28.12.10 JACY JESTEŚMY?: Kiedy mocniej zabiło serce? Początek serii !!!

Jako, że nie samymi relacjami, recenzjami i felietonami człowiek żyje, za sprawą mrówczej pracy Żyły zaczynamy serię ciekawych mam nadzieję materiałów. Będą to rozmowy o prostych rzeczach…Rozmowy ze zwykłymi szarymi kibicami Legii. Nie, nie będzie to „wywiad” z kimś na tematy kibicowskie. Będzie to wejście w podstawy naszej egzystencji, taka pseudosocjologia (bo przecież jesteśmy kibolami, a nie socjologami). Nie będziemy rozmawiać o tzw. sprawach kibicowskich, bo wgłębianie się w nie, nie jest działką tego zina. Będziemy rozmawiać o naszych codziennych wyborach jako fanatyków. Rozmówcy są anonimowi (oznaczamy ich numerkami), ale daje Wam słowo honoru, że od A do Z są to rozmówcy autentyczni, w wieku od 20 do 26 lat. Część z nich znam osobiście, a część jest znajomymi korespondenta – Żyły. Cykl nazywam „Jacy jesteśmy”. My – szarzy kibice. Część pierwsza to „Kiedy mocniej zabiło serce” i traktujcie ją jako wstęp. W momencie kiedy ogarniam świetny materiał podesłany przez Żyłę, trwa przerwa w rozgrywkach. To dobry moment by zajrzeć w głąb siebie, naszej historii, tego kim jesteśmy. Pisać o tym, pokazywać, że mamy pasję, która jest dla nas najważniejszą częścią życia! To po prostu my, kibice, nie jakieś z dupy wzięte „koniec pzpn” itp. Każdemu z nas w którymś momencie życia mocniej zabiło serce i przybrało kształt czarnej litery „L” w kółku.

KIEDY MOCNIEJ ZABIŁO SERCE

1. Początek- stawanie się kibicem Legii

Wszyscy rozmówcy stwierdzili, że pierwszy kontakt z Legią- poprzez opowieści znajomych, rodziny lub oglądając transmisje telewizyjne – mieli w latach 90-tych. Wynika to prawdopodobnie ze zbliżonego wieku wszystkich ziomków oraz tego, że w latach 90-tych Legia odnosiła swoje największe sukcesy, łącznie z grą w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. To właśnie Liga Mistrzów, seryjne zdobywane tytuły Mistrza Polski oraz wpływ rodziny i kolegów były powodem poznania Legii przez wszystkich rozmówców. Oddaję im głos:

Rozmówca 8: „W 1996 kiedy Legia grała w Lidze Mistrzów. Wówczas ojciec podczas relacji TV opowiadał mi o tym, że jest to warszawski klub(…) i tak naprawdę od tego wtedy się zaczęło. Dodam, że miałem wtedy 7 lat”.

R7: „Początek lat 90-tych i mecze Legii w Lidze Mistrzów z Panathinaikosem Ateny, Blackburn czy Spartakiem Moskwa”.

R.4 „Pierwszy raz usłyszałem o Legii w 1994 roku. Pamiętam siedzieliśmy pod blokiem a koledzy rozmawiali o meczu Legia-Górnik, który zakończył się wynikiem 1-1 a Górnik kończył w 9 piłkarzy. Ten remis dał Legii mistrzostwo Polski. Wtedy był mój pierwszy raz”. 

R.9 „Już od dziecka wiedziało się, że jest taki klub jak Legia, że oni są „ok.”, wiedziało się co oznacza literka L w kółeczku”.

R.6 „Mój pierwszy raz to gdzieś lata 90-te, kiedy z chłopakami biegało się po osiedlu. Starsi koledzy jeździli już na mecze na Łazienkowską, na wyjazdy (…)Taka fascynacja Legią od dziecka, w rodzinie była Legia, na osiedlu była Legia”.

R.1 „Od zawsze pamiętam, że było mówione o Legii w otoczeniu”.

Rozmówcy przy określaniu od kiedy sami uważają się za kibica Legii podawali w zasadzie dwie wersje odpowiedzi. Pierwsza z nich silnie związana jest z poprzednim pytaniem, tzn. część kibiców (7 na 15 przypadków) twierdziła, że była kibicem niemal natychmiast po tym jak usłyszała o Legii bądź oglądała jej mecze.

