28.10.10 „(…) Czy może być za późno na pracę nad sobą? (…)”. WYWIAD!

Kolejnym moim rozmówcą będzie kibic, posiadający poza swoim klubem także inną pasję – tajski boks. Na salę wszedł kilka lat temu, a obecnie jest czynnym zawodnikiem, zatem uważam, że jest osobą, z którą można pogadać na temat sztuk walki. Zahaczymy również o kibicowanie, zdrowie i poglądy. Tak jak poprzedni rozmówca – kibicka – tak i on chce pozostać anonimowy. Uszanuję to oczywiście, dlatego podpisany jest jako X. Zapraszam do interesującej lektury! Mam nadzieję, że za jakiś czas znowu pojawi się ciekawy rozmówca – normalny, szary człowiek, ale za to ktoś z prawdziwą pasją. Jeden z nas. Niech wywiady w tym zinie będą przeciwieństwem do tych w kolorowych szmatach gdzie liczy się jak najczęstsze pokazywanie mordy i pierdolenie wyuczonych bzdur. 

Ł: W jaki sposób trafiłeś na tajski boks? Czy był to przypadek czy akurat tą konkretnie sztukę walki chciałeś ćwiczyć? Czy na ulicy (nie oszukujmy się, że to wywiad dla pisma szerzącego tolerancję :-) zdarzyło się, że pomyślałeś „brakuje mi parteru”?

X: Zajęcie się tym sportem zawdzięczam tylko kolegom, bo akurat oni to trenowali. Wcześniej nie interesowałem się sportami walki kompletnie, ale jakoś tak wyszło i zostało… z czego się oczywiście cieszę. Co do parteru to, he he ostatni raz tarzałem się po ziemi w trakcie jakiejś solówki kilka lat temu i to by było na tyle mojej przygody z parterem :-). Szczerze to nie mam ciśnienia na próbowanie czegoś nowego skoro zostało jeszcze dużo nauki w tym co robię obecnie.

Ł: Tajski boks zacząłeś ćwiczyć około dwudziestego roku życia. To bardzo późno – zważywszy na to, że wcześniej nie miałeś kontaktu ze sportami walki. Mimo to – udało Ci się doprowadzić siebie do odpowiedniego poziomu, przynajmniej na tyle by stoczyć póki co kilkanaście oficjalnych walk i część wygrać. Czy odczuwasz jakieś braki w stosunku do zawodników w Twoim wieku, którzy zaczynali 10 lat wcześniej? Czy walczysz z takimi osobami?

X: Odnosząc się do pierwszej części Twojego pytania, nie pozostaje nic innego jak potwierdzić że mając lat dwadzieścia jest o wiele trudniej dojść do pewnego poziomu, który może dawać zadowolenie z tego co się robi i daje efekty. Nie mówię konkretnie o barierach fizycznych, bo akurat te można pokonać łatwiej niż codzienne obowiązki których z wiekiem po prostu przybywa. Co do braków, to oczywiście że takie odczuwam- głównie w wyszkoleniu technicznym i nabytym doświadczeniu, ale temat zahacza również o odporność na przeciążenia treningowe. Inaczej reaguje ciało na wysiłek gdy jest do niego przyzwyczajane od młodego wieku, a inaczej gdy przychodzi się z nim zmierzyć w wieku lat dwudziestu kilku bez odpowiedniego przygotowania. Natomiast w walce temat ten wygląda zupełnie inaczej niż na sali treningowej gdzie faktycznie widać kto, ile i jak ciężko pracuje. Ring to inna bajka. Szczerze to nie wnikałem nigdy ile lat trenują moi rywale choćby z w/w powodu, ale sądzę że znalazłoby się kilku bardziej doświadczonych.

