LIST CZYTELNIKA: Nie wszystko w Barcelonie jest komercyjne…

A teraz dla odmiany, list czytelnika na temat felietonu o „Gran Derbi”, który jakiś czas temu był na „DL”. Temat z pozoru nudny, ale mail napisany bardzo ciekawie z dużą dawką argumentów, potrafiących przekonać. Oto okazuje się, że w wyzywanej od komercyjnych, bogatej Barcy – często wiele kwestii bliższych jest naszej idei jak „najczystszego” futbolu! Gdyby nie te kontrakty z kosmosu… Aczkolwiek jak będziecie mogli zaraz przeczytać – są też inne strony medalu. Dające do myślenia.

 

Ł.

Na początku chciałem wyrazić moje uznanie za kawał dobrej roboty, jaką codziennie wykonujecie czego owocem jest „DL”. Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem jego merytorycznej zawartości. Zaglądam tu po kilka razy dziennie i wcale nie przeszkadza mi fakt, że Wy jesteście Legionistami, a ja z Górnego Śląska. Sami wielokrotnie wspominaliście o wartościach nadrzędnych, tak ważnych nie tylko dla ruchu kibicowskiego, ale i Polski w ogóle, także myślę, że dobrze trafiłem.

Żeby nie było jaj – nie szukam kolegów, nie będę Wam zadawał kretyńskich (moim zdaniem – żeby nie było) pytań typu: „Czy cieszycie się z sukcesów Lecha/Wisły?”, bo odpowiedź jest oczywista i nie ma co z siebie robić idioty. Chcę jednak aby list miał charakter polemiczny (nie napinacki) dlatego kieruję go do Z. gdyż w jednym z artykułów wyraził swoje zdanie na temat Gran Derbi, a z którym się nie zgadzam i już tłumaczę dlaczego.

Z. w artykule „Gran Derbi a… Legia Warszawa” napisałeś: „Wiele już razy tłumaczyłem różnym ludziom, że dla mnie to jest szajs, tandetny produkt, opakowany w nazbyt efektowne świecidełka. Produkt, wypromowany i wykreowany dzięki wielkim pieniądzom i przeznaczony dla bogatej klienteli, biznesmenów, nadzianych gówniarzy i innych, którzy myślą, że wszystko i każdego można kupić. Wielkie pieniądze, ogromna promocja, wmawianie ludziom, że tam są wielkie emocje. Gwiazdy, piłkarskie talenty z kontraktami, za które można wyżywić wieś. Marketing, świetnie napędzający się biznes. Produkt, którego odbiorcami mają być stateczni finansowo ludzie, bo tylko tych stać potencjalnie na kupno biletów na takie imprezy. Oraz wszyscy ci, którzy poprzez swoją oglądalność napędzają hajs cwaniakom, którzy dzięki temu świetnie prosperują.”

