29.12.10 JACY JESTEŚMY?: „(…) dziewczyna,rodzina wszystko to DZIŚ nie liczy już się (…)”. Czyli o przyziemnych sprawach wywiadów kilka…

„Matki, żony, kochanki”…temat, o którym raczej niewiele się mówi w kontekście kibicowania, ale nie oszukujmy się: sprawa dotyczy każdego z nas. Jedni fanatycy mieszkają z matkami, drudzy są na swoim, ale za to np. z marudzącą dziewczyną. Jeździmy na mecze – poświęcamy czas i pieniądze, a więc siłą rzeczy ma na ten temat jakieś zdanie nasza mama bądź druga połówka. I nie ważne czy ktoś ma lat 15 czy 30 – zawsze z powodu kibicowania są jakieś komplikacje rodzinno sercowe, to dotyka każdego. Druga część opracowania „Jacy jesteśmy”, jako, że w chwili publikacji jest okres świateczno-sylwestrowy, zabierze nas do domów kilku wybranych, szarych kibiców. Być może ktoś w ich wypowiedziach odnajdzie siebie, być może ktoś ma jeszcze inną sytuację…Nie wątpię. Opracowanie nie wyczerpuje tematu, ale podejmuje z nim rękawicę. Zatem – zaczynamy! I odbierajcie ten cykl na luzie…

 „(…) DZIEWCZYNA, RODZINA WSZYSTKO TO DZIŚ NIE LICZY JUŻ SIĘ! (…)”

1. Stosunek rodziny do aktywności kibicowskiej

Jako, że rozmówcy są ludźmi młodymi, a 13 na 15 z nich studiuje, obecna sytuacja rodzinna wygląda różnie. 8 przepytanych Legionistów nie opuściło jeszcze rodzinnego gniazda, a pozostali mieszkają sami lub w kilka osób wynajmują mieszkania. W nawiązaniu do tego, że na początku wywiadu duża część respondentów powiedziała, że na swoim pierwszym meczu na Legii była z kimś z rodziny oraz zgodnie z powiedzeniem, że miłość do klubu przechodzi z ojca na syna, zapytano o tradycje kibicowskie w rodzinie. Czy takowe występują bądź kiedykolwiek występowały.

Rozmówca1 jako jedyny ma ojca, który ma za sobą aktywne kibicowanie: „Obecnie nie jest kibicem, chociaż kiedyś ponoć jeździł nawet na wyjazdy(…) na pewno na paru wyjazdach był. Mówił, że nawet dosyć regularnie przez jeden czy dwa sezony”. Pozostała część odpowiadała, że w rodzinie nie ma nikogo kto w jakikolwiek sposób kibicowałby Legii („Nie, tylko ja jestem aktywnym kibicem w domu” R.9) lub sympatyzuje z Legią ale kibicowanie ograniczało się do śledzenia poczynań drużyny w telewizji („Nie, mój ojciec jest kibicem w kapciach” R.4, „Ojciec nie jest aktywny kibicowsko, woli oglądać sport w TV” R.8). Część ojców pojawiała się na meczach lokalnych mniejszych klubów, których jednak kibice są również kibicami Legii. Co ciekawe teza o przechodzeniu z ojca na syna nie okazała się w przypadku moich rozmów z ziomkami w 100% trafna o czym świadczą poniższe cytaty.

R.2 „Mój ociec jest kibicem wszystkich mazowieckich drużyn, sympatyzuje niemal z każdym mazowieckim klubem, poza… Legią” oraz:

R.12 „Tata interesuje się sportem, jest kibicem Górnika Zabrze i Widzewa Łódź”.

Nie było wśród przepytanych przypadku aby jego najbliższa rodzina była nieświadoma tego, że syn jest aktywnym kibicem. Natomiast stosunek rodzin do tego faktu jest już bardzo różny. Jedni mają szczęście, że ich rodziny to akceptują i nie widzą w tym problemu.

R.15 „Bardzo się z tego cieszą. Myślę, że nie przeszkadza im to, nigdy nie miałem z tego powodu problemów”.