R.11 „Można powiedzieć, że właściwie od następnego roku(…) Ale można śmiało powiedzieć, że byłem kibicem Legii już za czasów jej gry w Lidze Mistrzów, do dziś pamiętam jak ślęczałem przed telewizorem albo akcję Lewandowskiego w meczu ze Spartakiem jak piłka przeszła obok prawego słupka”.

R.8 „Właściwie to odkąd pierwszy raz widziałem ją w TV w Lidze Mistrzów”, „Właściwie niewiele później(…) ale w wieku 8 lat śmiało mogę powiedzieć, że byłem kibicem Legii i kiedy było to możliwie i mecze leciały w paśmie odkodowanym, to oglądałem je i z całego serca życzyłem dobrze drużynie z Warszawy”.

Natomiast drugi wariant odpowiedzi (6 na 15) łączy się z bezpośrednim uczestnictwem w meczach już z trybun.

R.1 „Odkąd zacząłem regularnie jeździć na mecze”.

R.9 „Mogę nawiązać do poprzedniego pytania i powiedzieć, że od zawsze, ale za kibica uważam się od 2001 roku, wtedy to pierwszy raz byłem na meczu”.

R.6 „Za fanatyka mogę się uważać odkąd regularnie jeżdżę na wyjazdy, jakieś 3-4 lata”.

Natomiast R.5 starał się spojrzeć na problem bardziej złożenie: „Każdy ma inne kryteria określające czy jest tym kibicem czy nie, to jest sprawa indywidualna. Ktoś kto kibicuje sprzed telewizora również mówi o sobie, że jest Legionistą, jak ten który jeździ systematycznie, co tydzień, dwa (…) Ja poczułem się takim kibicem-Legionistą po kilku przeżytych meczach na słynnej Żylecie, kiedy obeznałem się już z tematem, poznałem innych kibiców, przeżyłem kilka ważnych meczów i poczułem tę Legię w sercu”.

Co do pierwszego przeżytego meczu na stadionie Legii, 14 z 15 rozmówców pamięta go doskonale i pojawiło się mnóstwo określeń typu „Myślę, że są to chwile, których nikt nie zapomina”(R.3), „Oczywiście, był to mecz z Płockiem w 2001” (R.14), „Tego się nie zapomina”(R.10), „Oczywiście, maj 2006 i mecz Legia-Amica. Mój debiut na Łazienkowskiej to było spełnienie jakiegoś marzenia, zobaczyć stadion, stanąć na legendarnej Żylecie, móc dopingować na żywo ukochany zespół”(R.7).

2. Obecność na meczach

Na pierwszym meczu rozmówcy pojawiali się wyłącznie z kimś z rodziny (zazwyczaj ojcem) lub kolegami z podwórka. Proporcje są tutaj niemal identyczne, i wynosiły 8 do 7 dla rodziny. 

Mecz wyjazdowy jest uważany w środowisku kibiców za coś chyba najważniejszego, dlatego nie może dziwić, że każdy pamięta doskonale rok i przeciwnika na stadion, którego jechał, a niektórzy podawali nawet dokładny dzień („9 maja 2007 do Łęcznej” R.4).

W przypadku meczu wyjazdowego, zmieniły się odpowiedzi co do tego z kim kibic na ten mecz pojechał. Tutaj na 15 przypadków w 12 byli to koledzy lub grupa przypadkowych kibiców. Zapytani o wrażenia z tego wyjazdu, niemal wszyscy mieli problem z podaniem wyniku meczu lub określenia jak mecz przebiegał na murawie. W odpowiedziach dominuje opis atmosfery na sektorze oraz emocji z tym związanych. Oddając głos…

R.4 „Spełnienie. Adrenalina. Radość. To było spełnienie marzenia. W końcu!(…)Pamiętam niemal każdy element tego dnia.(…) Pamiętam jak z daleko zobaczyliśmy jupitery stadionu górujące nad miasteczkiem i adrenalinę kiedy się okazało, że podjechaliśmy pod stadion od złej strony i wokół nas byli miejscowi.(…)Było nas wtedy  chyba 700 osób, na sektorze, który oficjalnie mieści chyba ok. 400. „Staruch” stał w roku sektora na płocie i kierował dopingiem, a dach nad nami powodował, że echo z naszego sektora szło chyba na całe miasto. Doping był naprawdę miazga tego dnia”.