Ł: W jaki sposób wpływają na Ciebie walki na ringu? Na przykład żona Krzysztofa Włodarczyka (którego tak na marginesie nie lubię za pro pedalskie wypowiedzi) stwierdziła, że kilka tygodni przed walką jej mąż chodzi nerwowy i praktycznie „go nie ma”. Nic poza walką go nie interesuje. Czy na ringach bardziej amatorskich również odczuwasz podobne napięcie?

X: No nie będę ukrywał, że dają spory zastrzyk adrenaliny. Im bliżej do jej rozpoczęcia tym jest on wyższy, ale sama reakcja na walkę jest już trochę inna niż na początku. Dzień przed śpię już na przykład normalnie, co jeszcze do niedawna sprawiało mi kłopot :-). Ale odnosząc się do wypowiedzi żony Diablo, to jego walki mają jednak inny kaliber. Dochodzi cykl treningowy, motywacja, świadomość celu – to naprawdę prowadzi do napięcia całego organizmu. Pewnie i nie raz wydarł mordę na nią jak miał niedoprane skarpetki :-). Akurat ja takich problemów nie mam, ale kto wie co życie przyniesie.

Ł: Trenujesz MT. Pewnie prócz treningów śledzisz światową scenę tej sztuki walki. Czym różni się tajski boks uprawiany w Polsce od tego na świecie? Czy faktycznie Taje są najlepsi czy to tylko mit? Czy przykładacie wagę do tradycyjnych wątków w tajskim boksie (opaski na głowie, muzyki, tańca…)?   

X: Akurat miałem styczność z ludźmi którzy trenowali i w Tajlandii, Holandii na Białorusi lub toczyli walki w innych krajach i zgodnie twierdzili że o wiele wyższy poziom prezentują europejczycy na czele z Białorusinami i Holendrami niż zawodnicy z macierzy tego sportu. Zresztą potwierdza się to w bezpośrednich starciach.

Co do tradycji, to na zawodach są wymagane monkongi na głowę i wykonanie tradycyjnego tańca ale ja np. kompletnie się z tym nie identyfikuje bo jest to przekładanie czegoś z ich kultury na naszą co nie ma wspólnego punktu zaczepienia. Równie dobrze można oddać hołd trenerowi czy szacunek zwykłym ukłonem, a nie cudować na środku ringu. Jeśli to ma być pokaz na zawodowej gali, to ok., ale na krajowych mistrzostwach bym odpuszczał ten element.

Ł: Wreszcie – czy uważasz, że nigdy nie jest za późno by zacząć ćwiczyć? Początkujący w jakim wieku trafiają do Ciebie do klubu? Czy na wyraźnie młodszych bądź starszych patrzy się krzywo?

X: Nigdy i nikomu nie będę odradzał ruchu, w szczególności jeśli to mają być sporty indywidualne gdzie musisz sam pracować nad sobą. Sporty walki mają to do siebie, że oprócz trenera, kolegów z którymi sparujesz jesteś zdany na siebie. Jak sobie nie powiesz, że musisz to nikt cię nie zmusi, nie wybiega kilometrów za ciebie na boisku i nie wystawi Ci piłki na czysty strzał. Sporty walki kształtują charakter- czy może być za późno na prace nad sobą?

Z początkującymi jest tak, że zazwyczaj chcą nauczyć się po prostu bić. W mniejszym stopniu trafiają do klubu w celu poprawy sylwetki, kondycji… Szczególnie widać to u młodych, którzy rwą się do pierwszych sparingów :-). Ale są też tacy, którzy ze względu na wykonywany zawód np. sparingi odpuszczają. I najlepsze jest w tym wszystkim to, że nikt nie podejdzie to Ciebie i nie powie Ci w twarz „jesteś chujowy”. Oczywiście między sobą, zdarza się wymienić jakieś uwagi ale nigdy na forum i nigdy aby kogoś urazić bo każdy kiedyś zaczynał.