R.1 „Ojciec doskonale wie czym mnie zaraził. Nie ma do mnie żadnych absolutnie pretensji choć co do meczów wyjazdowych zawsze mnie ostrzega żeby nie pchać się w awantury.”

Inni z kolei zdążyli już przyzwyczaić do tego swoich rodziców i jak mówią:

R.2 „Wiadomo, że nie są zadowoleni gdy ich informuję, że jadę na mecz, ale już raczej do tego przywykli”.

R.7 „Tak jak wyżej napisałem, wszyscy wiedzą jaki jestem i czym jest dla mnie moje hobby. Najczęściej się dziwią jak mi się chce jeździć tyle kilometrów na jakieś mecze i tracić tyle pieniędzy na to. Dla zwykłego śmiertelnika jest to z pewnością ciężkie do zrozumienia”.

R.9 „Chyba się już przyzwyczaili i przyjęli do wiadomości,  że Legia to dla mnie coś ważnego”.

Jednak zdecydowanie przeważa podejście negatywne, do opisu którego przytoczyć można szereg wypowiedzi.

R.3 „Podchodzą raczej negatywnie, można powiedzieć zdecydowanie negatywnie. Zwłaszcza, jeśli chodzi o wyjazdy na mecze”.

R.4 „Z dystansem(…) Ojciec twierdzi, że piłka to sport dla plebsu, że sobie znalazłem hobby na poziomie jakiegoś debila, a matka nie jest szczęśliwa, bo się o mnie boi”.

R.5 „Zdecydowanie negatywnie i z dystansem”. 

R.10 „Uważają, że jestem głupi skoro mam takie hobby”.

R.12 „W domu kiedy pojawia się temat meczu robi się gęsta atmosfera. Generalnie nie akceptują tego co kocham i robię”.

R.14 „Zupełnie tego nie akceptują, mamy z tego powodu wieczne konflikty, bo oni na siłę chcą mi wybić Legią z głowy”.

Jak widać z powyższego podejście rodziny do rzeczywistości, w której mają syna kibica jest różne. Przeważa jednak podejście negatywne. To co tutaj jest jeszcze (mimo wszystko) różnorodne, zmienia się i ujednolica w kierunku negatywnego podejścia w momencie, kiedy wchodzimy na temat stricte meczu wyjazdowego. Rodziny respondentów we wszystkich przypadkach nastawione były negatywnie do pomysłu pojechania na wyjazd, choć równocześnie większość z nich przyzwyczajona już jest do tego i przyjmuje to do wiadomości. W odpowiedziach wyraźnie było widać, że im kibic jest starszy tym więcej mu wolno :-).

R.7 „Informuję rodziców, z którymi mieszkam, że gdzieś jadę. W sumie wiedzą, że cokolwiek powiedzą to i tak pojadę, także po prostu przyjmują to do wiadomości.”

R.6 „Od kiedy mam dowód w kieszeni to mówię, że jadę i tyle”.

R.9 „Zawsze się nagadają, a to że nie mam na co pieniędzy wydawać, że może mi się coś stać itd. Koniec końców im bliżej dnia wyjazdu, tym zdają sobie sprawę, że i tak nic mnie nie powstrzyma”.

R.12 „No właśnie, staram się im nie oznajmiać, że jadę na mecz (…) Często muszę kłamać, ale ja sobie to tłumaczę, że to dla ich dobra i mi wybaczą”.

R.2 „Mój ojciec interesuje się piłką to by wiedział, że jeśli znikam na jakiś dłuższy czas, na ten wieczór kiedy jest mecz, to on i tak wiedziałby, że pojechałem na mecz, więc nie mogę oszukiwać. Po prostu to oznajmiam, a że nie mieszkam z nimi teraz, to jest to najczęściej telefonicznie, albo w ogóle nie mówię, że jadę.”

R.15 „Teraz, obecnie są przygotowani, nawet jakbym nie powiedział, że jadę to wiedzieliby szczerze mówiąc.”