R.5„Pamiętam dużo odpalanych rac i długi głośny doping przez cały mecz a nawet po. Dużo kibiców Legii, to było coś niesamowitego”.

R.12 „Przede wszystkim wrażenie zrobiła na mnie kolumna samochodów udających się na mecz. Na tamtym meczu stawiliśmy się w około 2,5 tysiąca głów, dlatego już sama frekwencja budziła we mnie podziw. Dodając do tego małe awanti z policją, latające race czy też plastikowe stoliki podczas meczu, to mogę powiedzieć, że jak na pierwszy wyjazd wrażeń było całkiem sporo.”

R.3 „Na meczu we Wronkach, jak na tak daleką odległość  była bardzo dobra atmosfera oraz bardzo dobra liczba kibiców gości a także jak na warunki wyjazdowe świetna oprawa. Atmosfera była bardzo pozytywna” .

I niejako jako podsumowanie można przytoczyć cytat z wypowiedzi rozmówcy7: „Cały mecz stałem za flagą przez co praktycznie w ogóle nie widziałem co się dzieje na boisku, ale nie to było najważniejsze. Najpiękniejszy był nasz głośny śpiew na sektorze i świetna zabawa. Praktycznie ten jeden mecz na wyjeździe + kilka wcześniej w Warszawie wystarczyło, żeby pasja kibicowania na żywo swojej drużynie pochłonęła mnie całkowicie”. Jak widzimy więc dla naszych rozmówców – aspekt trybun i wydarzeń na nich był zdecydowanie najważniejszy. I tak stali się kibolami :-).

Skoro mowa była o wrażeniach pierwszego wyjazdu to idąc dalszym tokiem należało wypytać jak aktywnymi kibicami pod względem wyjazdów są badani. Przedział zaliczonych przez kibiców wyjazdów mieścił się w ramach 5 (jedna osoba) – 90 (jedna osoba), a więc są bardzo różni stażem. Większość ma w granicach 30-40 wyjazdów. Część podawała swoją statystykę uwzględniając także mecze wyjazdowe zaprzyjaźnionych z Legią drużyn.

Częstotliwość jeżdżenia w przeliczeniu na jeden sezon jest proporcjonalna do posiadanej liczby wyjazdów, tzn. im więcej wyjazdów na koncie tym kibic regularniej jeździ (choć był 1 wyjątek, R.6 jeździł niemal wszędzie ale z racji młodego wieku dopiero buduje swoją statystykę wyjazdową). Respondenci z wyższą liczbą wyjazdów odpowiadali „jeżdżę praktycznie wszędzie(…) czyli w trakcie sezonu 12-14 wyjazdów”(R.7), „staram się jeździć najwięcej jak się da(…)ok., 10-12 wyjazdów w sezonie”(R.4). Natomiast większość kibiców z małą liczbą wyjazdów odpowiadała „Jeżdżę sporadycznie”(R.13), „Powiedźmy, że jeżdżę nie tle ile bym chciał jeździć”(R.2). Do formalnej grupy kibiców na Legii nie należy nikt, natomiast do nieformalnej należą 4 osoby.

3. Znaczenie meczu wyjazdowego

Ostatnim pytaniem pierwszej serii, było pytanie w pewnym sensie koronujące cały wstęp. Czym dla Ciebie jest mecz wyjazdowy Legii. Oto kilka z odpowiedzi.

R.11 „Obecnie? Jest dla mnie najważniejszym wydarzeniem w tygodniu . Mało co może mnie powstrzymać przed tym, abym nie pojechał na mecz. Swój terminarz właściwie ustawiam pod względem meczów i kiedy Legia gra na wyjeździe ja zrobię wszystko aby się tam pojawić. Śmiało mogę powiedzieć że jest to moja życiowa pasja.”

R.6 „Jest to po prostu święto. Kiedy jest wyjazd, powiedzmy jest to sobota, to już cały tydzień tylko się czeka na ten jeden dzień, odlicza się dni, godziny żeby tylko ruszyć za Legią w Polskę.”

R.4 „Czymś co uwielbiam. Najlepszą formą spędzania wolnego czasu. Kocham jechać z Legią gdzieś w Polskę a jeszcze lepiej w Europę. Legia to moja największa pasja, a wyjazdy to kwintesencja klimatu kibicowskiego”.