Ł: Zdrowe życie – to moim zdaniem jeden z największych plusów zmian w kibicowaniu XXI wieku. Nacisk na sztuki walki, który siłą rzeczy wiąże się z odpowiednim trybem życia. Ile razy tygodniowo trenujesz w klubie, a ile poza? Czy sport wpływa na rodzaj Twojego jedzenia, na częstotliwość melanżowania i tryb życia poza salą? 

X:  To też nie jest tak, że trenując amatorsko od razu trzeba się Bóg wie jak odżywiać. Mam wielu znajomych którzy trenują i odżywiają się tak jak przeciętny człowiek nie mający pojęcia o zbilansowanej diecie, bo nie chcą, bo łapie ich leń jak mają siedzieć w kuchni. Ja chcę, więc ten czas poświęcam kosztem czegoś innego i tyle. Co za tym idzie staram się trzymać dietę, nie licząc czegoś „innego” po walce. Wiadomo, na topie wtedy są słodycze, jakiś fast food… :-). Jeśli chodzi o alkohol to piję chyba rzadziej niż raz na miesiąc. O klubach niemal zapomniałem. Zresztą przy codziennych treningach, bieganiu, wyliczonym śnie niemal do minuty i pracy człowiek nie może za dużo wypić :-). Obecnie wszystko podporządkowuje treningom.

Ł: Trendem, który chyba na stałe wpisał się już w środowisko kibicowskie jest usportowienie grup chuligańskich. Można pokusić się nawet o stwierdzenie, że to owe grupy stają się nieraz wzorem dla innych fanów w prowadzeniu się. Czy uważasz to za pozytyw w metamorfozie środowiska kibicowskiego, czy może lepsze były wesołe alkoholowe pociągi, w których teoretycznie „chuliganem” (bo inaczej to kiedyś pojmowano) musiał być każdy? 

X: Ten trend jest jak najbardziej pozytywny i na pewno gdzieś tam się przekłada na pozostałych kibiców, a w szczególności młodych. Nawet jak odpuszczą kibicowanie, to jest szansa że chęć do treningów pozostanie. Czysta inwestycja w siebie. Myślę, że kiedyś też nie brakowało osób trenujących boks, zapasy i inne sporty w tych wesołych pociągach, ale prawdopodobnie byli mniejszością i na pewno nie odstępowali w zabawie tym mniej usportowionym :-). Natomiast porównywanie obu styli trochę mija się z celem, bo przecież czasy również się zmieniły, zmienili się rywale. Z obecnej perspektywy, wolę klimat jaki panuje teraz ale co bym powiedział 15 lat temu? Nie wiem- może śmiałbym się z kolegi co zamiast wina, ma szczękę bokserską za pazuchą? :-).

Ł: Co sądzisz o używkach typu narkotyki, alkohol i papierosy? Niektórzy faktycznie mogą od czasu do czasu, a niektórzy (znaczny procent) jak wpadnie w cug – nie może z niego wyjść przez cały weekend bądź w ogóle cały tydzień…

X: Alkohol lubię, ale piję sporadycznie. Papierosów nie palę, a narkotyków nie biorę. Jednak tak jak odpowiedziałem wcześniej, najważniejsze jest znać umiar i swoje możliwości. Skoro zawodowcy mogą, to amatorzy również- byleby nie odkładało się to na dyspozycji. Oczywiście, że chciałbym się od czasu konkretnie najebać i iść w dobry bal, ale fakt jest taki, że każdy musi sobie ułożyć pewne sprawy w głowie i wybrać priorytety. Jeśli powyższe używki nie są po drodze do nich płotkiem, to ok- nie mam nic przeciwko. Mi szkodzą, więc mam dozownik :-).

Ł: Poprzednim rozmówcą była dziewczyna- wróćmy na chwilę do tej rozmowy :-). Jak sądzisz, sztuki walki są dobrym sportem dla kobiet? Znasz jakieś dziewczyny uprawiające sporty uderzane? Wreszcie – czy popierasz jeżdżenie kobiet na wyjazdy?