R.4 „To zależy. Kiedyś byli zdecydowanie przeciwko i musiałem „ściemniać” im coś, żeby jechać. Teraz jeżdżę już jawnie i to, że jadę na wyjazd kiedy Legia gra w innym mieście jest dla Nich oczywiste(…) Więc ogólnie oboje są anty, ale już jestem dorosły więc oznajmiam, że jadę i tyle”.

Zważywszy na wyraźny, negatywny stosunek rodzin do wyjazdów zapytano czy kibic zmuszony był kiedykolwiek do stosowania „patentów”, aby pojechać za Legią w Polskę lub Europę. Odpowiedzi na to pytanie były bardzo różne…

R.1 „Nie muszę i nigdy nie musiałem. Może ze 2 razy powiedziałem, że idę gdzie indziej, ale to nie dlatego, że musiałem , tylko żeby się nie martwili”.

R.8 „Nigdy nie ściemniałem, że idę do kumpla na urodziny czy coś w tym stylu. Powiedziałem jasno, że wole żeby wiedzieli niż potem robili mi jazdy jak mnie zobaczą w tv. I że wolę im powiedzieć jasno gdzie jadę i kiedy a nie „ściemniać” jak połowa moich kumpli”.     

R.7 „Nie, jeżdżę swoim autem, za swoje pieniądze więc powinni się cieszyć że wydaje swoje pieniądze na swoją pasję, hobby, a np. nie przepijam tych pieniędzy”.

Większość respondentów zmuszona jednak była do innego sposobu działania.

R.4 „Ano, musiałem ścieniać i to ostro. Rodzice mnie generalnie niechętnie puszczali na mecze w Warszawie, więc co dopiero mówić o wyjazdach. Na pierwszy wyjazd do Łęcznej mówiłem, że idę na grilla do kolegi z klasy (…) Następne 2-3 też ściemniałem, np. że jadę do Warszawy (bo mieszkam pod Warszawą) do biblioteki na cały dzień a później na imprezę i wrócę następnego dnia. No trzeba było kombinować…”

R.5 „Po prostu muszę ich czasem okłamać, nie powiedzieć całej prawdy, dopowiedzieć to i owo, aby się udało i nie wydało.”

R.6 „Wcześniej na pewno tak. Kiedy mówiłem, że chcę jechać na mecz  a Oni mówili, że nie, to musiałem sporo kombinować. Nie chcieli mi dawać pieniędzy na mecze, musiałem sobie odkładać z oszczędności, odmawiałem sobie imprez, wspólnych zabaw z kolegami żeby tylko pojechać na mecz.”

R.12 „Na początku moim patentem  było po prostu to, że jeździłem tam ze starszą siostrą. Później były to wyjazdy z dużo starszym kolegą z mojej miejscowości, o którym moi rodzice mają bardzo pozytywną opinię, bo jest to powiedzmy, bardzo kulturalna i elokwentna osoba. A z czasem…no nie wiem, czasem na przykład wykorzystywałem argument, że w szkole idzie mi bardzo dobrze, że nie mam problemów, że nic się złego nie stanie”.

R.15 „Używałem chyba najbardziej popularnego patentu czyli urodziny kolegi, z których miałem wrócić rano”.

2. Dylematy kibica- między powinnością wobec rodziny a meczem wyjazdowym

Dla dużej części rozmówców pojechanie na wyjazd w zwykły, tradycyjny dzień było kosztującym ich wiele pracy lub wyrzeczeń zadaniem. A co w takim razie, kiedy mecz taki wypada w dzień inny niż wszystkie, np. uroczystość rodzinną czy Święta? Oto kilka odpowiedzi.

R.6 „Wcześniej kiedy były wyjazdy w Święta, kiedy jeszcze nie miałem za bardzo pieniędzy musiałem jeździć z rodziną na imprezy rodzinne. (…) Ostatnio nawet były imieniny mojej mamy i mecz w Lubinie, to pojechałem, a życzenia były składane w trakcie wyjazdu.”