R.14 „Na pewno nie tylko widowiskiem piłkarskim, a może samo widowisko piłkarskie lokuje się na samym końcu. Wyjazd jest to z pewnością pewna forma mojego azylu. Azylu od  przyjaciół, których to nie interesuje, od dziewczyny, która tego do końca nie rozumie, jest też na pewno świetną formą spędzenia wolnego czasu, poczucia przynależności do grupy, poczucia  bycia -wbrew pozorom- kimś ważnym, zwłaszcza, kiedy wchodzi się na sektor i oczy stadionu zwrócone są na Ciebie. Mecz wyjazdowy jest na pewno czyś co zajmuje bardzo ważne miejsce w moim życiu i śmiało mogę powiedzieć, że jest najlepszą i dającą najwięcej satysfakcji rzeczą w życiu kibicowskim”.

R.13 „Po pierwsze reprezentowanie stolicy. Po drugie możliwość spotkania z ziomkami których na co dzień nie widuję. Po trzecie ale tak samo ważne. Możliwość przeżycia przygody, adrenalinka i wszystkie aspekty związane z wyjazdami. To jest esencja kibicowskiego fachu. To jest dużo ważniejsze niż mecz u nas”.

I na koniec głos R.5 „Ktoś kto nie jeździ na mecze, nie jest w stanie tego zrozumieć bo „to trzeba przeżyć, żeby to zrozumieć, żeby w to uwierzyć”(…) Jeden jedzie tramwajem i myśli co zje na obiad a ja myślę i planuję jak będzie na meczu, jak pojedziemy, co ze sobą zabrać, co się wydarzy. Samo planowanie, omawianie szczegółów wyjazdu ze znajomymi jest fajne. Taka atmosfera przedmeczowa. A kiedy nadchodzi dzień wyjazdu to dopiero radość i szaleństwo w oczach (śmiech). Czasem przyznam się, że nie mogę usnąć albo samoczynnie budzę się bardzo wcześnie. Każdy wyjazd jest inny i nigdy nie wiesz co Cię czeka, a fakt że jedziesz z Legią to jak spełnianie marzeń.”

4. Podsumowanie

Jak widać z powyższych wypowiedzi, można wyciągnąć kilka faktów, które łączą grupę różnych Legionistów. Pierwszym z nich jest źródło zainteresowania Legią, którymi były sukcesy sportowe albo/i wpływ innych kibiców, którymi byli członkowie rodziny czy koledzy z podwórka. Drugi, to siła przywiązania do klubu już od pierwszej styczności z nim, którą dla części były pierwsze przekazy telewizyjne a dla pozostałych pierwsza wizyta na stadionie Legii (którą doskonale pamięta 14 na 15 respondentów). Owo pojawienie się na swoim pierwszym meczu u wszystkich miało miejsce w towarzystwie albo członka rodziny (najczęściej ojca) albo z grupą rówieśników.

Trzeci aspekt łączący grupę stanowią wątki związane już z samym meczem wyjazdowym. Każdy potrafił dokładnie wskazać datę i przeciwnika swojego pierwszego wyjazdu oraz bogato opowiadał o wrażeniach z tego meczu, które zawsze dotyczyły trybun a nie boiska. Także liczba zaliczonych już wyjazdów jest przez kibiców skrzętnie zapamiętywana. To, co różni kibiców to regularność jeżdżenia, choć znowu wspólnymi, najczęściej występującymi przeszkodami były finanse i młody wiek.

Tym co najmocniej chyba łączy respondentów jest sposób myślenia na temat tego czym jest mecz wyjazdowy. Wszystkich kibiców łączy pasja, miłość, spełnianie marzeń w formie aktywnego dopingowania, śpiewu itd. a nie np. chęć obejrzenia meczu swoje drużyny na obcym stadionie. Każdy z nich podkreśla akcent przygody, atmosfery wyjazdu, wrażeń z bycia na sektorze. To jest głównym powodem jeżdżenia. Widząc zatem jak rozmówcy zapatrują się na swoją aktywność kibicowską i formę jej wyrażania, przeanalizować należy, w jakim stopniu odbija się to ich zdaniem na niektórych sferach ich życia. To jednak w kolejnych odcinkach…  

Wszystkie rozmowy odbyły się w domu bądź pubie. Wszyscy rozmówcy to ziomale autora.

Wstęp i lekka ingerencja: Ł., opracowanie wywiadów i komentarze do nich: Żyła.