X: I tu się zaczyna górka… Ogólnie nie mam nic przeciwko, niech trenują wszystko co chcą, ale po to żeby być zdrowe i rozwijać ciało. Nie podoba mi się natomiast jak dziewuchy tłuką się po mordach- nie powiem, czasem robią to nawet lepiej niż faceci (choćby taka Aśka Jędrzejczak) ale jak dla mnie od mordobicia jesteśmy my. Druga sprawa, to typ kobiet jaki przyciąga sala treningowa. Nie spotkałem wielu, które przychodziły dla samych treningów. A to jakiś flircik, zapoznanie się ze złymi chłopcami, jakieś jebanko na boku czy wspólny wyjazd na obóz po którym delikwentka zazwyczaj ma już wyrobioną opinię. Chodzą także historie po kraju o pewnych damach, które jeździły na zawody w charakterze obciągarek :-). Aby nie uogólniać znam oczywiście i normalne, ale opinie mam wyrobioną.

Z owymi wyjazdami natomiast to temat jakby z innej beczki, ale odpowiem krótko: czasy są jakie są, więc jeżdżą i specjalnie nie zwracam na nie uwagi. Natomiast jakby nie jeździły, to bym nie płakał. Jest mi to obojętne.

Ł: Czy treningi wpływają jakoś na Twoją aktywność na płaszczyźnie kibicowskiej?

X: O tak- zdecydowanie ją ograniczają :-). Oczywiście staram się uczestniczyć w życiu kibicowskim, ale często bywa tak że odpuszczam mecz ze względu na walkę, czy trening jeśli taka się zbliża. Wyjazdy muszę wybierać i nie ma szans abym zaliczał każdy. Jak zaczynałem trenować nie wyobrażałem sobie takiej sytuacji, ale w końcu do tego doszło.

Ł : Wiem, że Twoje poglądy polityczne skłaniają się ku nacjonalizmowi. Czy uważasz, że możemy pogodzić (bez hipokryzji) ćwiczenie dalekowschodnich sztuk walki z naszą ideą?

X:  I tu się rozbijamy o dwie sprawy: sport i sztukę. Ja uprawiam sport walki i nie mieszam kultury kraju z którego pochodzi w zajęcia na sali. Mogę ją szanować, mogę zrozumieć że kogoś jarają ceremonie, ukłony itd., ale tak naprawę co to daje? Wolę zwykłe przybicie piątki za sparing czy dobre słowo na koniec i tyle. Jeśli mam być szczery, to czy Krav Magi miałbym nie trenować  bo jest izraelskim systemem a Sandy bo wywodzi się z obecnie komunistycznych Chin? Jeśli trening wiązałby się z jakąś indoktrynacją przez trenera (polityczną, moralną- bez znaczenia) to można mieć wątpliwości… Nikt nie karze trenować u Żyda. Ale jeśli chodzi o czysty sport i rozwijanie się poprzez wysiłek? Można to pogodzić w każdym calu.

Ł: Nie mogę nie zapytać co sądzisz o moim zinie? 

X: Odwalasz kawał dobrej roboty. Piszesz o swoim klubie, aktywnie włączasz się w jego promocję i nie omijasz trudnych tematów. Strzał w dychę to moim zdaniem tematyka o zdrowiu i tężyźnie fizycznej. W całość elegancko wplątana jest polityka i prawidłowe poglądy. Życzę Ci jak największego grona czytelników i uniknięcia ewentualnych problemów, bo licho nie śpi. Trzymaj taki poziom a będzie dobrze :-).

Ł: Ostatnie słowo należy do Ciebie. Dzięki za rozmowę. Życzę sukcesów.

X: Również dziękuję za zainteresowanie, a w szczególności za promocję sportów walki. Uprawiajcie je ku chwale swoich klubów, dzielnic, miast i swojej :-).