R.3 „Jeśli chodzi o to, to miałem jedną taką sytuację, której  perspektywy czasu bardzo żałuję, bo zachowałem się bardzo konformistycznie. Świętowanie Mistrzostwa Polski w 2006 roku wypadło na wesele mojej kuzynki, i nie pojechałem wtedy na ten mecz.  Było to związane przede wszystkim z tym, że nie byłem wtedy samodzielny, pod jakimkolwiek względem, więc nie miałem wyjścia”.

R.7 „Cóż, pewnie się powtórzę ale dla mnie wyjazdy to rzecz święta, bardzo ważna. Wielka Sobota to idealny dzień na wyjazd (śmiech). Majówka również, już nie mówiąc o wakacjach (śmiech). Co do uroczystości rodzinnych, to zależy oczywiście od ich rangi, jeśli był to choćby ślub brata to oczywiście musiałem się na nim pojawić, ale już różne imprezy urodzinowe czy imieninowe to regularnie zdarza mi się omijać bo akurat Legia gra mecz wyjazdowy.”

R.4 „Jakoś długo niestety nie jeżdżę więc wielu takich akcji nie miałem, ale np. jutro mamy Wielką Sobotę, a ja jadę z naszymi Przyjaciółmi z Pogoni Szczecin do Lublina więc odpowiedź jest oczywista. Wakacje właściwie planuję pod Legię, mam na myśli puchary europejskie. W majówkę tez byłem na wyjeździe więc takie niby ważne terminy mi raczej różnicy nie robią. (…). Na chyba najważniejszy i najciekawszy wyjazd ostatnich lat do Bełchatowa w 2008 na Finał Pucharu Polski (który zdobyliśmy) nie pojechałem, bo kilka dni wcześniej zmarł mi dziadek i pogrzeb wyznaczono właśnie ta ten sam dzień….Więc zostałem w domu.”

R.10 „Zdarzyło mi się, że w Wielką Sobotę Legia grała w Łodzi. Mecz był dość wcześnie, wiedziałem, że do wieczora wrócę więc pojechałem. Kiedyś również po ślubie znajomych, zdarzyło mi się pędzić na Łazienkowską, po drodze przebierając się, bo był jakiś ważny mecz.”

R.12 „Tu już różnie, raz za namową rezygnowałem z meczu, czasami jednak za priorytet wziąć Legię”.

Widać zatem, że rozmówcy owładnięci są swoją pasją tak bardzo, że nawet dni wydawałoby się ważne, zazwyczaj wolą spędzić na szlaku kibicowskim. Część z nich zaznacza jednak, że chociaż większość imprez i wydarzeń okolicznościowych nie jest dla nich powodem do rezygnacji z wyjazdu, to istnieje kilka najistotniejszych momentów, dla których mecz Legii w innym mieście schodzi na dalszy plan.

Powyższe pytanie odnosiło się do wydarzeń w większości niezależnych od kibica, wyjątkowych terminów narzuconych mu odgórnie. Jak zatem zachowuje się on, kiedy sam może lub musi pogodzić w jakiś sposób pokrywające się terminy? Na pytanie, czy zdarzyło się kibicowi poświęcić lub ustawić jakieś wydarzenie rodzinne pod grafik wyjazdowy większość respondentów odpowiedziała, że nigdy takiej sytuacji nie było, że nie było takiej potrzeby. R.7 powiedział „czasami sugeruję, choćby rodzeństwu gdy wyprawia jakieś urodziny czy imieniny aby zrobili to lepiej w sobotę bo w niedzielę jadę na mecz.”. Z kolei pośród respondentów, którzy znajdowali się w takiej sytuacji można było usłyszeć np.:

R.3 „Zdarzało się, np. nie pojechałem na imieniny ojca kiedy jechaliśmy do Chorzowa”.  

R.6 „Miałem tak. Swoją „osiemnastkę” miałem kilka dni przed meczem, kiedy było pożegnanie Żylety to ustaliłem, że impreza może poczekać. Przełożyłem ją na inny termin, bo pożegnanie Żylety to było tak ważne wydarzenie, wiedziałem, że już nigdy na niej nie stanę”.

