeś sobie na pytanie czy jest to dobry sektor dla Was… We wcześniejszym liście wspomniałeś, że rozumiesz hierarchię, a więc idąc dalej tym tokiem – powinieneś się dostosować! Proste…

Wiemy, co tam się (po bokach Żylety) dzieje, ale w żaden sposób nie usprawiedliwia to Twej krytyki przekleństw i spontaniczności Żylety. A dlatego, że takich jak Ty jest tam dużo – dlatego w trzeciej już części tej polemiki podkreślam, że sprawa jest bardzo trudna… Jest to naprawdę szeroka kwestia, związana z całym postępem technicznym i czasami w jakich żyjemy. Dużo ludzi przychodzi na nowe stadiony, wcześniej bluzgając klimat starych – naszych, kibolskich… Krok ku teatrowi został poczyniony…

Na pikników narzekają ultrasi w Poznaniu, w Krakowie, narzekamy też w Warszawie… Kamery zabraniają radykalniej radzić sobie z problemem – o czym przekonał się m.in. Lech. Jako kibole jesteśmy trochę w dupie… Czy znajdziemy sposób? Czas pokaże… Jak wspomniałem – dużo robią też inne czasy… Kto był młody w latach 90tych był zazwyczaj większym twardzielem, dzisiejszy standardowy nastolatek jest (przepraszam tych normalnych, dobrych chłopaków) bardziej pizdowaty… Kamery, Internet, iphony – to wszystko ma wpływ nawet na nasze młyny, bo trybuny to odbicie lustrzane społeczeństwa… W naszych młynach zasiada coraz więcej pikników, niektórzy nawet raczą nazywać siebie „ultrasami” i tworzą jakieś własne teorie, masowo pierdolą głupoty po forach…

Brama pod stadionem Rapidu w Bukareszcie, ktoś z ekipy wydarł się i utkwiło mi to w pamięci: „ale się porobiło tych kurwa cwaniaczków”… bo porobiło się. „Andrzejów z góry Żylety” (nie dotyczy normalnych, którzy tam siedzą) pchających się na chama do przodu, wypowiadających się o rzeczach, o których nie mają pojęcia i ustalających własne zasady. Argument? „Bo kupiłem bilet i wymagam”, „Kupiłem więc jestem na takich prawach jak Ty”… Eh. To jest minus nowych stadionów i najpopularniejszych klubów, do jakich należy nasza Legia. To jest też minus konsumpcyjnego podejścia do życia („mam kasę = mogę wszystko kupić”), z którym od lat walczymy na łamach „DL”… Nie! Są społeczności, które nad kasę cenią sobie wypracowane latami zasady, hierarchię wartości. Są to m.in. kibole, ultrasi z Żylety…

Fajnie, że wspierasz inicjatywy, kupujesz (znowu hajs ma być przepustką?!!!) cegiełki, ale kultury szukaj gdzieś indziej niż na Żylecie i powie Ci to każdy kto czuje klimat tego sektora… Ultrasi Legii są jednością, a nie towarzystwem wzajemnej adoracji. Bo zasady są jedne dla wszystkich, my je przyjmujemy, szanujemy, rozumiemy i dlatego mówimy zazwyczaj jednym głosem. Tak samo jest we wszystkich innych ekipach. To jest właśnie ruch kibicowski. Ruch kibicowski, który poradzi sobie bez Ciebie, ale Ty niemógłbyś się chwalić klimatem Legii przed znajomymi z Karaibów gdyby nie on… Ci ludzie, którzy ustalają zasady organizują również to, co popierasz (poprzedni list): akcje patriotyczne, charytatywne…

Chyba wszystko, co mogłem – cierpliwie Ci wyłożyłem w tych trzech odpowiedziach. Reszta to już kwestia wychowania przez całe życie i wyglądu tego życia. Jeśli jesteś daleko od tego, co piszę – nie zrozumiemy się nigdy. Szkoda tylko, że jest to problemem szeroki CAŁEGO ruchu kibicowskiego… A teraz kolejny mail w tej sprawie. 

Ł. 

Jak każdego dnia już od dłuższego czasu przeglądałem wczoraj „DL”. Oczom ukazał się list „B”,, negujący pewne postawy i zachowania  występujące na jednej z trybun stadionu Legii Warszawa. Zachowania, które raczej nie przypadły „B” do gustu. Niepoprawność polityczna, brak pokory, odrobina szowinizmu, nutka przekory. Iskra w sercu, która nie pozwala usiąść na dupie, bo ktoś sobie tego życzy…

Drogi kolego „B”, co by Ci tu powiedzieć… Chodzisz dziś na Legię, chodziłeś kilkanaście lat temu? Miałbyś skalę porównawczą. Żyleta NIGDY nie była miejscem dla pizdusiów, lanserów i innych zagubionych chłopaczków, próbujących podszyć się pod awangardę ulicznego życia. Ta trybuna, od zawsze była miejscem dla fanatyków, a fanatyzm nie uznaje kompromisów. Żyleta jest miejscem, gdzie narzucane zakazy i nakazy są złem, a jedyną przestrzeganą regułą powinny być zasady obowiązujące wśród uczestników ruchu kibicowskiego. ”Kapować nie wolno, odegrać się wolno…” Tego nie dowiesz się z gazet. Nie nauczysz się tego z podręczników savoir vivre.