I ok. Mnie w zasadzie też irytuje ogromna kasa w sporcie, a winą za to obarczam czasy, w których żyjemy, cechujące się maksymalizacją zysków. Uważam, że nie tylko w piłce nożnej, ale w przemyśle rozrywkowym w ogóle, takie zarobki są nie na miejscu. Nie zgadzam się jednak ze stwierdzeniem: „Produkt wypromowany i wykreowany dzięki wielkim pieniądzom i przeznaczony dla bogatej klienteli, biznesmenów, nadzianych gówniarzy, którzy myślą, że wszystko i każdego można kupić”. Sądzę, że uwielbienie dla ludzi tam grających bierze się nie tylko z ich zarobków i opalonych mordek, ale z poświęcenia jakie włożyli w swój sukces. Weźmy np: dwie największe gwiazdy: Messi i C.Ronaldo. Argentyńczyk w dzieciństwie chorował, miał kłopoty ze zdrowiem, groziła mu karłowatość. Barcelona wzięła go pod swoje skrzydła, wyleczyła… podarowała mu nie tyle karierę, co normalne życie. Wczoraj strzelił pięć bramek… miłość odwzajemniona. Ronaldo też nie miał lekko, (choć przyznaję jest pedałkowaty); podobnie jak Messi w wieku 13 lat opuścił dom rodzinny, by z dala od najbliższych trenować i zdobywać piłkarskie szlify. W samym Sportingu się z niego śmiano, wyzywano od wieśniaków… wiesz nie chcę Cię zanudzać łzawymi historyjkami, bo sam z natury nienawidzę ckliwienia się, ale powiedz mi, który polski piłkarz tyle poświęci? Zobacz Rybus czy Borysiuk już poszli w chuj. W zeszłym sezonie namieszał trochę Lech w LE i tyle tam widzieli Peszkę czy Lewandowskiego. Ok. można ową wierność największych tłumaczyć znowu kasą, ale prawda jest też taka, że nie wszyscy wytrzymują presję. Zobacz ile talentów u nas się zmarnowało: Baran, Sypniewski, Citko, Mila, z Twojej Legii Kowalczyk… a to przecież tylko wierzchołek góry lodowej. Wśród tych wymienionych tylko Citko miał pecha, reszta problem z chlaniem. U nas jak jeden z drugim coś osiągnie to już wielka gwiazda i sodówa wali na całego. Oni (Messi i Ronaldo) to wytrzymali i nadal wytrzymują. Leo sieknął wczoraj 5 bramek, a Ronaldo ma ich więcej niż rozegranych meczów. Kosmos. I powtarzam: nie dostali tego za darmo, tylko zapierdalali całe życie. Dwa to zachowanie; nasze „gwiazdorzenie” a np: taki Messi, skromny, pokorny, pracowity. Jest wzorem dla każdego dzieciaka, nie tylko bogatego gówniarza jak to sugerowałeś. Czasami nawet te biedne dzieciaki z domów dziecka są bardziej w nich zapatrzone, bo przez sport chcą coś osiągnąć i wyrwać się z tego bagna. Ronaldo też klepał biedę więc coś w tym na pewno jest na rzeczy.

Druga sprawa to WIERNOŚĆ urzeczywistniająca się w tradycji. Okazuje się, że w czasach globalizacji i komercjalizacji da się to nie tylko obronić, ale przekuć w niesamowite sukcesy. FC Barcelona wyciągnęła z tego wnioski i dziś święci największe tryumfy w historii. Czas nie odgrywa tu żadnej roli. Dowód? Skład Barcelony z sezonu 1999/2000: Hesp, Reiziger, de Boer, Abelardo, Bogarde, Guardiola, Cocu, Zenden, Figo, Kluivert, Rivaldo. Pięknie, co nie? 7 Holendrów, Hiszpan z Gijon, 1 Brazylijczyk, 1 Portugalczyk i tylko jeden Katalończyk – Guardiola.

Jak to wygląda dziś? Skład z tamtego sezonu: Valdes, Alves, Pique, Puyol, Mascherano, Busquets, Pedro, Xavi, Iniesta, Villa, Messi. 8 wychowanków z La Massi, z czego aż 7 to Katalończycy. Więc się pytam: da się? DA! Do tego dochodzi fakt, że klub ten przez 112 lat swojego istnienia nie miał nigdy reklam na koszulkach. Myślę, że nawet Tobie imponuje takie podejście. Mam rację :-)? Mi pozostaje mieć nadzieję, że jeszcze do tego wrócą, bo zbyt dużo ludzi się tam o to wkurwia.

I teraz zestaw to z podejściem takiego Rybusa czy Borysiuka. Nie chodzi mi tylko o nich, powtarzam się, ale kij z tym… łatwo u nas zostać gwiazdą… za łatwo! Sam pisałeś, że milczałeś jak żegnali się z publiką. Wspominałeś o ich zasługach niewspółmiernych do takiego pożegnania… trudno Ci się dziwić. Jednak w takiej Barcelonie to jest i zajebiście funkcjonuje. Jest to oddanie dla barw, poświęcenie i są sukcesy. Czytałem wywiad ze Staruchem. Powiedział jedną ciekawą rzecz w tym kontekście: „Nie ma piłkarzy „z jajami”, bo kluby stały się dla nich wyłącznie miejscem pracy, fabryką, w której podbija się kartę, odwala pańszczyznę, pobiera hajs i idzie do domu. Nie utożsamiają się z klubem, z miastem, z kibicami, a ubierają to w płaszczyk rzekomego profesjonalizmu. Uważam, że gdyby kluby miały status reprezentacji miast, byłoby z tym dużo lepiej”.