R.8 „Tak, była taka sytuacja kiedy akurat był wyjazd rodzinny a ja stanowczo dałem do zrozumienia, że mam inne plany i jadę do Wiednia. Nie było zbyt przyjemnych uwag ze strony matki ale ona wie, że Legia jest dla mnie jak narkotyk”.

Ostatnie zdanie może posłużyć chyba jako najlepsze podsumowanie tego zagadnienia.

Jeśli chodzi o stan cywilny, to każdy z rozmówców jest kawalerem, a ponadto 5 z nich deklarowało, że nie posiada obecnie stałej partnerki. O najszerszy  komentarz tej sytuacji postarał się r7: „Nie, jestem –jak to się w ostatnim czasie mówi- singlem (śmiech). Moja pasja ma na to duży wpływ niestety, ponieważ bardzo często gdy koledzy jechali na jakąś dyskotekę czy szli do klubu w weekend to ja wybierałem mecz i wyjazd gdzieś w Polskę. Dla mnie weekend równa się mecze, przez co zaniedbałem nieco temat dziewczyn. Ideałem byłaby chyba dziewczyna podzielająca moją pasję, ale źle by nie było gdyby też po prostu akceptowała moje hobby. Natomiast nie mógłbym być z dziewczyną która zakazywałaby mi jeżdżenia na mecze, nie ma takiej możliwości”. Dwóch innych Legionistów deklarowało, że obecnie nie są już w związkach ale ich doświadczenia z ostatnią stałą partnerką pozwalają im wypowiedzieć się na temat podejścia ukochanej kibica do jego pasji, a jeden ziomek twierdził, że jest zbyt krótko ze swoją dziewczyną żeby mieć na temat coś więcej do powiedzenia.

Na dziewięciu mogących wziąć udział w tej części badania, tylko dwóch powiedziało, że ich partnerki również są kibicami Legii, znają się na piłce oraz aktywnie biorą udział w życiu kibicowskim („Oj tak. Mam to szczęście(…) Od lat jeździ na mecze, była na kilku wyjazdach, ogólnie doskonale zna klimaty piłkarskie i kibicowskie” R.4). W związkach tych zatem odpadał problem, w którym kibic chciał samemu jechać na mecz, zostawiając na ten czas partnerkę („Jeżeli jest mecz, to jedziemy na niego razem, planujemy wspólnie wszystko. Jeżeli jedno z nas nie może, to 2 ma obowiązek, żeby  jechać” R.12)

Pozostali nie mieli takiego szczęścia, w związku z czym większość z nich miała problemy, gdy oznajmiali, że wybierają się na wyjazd. Jak opisują to rozmówcy partnerki reagowały np.:

R.1 „Pukała się w głowę”.

R.8 „Nie pochwala gdyż ma swoje powody”.

R.2 „No właśnie mówiła „może byśmy się spotkali zamiast na te swoje głupie mecze jeździsz”, powiedziałem, że mecze są raz na 2 tygodnie a ja Ją mam na co dzień, i jakoś się rozszedł temat a później my”.

Na pytanie czy badani stawali przed dylematem „dzień z nią a mecz” padały różne odpowiedzi. Wśród związków tworzonych przez obie kibicujące osoby nie było to problemem.

R.12 „Oboje wiemy że mecz jest ważny, jak jest okazja to jedziemy, taki może się nigdy nie powtórzyć a „dzień z nią” może być następnego dnia. Jeszcze dużo wspólnych dni przed nami”.

R.4 „Właśnie mam z Nią tak dobrze, że mecze Legii oglądamy zawsze wspólnie w pubie albo razem na sektorze”.

R3 potrafił wypracować kompromis: „Różnie. Bywało tak, że wolałem spędzić z Nią mniej czasu i jechać na mecz, ale bywało też, że jechałem do Niej a nie na wyjazd. Nie było reguły…”.

R.8 „Tak, często. Ona wie, że to moja pasja. Wie, że nie może mi tego zabronić czy ograniczyć. Kobieta kobietą a Legia Legią”.

