LIST CZYTELNIKA: O motylach wyjazdowych po raz kolejny…

Na maila DeeLki nadeszła odpowiedź na ostatni publikowany list – o motylach. B. ma zupełnie inne zdanie i także coś w nim jest… Wydaje się, że kiedy motyle byliby traktowani jakoś „pomiędzy spojrzeniem KK, a B.” – to byłoby idealnie… Wyjazdy nie są dla miękkich (zresztą jak cały klimat uliczny), ale bez przesady, po cholerę GNOIĆ swoich… To ma być brat, który będzie za Ciebie nastawiał karku. Czy ktoś zgnojony będzie chciał nastawiać karku za gnojącego? Rozkmińcie sobie. Miłej lektury listu. Tylko Legia!

 Ł.   

Witam!

Długo zastanawiałem się czy w ogóle napisać do Was, jednak uznałem, że chyba warto… Kwestia –motyli- opisywana w mailu czytelnika o inicjałach KK z całą pewnością istnieje. Opisywanej sytuacji z dziewczyną i chłopakiem przyglądałem się bezpośrednio, ponieważ sami kręciliśmy zabawę w naszym przedziale. Chłopak sprawiał wrażenie mega przestraszonego, jakby wylądował na wyjeździe z przypadku… Wiadomo, po zdobyciu Pucharu, nie siedzimy z soczkiem Kubuś i batonem Prince Polo, tylko jest melanż jakich mało… Gdyby odrobinę pomyślał, to wiedziałby, że tak może wyglądać sytuacja.

Z drugiej strony, motylem był także mój kumpel, charakterny kawał skurwysyna, który pomimo całej ilości wlanego w gardło alkoholu i stanu nieważkości, miał jaja żeby się bawić, latać pod sufitem, śpiewać wszystkie znane przyśpiewki. Dzwoniąc dzień po, jego pierwsze zdanie brzmiało: „boli mnie wszystko, ale nie zamieniłbym tych 4h przejazdu na nic innego”.

Może problem nie leży w znęcaniu się i krzywych ruchach jak to określa KK tylko w posiadaniu odpowiednich predyspozycji do bycia fanatykiem Legii Warszawa?

Chyba, że chcemy mieć w przyszłości paziową ekipę, a tego chyba nikt by nie chciał…

Pozdrawiam, B.