12.10.10 „(…) Też bym wolała iść na mecz niż ciasto piec (…)”. WYWIAD!

Kobiety wśród ultras. Ta tematyka była już kilkakrotnie poruszana w różnych magazynach i na różnych stronach. Zazwyczaj wypowiadały się ultraski z danej grupy ultras – reprezentujące oficjalnie daną pakę. Herb, logo grupy – oficjalne stanowisko. To chcąc czy nie chcąc powoduje, że rozmowa jest sztywna i zapewne w pewnym sensie kontrolowana. Ja postanowiłem porozmawiać z koleżanką anonimowo. Nazwa grupy ultras jest tu nie ważna. Porozmawiamy raczej o podejściu kobiety do pewnych spraw dotyczących części przedstawicielek płci pięknej na polskich stadionach. Zamieszanie spowodowane nazwami, logami i herbami – nie jest nam w tej rozmowie potrzebne. Podobnie jak pokazywanie twarzy i czynienie z inteligentnych kobiet „Wyborów Miss”. To nie na „DL”…Zapraszam na rozmowę. Tym samym jest to pierwszy tekst umieszczony w dziale „Wywiady” (z Waszej lewej). W swojej historii „DL” przeprowadziła ich kilka, ale postanowiłem, że nie będę starych (co za tym idzie – średnio aktualnych) ponownie umieszczał. Dział będzie aktualizowany rzadko, ale mam nadzieję – konkretnie.

Ł: Na początek przedstaw się czytelnikom. Ile masz wyjazdów, od ilu lat regularnie chodzisz/ jeździsz na mecze. Dlaczego jako dziewczyna wybrałaś takie nietypowe dla tej płci hobby?

U: Zacznę od tego dlaczego akurat kibicowanie, ponieważ zaraz po przeczytaniu pytania zaczęłam szukać w biografii początku zainteresowania piłką nożną. Krótki powrót do dzieciństwa i chyba mam źródło. To przewaga braci ciotecznych przesądziła o tym w co będziemy się bawili za młodu. Lalki poszły w odstawkę. Nie miałam szansy przebicia. Dostosowałam się więc do chłopaków i tak co tydzień u dziadków organizowaliśmy sobie mecze, robiliśmy bramki z patyków, dzieliliśmy się na drużyny. W tym miejscu chcę i powinnam podziękować im za to, że przyczynili się tak nieświadomie do tego kim teraz jestem i co robię.

Czwarta klasa podstawówki – wybrano mnie do reprezentacji szkoły w piłce nożnej dziewcząt. Z początku były to rozgrywki międzyszkolne, ale też i ogólnopolskie. Żeby być dokładniejszą, odświeżyłam szufladę z dyplomami. Pierwsze osiągnięcia to 1999 rok – zajęcie pierwszego miejsca w pierwszych zawodach i występ w pierwszym składzie podgrzał zapał jaki we mnie drzemał. Koniec aktywnej gry w piłkę nożną przypada na trzecią klasę gimnazjum. W tym właśnie wieku wybieram się na pierwszy mecz, jest to rok 2003, a wybrałam się z koleżankami z klasy. Pamiętam również, że na tym meczu leciały płyty chodnikowe w kierunku gości, a za uchem słychać było jakże modną i denerwującą w tamtym okresie wuwuzelę. Nie było szansy żeby mnie zniechęcić.

Jeśli serce zaczyna bić mocniej to znak, że nie jest Ci obojętna sytuacja, w której się znajdujesz. Tętno moich koleżanek musiało pozostać bez zmian, bo więcej nie pojawiły się na stadionie.

Z wyjazdami to było trochę problemów gdyż dziewczyny, które przed nami próbowały się sprawdzić poza granicami swego miasta zmarnowały szansę. Przez pewien czas nawet był wprowadzony zakaz wyjazdowy dla płci uważanej potencjalnie za piękną. Dziewiątego kwietnia 2005 roku udało się wyruszyć za ….  swoją drużyną ;-). Dzisiaj tych wypraw jest sześćdziesiąt.

,,…Każda historia siedzi w nas. Tworzysz ją Ty i tworzy ją czas. Ten świat, który dobrze znasz w nim trwasz aż odnajdziesz swoje szczęście…”. Szczęście zostało zidentyfikowane – być zawsze tam.

Ł: Ile lat byłaś w grupie ultras? Jakie miałaś tam obowiązki? Dzisiaj wiem, że mimo, iż nadal jesteś na trybunach – nie należysz już do żadnej grupy. Z tego powodu pytanie: czego najbardziej jest Ci szkoda, jakie były najpiękniejsze chwile z tym związane?