3. Bycie kibicem- wpływ na relacje rodzinne

Następnie wrócono do tematu rodziny w szerszej perspektywie i zapytano czy fakt bycia zaangażowanym kibicem jakoś zmienił jego pozycję czy rolę w rodzinie. 10 respondentów odpowiedziało, że nic takiego nie ma miejsca, a pozostała piątka twierdziła, że:

R.8 „Może mają mnie za lekkiego szajbusa i fanatyka”.

R.4 „Odkąd jeżdżę, rodzicie chyba zrozumieli, że jestem już bardziej odpowiedzialny za samego siebie i niezależny, niż Oni momentami by tego chcieli. To jeżdżenie chyba przyśpieszyło fakt uświadomienia im sobie tego, że robię to co uważam za słuszne nie patrząc na Ich opinię. Ale działa to też w drugą stronę, bo ojciec potrafi użyć tego argumentu przeciwko mnie, bo czasem bywa, że w jakiejś sytuacji powie „jeździsz na mecze to możesz/jesteś coś tam”.

R.13 „Na pewno. Kiedy miałem nieprzyjemności po meczu z Polonią, po słynnej akcji Widelec w domu patrzyli na mnie inaczej. Już nie na chłopaka niewinnego tylko już na stereotypowego pseudokibica”.

R.2 „Jeśli chodzi o najbliższą rodzinę, to na pewno nie, poza jakimiś tam głupimi uwagami(…) Myślę, że zarówno dla dalszej jak i bliższej rodziny jestem dalej (tu imię). A jako kibica oceniają mnie kiedy rozmowa zejdzie na te szlaki.” 

R.5 „Z ust starszej siostry zawsze słyszę, że jestem „nienormalny bo stoję z innymi nienormalnymi przez 90 min i drę mordę” albo że tak jak inni (wszyscy kibice są wrzucani do jednego worka) jestem chuliganem, bandytą lub po prostu bydłem (śmiech).Chociaż zauważyłem, że jak ona z kimś rozmawia o piłce nożnej czy Legii to nigdy nie pominie faktu, że jej brat również jeździ na mecze. W takiej sytuacji widzę u niej pozytywne nastawienie”.

Na pytanie czy zmieniło się podejście rodziny do pytanego Legionisty tylko 4 osoby stwierdziły, że zauważyły coś takiego.

R.8 „Chyba mniej mnie kontrolują, mam większą autonomię”.

R.13 „Ciężko mi powiedzieć. Kochają mnie ciągle, ale….inaczej na mnie trochę patrzą…jak na kogoś mniej grzecznego”.

Na odwrotnie postawione pytanie, czy zachowanie respondenta wobec rodziny uległo zmianie również podobna ilość odpowiedziała, że nie (9 osób), a inni udzielali odpowiedzi, które wskazywały, że mniej liczą się ze zdaniem rodziców niż dotychczas.

R.4 „Tyle, że nie proszę się o pozwolenie tylko mówię, że jadę, ewentualnie pytam czy nie mają jakiegoś „ale”. Chociaż nic ono by nie zmieniło, tyle, że wziąłbym je pod uwagę i pojechał „tam gdzie nasza Legia gra”.

R.6 „Kiedy już miałem dowód w kieszeni, mogłem sam decydować, że jadę to starali się mnie siłą powstrzymać, były jakieś kłótnie w domu, awantury.”

R.9 „Wyjazd na mecz oznajmiam w taki sam sposób jak wyjście w miasto/ na imprezę”.

Czy w związku z tym wszystkim co wcześniej tutaj zobrazowano, tym jak wielką, pochłaniająca kibica i emanującą na jego różne sprawy życiowe jest pasja kibicowania Legii Warszawa miało to jakiś wpływ na jego rodzinę pod kątem tego, jak ona postrzega obiekt jego kultu? Czy jego zaangażowanie stworzyło lub zmieniło punkt postrzegania Legii? Niemal wszyscy stwierdzili, że faktycznie spowodowali, że Legia stała się w jakiś sposób punktem zainteresowania rodzin. Tylko w dwóch przypadkach kibice odp., że na matkę to nie wpłynęło a ojciec jako kibic innej drużyny nie zaczął się interesować Legią. Pozostałych 13 osób udzielało bardzo różnych odpowiedzi.