Wiesz, co w tym wszystkim jest najlepsze? Że w Barcelonie jest pod tym kątem dokładnie odwrotnie: Prezes klubu – Katalończyk. Trener -Katalończyk, asystent – Katalończyk. Sztab medyczny – to samo. Plus większość podstawowego składu. Ci, którzy obecnie stanowią o jego sile i ci co stanowili o niej w przeszłości – Bergistain, Bakero, Guardiola, Ferrer, Nadal… oni są stąd, nie z drugiego końca świata, a publika na Camp Nou traktuje ich jak SWOICH. Pod tym kątem tylko lepiej jest w Bilbao, ale Athletic poszedł swoją własną drogą (nomen omen :-) ) i jest przypadkiem niezwykłym.

I ostatni argument – szkolenie młodzieży: kasa kasą, ale ostatnio w Poznaniu był turniej młodzików. Zgadnij kto go wygrał? No właśnie… W tym kontekście to całe szkolenie odbywające się w La Masii, XVIII wiecznym budynku :-).

Poza tym jako Polscy Patrioci mamy prawo przynajmniej szanować te dwa kluby. Real za to, że Franco pomógł polskim żołnierzom podczas drugiej wojny światowej, a wcześniej po ataku Hitlerowców zerwał stosunki dyplomatyczne ;-). Jeżeli zaś chodzi o Barcelonę to nie pozwoliła ona w meczu z ZSRR zdjąć transparentu Solidarności na Mundialu w roku 1982. Komuchy chciały go zdjąć i prosiły o to ochronę, ale tłum by ich zlinczował. Jakby tego było mało, to podobno klub ten udzielał wsparcia Solidarności poprzez kredyty i pożyczki. Napisałem podobno, bo gdzieś to zasłyszałem i muszę zweryfikować, a w chwili pisania tej wiadomości nie mam takiej pewności.

Na sam koniec. Nie ukrywam, że jestem sympatykiem tego klubu. SYMPATYKIEM, bo fanatykiem nigdy nie będą. Fanatykami to tacy ludzie jak Wy, ale to już temat na inną historię, zresztą wielokrotnie tu wałkowaną. Myślę jednak, że ludzie kochają takie kluby z innego, prostego powodu: chcesz to przesłuchaj, lecz proszę zrób to na spokojnie w wyciszeniu, może choć trochę zrozumiesz w końcu przecież też kochasz piłkę, a nie tylko na Łazienkowskiej jest ona jedna, a bramki są dwie ;-).

Sława Wielkiej Polsce!

K.

Na początek ponawiam apel! Patrzcie na podpisy pod tekstami. Dostałem kolejnego maila skierowanego do mnie, a tak naprawdę autorem felietonu na poruszany temat był Z.! W Twoim tekście sam to zmieniłem… Patrzcie uważniej.

A teraz a propos maila, z którym nie sposób się nie zgodzić. Jasne, że „się da”… Dorzuciłbym do tego jeszcze przykład Del Pierro, który został w Juve nawet mimo wywalenia ich do II ligi, a na brak propozycji nie narzekał… Pozdrawiam i oby więcej takich listów! A, jak Z. będzie chciał się odnieść to proszę bardzo…

Jeśli chodzi o mnie to kilka lat temu napisałem nawet tekst „Jak polubiłem Real Madryt”, bo nie wszystko tam wkurwia, co mogą tacy UltraSur na przykład, że tyle komercji w pozostałych częściach stadionu… Ważne, że oni nadal są politycznie niepoprawni i to dużo bardziej niż gdzieś indziej (wyznawany przez US prawdziwy faszyzm bądź narodowy socjalizm)…

Jasne, że kochamy piłkę, ja tego wcale nie ukrywam, a jak orkiestra o nazwie Legia gra tak jak w Moskwie czy we Wrocławiu to czuję dreszczyk, cały czas mimo lecących lat… A prawda jest taka, że płaczków tu również mamy – czym różni się pod tym względem Rzeźniczak od Ronaldo? Niczym… prócz tego, że Cristiano jest o 10 klas lepszy.

Ł.