U: Teraz poświęcam się stowarzyszeniu. W grupie ultras miałam przyjemność spełniać się około 3-ech lat. Nie wszystko idzie po naszej myśli. Zmieniają się czasy, ludzie. Pytasz o najpiękniejsze chwile?! Hm… myślę, że to połowa mojego życia. Odpowiedź na to pytanie to materiał na książkę. Piękne były chwile kiedy potrafiliśmy zrobić coś wspólnie, a przy tym dobrze się bawić. Kiedy jeden drugiego nakręcał. Momenty ,w których potencjalnie nie było wyjścia, a jednak cel zostawał osiągnięty. Dreszcz podczas odpalania rac, kiedy oprawa wychodziła idealnie, słowa uznania i podziwu od ludzi. Jeśli robi się coś co się kocha, to każda chwila będzie piękna, wyjątkowa. Do końca nie pogodziłam się, że już w tym nie uczestniczę. Pozostał tylko żal, który od czasu do czasu przelewa się pod wpływem wspomnień. Jeśli chodzi o obowiązki w ultras hehe, zgodnie z równouprawnieniem takie same jak chłopaki. Nie lubię być traktowana jak księżniczka. Będąc mniejszością w tym klimacie przejmuje się taki styl życia jak większość. Co prawda nie podrywam wszystkiego co się rusza, ale np. nie sprawia mi bólu ubrudzenie farbą, jej przyniesienie czy cokolwiek innego.

Ł: Czy masz stałe kompanki podróży pociągowych? Czy może raczej na wyjazdach trzymasz się z chłopakami? Wreszcie – czy jako kobiecie nie przeszkadza Ci, że „facet to świnia”, a na wyjazdach często lubi to uwidaczniać?

U: Kompanki mam, ale jedno nie wyklucza drugiego. Raczej podróżujemy w mieszanym składzie. Jeśli chodzi o „świnię”  to Big Cyc śpiewa tak : ,, … Ty z kolegami wolisz pić, Niż z moją mamą ciasto piec, I zamiast dzieckiem zająć się, Musiałeś znowu wyjść na mecz …”. Też bym wolała iść na mecz niż ciasto piec, a co do dziecka można je zawsze zabrać ze sobą.

Zdarzają się „świnie”, ale czasami myślę w ten sposób: w domu pewnie kobieta krzyczy nie bekaj, nie pluj itd. Mężczyzna jedzie na mecz, chce odpocząć, jest wyluzowany więc się nie krępuje. Oczywiście nie każdy, ale to było odniesienie tylko do potencjalnych „świń”. Poza tym określenie ,,facet to świnia” dla każdej może oznaczać co innego. Krzysztof Skiba raczej miał na myśli sposób bycia typowego mężczyzny, a ja osobę pozbawioną kultury osobistej.

Ł: Jak traktują Was mężczyźni na wyjazdach czy też meczach w ogóle? Czy są to stereotypowi chamscy kibole czy jednak media nie przedstawiają spraw obiektywnie? 

U: Otóż pewnie obraz kibola został wykreowany przez ludzi, którzy pojęcie piłka nożna, stadion itp. muszą sprawdzić w słowniku. Generalnie rzecz biorąc zmierzam do tego, że nie mają o tym środowisku zielonego pojęcia. Oczywiście poza tym obrazem medialnym wykreowanym przez wielkie nagłówki znajdujące się na pierwszych stronach gazet i niezawodną telewizję ;-). Ja mam okazję być w tym środowisku więc śmiało możecie mi zaufać jak jest naprawdę. Panuje bardzo duża kultura w stosunku do dziewczyn. Zawsze mamy gdzie siedzieć, jesteśmy przepuszczane, chłopaki odnoszą się z szacunkiem. Wiadomo, że czarna owca jest obecna niemalże wszędzie. Większe nieprzyjemności potrafią nas spotkać ze strony ochrony czy policji. Np. podczas tzw. „ścieżki zdrowia” policjant zamiast trafić w kolegę za mną trafił we mnie. Ale nie mam mu tego za złe, w końcu to tylko policjant ;-).

Ł: Wiadomo, że podczas drogi wyjazdowej bądź na samym stadionie czasami dochodzi do awantur, które są nieodłączną częścią ruchu kibicowskiego. Co jako kumata w kibicowskich klimatach kobieta czujesz w takich momentach? Popierasz stadionowe awantury? A może sama bierzesz udział :-)?

U: Jeszcze do tego nie doszło żebym brała w nich udział ;-). Każdy robi to co lubi. Nie czuję takiej potrzeby i władzy żeby umoralniać ludzi i mówić im gdzie jest ich miejsce, więc moja odpowiedź brzmi: Nie, nie przeszkadza mi to. A co czuję? Z pewnością obecna jest adrenalina, której towarzyszy strach o bliskie mi osoby.

Ł. Co najbardziej pociąga Cię w meczach wyjazdowych? Czy oprócz meczów uskuteczniasz jakieś inne formy rozrywki, puby, dyskoteki? Czy może dziewczyna obserwująca na co dzień latającą kostkę brukową ma inne sposoby spędzania wolnego czasu?