Myślisz, że jeśli chodzisz na każdy mecz i śpiewasz na całe gardło, to jesteś prawdziwym kibolem? Oczywiście śpiewanie i wspieranie swojej drużyny jest ważne, ale to namiastka tego, co tworzy ideę ULTRA. Szacunek dla Barw, dla historii, miłość dla swego klubu. Kiedy trzeba, zamiast udawać że się nie widzi, należy pójść   pod prąd – jasno opowiedzieć się w obronie swoich racji. Racji, które poprzez manipulacje mediów dziś niekoniecznie są popularne.

Duch ULTRA jest spontanem, jest brakiem akceptacji dla powszechnie narzuconych reguł i zasad postępowania poprzez tych, reprezentujących grzeczne społeczeństwo. Dla bzdurnych przykazów, których celem jest kontrola tych, którzy nie są dla Systemu wygodni.

Piszesz o rasizmie, nacjonalizmie –  postrzegając te zjawiska jako zło, a nie patrzysz  na tematy szerzej. Gdybyś spojrzał nieco dalej, niż na czubek własnego nosa, może udałoby Ci się dostrzec poprzez pewien radykalizm tych działań, stanowisko mające na celu obronę naszych tradycji narodowych, naszej kultury, obyczajów. Języka, czy wartości wypracowanych przez naszych Przodków przez minione wieki. Być może zauważyłbyś, że Warszawę zalewa dziś fala imigrantów, z której naprawdę spora część (np. Azjaci ) jest w Polsce nielegalnie. Dziś w imię tolerancji walczy się z poczuciem dumy narodowej, z dumą z bycia Polakiem. Zastanawiałeś się kiedyś, skąd taki wzrost poparcia dla ruchów lewackich, środowisk gejowskich, ogólne  moralnego upadku naszego społeczeństwa ? Manipulacja mediów zbiera swoje żniwo…

A dzisiaj wyjeżdżasz z tanimi hasełkami, atakując tych, którzy są od Ciebie bardziej radykalni w swoim spojrzeniu na życie. Jeśli zastanawiasz się, czy Żyleta jest miejscem dla Ciebie – odpowiem Ci – raczej nie… Czujesz się Legionistą – to dobrze, ale jeśli Twoja aktywność ma się ograniczać tylko do śpiewania i negowania pewnych postaw Braci po szalu, lepiej przesiądź się i zwolnij miejsce na trybunie północnej dla tych, którzy pójdą w ogień w obronie naszych Barw.

Pamiętam z  czasów mojej młodości stary stadion i jego zajebisty, naprawdę fantastyczny klimat. Pamiętam płot, na nim wiszących ludzi. Pamiętam mnóstwo rac, odpalanych kiedy tylko się dało, pamiętam flagi obcych ekip wywieszane do góry kołami. Gaz, który psiarnia odpalała przy najmniejszym łamaniu regulaminów stadionu. Pamiętam sektorówkę (!!!) Wisły, rozłożoną do góry kołami na krzesełkach z szyderczym napisem „Wisła szmato co ty na to?”. Pamiętam jak płonęła, pochłaniając ze sobą część krzesełek. Dziś to się raczej nie powtórzy, a jedyną walką na stadionie, może być walka na głosy. Nie da się ukryć, że wiele ciosów uderzyło w zorganizowane ruchy kibicowskie w całym Kraju z okazji jebanego Euro 2012. Ale ten temat, to zupełnie inna historia. Skończy się  komercyjna impreza, znów będzie można złapać oddech. A na sektorach znów będą stali fanatycy, dla których futbol, to nie ogromne gaże pseudo gwiazdorów, nowoczesne stadiony i komercha,  tylko fanatyczny doping, styl życia, wierność zasadom i wola walki w obronie swoich ideałów. Dlatego przemyśl zajmowane przez siebie miejsce na Stadionie Wojska Polskiego (bo nie pepsi areny).

Z kibicowskim pozdrowieniem – Z.

Wszystko spoko, ale przestrzegałbym przed tym myśleniem, że Euro się skończy i złapiemy oddech. Euro się skończy – nowe stadiony będą nadal… Pzdr.

Ł.