R.13 „Trochę tak. Teraz myślą, że kibice Legii to bandyci, wcześniej postrzegali Legię jako futbol, wspaniali piłkarze. Odkąd ja już jestem zagorzałym kibicem to Legia Im się kojarzy z pseudokibicami :-).”

R.8 „Moja mama ogranicza się tylko do pytań z czystej ciekawości : „Jak było” , „Jaki był wynik” itp., tata za to bardziej „żyje tym” , często wypytuje mnie nawet  o aspekty kibicowskie.”

R.1 „Myślę, że mama na pewno zaczęła solidniej czytać wyniki czy skład drużyny. Dopytywać się jak tam było na wyjeździe, kto strzelił”.

R.4 „Mama się wypytuje czasem po wyjeździe jaki wynik, bo oto jak było, jak mi się podobało, to pyta zawsze. Ojciec z takiej ogólnej sympatii do Legii przeszedł na coś w kształcie rozerwania wewnętrznego (śmiech). Z jednej strony dalej ich lubi, a z drugiej jest zły i pomści na nich kiedy jadę albo kiedy w mediach pokażą jakąś aferę z kibicami Legii. Bardziej wtedy piętnuje to chuligańskie czy normalne, a tylko w mediach kłamliwie przedstawione, sytuacje i wraca do swoich gadek, że może zająłbym się czymś innym.”

R.3 „Jeśli już, to myślę bardziej pozytywnie, bo powiedzmy patrzą na to tak, że jestem dobrym studentem, jestem ułożony, nie sprawiam problemów, więc patrzą na to „o zobaczcie, porządny chłopak, kibicuje Legii Warszawa”, że to nie jest tak, że kibicuje sama patologia”.

R.11  „Ojciec jak to ojciec, pyta co tam z Legią, jak sprawa stadionu, sprawa konfliktu itp. Raczej nic się nie zmieniło w tej materii. Matka może nabrała trochę więcej szacunku do kibiców.”

Widać zatem, że najbliższe otoczenie kibica nie pozostaje obojętne na jego pasję i równocześnie reaguje na to, na różne sposoby.

4. Dylematy kibica – ważność rodziny a ważność Legii

Ostatnim pytaniem tego wątku była prośba o opisanie jak ważna dla kibica jest rodzina a jak Legia. Tutaj odpowiedzi były zgodne, i wszyscy zgodnie odpowiedzieli, że najważniejsza jest rodzina. Właściwie każdy z ich stwierdził również, że Legia jest sprawą najważniejszą zaraz po rodzinie. Oto kilka odpowiedzi:

R.3 „Rodzina jest dla nie wszystkim na pewno. Ale Legia również. Uważam, że te 2 rzeczy można połączyć ze sobą.”

R.4 „Rodzina jest najważniejsza. Zawsze. Legia jest rzeczą, albo raczej częścią życia, chyba najważniejszą zaraz po rodzinie (…). Tylko wiadomo, że te sprawy przenikają się, raz wybiorę z jakiegoś powodu rodzinę, innym razem pojadę na mecz. Nie ma tutaj podziału na białe albo czarne. Jednak rodzina jest ogólnie w życiu najważniejsza. A Legia jest czymś najważniejszym poza sferą rodzinną.”

R.9 „Ciężko zestawić emocjonalnie obok siebie te dwie rzeczy. Rodzina zawsze będzie dla mnie najważniejsza. Choć Legia również zajmuję dużą cześć mojego życia, to jednak najbliżsi będą dla mnie zawsze wartością najważniejszą w życiu”.

R.1 „Rodzina jest ważniejsza. Jeszcze zależy w jakiej sytuacji. Obie są bardzo ważne, rodzinę ma się jedną tylko, no klub też.”

R.12 „Wiadomo, ze rodzina jest najważniejsza. Tu nie ma o czym dyskutować. Legia zajmuje bardzo ważne miejsce w moim życiu (…) Legia to styl życia”.

