LIST CZYTELNIKA: A propos życia duchowego polskich nacjonalistów.

Ostatnio jeden znajomy zagadał, po co publikuję niektóre listy czytelników, mając na myśli tekst o polskiej młodzieży, który zresztą spowodował sobą z trzy riposty. I właśnie! Nawet, gdy z czymś się nie zgadzam bądź Wy się nie zgadzacie – warto skonfrontować myśli, odpowiedzieć, zostawić czarno na białym czemu myślimy tak, a nie inaczej. Zmusić do myślenia. Nie twierdzę by stale bić głową w mur głupoty, właśnie z tym kończę, ale przynajmniej raz/dwa można spróbować powalczyć o kogoś. A teraz list, którego owy wstęp nie dotyczy. Piszcie maile do „Drogi Legionisty”. Ilu już udało się wyłowić w ten sposób dobrych publicystów, ciekawych grafików? „DL” ma paru ze „swojej stajni”…

Ł.

Witam. Kilka słów od ateisty w nawiązaniu do art. pt. „Różne życie duchowe nacjonalistów”. Ateisty wychowanym w rodzinie katolickiej. Znając martyrologie naszego kraju, trudno żyć bez szacunku do wiary katolickiej, znając starszą historię naszego Kraju, trudno żyć bez szacunku do wiary Rodzimej, najtrudniej nie wierzyć w nic. Przepychanki dotyczące wiary zostały szeroko przedstawione w dorobku intelektualnym narodowców międzywojennych.

Z jednej strony w publikacjach myślicieli ONR , NOP, OWP, SN itd., z drugiej w Zadrudze i środowisku z nią związanym. Z mojego punktu trudno odmówić słuszności jednym i drugim, no i właśnie te dwie strony medalu są problemem największym. O ile fajnie jest bez żadnych uprzedzeń korzystać z myśli tych dwóch stron, o tyle stwarza to ogromne problemy, gdy w główce ma dojść do konkluzji.

Zajebiście jest powłóczyć się po Ślęży i poczuć jej „magię”, jeszcze fajniej jest poczuć „moc” zwiedzając sanktuaria na naszych Kresach. O wiele trudniej jest, gdy szukasz rozwiązań politycznych i gospodarczych wśród naszych myślicieli. Stary! O ile fajniej byłoby przeczytać Dmowskiego, Wasiutyńskiego, Mosdorfa i Im podobnych, zamknąć opracowanie i powiedzieć „tak, to jest to!”, o ile fajniej byłoby przeczytać koncepcje dotyczące polskiego korporacjonizmu opartego na wierze chrześcijańskiej i dotrzeć do satysfakcjonującego poziomu zgodności. Tymczasem nic z tego. Zgodzę się z Tobą, co do przewagi w dorobku intelektualnym, zgodzę się z Tobą, co do stosunku do wojujących antychrześcijan i zgodzę się z Tobą w kwestii zwalczania wiary w momencie, w którym przeżywa kryzys, bo aż boję się pomyśleć, co mogłoby nadejść. Tymczasem ta wiara to od setek lat siła i spoiwo. Gardzę wszystkimi, którzy popychani liberalną sieczką organizują się w inicjatywy „na rzecz świeckości”.

Mój dekalog nie jest spisany w Biblii, wiem że żyję tak, aby w momencie śmierci, gdyby na przekór mojej głowie coś tam jednak istniało, wyląduję po tej dobrej stronie. Czy to się będzie nazywać Niebo czy Valhalla. Chociaż na marszach nie przechodzą mi przez gardło różne hasła, wole radykalnego katola niż radykalnego ateistę. Ja nawet uwielbiam krzyże… celtyckie.

Pozdrawiam. Sartor.