U: Na co dzień pracuję co jest dla mnie pewną formą odprężenia, bo bardzo lubię moją pracę. Poza tym chętnie chodzę do teatru i uprawiam sport. Ćwiczę dwa razy w tygodniu, bo przecież trzeba gdzieś wyładować negatywną energię. Puby i dyskoteki to już tylko symbolicznie. Za bardzo się denerwuję oglądając słodkie dziewczynki na parkiecie i zniewieściałych chłopców. Na więcej nie mam czasu, ponieważ oprócz tego studiuję, jest jeszcze stowarzyszenie, są znajomi.

Jeśli chodzi o wyjazdy to mają w sobie jakiś urok, moc. Mimo, że jeździ się po kilka razy do tego samego miasta to każdy jest wyjątkowy. Ogólnie rzecz biorąc lubię podróżować. W drodze przeważnie panuje fajny klimat, wspólne śpiewy, wygłupianie się, na postojach odpalanie rac. Także odpowiedź bardzo ogólnikowa, ale prawdziwa ;-). Jeśli ktoś jeszcze nie miał okazji jechać za swoją drużyną to polecam taką formę spędzenia wolnego czasu. Wspomnienia bezcenne.

Ł: Prawdziwe kibicki (nie mówię o lansujących się gwiazdeczkach) to zazwyczaj silne, zaradne życiowo kobiety. No, bo skoro ultraska radzi sobie w kłótni z policjantem na wyjeździe czy podczas strzelania w sektor z broni gładkolufowej to czemu nie ma sobie poradzić podczas tzw. zwykłych życiowych czynności czy sporów? Jak myślisz – co odróżnia Cię od koleżanek, które nie są kibicami? Czy Twoje doświadczenia przekładają się widocznie na życie codzienne? Czy raczej nie dostrzegasz różnicy miedzy sobą, a kumpelami spoza klimatów?

U:  Każde doświadczenie kształtuje charakter. Człowiek znajdując się w trudnych sytuacjach zdobywa umiejętność jaką jest m.in. zaradność. Z pewnością wyniosłam tą cechę z tego środowiska. Powiedzenie : ,,Kto z kim się zadaje, takim się staje” nie jest wymyślone przypadkowo. Ma to duże odzwierciedlenie w życiu. Sam przedstawiłeś sytuacje w jakiej można się znaleźć na meczu i każdy kto wybiera się na mecz powinien liczyć się z faktem, że może być różnie. Ja mam tą świadomość w pełni. 

A czy różnię się od rówieśniczek? Na pewno w jakimś stopniu tak. Może nie znam wszystkich firm błyszczyków, ale wcale nie żałuję.  Oczywiście nie oznacza to, że jestem kompletną chłopaczarą. Maluję paznokcie, lubię zakupy, a w weekendy wskakuję w „dresy”.

Ł: A teraz trochę polityki i światopoglądu. Co sądzisz o feministkach? Czy popierasz tzw. „walkę o równouprawnienie”? Czy Kazimiera Szczuka i Środa to Twoje idolki :-)?

U: Tak mam plakat nad łóżkiem ;-). Ja nie dzielę ludzi na kobiety i mężczyzn, tylko na inteligentnych i pozbawionych inteligencji. Od tych drugich raczej z daleka i z dystansem. Co do samego idola to nie mam w ogóle, bo nie ma ludzi idealnych ;-).

Ł: Bardzo dyplomatycznie :-). Masz jakieś poglądy polityczne? Nazwiesz się nacjonalistką, lewaczką, a może jeszcze kimś innym? Czy Twoim zdaniem stadiony są miejscem dla krzyży celtyckich i polityki w ogóle?

U: Moje poglądy to przede wszystkim poglądy prawicowe. Na pewno bliżej mi do pojęć Bóg Honor Ojczyzna niżeli Równość Wolność Tolerancja. Moim zdaniem jeśli kibice chcą wyrazić swoje poglądy za pomocą flag z krzyżami celtyckimi to niech to robią. Trybuny należą do nas i wyrażają nasze przekonania. A znaczny procent ma przecież przekonania nacjonalistyczne.   

Ł: Na koniec na pozór humorystyczne, a jednak nie do końca – pytanie. Czy obserwując te wszystkie awantury i cały ruch kibiców. Nie chciałabyś czasem być facetem :-)?

U: Nie, bo swoją osobą między innymi udowadniam, że pojęcie -kobieta na stadionie- jest możliwe. Pasji się nie wybiera tak samo jak płci. Jednego czego mogę Wam zazdrościć to łatwości oddawania moczu w podróży. My kobiety musimy się naszukać odpowiedniego miejsca a Wy lejecie gdzie popadnie. Morał z tego taki : Jak się nie ma w spodniach to trzeba się nieźle nachodzić ;-).