R.10 „Wiadomo, że obie te rzeczy są bardzo ważne. Mimo wszystko ważniejsza jednak jest  rodzina, przynajmniej ta najbliższa (…). Ciężko mi w ogóle porównać te 2 rzeczy na jednym poziomie, bo i to i to jest ważne.”

R.11 „Jednak rodzina jest najważniejsza. Hobby na drugim miejscu. Bez kibicowania ciężko byłoby żyć, ale bez rodziny zdecydowanie ciężej.”

5. Podsumowanie

Podsumowanie przedstawionych powyżej wypowiedzi  można zacząć od tego, że tylko 1 fan na 15 stwierdził, że w jego rodzinie istnieją tradycje kibicowskie i ojciec był aktywnym kibicem Legii. We wszystkich przypadkach najbliższa rodzina jest świadoma pasji swojego syna (z rodzinami dalszymi bywa różnie), ale ich podejście do tej kwestii bywało różne i mieściło się w granicach: akceptacji, przyzwyczajenia się do tego stanu rzeczy lub nieakceptacji.

Jednakowe podejście wykazywały wszystkie rodziny do sprawy udziału w meczu wyjazdowym, i było to podejście negatywne. Co jednak dało się zauważyć wraz z wzrastającym wiekiem kibica malała możliwość przeciwstawiania się rodziny temu pomysłowi. Przy owym nieprzychylnym podejściu rodziców do puszczania synów na mecz, większość z respondentów przyznała, że była lub jest zmuszona stosować różnego rodzaju wybiegi i patenty aby móc bez ich wiedzy pojechać. Uczestnictwo w wyjeździe dla kibiców jest tak ważne, że każdy z nich jeździ lub gotowy jest na to nie tylko w dni powszednie ale również w różnego rodzaju święta i uroczystości rodzinne. Z tym, że część z Legionistów zastrzegła, że istnieją takie, nieliczne, uroczystości rodzinne, w których mecz musiałby jednak zostać na drugim miejscu. Wszyscy byli zgodni, że wakacje lub ur. rodzinne starają się planować tak aby nie kolidowały z terminarzem rozgrywek.

Dziewięciu stwierdziło, że posiada doświadczenie, które pozwala im opowiedzieć o stosunku ich partnerek do ich pasji. Tylko 2 na 15 posiadało dziewczyny, które również były kibicami. Właśnie ci rozmówcy odpowiedzieli, że nie mają żadnych kłopotów, kłótni ani nieporozumień ze swoją drugą połówką przez wyjazdy. Nie stawali oni również przed dylematem „mecz a dzień z nią”. Pozostałym respondentom udawało się wypracować z partnerką kompromis i mogli oni liczyć na jej wyrozumiałość albo jak w dwóch przypadkach, miłość do klubu okazała się ważniejsza niż miłość do partnerki.

Pytani kibice deklarowali, iż ich pozycja w rodzinie (w 11 przypadkach) nie zmieniła się z powodu bycia kibicem, cztery osoby stwierdziły, że zauważyli inne podejście rodzin do siebie. Tylko sześciu respondentów stwierdziło, że to oni zmienili sposób zachowania wobec rodziny. Na 15 osób 13 stwierdziło, że siła ich pasji wpłynęła na rodzinę, która zaczęła lub zmieniła sposób, interesować się Legią.

Widać z powyższego, że oddani, fanatyczni kibice gotowi są dla pojechania na wyjazd do wielu rzeczy: poświęcania imprez rodzinnych, planowania urlopów, aktywnego przeciwstawiania się poglądom rodziców, okłamywania ich, nawet poświęcania swoich związków miłosnych. A jednak….wszyscy zgodnie stwierdzili, że rodzina jest czymś najważniejszym! Legia jest pasją, jest stylem życia, jest hobby, jest czymś najważniejszym zaraz po rodzinie a dla części równie ważna co ona, ale… ”Bez kibicowania ciężko byłoby żyć, ale bez rodziny zdecydowanie ciężej.”

Rozmowy odbywały się w domach i w pubach, a rozmówcy to ziomki rozmawiającego.

Wstęp i lekka ingerencja: Ł., opracowanie wywiadów i komentarze do nich: Żyła.